Pierwszy raz na OP

Także o noclegach, mapach, pogodzie, literaturze...
MiG

-#7
Posty: 3126
Rejestracja: śr 03 mar, 2004
Lokalizacja: Wawa

Post autor: MiG »

jerry pisze: pierwszy raz wyladowalem w Tatrach, pierwszego dnia byl Giewont, a drugiego od razu Granaty i zejscie Kozia przelecza ... od tego sie zaczelo
A chodziłeś po innych górach, miałeś doświadczenie? Jeśli nie to pomyśl, że 1 na 5 takich łazików robi sobie krzywdę na OP. Gra warta świeczki?
jerry pisze: nie wiem jak bym zapalal miloscia do Tatr, gdybym nie mogl od razu isc jak najwyzej, mialem wysokie martensy
Jak od razu pójdziesz najwyżej , to potem możesz już tylko niżej... :P
Do tych martensów to sie nie przyznawaj... No tak, ale miałeś plecak z pasem piersiowym :) :D

MiG

PS. ale pojechałem... :) Jerry nie przejmuj się
sKoTi

-#5
Posty: 606
Rejestracja: pn 19 kwie, 2004
Lokalizacja: Zduńska Wola

Post autor: sKoTi »

MiG - ale MiGu się rozkręcasz - witaj w klubie...
ja w sumie zaczynałem od gorców (czasów liceum i wycieczek kilkudniowych nie liczę, bo się więcej piło niż chodziło)... ale były to zimowe gorce - i niebyło wcale tak łatwo... śnieg po pas (czasami po szyje) - przecieranie szlaków (wiecie jak to w gorcach) - b. miłe wspomnienia...
Hogarth

-#4
Posty: 464
Rejestracja: ndz 18 lip, 2004
Lokalizacja: Bytom

Post autor: Hogarth »

ja moje pierwsze łańcuchy zaliczyłem na.....Babiej górze... a w tatrach,,,no cóż... tatry wysokie to raczej inna technika chodzenia a tatry zachodnie to łażenie na kondycję... przewaznie więc przecieram sie najpierw w zachodnich a dopiero potem lece na OP
jerry

nieaktywny
Posty: 644
Rejestracja: ndz 08 lut, 2004
Lokalizacja: Kargowa

Post autor: jerry »

MiG pisze:Do tych martensów to sie nie przyznawaj...
czemu ?? nie gorsze od adidasow .. moze troche podeszwa sliska .. ale wszystko bylo OK :) a wczesniej to zdobylem Gubalowke, Dol.Koscieliska, jaskinie Mrozna i Raptawicka :P

mowiac o plecaku mialem na mysli normalny turystyczny .. a nie np na jedno rami e(a takie tez widzialem) ... ale jak ktos chce sie czepic to sie czepi ... ludzka rzecz ;)

PS. mowisz ze 1/5 robi sobie krzywde ?? hmmm .. zawsze mialem szczescie i jak cos bylo malo prawdopodobne to mi sie przytrafialo ... shit .. ze tez wtedy mielam pecha i postapilem jak 4/5 czyliwiekszosc (czego nie lubie akurat) :)

pozdrawiam ripostujac :D:D
Awatar użytkownika
DeGie

-#3
Posty: 165
Rejestracja: pt 13 sie, 2004
Lokalizacja: Grudziądz Bydgoszcz

Post autor: DeGie »

Ja miałem niesamowite pierwsze doświadczenia z Tatrami. Parę lat przed wyjazdem do Zakopca byłem byłem zimą w innych górach, nawet nie pamiętam gdzie, ale Tatr nie widziałem, szczerze mówiąc nie interesowało mnie to. Znajomi pojechali już a ja z kumplem (ps. nie wiem czy mogę ale napiszę bo chyba to nic złego: oświadczył się parę dni temu swojej dziewczynie na Kościelcu:)- może dlatego wybrał tą górę bo ładny widok na OP? hehe). W każdym razie tamtego lipcowego lata pojechałem z nim trochę później, ze zwzględu na finał mistrzostw w piłce (świata albo europy). Znajomy odebrał nas w Zakopcu, Po drodze idziemy, pytamy o ressztę ekipy, znajomy mówi że są na Giewoncie, a jutro Orla Perć. Nie wiem czy się ucieszyłem, zapewne było mi wszystko jedno, bo nie znałem tego szlaku, jak i pozostałych. Wjechaliśmy na Kasprowy kolejką, weszliśmy na Świnicę, Zawratem, przez Kozie, i nie jestem pewien którędy schodziliśmy. W każdym razie do Czarnego Gąsienicowego. Jak byłem ubrany? Tak samo jak dzisiaj, z tymże dziś na nogach mam Technica, a wtedy były trampki, w których chodziłem sobie jeszcze jakieś dwa lata, aż mi mama kupiła buty jak się dowiedziała ile kosztuje lot śmigłowcem :). Ale trampki wspominam bardzo dobrze. Hough.
Robert I.

