Tej ciszy nigdy nie zapomnę...

Wspomnienia z pobytu w górach, relacje, plany wyjazdów.
ODPOWIEDZ
PiotrMan

-#1
Posty: 2
Rejestracja: pt 31 gru, 2004
Lokalizacja: Rybnik
Kontakt:

Post autor: PiotrMan »

Jest to mój pierwszy post na tym forum, więc
witam wszystkich serdecznie
a w szczególności Ciebie Mirti.
Szczerze Wam współczuję, nie chciałbym się znaleźć w takiej sytuacji, napewno było to dla Was ciężki przeżycie i możliwe że Ty to jeszcze bardziej przeżyłaś niż Adam, mogę sobie wyobrazić jak się czułaś ... Dobrze że wszystko skończyło się szczęśliwie.
PiotrMan

-#1
Posty: 2
Rejestracja: pt 31 gru, 2004
Lokalizacja: Rybnik
Kontakt:

Post autor: PiotrMan »

Alien pisze:
tomtom pisze:"Mirti" brzmi całkiem podobnie do "Marti"
Miss wszelakich forow gorskich znana rowniez jako blond aniol jaka jest taka jest, ale sama gola by sobie chyba nie strzelila
:think:
.
.
.
:think:
a moze jestem w bledzie
Tak, jesteś w błędzie, Mirti to nie jest Marti.
Awatar użytkownika
mefistofeles

-#10
Posty: 17204
Rejestracja: pt 25 cze, 2004
Lokalizacja: Inowrocław
Kontakt:

Post autor: mefistofeles »

PiotrMan pisze: Tak, jesteś w błędzie, Mirti to nie jest Marti.
zdązyliśmy do tego już dojść :) Witaj Piotrze na forum.
Jeśli się boisz, już jesteś niewolnikiem!
Grzegorz Braun
Awatar użytkownika
Izabela

-#7
Posty: 3578
Rejestracja: czw 27 sty, 2005

Post autor: Izabela »

W kontekście tej dyskusji co powiecie na to? Czy pomimo wszystko nie jest tak,że co komu przeznaczone?
zginął pod lawiną, niedaleko szczytu góry,
Teren, gdzie doszło do tragedii nie był technicznie trudny
była jedną z najlepszych światowych himalaistek;
uważany też za znawcę gór w Nepalu i Chinach.
http://wiadomosci.o2.pl/?s=259&t=311276
Pozdrawiam
Izabela
Awatar użytkownika
horolezec

-#6
Posty: 1608
Rejestracja: wt 06 gru, 2005
Lokalizacja: Gdańsk
Kontakt:

Post autor: horolezec »

Pech :(
Dyskusja o przeznaczeniu w górach nadaje się na oddzielny wątek i to w dużej mierze filozoficzny. Bo czym jest to "przeznaczenie"?
Awatar użytkownika
Szarotka

-#9
Posty: 14769
Rejestracja: sob 07 lut, 2004
Lokalizacja: Pięknoduchowo

Post autor: Szarotka »

Izabela pisze:Cytat:
zginął pod lawiną, niedaleko szczytu góry,
Cytat:

Teren, gdzie doszło do tragedii nie był technicznie trudny
Generalnie jest tak,że większość wypadków przytrafia się nam podczas zejścia,gdy czujemy już niejako rozluźnienie,radość ze zdobytego szczytu i tym samym stajemy się mniej czujni. Ten wypadek można też podciągnąć pod takowe spakulacje. Najtrudniejszy odcinek-wejście na Zawrat pokonane.
Osobiście jednak jestem z gatunku tych, co wierzą też w tzw. przeznaczenie. Dobrym przykładem jest na to niedawny wypadek na Gubałówce.
------------------------------------------
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
Awatar użytkownika
horolezec

-#6
Posty: 1608
Rejestracja: wt 06 gru, 2005
Lokalizacja: Gdańsk
Kontakt:

Post autor: horolezec »

Statystyki są bezlitosne moi drodzy - 80% wypadków zdarza się podczas zejścia.Do dziś pamiętam jak J.Simpson w "Dotknięciu pustki" opowiadał, że najbardziej we wspinaczce nie lubi szczytów i schodzenia z nich...Człowiek wie co mówi...
Zgredek

-#2
Posty: 61
Rejestracja: pt 06 paź, 2006
Lokalizacja: Toruń

Post autor: Zgredek »

Może już za późno, ale razem bodajże z Olavem, albo Mnichem (teraz nie pamietam) widzielismy Mirtę jak wróciła ze szpitala. My akurat bylismy po sniadaniu, i powiem wam, ze sam wyglad Mirty swiadczyl o tym ze ostatniej nocy nie miala lekkiej. Wiec jesli sie ktoś jeszcze nie przekonal o prawdomownosci Mirty to ja staje murem za nia i Adasiem, ktory wtedy lezal w szpitalu! Pozdrawiam ja serdecznie (moze mnie w sumie juz nie pamietac, ale licza sie w sumie intencje czy cos tam....), zycze Adamowi szybkiego powrotu do zdrowia i w góry, Mircie mnóstwa przygód, ale tylko tych dobrych w górach, a nam wszystkim takiego opanowania, w krytycznych momentach, jakim może pochwalic sie Mirti!

