Prowiant turysty

Buty, odzież, plecaki, śpiwory, akcesoria i sprzęt górski...
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
oskar

-#5
Posty: 603
Rejestracja: pn 26 wrz, 2005
Lokalizacja: Maków Podhalański

Post autor: oskar »

a bezy to nie kokosanki :P
MK

-#4
Posty: 262
Rejestracja: czw 03 mar, 2005
Lokalizacja: Wielkopolska

Post autor: MK »

Hej Gazdowie
Przebojem na moich wyrypach jeszcze w czasach komuny był SMALEC - bomba kaloryczna.
Wytapiany bez pośpiechu z dodatkiem drobniutko krojonego boczku wędzonego, podsmażonej kiełbaski, cebulki, papryczki, czosnku i ziół z przewagą majeranku lub curry.
Całość warstwowo - smakowo zalewana w słoiczki, gdzieniegdzie zaciągnięta kechupem wysmażanym z jabłkami i śliwkami, sosem sojowym itp.
Poza tym powidła własnej roboty.
Szczytem odlotu były kanapki z jednym i drugim.
do zobaczyska na szlaku MK
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

MK pisze:Przebojem na moich wyrypach jeszcze w czasach komuny był SMALEC - bomba kaloryczna.
Jak to wytłumaczył jeden mój znajomy Chińczykowi, zresztą z Malezji, który nigdy w życiu nie był w Chinach a do Polski przyjechał w celach byznesowych a rzecz cała się miała w restauracji w chwilę po podaniu przystawki do obiadu - właśnie smalcu i pieczywa - "Nie wiesz co to jest Denis (tak miał ów Chińczyk na imię) - hmm, najogólniej można by powiedzieć, że sam cholesterol, ale to jest dobre". Denis z niedowierzaniem posmarował kawałek bułki z rezerwą graniczacą z odrazą i wstrętem skierował w stronę ust i ... za chwilę zobaczyliśmy na jego żółtej gębie uśmiech szczęścia absolutnego. Zjadł szybko, posmarował kolejny kawałek, potem następny a kelner widząc co się dzieje przyniósł następną porcję. Gdy już wychodziliśmy to Denis otrzymał przy wyściu pięknie opakowany słoik smalcu - prezent od firmy. Oczywiście był to smalec z skwareczkami, cebulką. jabłuszkiem, majerankiem i co tam jeszcze potrzeba.
Awatar użytkownika
Darycjusz

-#3
Posty: 140
Rejestracja: wt 19 wrz, 2006
Lokalizacja: Katowice

Post autor: Darycjusz »

A w dzisiejszych czasach to czasem na pajdzie ze smalcem można nawet sporo zarobić. Szczególnie na jakiś masowych imprezach regionalnych etc
Awatar użytkownika
Hannibal

-#7
Posty: 3264
Rejestracja: sob 03 gru, 2005
Lokalizacja: Warszawa/ Grodzisk Maz.

Post autor: Hannibal »

Darycjusz pisze:A w dzisiejszych czasach to czasem na pajdzie ze smalcem można nawet sporo zarobić. Szczególnie na jakiś masowych imprezach regionalnych etc
W ogóle teraz wegetarianizm staje się passe. Nawet coraz większa rzesza aktorów odchodzi od wegetarianizmu i powraca do bekonu, karkówki, etc.
Smalec też pewnie jest już jazzy.
Awatar użytkownika
Andrzej Krystoszyk

-#6
Posty: 1165
Rejestracja: pn 17 maja, 2004
Lokalizacja: Pułtusk

Post autor: Andrzej Krystoszyk »

Bo, zważ to Hanni, te wszystkie zielska , dno i wodorosty, to to nie jest chrzescijańskie jedzenie..Ze dwa lata temu na Hubertusie, którego organizowaliśmy , orzebojem był bimber, smalczyk, kiszone ogóreczki i chleb od baby/znaczy wiejski na lściach chrzanu. Jejku co tam się działo. innostrancy, a było kilka osób z Francji i GB nie odpuścili ani skwareczki. , ani kapeczka samogonu suię nie zmarnowała, a PAni Ela - gospodyni i żona właściciela stadninu nie zostawiła sobie nawet słoiczka. Goście wynieśliwszystkie zapasy.. Konie po stremu żarły resztki i siano z leśnej łąki. O! :D :D :D
Awatar użytkownika
Hannibal

-#7
Posty: 3264
Rejestracja: sob 03 gru, 2005
Lokalizacja: Warszawa/ Grodzisk Maz.