-#1
Posty: 31
Rejestracja: pn 11 paź, 2004

Post autor: Robert I. »

Orla Perć! Ach. W tym roku udało mi się wyrwać do Zakopanego jedynie na trzy dni. Mam 16 lat, a że nie chciałem toczyć długiej wojny z rodzicami powiedziałem im, iż jadę do kolegi na działkę. Oczywiście oni zdawali sobie z tego sprawę, że siedzę w jakiś górach...
To były tylko trzy dni. Tatry znam bardzo dobrze, lecz głównie z teorii. W praktyce to właśnie zaraz po przyjeździe, gdy zdobyłem Giewont miałem okazję po raz pierwszy zetknąć się z łańcuchami. Pogoda była cudowna, więc z wierzchołka z utęsknieniem patrzyłem ku niedalekim szczytom przez które przebiega słynna Orla Perć.
Chciałem coś sobie udowodnić, a także dać do zrozumienia (szczególnie rodzicom), iż Tatry nie są górami dla samobójców i przy zachowaniu niezbędnych środków bezpieczeństwa wszystko jest do przejścia. Nawet mityczna Orla Perć.
Poranek był tak piękny... Zapowiadał się dzień o wręcz fenomenalnej pogodzie. Dojazd busem do Kuźnic, oczekiwanie w kolejce. Jeszcze wtedy martwiłem sie, że coś stanie mi na drodze, że coś się nie uda.
O 7.40. stanąłem na szczycie rozkoszując się pięknem turkusowego nieba bez chmur, lśniącym masywem Świnicy i rozłożystym Krywaniem. I rozpocząłem mój szlak. Jeszcze nigdy nie byłem tak podekscytowany. Mozolne podejście na Świnicę dłużyło się, lecz widoki były takie zniewalające. Szedłem sam. Na drodze spotkałem niewielkie stado kozic. Pasły się tak blisko, że zdołałem dokładnie uwiecznić ich widok na fotografiach. I wreszcie rozpoczęły się łańcuchy. Żleb Blatona, przy którym łańcuch był nieznacznie uszkodzony (zdałem sobie z tego sprawę dopiero później, kiedy przeczytałem o tym na internecie). Potem wierzchołek Świnicy, eksponowane zejście na Zawrat.
Na ręcę wdziałem rękawiczki bez palców i ruszyłem. Rozpoczynałem marsz Orlą Percią. Szlakiem marzeń. Już nic mi nie mogło przeszkodzić.
Cały szlak wspominam z mimowolnym wzruszeniem. Każda minuta podejścia to była czysta poezja. Wspaniałe widoki, które widziałem dotychczas na stronach przewodników oglądałem na własne oczy. Zamarła Turnia, Kozia Przełęcz... Jej rejon to najbardziej eksponowane i chyba najtrudniejsze technicznie miejsce na całym szlaku. Jednak maksymalne skupienie i niewrażliwość na przepaście pozwoliły mi przebyć ten odcinek bez problemów.
W tym czasie przez Kozią Przełęcz przechodziła dwójka mężczyzn. Jak przypuszczam (wynikało to z jego wypowiedzi) miał już ze strachu pełno w majtkach :) I dostrzegłem taterników na Zamarłej Turni. Zatrzymałem sie na kilka chwil ponad przełęczą słuchając ich rozmów o zakładaniu stanowiska. Kiedyś ja też będę zdobywał tatrzańskie zerwy :D Podejście na Kozi Wierch wymagało nie tylko sprawności w poruszaniu się przy pomocy łańcucha, lecz również bez nich. Jakże cudownie było przylgnąć do chłodnej skały i napawać się widokami dookoła. A gdy osiągnąłem najwyższy szczyt Polski leżący w całości na jej terytorium (była godzina 10.35. - sam byłem zdziwiony moim szybkim tempem, toż niecałe trzy godziny temu byłem na Kasprowym). Na Kozim zrobiłem sobie nie wymuszony odpoczynek, gdyż widok z niego poprostu mnie zachwycił. Między nogami srebrzył się Wielki Staw, a na wyciągnięcie ręki malowały się szczyty. Rysy, Mięgusze, Wysoka... To były mistyczne chwile, najwspanialsze jakie przeżyłem w Tatrach.
A potem ruszyłem dalej. Obawiałem się, że po przejściu najtrudniejszego odcinka Orlej Perci, dalsza jej część przyniesie rozczarowanie. Na szczęście nic bardziej mylnego. Dalszy odcinek wymagał sprawności w orientowaniu się w terenie. Nieco strachu przysporzyło mi zejście w rejon Żlebu Kulczyńskiego, gdzie szlak jest dosyć słabo oznakowany. Cóż, obawiałem się, że może zboczyłem gdzieś ze szlaku i schodzę ku jakiemuś przepastnemu żlebowi, z którego nie ma powrotu... Lecz potem usłyszałem ludzkie głosy i zdałem sobie sprawę, że jednak idę dobrą drogą. Napięcie wzrosło, kiedy czekało mnie pokonanie pokaźnego komina skalnego. Poezja :P
Wspaniałe widoki urozmaicały mi dalszą wędrówkę. Rejon Granatów jest nieco łatwiejszy pod względem technicznym. Słynny krok przez przepaść (czterometrowa szczelina) nie zrobił na mnie większego wrażenia, choć wśród pewnych pań wzbudzał wręcz nadmiernie dużo emocji.
Za Granatami rozpoczęło się długie podejście ku przełęczy Krzyżne. I nie zawiodłem się. Trudności porównywalne są do tych z początku Orlej. Szlak kluczy raz przewijając się na stronę Doliny Gąsienicowej, raz na Doliny Pięciu Stawów Polskich. Jedno wydarzenie szczególnie utkwiło mi w głowie. Oto, kiedy zbliżałem się do miejca, gdzie szlak wzdłuż skalnej ściany schodził z łańcuchem w czeluść usłyszałem odgłos kamiennej lawiny. Szybko na szczęście przycichł, lecz podskórny strach pozostał.
Paradoksalnie im bliżej Krzyżnego tym trudności wzrastają. Rozbudowane podejścia, mnogość problemów łańcuchowych - wszystko to minęło, kiedy dostrzegłem siodło przełęczy zamykającej Orlą Perć. Spojrzałem na zegarek. 13.40.
Zdobyłem Orlą Perć!
Potem mozolne zejście do Doliny Pięciu Stawów urozmaicone fenomenalnymi widokami. Następnie Roztoka i Palenica...
Następnego dnia czekał mnie powrót do domu. Znalazłem czas i siły by wejść na Nosal i z niemałą tęsknotą patrzyłem ku szczytom, które jeszcze wczoraj zdobyłem.
Jak ja kocham Tatry.
Maćko

