Murowaniec (i inne miejsca) 11-14 października
-
Bogusław Pawłowski
-

- Posty: 258
- Rejestracja: pt 27 lut, 2004
- Lokalizacja: Toruń
Murowaniec (i inne miejsca) 11-14 października
Relacja i zdjęcia wkrótce. Spróbuję przekonać Mariusza aby umieścił u siebie te foty chociaż na kilka dni. To było niesamowite. Może był ktoś z Was, zwłaszcza wtorek-środa?
Czekam z niecierpliwością...Bogusław Pawłowski pisze:Relacja i zdjęcia wkrótce.
I jeszcze taki psztyczek w nos. W takie dni ciężko pracuję :placze: po to, żebyście mogli się cieszyć zasięgiem waszych komórek w takim miejscu jak MurowaniecBogusław Pawłowski pisze:Może był ktoś z Was, zwłaszcza wtorek-środa
pozdrawiam
Marcys
Mariusz, pisałem o tym w moim drugim poście na tym forum, więc nie ukrywałem tego wcale. Żeby ograniczyć Twoje wątpliwości powiem, że nie tylko gsm-ów, ale i UMTS-ów, choć akurat w najbliższych miesiącach nie planujemy zasięgu UMTS w MurowańcuMariusz pisze:No proszę, mamy tu kogoś z polskich gsmów
pozdrawiam
Marcys
Ja też chcę je oglądać jak najszybciej.
[/b]Bogusław a może byś tak stworzył temat "Rady foto dla początkujących".Ja chętnie skorzystam z każdej rady fachowca bo tajniki tej sztuki są mi obce,a bardzo chciałabym się podszkolić.Tylko tak wiesz- łopatologicznie-bo nie kumam tych wszystkich fachowych terminów i jeśli czegoś nie zrozumiem to mi jednym uchem wleci a drugim wyleci...
[/b]Bogusław a może byś tak stworzył temat "Rady foto dla początkujących".Ja chętnie skorzystam z każdej rady fachowca bo tajniki tej sztuki są mi obce,a bardzo chciałabym się podszkolić.Tylko tak wiesz- łopatologicznie-bo nie kumam tych wszystkich fachowych terminów i jeśli czegoś nie zrozumiem to mi jednym uchem wleci a drugim wyleci...
------------------------------------------
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
-
Bogusław Pawłowski
-

- Posty: 258
- Rejestracja: pt 27 lut, 2004
- Lokalizacja: Toruń
Tatry: 10-14 października 2004 ----UWAGA .jpg GRATIS!-----
Do Zakopanego tradycyjnie nie dojeżdżam już pociągiem, przerywając podróż w Krakowie,
gdzie przesiadam się na PKS. Jestem w Z. o zmroku. Początkowo miałem w planach iść na
Halę Gąsienicową po ciemku, ale bezpieczniej chyba zostać na dole. W końcu szlaki
po 20-tej zamknięte…
Dom Turysty, poniedziałek. O świcie jadę do Kuźnic. Nosal w pięknych kolorach mimo
wiszących wyżej chmur. Pierwszą kolejką wydostaję się na grań. Mgła, wiatr 20m/s,
na termometrze –minus 8 stopni. Nie ma mowy o widokach, chyba, że z bliska.
Wszystkie kępki traw obrosłe szrenią. Mimo wszystko jest pięknie – bo pusto.
Nieco niżej lód i szreń pokrywa także kosodrzewinę,

oraz to, co pozostało z krzaczków jagody
Bliżej schroniska widocznośc jest już o wiele lepsza. Zaraz po pozostawieniu socjalnej
części bagażu w Murowańcu, wynosi mnie nad Czarny Staw. Od czasu do czasu pojawia się nadzieja
na widoki. Murawy naprawdę mają ten właściwy kolor, żeby jeszcze tylko trochę światełka…
Przejście przez Karb. Nie ma w zasadzie lodu a i niebo napawa optymizmem. Akurat
zajęty jestem czymś innym, gdy ukazuje się w całości Kościelec. Zostaję zmuszony do szybkiego działania.
Kontynuując wycieczkę wchodzę na Świdnicką Przełęcz. Jeśli chodzi o lód nie jest już to tak
wesołe. Mimo średniej pogody napotykam kilka osób schodzących ze Świnicy; narzekają,
ale raczej na zalodzenie podejście na Zawrat od Murowańca. Przemieszczając się
w kierunku Liliowego,
coraz bardziej rozumiem tą anomalną sytuację w której się znalazły góry. Tak naprawdę to
śniegu tu nie ma, to wszystko jest dziełem mrozu…
Widoczne są wyraźne różnice pomiędzy ilością białych narośli na południowej
i północnej stronie grani
Schodząc na dół pstrykam jeszcze kępkę kosówki
Należy się jej, choćby za zestawienie barw. Wieczorem odwiedzam leśniczego, Tomka Zwijacza.
Właśnie wraz z innym pracownikiem Parku doczekali się wydania ich książki poświęconej kozicom
w Tatrach (najtaniej – 8zł kupić można w punkcie informacyjnym TPN przy rondzie).
Ciemną nocą powracam do pokoju przynosząc dobre wiadomości: minus 9 stopni, niebo czyste.
Wszystko zgodnie z planem.
Murowaniec, wtorek. Najpierw Kasprowy, aby na Czerwone i Cichą spojrzeć

