Tej ciszy nigdy nie zapomnę...
Jest to mój pierwszy post na tym forum, więc
witam wszystkich serdecznie
a w szczególności Ciebie Mirti.
Szczerze Wam współczuję, nie chciałbym się znaleźć w takiej sytuacji, napewno było to dla Was ciężki przeżycie i możliwe że Ty to jeszcze bardziej przeżyłaś niż Adam, mogę sobie wyobrazić jak się czułaś ... Dobrze że wszystko skończyło się szczęśliwie.
witam wszystkich serdecznie
a w szczególności Ciebie Mirti.
Szczerze Wam współczuję, nie chciałbym się znaleźć w takiej sytuacji, napewno było to dla Was ciężki przeżycie i możliwe że Ty to jeszcze bardziej przeżyłaś niż Adam, mogę sobie wyobrazić jak się czułaś ... Dobrze że wszystko skończyło się szczęśliwie.
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:
W kontekście tej dyskusji co powiecie na to? Czy pomimo wszystko nie jest tak,że co komu przeznaczone?
Pozdrawiam
Izabela
zginął pod lawiną, niedaleko szczytu góry,
Teren, gdzie doszło do tragedii nie był technicznie trudny
była jedną z najlepszych światowych himalaistek;
http://wiadomosci.o2.pl/?s=259&t=311276uważany też za znawcę gór w Nepalu i Chinach.
Pozdrawiam
Izabela
Generalnie jest tak,że większość wypadków przytrafia się nam podczas zejścia,gdy czujemy już niejako rozluźnienie,radość ze zdobytego szczytu i tym samym stajemy się mniej czujni. Ten wypadek można też podciągnąć pod takowe spakulacje. Najtrudniejszy odcinek-wejście na Zawrat pokonane.Izabela pisze:Cytat:
zginął pod lawiną, niedaleko szczytu góry,
Cytat:
Teren, gdzie doszło do tragedii nie był technicznie trudny
Osobiście jednak jestem z gatunku tych, co wierzą też w tzw. przeznaczenie. Dobrym przykładem jest na to niedawny wypadek na Gubałówce.
------------------------------------------
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
Może już za późno, ale razem bodajże z Olavem, albo Mnichem (teraz nie pamietam) widzielismy Mirtę jak wróciła ze szpitala. My akurat bylismy po sniadaniu, i powiem wam, ze sam wyglad Mirty swiadczyl o tym ze ostatniej nocy nie miala lekkiej. Wiec jesli sie ktoś jeszcze nie przekonal o prawdomownosci Mirty to ja staje murem za nia i Adasiem, ktory wtedy lezal w szpitalu! Pozdrawiam ja serdecznie (moze mnie w sumie juz nie pamietac, ale licza sie w sumie intencje czy cos tam....), zycze Adamowi szybkiego powrotu do zdrowia i w góry, Mircie mnóstwa przygód, ale tylko tych dobrych w górach, a nam wszystkim takiego opanowania, w krytycznych momentach, jakim może pochwalic sie Mirti!
Aaaa, jak zajrzysz na forum to powiedz jak sie ma teraz Adam!
Aaaa, jak zajrzysz na forum to powiedz jak sie ma teraz Adam!
-
RARUTKA_GOLDI
-

- Posty: 489
- Rejestracja: pn 28 lis, 2005
NO właśnie.Mirti pisze:w tym okresie w czasie zdobywania tego i tego zginęło albo uległo wypadkowi tyle i tyle osób. Na tym się kończyło. Zawsze była to sucha statystyka.
Przyznam się wam, że jeśli słysze o wypadku w górach (i nie tylko), to mam ochotę poznać wszelkie szczegóły, które do niego doprowadziły, w jakich okolicznościach to się stało, dlaczego, kiedy, co, jak idt itp. Suche statystyki nie są dla wystarczające. Dlatego jestem za opisywaniem bardziej czy mnie wesołych, przykrych wydarzeń i ich skutków, oczywiście i wniosków wyciągniętych z nich, one bowiem też wiele wnoszą do naszej świadomości teoretycznej.
Jestem ZA - ale bez objeżdżania kogoś za dane zdarzenie. Wystarczy tej osobie to, co sama przeżyła.... i jak wspomniał WŁOCZĘGA......... tego jak dana osoba się czuła i co czuła...... tego nikt nie wie....
Mówić, pisać warto. Bo wszystko to jest kolejną lekcją dla nas. I dla czytających i dla piszących. Góry to góry - i nie jest tak, że wszelakie nasze wzmianki, relacje czy opisy mają obfitować jedyne w udane osiągnięcia czy posunięcia, zwłaszcza kiedy okazuje się, że w praktyce wyszło nam coś inaczej, niż byśmy chcieli. Wtedy bylibyśmy górskimi, nieśmiertelnymi "aflami omegami". A nimi nie jesteśmy.