-#1
Posty: 20
Rejestracja: pt 30 lip, 2004
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: Maćko »

Ja swój pierwszy raz przeżyłem w tym roku, mówie o OP oczywiście:). Gdy byłem w lipcu na Krzyżnym ogarnął nas wielki nas, czuliśmy z kumplem wielki respekt. Warunki pogodowe były fatalne - zerowa widoczność, deszcz. Dlatego też nasza wycieczka zakończyła się zejściem z Krzyżnego do piątki.
Jednak podczas sierpniowej eskapady przy wspaniałej pogodzie,bezchmurnym niebie aczkolwiek przy delikatnym oblodzeniu przeszedłem Kulczykiem na Kozi,z Koziego do Koziej Przełęczy.Momentami było ciężko,ale wystraczy chwila spokoju, zastanowienia się aby pójśc dalej....
pozdr
W sumie wcześniej byłem także na Zawracie:)
Awatar użytkownika
Mariusz

-#8
Posty: 5763
Rejestracja: pn 15 wrz, 2003
Lokalizacja: Marki

Post autor: Mariusz »

Robert, to naprawdę rewelacyjny opis! W trakcie lektury przypominało mi się moje pierwsze przejście - podobne wrażenia, wspomnienia i wiek...
:)
Awatar użytkownika
Szarotka

-#9
Posty: 14769
Rejestracja: sob 07 lut, 2004
Lokalizacja: Pięknoduchowo

Post autor: Szarotka »

Robert dziękuję Ci,że będąc 700km od kochanych Taterek o 5.10rano mogłam po raz kolejny rozkoszować się "przejściem" Orlej... :angel:
------------------------------------------
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
sKoTi

-#5
Posty: 606
Rejestracja: pn 19 kwie, 2004
Lokalizacja: Zduńska Wola

Post autor: sKoTi »

no gratulacje Robert I. - widać, że rośnie nam niezły pisarczyk... 3maj tak dalej...
Hogarth

-#4
Posty: 464
Rejestracja: ndz 18 lip, 2004
Lokalizacja: Bytom

Post autor: Hogarth »

tak, musze również dołączyc się do zasłużonych braw...Twój opis jest świetny :))
seba