Przez Goryczkowe
zmierzam w kierunku Kopy Kondrackiej, która wydaje się być idealnym punktem widokowym
w popołudnie takie, jak dziś. Jest jeszcze dość wcześnie i w tym porannym krajobrazie
uwagę przykuwa Giewont – czyż to nie banalne?! Barwy jakich nigdy nie widziałem
Gdzieś na Goryczkowych czają się pióropusze zalodzonych traw
Podobnie, ciekawą lodziarnię odkrywam na Przełęczy Pod Kopą Kondracką, gdzie zwykle,
w zaciszu rowów grzbietowych można spokojnie posiedzieć


Tym razem wieje, więc specjalnie nie ma po co się spieszyć. Widoki z Kopy są najbardziej
fotogeniczne, gdy słońce przekroczy linię wylotu doliny Cichej. Wchodzę jednak na szczyt
i tam po wyszukaniu zacisznego kącika, w przyczajeniu spędzam jakieś 3 godziny. W dalszej
części zamieszczam dwa zdjęcia wykonane między 13 a 14-stą
Widok z Kopy jest jednym z niewielu w Tatrach, który posiada wszystkie atrybuty genialności:
wspaniały, szeroki i odchodzący pierwszy plan, dobrze pogrupowane szczyty i przełęcze,
a jesienią także niepowtarzalną paletę barw…cóż można by tu siedzieć do zmroku
(co często czyniłem nocując na Hali Kondratowej)…nie tym razem. Kolejny pomysł brzmi
bowiem – „Świnica”. Jest trochę późno - po biegu powrotnym przez Goryczkowe
i postoju na Kasprowym u stóp tej góry staję o 16.30. Szlak na wierzchołek okrąża
masyw od południowej strony i dzięki temu trasa ta jest wolna od lodu. Na wierzchołku jestem
już sam, ostatnich schodzących minąłem zaraz za przełączą. Warunki na szczycie nie pozwalają
jednak na długi pobyt. Po zdjęciu rękawic dłonie natychmiast przyklejają się do statywu.
Kilka szybkich fotek: w kierunku Miedzianego i szczytów za nim (myślę, że wszyscy znają te sylwetki)
i masywu Lodowego
Jeszcze trzeba zejść - ostatni gasi światło - przed Przełęczą Liliowe wchodzę w noc.
Murowaniec, środa. Dziś może jakiś mniej męczący wypad. Chciałoby się na Kozi, ale w żlebie
Kulczyńskiego zwykle była woda, więc zapewne lodu jest tam teraz po kolana. Krzyże?
Też może być.
Wychodzę 7.30. Na szlaku do Pańszczycy mijam kolejne, mroźne graffiti
W środkowej części doliny, nad granią zauważam coś, co otrzymuje roboczy tytuł „Skrzydło Anioła”
Na przełęczy dmucha oczywiście niemiłosiernie, po krótkiej chwili znajduje jakieś
zaciszne siedzonko. W pierwszej kolejności uwieczniam widok w kierunku Orlej Perci, gdyż on
za kilka godzin będzie tym pod słońce
Góry leżące na lewo, jeszcze nie są właściwie oświetlone
Trzeba poczekać aż słońce znajdzie się nad Kozim. W między czasie pojawiają się jakieś chmurki
(NARESZCIE!), mogę w końcu pobawić się jakimiś filtrami
W rejonie Krzyżnego spędzam kilka godzin wchodząc w między czasie na jakiś, leżący w kierunku
północno-zachodnim wierzchołek. Perspektywa jest tu zupełnie inna!