- dołączam sięAaaa, jak zajrzysz na forum to powiedz jak sie ma teraz Adam!
mam pytanie do ZymuntaWystarczy tej osobie to, co sama przeżyła.... tego jak dana osoba się czuła i co czuła...... tego nikt nie wie...
http://www.turystyka.skibicki.pl/?id=45&month=&year=&a=
zwóciłam uwagę na odnotowany w niej przypadek
-nasz uczestnik(-) przyjechał na zjazd sierpniowy o kilka dni wcześniej, zakwaterował się w Zakopanem i polazł na Orlą Perć.(-) Można sobie o nim i jego „wyczynie” poczytać w oficjalnych kronikach TOPR’u (kopia jest także - tu),(-) Wszedł do historii w krótkich majtkach! Nam oczywiście przedstawił później całkiem inną relację, bohaterską nieomalże. Cóż, nie on pierwszy i zapewne nie ostatni... (-)
Moje pytanie brzmi, czy takie przypadki są częste? Tak z Twojego doświadczenia.
A tak przy okazji, świetnie się Ciebie czyta. Masz tego więcej? Może wrzucisz cos do naszego kolekcjonera. Proszę
Pozdrawiam
Izabela
chyba się już nie doczekamy wizyty Mirti na forum. Z tego co wiem, Adam ma się dość dobrze.Gdzieś w połowie stycznia będzie miał zdjęty gips z bioder a potem czeka go bardzo długa rehabilitacja.Izabela pisze:Cytat:
Aaaa, jak zajrzysz na forum to powiedz jak sie ma teraz Adam!
- dołączam się
------------------------------------------
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
Witam wszystkich ponownie. Minęło troszke czasu. Adam wciąż w gipsie - do 19 stycznia, a potem ok 3 miesięcy rehabilitacji. Psychicznie na pewno nie za dobrze... każdy kto spędził bezczynnie kilka tygodni może sobie wyobrazić... w dodatku jeżeli się prowadziło do tej pory aktywny tryb życia.
Powrócłam na miejsce zdarznia. Długo nie chciałam, ale w końcu tęsknota za górami przezwyciężyła strach (niestety nie do końca). Spędziłam sylwester w Piatce (przy okazji dodam, że było rewelacyjnie:):)). Oczywiście musiałm podejść pod miejsce zdarzenia. Warunki były zupełnie inne - rozpętała się spora zawierucha, więc za daleko się nie zapuszczalismy. To wystarczyło, żeby się przekonać, że jakiś uraz jednak pozostał. Schodziłam z małego wzniesienia, po lewej miałam miejsce owego zdarzenia... poczułam paraliżujący strach - to było bardzo zaskakujace odczucie.
No i tak myślę ... co teraz ... przezwyciężać strach i wybrać się na weekend w Tatry czy odpuścić i poczekać, aż śnieg stopnieje.
Może ktos z Was miał podobne przeżycia i podzieli się swoimi odczuciami?
PS: Zgredek oczywiście, że Was pamiętam, dzieki za pozdrowienia i również pozdrawiam
Powrócłam na miejsce zdarznia. Długo nie chciałam, ale w końcu tęsknota za górami przezwyciężyła strach (niestety nie do końca). Spędziłam sylwester w Piatce (przy okazji dodam, że było rewelacyjnie:):)). Oczywiście musiałm podejść pod miejsce zdarzenia. Warunki były zupełnie inne - rozpętała się spora zawierucha, więc za daleko się nie zapuszczalismy. To wystarczyło, żeby się przekonać, że jakiś uraz jednak pozostał. Schodziłam z małego wzniesienia, po lewej miałam miejsce owego zdarzenia... poczułam paraliżujący strach - to było bardzo zaskakujace odczucie.
No i tak myślę ... co teraz ... przezwyciężać strach i wybrać się na weekend w Tatry czy odpuścić i poczekać, aż śnieg stopnieje.
Może ktos z Was miał podobne przeżycia i podzieli się swoimi odczuciami?
PS: Zgredek oczywiście, że Was pamiętam, dzieki za pozdrowienia i również pozdrawiam
ano miał. Długie dzieje....zaczęło się od śniegowstrętu.Zejścia po starych-majowo-czerwcowych płatach śniegu, na początku mojego górskiego wędrowania, budziły we mnie solidny strach i drżenie łydekMirti pisze:Może ktos z Was miał podobne przeżycia i podzieli się swoimi odczuciami?
------------------------------------------
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
Mam, choć nie górskie. Wypadek kolejowy, przeszło 40 lat temu. No i nadal niechętnie wsiadam do pociągu a jak jedzie szybko to chyba podnosi mi się tętno. Ciekawe, po kilku samochodowych incydentach zero emocji.Mirti pisze:Może ktos z Was miał podobne przeżycia i podzieli się swoimi odczuciami?
A co do gór. Mam, ale zbyt osobiste, nie do publikacji.
Jestem gorszego sortu...
najzabawiniejsze,że samo zdarzenie mnie nie przeraziło.Pamiętam do dziś jak ryknęłam w końcu śmiechem, zaparta czekanem z jednej strony szczeliny i rakami z drugiej,próbując się wygramolić,przy pomocy moich asekurantówMirti pisze:Iwona słyszałam historię ze szczelinką ... serce musiało Ci nieźle walić.
------------------------------------------
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."