Post autor: Hannibal »

Z tym "chrześcijańskim jedzeniem" to bym nie przesadzał. Mięso i ryby jak najbardziej. Ale warzywa i owoce również. Toż to w basenie Morza Śródziemnego ta religia powstała i przez dłuższy czas do tego właśnie regionu się ograniczała. Tak więc bardziej na dietę śródziemnomorską bym wskazywał aniżeli na dietę Innuitów. :)
Awatar użytkownika
Andrzej Krystoszyk

-#6
Posty: 1165
Rejestracja: pn 17 maja, 2004
Lokalizacja: Pułtusk

Post autor: Andrzej Krystoszyk »

Ale dieta musi być do klimatu dopasowana. W temeraturach śródziemia to i o trawie i kwasnym winie da się wyżyć, ale jak sypnie śniegiem na metr, dmuchnie wschodnim wiatrem i mrozem , spróbuj wyzyć o zielsku. Toż aż sie prosi o coś kalorycznego. Jakieś gigakalorie na przetrwanie muszą być.
Awatar użytkownika
Hannibal

-#7
Posty: 3264
Rejestracja: sob 03 gru, 2005
Lokalizacja: Warszawa/ Grodzisk Maz.

Post autor: Hannibal »

Nie no, oczywiście, Andrzeju. Ja się tylko odniosłem do tego "chrześcijańskiego jedzenia".
Natomiast nieprawdę jest, że w basenie Morza Śródziemnego podstawą wyżywienia jest zielsko i wino. Raczej produkty zbożowe, czyli źródło węglowodanów złożonych, tłuste ryby oraz oliwa z oliwek. Na Krecie spożycie tłuszczy wynosi nawet 40%. A kaloryczność diety danej osoby uzależniona jest od jej trybu życia oraz oczywiście wieku.
Awatar użytkownika
Zygmunt Skibicki

-#7
Posty: 4030
Rejestracja: ndz 31 gru, 2006
Lokalizacja: Łódź
Kontakt:

Prowiant...

Post autor: Zygmunt Skibicki »

No, poczytałem sobie. Sporo tego...
Zamiast przekopiowywać tu potężny kawał mojego na ten temat tekstu, daję link do mojej strony, gdzie całość jest od jakiegoś czasu - http://turystyka.skibicki.pl/forum/view ... =2483#2483
Oczywiście hasło "Prowiant"
Jest to także w formie książkowej, ale pod ww. linkiem jest cała treść książki.
Przepraszam, ale to dość obszerna lektura.
Wszystko, co tu piszę ma domyślną klauzulę "moim zdaniem" i nikogo to do niczego nie obliguje, ale i nie... upoważnia.
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
Patrycja

-#3
Posty: 228
Rejestracja: pn 12 lut, 2007
Lokalizacja: W-wa, a w zasadzie ok. Grodziska Maz.

Post autor: Patrycja »

A ja mam pytanie !

Czy ktoś z Was próbował dań liofilzowanych?Czy jest to zjadliwe ? smaczne ? i warte swojej /dość znacznej zresztą/ceny?
Przygotowuję się do dość dalekiej wyprawy i zastanawiam się czy jest sens inwestować i targać ze sobą to cudo? :?

