horolezec pisze:Czy naprawdę nie dopuszczasz myśli, że np. deszcz w Tatrach czy też ta zima-niezima może sprawiać komuś przyjemność? Ot tak po prostu, komuś jest fajnie z takimi warunkami think
Fakt, już Boy o tym pisał - "Jeden dostał takiej manii, że chciał tylko od Stefanii".
horolezec pisze:Ale zauważyłem, że tych chłopaków, którzy napisali tą relację oceniłeś po jednym zdaniu o niekontrolowanym 100m zjeździe ( co by the way jest prawdopodobnie zupełnie zmyślone bo chcieli zaszpanować przed nami
Wcale ich nie oceniałem. Pozwoliłem sobie tylko wtrazić pogląd, że warunki w Tatrach są tak niekorzystne, że powinno się dać sobie z tym spokój. Może mam takie przyzwyczajenie - wielkokrotnie obsługiwałem dyżury informacyjne o stanie dróg w akcji zimowej i wiem z doświadczenia, że jak się ktoś pyta o warunki to znaczy, że nie powinien jeździć - naogół odpowiadalem - jak pan/pani nie musi jechać to zalecam zostawić samochód w garażu.
horolezec pisze:co by the way jest prawdopodobnie zupełnie zmyślone bo chcieli zaszpanować przed nami
Też mam takie wrażenie, co wcale nie nastawia mnie pozytywnie - "uwielbiam" takie opowiadania - "wiesz stary, jadę sobie 180 km/h (dwunastoletnim golfem

) i tu nagle zaraz po wyjściu zza zakrętu widzę auto na moim pasie o jakieś 20 metrów, no idiota, stary, idiota, hamuję, uff, centymetry, stary, centymetry, może jeden, może dwa... itd". Cała masa samochodziarzy uwielbia pieprzyć, takie głupoty zupełnie nie zwracając uwagi, że się kompromituje - np. jakim cudem można zahamować na 20 metrach przy 180 km/h.
horolezec pisze:niż orzekanie o kimś w tonie popaprańca tudzież pseudotaternika(
Właśnie przed chwilą TomekI taki przykład popaprańców mentalnych podał.
Jak ktoś zrobi w czwartek prawo jazdy i to w niewielkim miasteczku i w piątek pojedzie np. do Berlina i tam rozwali auto to wszyscy powiedzą, że idiota i tego można było się spodziewać. Co nie znaczy, że ten Berlin jest dla faceta z małego miasta niedostępny. Nie, ale trzeba wpierw pojeździć w Polsce po większych miastach, potem jeszcze większych, potem po Warszawie a najlepiej jeszcze przed tym po tym Berlinie ale jako pasażer z kimś doświadczonym. A tymczasem u nas jest tak jak to mawiał Pavel Rajtar (znakomity słowacki przewodnik) po ubiegłorocznym wypadku w Spalonym Żlebie - "kupi sobie taki czekan i raki i już myśli, że jest horolezec" (to nie aluzja). Zabić się w Tatrach nie jest żadną sztuką, to każdy głupek potrafi, aby przeżyć (nie mówię tu o ograniczających się do malowanych szlaków) trzeba już coś umieć i wiedzieć. Mój "mistrz" i "mentor", profesor Ryszard Schramm jak spotkał na zjeździe liceum grupę swoich górskich uczniów to powiedział - "żyjecie? to znaczy, że się dobrze asekurowaliście". Moja prywatna obserwacja jest tak - wszyscy "zapalczywi" i chadzający na skróty w swojej tatrzańskiej ewolucji już dawno ziemię gryzą, rozważni, co nie znaczy, że unikający trudnych dróg, mają się dobrze.
Jestem gorszego sortu...