Aaaa, jak zajrzysz na forum to powiedz jak sie ma teraz Adam!
RARUTKA_GOLDI

-#4
Posty: 489
Rejestracja: pn 28 lis, 2005

Post autor: RARUTKA_GOLDI »

Mirti pisze:w tym okresie w czasie zdobywania tego i tego zginęło albo uległo wypadkowi tyle i tyle osób. Na tym się kończyło. Zawsze była to sucha statystyka.
NO właśnie. :think:
Przyznam się wam, że jeśli słysze o wypadku w górach (i nie tylko), to mam ochotę poznać wszelkie szczegóły, które do niego doprowadziły, w jakich okolicznościach to się stało, dlaczego, kiedy, co, jak idt itp. Suche statystyki nie są dla wystarczające. Dlatego jestem za opisywaniem bardziej czy mnie wesołych, przykrych wydarzeń i ich skutków, oczywiście i wniosków wyciągniętych z nich, one bowiem też wiele wnoszą do naszej świadomości teoretycznej.
Jestem ZA - ale bez objeżdżania kogoś za dane zdarzenie. Wystarczy tej osobie to, co sama przeżyła.... i jak wspomniał WŁOCZĘGA......... tego jak dana osoba się czuła i co czuła...... tego nikt nie wie....
Mówić, pisać warto. Bo wszystko to jest kolejną lekcją dla nas. I dla czytających i dla piszących. Góry to góry - i nie jest tak, że wszelakie nasze wzmianki, relacje czy opisy mają obfitować jedyne w udane osiągnięcia czy posunięcia, zwłaszcza kiedy okazuje się, że w praktyce wyszło nam coś inaczej, niż byśmy chcieli. Wtedy bylibyśmy górskimi, nieśmiertelnymi "aflami omegami". A nimi nie jesteśmy.
Awatar użytkownika
Izabela

-#7
Posty: 3578
Rejestracja: czw 27 sty, 2005

Post autor: Izabela »

Aaaa, jak zajrzysz na forum to powiedz jak sie ma teraz Adam!
- dołączam się :)

Wystarczy tej osobie to, co sama przeżyła.... tego jak dana osoba się czuła i co czuła...... tego nikt nie wie...
mam pytanie do Zymunta :). W relacji
http://www.turystyka.skibicki.pl/?id=45&month=&year=&a=
zwóciłam uwagę na odnotowany w niej przypadek
nasz uczestnik(-) przyjechał na zjazd sierpniowy o kilka dni wcześniej, zakwaterował się w Zakopanem i polazł na Orlą Perć.(-) Można sobie o nim i jego „wyczynie” poczytać w oficjalnych kronikach TOPR’u (kopia jest także - tu),(-) Wszedł do historii w krótkich majtkach! Nam oczywiście przedstawił później całkiem inną relację, bohaterską nieomalże. Cóż, nie on pierwszy i zapewne nie ostatni... (-)
-
Moje pytanie brzmi, czy takie przypadki są częste? Tak z Twojego doświadczenia.
A tak przy okazji, świetnie się Ciebie czyta. Masz tego więcej? Może wrzucisz cos do naszego kolekcjonera. Proszę :)
Pozdrawiam
Izabela
tomek.l

-#6
Posty: 2968
Rejestracja: pt 14 sty, 2005
Lokalizacja: Poznań
Kontakt:

Post autor: tomek.l »

Izabela pisze:uważany też za znawcę gór w Nepalu i Chinach.
Tylko, że lawina o tym niestety nie wiedziała.
Co ma być to będzie. Nam tylko pozostaje wiedza, doświadczenie i umiejętność minimalizowania ryzyka. Ale i taki jak ma się coś zdarzyć to się zdarzy.
Awatar użytkownika
Szarotka

-#9
Posty: 14769
Rejestracja: sob 07 lut, 2004
Lokalizacja: Pięknoduchowo

Post autor: Szarotka »

Izabela pisze:Cytat:
Aaaa, jak zajrzysz na forum to powiedz jak sie ma teraz Adam!
- dołączam się
chyba się już nie doczekamy wizyty Mirti na forum. Z tego co wiem, Adam ma się dość dobrze.Gdzieś w połowie stycznia będzie miał zdjęty gips z bioder a potem czeka go bardzo długa rehabilitacja.
------------------------------------------
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
Mirti

-#1
Posty: 9
Rejestracja: pn 04 gru, 2006
Lokalizacja: Świętochłowice

Post autor: Mirti »