Jeśli już poruszaliście ten wątek to przepraszam, że się powtarzam ale ze względu na ograniczenia czasowe /mam dostęp do netu tylko w robocie i czasami musze niestety też pracować/- nie zdołałam przebrnąć przez 12 stron wątku o prowiancie /próbowałam ale robiłam to wyrywkowo i zwątpiłam przy wymianie zdań dotyczącej balansowania diety/
Awatar użytkownika
Szarotka

-#9
Posty: 14769
Rejestracja: sob 07 lut, 2004
Lokalizacja: Pięknoduchowo

Post autor: Szarotka »

Patrycja pisze:Czy ktoś z Was próbował dań liofilzowanych?Czy jest to zjadliwe ? smaczne ? i warte swojej /dość znacznej zresztą/ceny?
wygląda pysznie,smakuje też,ma zdaje się odpowiednią ilośc kalorii i wartości. Wada-jest jednak stosunkowo drogie. Dla ciekawostki podam,że moi koledzy po kilkudniowym pobycie na wysokości ok 3500 odstawili to żarcie na bok i dopadli do mojego samorobnego rosołu z kostki,wzbogaconego masą suszonych warzyw i kaszą kuskus :D Myślę jednak,że było to spowodowane niedogodnościami aklimatuzacji ;) Nie oszukujmy się,na dłuższą metę na tzw chińskich zupkach daleko się nie zajdzie, na liofilizatach już prędzej :)
------------------------------------------
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
Łukasz t

-#3
Posty: 192
Rejestracja: pn 22 sty, 2007
Lokalizacja: Żywiec

Post autor: Łukasz t »

Panie i Panowie, to były czasy :D :

"Na temat jedzenia podczas wycieczki także wypowiadał się wszechstronny Przewodnik:
Z pomiędzy żywności zabieranej zwykle na wycieczki, okazał się bardzo pożądanym przede wszystkim bigos. Odgrzany na popasie, syci pragnienie i głód, a zwłaszcza na forsownych wyprawach, gdy się traci apetyt do mięsnych potraw, jedynie bigos, a choćby sama kapusta wybornie smakuje. Potem dobry jest bulion i czarna kawa.
Zwykle ładują goście na wycieczki oprócz chleba i bułek, pieczone lub smażone kurczęta, huzarską pieczeń, kiełbasę, słoninę węgierską, szynkę, jaja, masło, ser owczy, ciasta różne, wędliny, a z napojów wódkę, wino, arak i najważniejszą herbatę, do której trzeba mieć cukier w kawałki drobne potłuczony. Praktycznymi okazały się na wycieczkach ozory, lub mięso zaprawiane w puszkach."

Ze wspomnień Karłowicza.
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

Patrycja pisze:Przygotowuję się do dość dalekiej wyprawy
To znaczy jakiej? Bo i region świata może być nieobojętny przy ustalaniu propozycji diety (wiezionych zapasów).
Jestem gorszego sortu...
Awatar użytkownika
Zygmunt Skibicki

-#7
Posty: 4030
Rejestracja: ndz 31 gru, 2006
Lokalizacja: Łódź
Kontakt:

Post autor: Zygmunt Skibicki »

Potrawy liofilizowane, to nie jest "chińszczyzna" z marketu!
"Gorące kubki", "chińskie zupki", "gorące chwile" i "dania w 5 minut" nie mają prawie nic wspólnego z daniem liofilizowanym choć powstają w podobnej technologii.
Porównanie jest mniej więcej takie samo jak zduńskowolski "kocyk" i polar z Maldena.
Spróbujcie sami - choćby na jednej porcji.
Trochę o tym gadamy na moim forum - link pod podpisem.
Co do ceny...
Mała nie jest, to fakt - 20 złotych za obiad. Co powiecie jednak na kupowanie dań na dwie osoby za 30 zł?
Takią porcję można otworzyć, spożyć połowę, a drugą zostawiś szczelnie (natychmiast!) opakowaną i sięgnąć do niej do dwóch trzech dniach. Oczywiście w tropikach nie da się tego zrobić, ale z drugiej strony - kto wybiera się na taką wyprawę w pojedynkę?
I jeszcze jedno. Potrawy liofilizowane tanieją. Powoli, ale jednak. To jest nasza przyszłość.
Wszystko, co tu piszę ma domyślną klauzulę "moim zdaniem" i nikogo to do niczego nie obliguje, ale i nie... upoważnia.
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
Dorian

-#5
Posty: 995
Rejestracja: ndz 31 paź, 2004
Lokalizacja: Jaworzno

Post autor: Dorian »