Mimo, iż jest to jakieś 150-200m poza szlakiem, obserwuję tu co najmniej kilka osób wracających
w tej strony (w tym osoby ze statywami, a to już nie jest śmieszne). Cóż, często w takich momentach
chciałoby się mieć cały góry dla siebie…
Ostatnie zdjęcie, klasyczny już widok z przełęczy wykonuję krótko przed godziną 16-stą

Tym razem nie było chodzenia po ciemku.
Czas rozstania. Kolejny dzień będzie raczej bez pogody, co oznacza przejście do fazy powrotu.
W prawie pustym Murowańcu, oglądamy mecz Walia – Polska.
Murowaniec, czwartek. Wiatr zaczął wyć już w nocy. Kaskady chmur, granie znikają, kolej linowa stoi.
Na Upłazie „odlotowo”. Przed godziną 20-stą jestem już w Toruniu.
gdzie przesiadam się na PKS. Jestem w Z. o zmroku. Początkowo miałem w planach iść na
Halę Gąsienicową po ciemku, ale bezpieczniej chyba zostać na dole. W końcu szlaki
po 20-tej zamknięte…
Dom Turysty, poniedziałek. O świcie jadę do Kuźnic. Nosal w pięknych kolorach mimo
wiszących wyżej chmur. Pierwszą kolejką wydostaję się na grań. Mgła, wiatr 20m/s,
na termometrze –minus 8 stopni. Nie ma mowy o widokach, chyba, że z bliska.
Wszystkie kępki traw obrosłe szrenią. Mimo wszystko jest pięknie – bo pusto.
Nieco niżej lód i szreń pokrywa także kosodrzewinę,

oraz to, co pozostało z krzaczków jagody
Bliżej schroniska widocznośc jest już o wiele lepsza. Zaraz po pozostawieniu socjalnej
części bagażu w Murowańcu, wynosi mnie nad Czarny Staw. Od czasu do czasu pojawia się nadzieja
na widoki. Murawy naprawdę mają ten właściwy kolor, żeby jeszcze tylko trochę światełka…
Przejście przez Karb. Nie ma w zasadzie lodu a i niebo napawa optymizmem. Akurat
zajęty jestem czymś innym, gdy ukazuje się w całości Kościelec. Zostaję zmuszony do szybkiego działania.
Kontynuując wycieczkę wchodzę na Świdnicką Przełęcz. Jeśli chodzi o lód nie jest już to tak
wesołe. Mimo średniej pogody napotykam kilka osób schodzących ze Świnicy; narzekają,
ale raczej na zalodzenie podejście na Zawrat od Murowańca. Przemieszczając się
w kierunku Liliowego,
coraz bardziej rozumiem tą anomalną sytuację w której się znalazły góry. Tak naprawdę to
śniegu tu nie ma, to wszystko jest dziełem mrozu…
Widoczne są wyraźne różnice pomiędzy ilością białych narośli na południowej
i północnej stronie grani
Schodząc na dół pstrykam jeszcze kępkę kosówki
Należy się jej, choćby za zestawienie barw. Wieczorem odwiedzam leśniczego, Tomka Zwijacza.
Właśnie wraz z innym pracownikiem Parku doczekali się wydania ich książki poświęconej kozicom
w Tatrach (najtaniej – 8zł kupić można w punkcie informacyjnym TPN przy rondzie).
Ciemną nocą powracam do pokoju przynosząc dobre wiadomości: minus 9 stopni, niebo czyste.
Wszystko zgodnie z planem.
Murowaniec, wtorek. Najpierw Kasprowy, aby na Czerwone i Cichą spojrzeć

Przez Goryczkowe
zmierzam w kierunku Kopy Kondrackiej, która wydaje się być idealnym punktem widokowym
w popołudnie takie, jak dziś. Jest jeszcze dość wcześnie i w tym porannym krajobrazie
uwagę przykuwa Giewont – czyż to nie banalne?! Barwy jakich nigdy nie widziałem
Gdzieś na Goryczkowych czają się pióropusze zalodzonych traw
Podobnie, ciekawą lodziarnię odkrywam na Przełęczy Pod Kopą Kondracką, gdzie zwykle,
w zaciszu rowów grzbietowych można spokojnie posiedzieć