Witam wszystkich ponownie. Minęło troszke czasu. Adam wciąż w gipsie - do 19 stycznia, a potem ok 3 miesięcy rehabilitacji. Psychicznie na pewno nie za dobrze... każdy kto spędził bezczynnie kilka tygodni może sobie wyobrazić... w dodatku jeżeli się prowadziło do tej pory aktywny tryb życia.
Powrócłam na miejsce zdarznia. Długo nie chciałam, ale w końcu tęsknota za górami przezwyciężyła strach (niestety nie do końca). Spędziłam sylwester w Piatce (przy okazji dodam, że było rewelacyjnie:):)). Oczywiście musiałm podejść pod miejsce zdarzenia. Warunki były zupełnie inne - rozpętała się spora zawierucha, więc za daleko się nie zapuszczalismy. To wystarczyło, żeby się przekonać, że jakiś uraz jednak pozostał. Schodziłam z małego wzniesienia, po lewej miałam miejsce owego zdarzenia... poczułam paraliżujący strach - to było bardzo zaskakujace odczucie.
No i tak myślę ... co teraz ... przezwyciężać strach i wybrać się na weekend w Tatry czy odpuścić i poczekać, aż śnieg stopnieje.
Może ktos z Was miał podobne przeżycia i podzieli się swoimi odczuciami?

PS: Zgredek oczywiście, że Was pamiętam, dzieki za pozdrowienia i również pozdrawiam :)
Awatar użytkownika
Szarotka

-#9
Posty: 14769
Rejestracja: sob 07 lut, 2004
Lokalizacja: Pięknoduchowo

Post autor: Szarotka »

Mirti pisze:Może ktos z Was miał podobne przeżycia i podzieli się swoimi odczuciami?
ano miał. Długie dzieje....zaczęło się od śniegowstrętu.Zejścia po starych-majowo-czerwcowych płatach śniegu, na początku mojego górskiego wędrowania, budziły we mnie solidny strach i drżenie łydek 8) Z biegem czasu i po przedeptaniu wielu śnieżnych płatów strach zmalał (ale respekt pozostał)...Kolejne wyzwanie to lodowce.Jadąc,wiedziałam,że znowu będę miała do pokonania barierę psychiczną i tak też było. Na początku wędrowałam z pewną "dozą nieśmiałości" ale nie nazwałabym tego strachem. Nadszedł dzień,gdy załamał się pode mną mostek lodowy....i tylko dzięki szybkiej-prawidłowej reakcji moich partnerów nie dane mi było zbadać dna szczelinki(piszę celowo "szczelinki",bo na szczęście wielka nie była)Po tym wydarzeniu jednak wrócił strach i to ten z wielkimi oczami. Starałam się z tym walczyć ale nie jest łatwo zwyciężać fobie, a chodzić trzeba było...Wiem już jak smakuje strach,który paraliżuje na chwilę,wiem jak samoczynnie drżą nogi,płyną łzy ale wiem też,że można to pokonać...samemu.Nikt za mnie tego nie zrobi,żadne cudze słowa nie zwalczą strachu.To kwestia psychiki.
------------------------------------------
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
Mirti

-#1
Posty: 9
Rejestracja: pn 04 gru, 2006
Lokalizacja: Świętochłowice

Post autor: Mirti »

No właśnie ... To jest taka wewnętrzna walka. Można odpuścić, ale wtedy pojawia się pustka. Można iść dalej, ale wtedy pojawia się strach... Cóż życie to kwestia wyborów ...

Iwona słyszałam historię ze szczelinką ... serce musiało Ci nieźle walić. Dobrze, że masz takich kompanów.
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

Mirti pisze:Może ktos z Was miał podobne przeżycia i podzieli się swoimi odczuciami?
Mam, choć nie górskie. Wypadek kolejowy, przeszło 40 lat temu. No i nadal niechętnie wsiadam do pociągu a jak jedzie szybko to chyba podnosi mi się tętno. Ciekawe, po kilku samochodowych incydentach zero emocji.
A co do gór. Mam, ale zbyt osobiste, nie do publikacji.
Jestem gorszego sortu...
Mirti

-#1
Posty: 9
Rejestracja: pn 04 gru, 2006
Lokalizacja: Świętochłowice

Post autor: Mirti »

Moge powiedzieć, że czym innym jest przeżyć samemu wypadek, a czym innym zobaczyć kogoś. Sama miałam w tamtym sezonie wypadek na nartach i nawet nie przyszło mi do głowy, żeby przestać jeździć.
Awatar użytkownika
Szarotka

-#9
Posty: 14769
Rejestracja: sob 07 lut, 2004
Lokalizacja: Pięknoduchowo

Post autor: Szarotka »

Mirti pisze:Iwona słyszałam historię ze szczelinką ... serce musiało Ci nieźle walić.
najzabawiniejsze,że samo zdarzenie mnie nie przeraziło.Pamiętam do dziś jak ryknęłam w końcu śmiechem, zaparta czekanem z jednej strony szczeliny i rakami z drugiej,próbując się wygramolić,przy pomocy moich asekurantów :) Strach, o którym wspominam,przyszedł później,gdy trzeba było przekraczać kolejne szczeliny,takie, z których biła ciemność i dna nie było widać.To przychodziło samoczynnie... Podejrzewam,że sporo osób śmieje się czytając to ale tak to już jest,że każdy boi się czegoś innego i różnie to odbiera oraz walczy z tym :)
------------------------------------------
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
ODPOWIEDZ