Iwona pisze:wygląda pysznie,smakuje też,ma zdaje się odpowiednią ilośc kalorii i wartości.
Tak jak napisała Iwona jadłem liofilizaty i nie jest to złe danie/dania tyle że po paru dniach naprawdę chce się zjeść coś innego niż tylko tą tzw.papke :P Polecam, tyle że nie nastawiaj się tylko na same liofilizaty :)
Jest to pożywne i jak powiedział Zygmunt są porcje na 2 osoby tyle że jak nie jesteś dużym żarłokiem to pojedzą sobie tym nawet 3 osoby.
Awatar użytkownika
Zygmunt Skibicki

-#7
Posty: 4030
Rejestracja: ndz 31 gru, 2006
Lokalizacja: Łódź
Kontakt:

Post autor: Zygmunt Skibicki »

Dorian -
jak nie jesteś dużym żarłokiem to pojedzą sobie tym nawet 3 osoby.

Tego już nie chciałem pisać, ale dwie podwójne porcje na pięć osób próbowałem i wystarczalo.
Policzmy : 2 x 30/5 = 12 złotych za pożywny obiad. To już nie jest bardzo drogo, prawda?
A, że się to może znudzić...?
A co się nie nudzi jako wyłączne... na dłuższą metę?
Wszystko, co tu piszę ma domyślną klauzulę "moim zdaniem" i nikogo to do niczego nie obliguje, ale i nie... upoważnia.
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
Awatar użytkownika
Szarotka

-#9
Posty: 14769
Rejestracja: sob 07 lut, 2004
Lokalizacja: Pięknoduchowo

Post autor: Szarotka »

Zygmunt Skibick pisze:Potrawy liofilizowane, to nie jest "chińszczyzna" z marketu!
mam nadzieję,że z mojego postu to też wynika :think: ;)
Ostatnio zmieniony śr 14 lut, 2007 przez Szarotka, łącznie zmieniany 1 raz.
------------------------------------------
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
Patrycja

-#3
Posty: 228
Rejestracja: pn 12 lut, 2007
Lokalizacja: W-wa, a w zasadzie ok. Grodziska Maz.

Post autor: Patrycja »

Dzięki

Nie jadę sama, nie nastawiam się na jedzenie tylko liofilizatów /myślałam o tym raczej jak o pełnowartościowym awaryjnym daniu do wykorzystania jak nie będzie innej opcji/... , nie jadę w tropiki, żarłokiem też raczej wielkim nie jestem - chociaż na świeżym powietrzu i po wysiłku trochę mi się to zmienia ..

Tak więc, kupimy sobie kilka dań podwójnych tak na wszelki wypadek...

Jeśli wyprawa dojdzie do skutku :? - nie chcę pisać o czym marzymy i gdzie chcemy się wyrwać, żeby nie zapeszać - ostatnie trzy lata los w ostatniej chwili boleśnie weryfikuje i zmienia wszystkie moje plany :( - mam nadzieję, że tym razem tak nie będzie !!

Jak się uda to po powrocie się pochwalę /nie mamy w planach wyzwań bardzo wysokogórskich - kondycja i umięjętności nie te - ale w granicach rozsądku i bezpieczeństwa trochę się poszwędamy w miejscach również nie płaskich - krajobrazy może też będą ładne.../
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

Łukasz t pisze:Z pomiędzy żywności zabieranej zwykle na wycieczki, okazał się bardzo pożądanym przede wszystkim bigos.
O tym bigosie to nie tylko Karłowicz pisał. Kiedyś znalazłem w necie cały taki poradnik kulinarny tatrzański ale mi link gdzieś wsiąkł a teraz nie mogę powtórnie natrafić. Jedno jest pewne - wiedziano wtedy co dobre i w porównaniu z tym opisem to co proponują schroniska lub zabieramy sami to jest to obraza podniebienia. Na nasze usprawiedliwienie można jedynie podać to, że w tamtych błogich czasach gentlemen lub dama udający się w Tatry nie tachali na własnym grzbiecie swoich bambetli a już pożywienia w szczególności. Do tego służył młody góralicek, jakiś krewniak górala - przewodnika. A to dość zasadniczo zmienia sytuację.
Jestem gorszego sortu...
ODPOWIEDZ