-#4
Posty: 255
Rejestracja: ndz 08 lut, 2004
Lokalizacja: Chodzież

Post autor: seba »

naprawdę trudno pozostać obojętnym wobec takiego pisania...
znakomita relacja
pozdrawiam
seba
Maćko

-#1
Posty: 20
Rejestracja: pt 30 lip, 2004
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: Maćko »

Dołączam się do pozostałych, ręce same się zbierają do oklasków. Gratulacje:)
Hogarth

-#4
Posty: 464
Rejestracja: ndz 18 lip, 2004
Lokalizacja: Bytom

Post autor: Hogarth »

tylko zebyś pisał tutaj częściej a nie raz na pół roku!!!!
Pither

-#1
Posty: 2
Rejestracja: pt 15 paź, 2004
Lokalizacja: Kraków

Post autor: Pither »

Rzeczywiście świetnie napisane... ale będę trochę czepliwy :) Od Skrajnego Granatu do Krzyżnego nie widać Doliny Gąsienicowej tylko Pańszczycę (gwoli ścisłości). Jednak cały tekst wzbudził we mnie pozytywne wibracje i miłe wspomnienia z wędrówek. Czkekam na inne równie fascynujące opisy. Pozdrawiam
Awatar użytkownika
Mariusz

-#8
Posty: 5763
Rejestracja: pn 15 wrz, 2003
Lokalizacja: Marki

Post autor: Mariusz »

A my czekamy na twoje opisy Pither również. :]
Tasior

-#1
Posty: 28
Rejestracja: wt 28 wrz, 2004

Post autor: Tasior »

Niezły opis Roberta. Ja nie będę się rozpisywał.
Jest rok 2002. Tydzień do końca wakacji. Dzwoni wujek z dobrą wiadomością. W ciągu dwóch godzin już jestem z bratem w drodze do Kilec, a potem z wujkiem do Białki Tatrzańskiej.

-Dzień pierwszy:
Dolina Chochołowska-Starorobociański Wierch-Dolina Kościeliska.

-Dzień drugi:
Giewont

-Dzień trzeci:
Orla Perć
Wstaliśmy przed 6.00. Pojechaliśmy do Kuźnic. Mieliśmy wchodzić na Kasprowy Wierch, ale była mała kolejka do kolejki(na Kasprowy) i była niższa cena (wjazdy techniczne). Wjechaliśmy. Później na Świnicę, Zawrat ....... )( Krzyżne, Dolina Gąsienicowa i Kuźnice(przemieszczenie równe 0, ale za to jaka droga). Nie pamiętam dokładnie czasu ale ok. 9 godzin. Od Zawratu byliśmy w chmurach (dosłownie). Dopiero przy schodzeniu do D. Gąsienicowej nastąpiła poprawa pogody. Nie mam dobrych wspomnień z zejścia. Strasznie bolało mnie prawe kolano (miałem niecałe 14 lat, a co będzie za 20?). Ból ustawał na równym terenie i pod górę. Jakoś doszedłem do Kuźnic.

No trochę sie rozpisałem. Sorry.
MiG

-#7
Posty: 3126
Rejestracja: śr 03 mar, 2004
Lokalizacja: Wawa

Post autor: MiG »

Tasior pisze:Nie mam dobrych wspomnień z zejścia. Strasznie bolało mnie prawe kolano (miałem niecałe 14 lat, a co będzie za 20?). Ból ustawał na równym terenie i pod górę.
Wiązadła kolanowe - pewno naciągnięcie, jest szansa, że to z powodu jednorazowego wysiłku i się więcej nie powtórzy :) Ale swoją drogą należałoby rozsądniej wybierać trasy, bo można sobe zrobić krzywdę na resztę życia...

MiG
Piotr

-#4
Posty: 289
Rejestracja: ndz 29 lut, 2004
Lokalizacja: Krasnystaw

Post autor: Piotr »

Tasior pisze:miałem niecałe 14 lat, a co będzie za 20?
za 20 lat będzie lepiej - będziemy mądrzejsi o lata doświadczeń, a Tatry będziemy oglądali na zdjęciach ;)
Kaśka

-#3
Posty: 105
Rejestracja: pt 26 mar, 2004

Post autor: Kaśka »

Pierwsze zetknięcie z OP? Czerwiec bodajże '99, na Kasprowym słońce nad nami, pod nami morze...mgły, chmur i czego tam jeszcze... Zimno jak potepienie, ale przecież ubranko jest więc idziemy z myślą, że dalej to może być już tylko gorzej :aciu: I było - lód na skałach i łańcuchach, a wokół mleczna mgła (widocznośc na jakieś 3-5 metrów w porywach do 7:) ).
Może i dobrze - nie widziałam jak daleko mogę spaść :D
ODPOWIEDZ