Tym razem wieje, więc specjalnie nie ma po co się spieszyć. Widoki z Kopy są najbardziej
fotogeniczne, gdy słońce przekroczy linię wylotu doliny Cichej. Wchodzę jednak na szczyt
i tam po wyszukaniu zacisznego kącika, w przyczajeniu spędzam jakieś 3 godziny. W dalszej
części zamieszczam dwa zdjęcia wykonane między 13 a 14-stą
Widok z Kopy jest jednym z niewielu w Tatrach, który posiada wszystkie atrybuty genialności:
wspaniały, szeroki i odchodzący pierwszy plan, dobrze pogrupowane szczyty i przełęcze,
a jesienią także niepowtarzalną paletę barw…cóż można by tu siedzieć do zmroku
(co często czyniłem nocując na Hali Kondratowej)…nie tym razem. Kolejny pomysł brzmi
bowiem – „Świnica”. Jest trochę późno - po biegu powrotnym przez Goryczkowe
i postoju na Kasprowym u stóp tej góry staję o 16.30. Szlak na wierzchołek okrąża
masyw od południowej strony i dzięki temu trasa ta jest wolna od lodu. Na wierzchołku jestem
już sam, ostatnich schodzących minąłem zaraz za przełączą. Warunki na szczycie nie pozwalają
jednak na długi pobyt. Po zdjęciu rękawic dłonie natychmiast przyklejają się do statywu.
Kilka szybkich fotek: w kierunku Miedzianego i szczytów za nim (myślę, że wszyscy znają te sylwetki)
i masywu Lodowego
Jeszcze trzeba zejść - ostatni gasi światło - przed Przełęczą Liliowe wchodzę w noc.
Murowaniec, środa. Dziś może jakiś mniej męczący wypad. Chciałoby się na Kozi, ale w żlebie
Kulczyńskiego zwykle była woda, więc zapewne lodu jest tam teraz po kolana. Krzyże?
Też może być.
Wychodzę 7.30. Na szlaku do Pańszczycy mijam kolejne, mroźne graffiti
W środkowej części doliny, nad granią zauważam coś, co otrzymuje roboczy tytuł „Skrzydło Anioła”
Na przełęczy dmucha oczywiście niemiłosiernie, po krótkiej chwili znajduje jakieś
zaciszne siedzonko. W pierwszej kolejności uwieczniam widok w kierunku Orlej Perci, gdyż on
za kilka godzin będzie tym pod słońce
Góry leżące na lewo, jeszcze nie są właściwie oświetlone
Trzeba poczekać aż słońce znajdzie się nad Kozim. W między czasie pojawiają się jakieś chmurki
(NARESZCIE!), mogę w końcu pobawić się jakimiś filtrami
W rejonie Krzyżnego spędzam kilka godzin wchodząc w między czasie na jakiś, leżący w kierunku
północno-zachodnim wierzchołek. Perspektywa jest tu zupełnie inna!

Mimo, iż jest to jakieś 150-200m poza szlakiem, obserwuję tu co najmniej kilka osób wracających
w tej strony (w tym osoby ze statywami, a to już nie jest śmieszne). Cóż, często w takich momentach
chciałoby się mieć cały góry dla siebie…
Ostatnie zdjęcie, klasyczny już widok z przełęczy wykonuję krótko przed godziną 16-stą

Tym razem nie było chodzenia po ciemku.
Czas rozstania. Kolejny dzień będzie raczej bez pogody, co oznacza przejście do fazy powrotu.
W prawie pustym Murowańcu, oglądamy mecz Walia – Polska.
Murowaniec, czwartek. Wiatr zaczął wyć już w nocy. Kaskady chmur, granie znikają, kolej linowa stoi.
Na Upłazie „odlotowo”. Przed godziną 20-stą jestem już w Toruniu.
pierwsze zdjęcie z kopy jest naprawdę rewelacyjne (MZ the best)... i skrzydło anioła również - tylko dałbym nieco szerzej i asymetrycznie (no chyba, że chmurki inne były po lewicy)... generalnie jush sobie wyobrażam jak wyglądają te zdjęcia w oryginale w formacie np 15 x 21... GRATULUJĘ koledze... z całego serca gratuluję...
Odpowiedz poprawna. Napał to Rysiek Pawłowski:)Jurek pisze:@ermen Napał: Ryszard Pawłowski-lider wysokich gór, do dzisiaj nie wiedziałem. Witaj na forum ermen
@bogusław jestem pod wrażeniem, dziękuję
pozdrawiam-Jurek
Zbieżność nazwisk z Bogusiem przypadkowa, ale (co możecie wywnioskować z opisu i zdjęć) Boguś też jest "tatrzańskim Napałem"- tylko i wyłącznie w dobrym, najlepszym!, tego słowa znaczeniu.
Dzieki wszystkim za miłe przyjęcie mojej skromnej osoby na forum.
Pozdrawiam




