"Apetyt w górach"
"Apetyt w górach"
Jak tam z apetytem u was w górach?Ja to mam przekichane bo przez jakieś pierwsze 3-4 dni pobytu to niczego oprócz bananów i jabłek nie mogę przełknąć Niby jestem głodna ale jak wyciągam chlebek gdzieś na Orlej to robi mi się odruch "cofania".Efekt jest taki,że nadzwyczjniej pod słońcem słabnę z godziny na godzinę.Na Słowacji to mnie jeszcze jakoś gorąca kapustowa trzymała przy życiu.
No proszę i nasz Mod pisze zupełnie OT. A fe...Mariusz pisze:O jaki piękny nowy wątek, fiu fiu....
Na temat to by było:
Ja tam nigdy nie narzekam na apetyt i nie wyobrażam sobie wędrówki z pustym żołądkiem, momentalnie tracę siły i muszę jakoś kalorie uzupełnić (najchętniej na słodko).O jaki piękny nowy wątek, mniam, mniam...
pozdrawiam
Marcys
Po szóste: Nie będziesz modowi swojemu wytykał...marcys pisze:No proszę i nasz Mod pisze zupełnie OT. A fe...
Po siódme: Albowiem jemu wolno, co innym nie wolno...
U mnie to już standard. Rano wyłącznie kawa z cukrem i bez śmietanki. Potem wędrówka do pierwszego szczytu lub przełęczy docelowej o samej wodzie praktycznie. Na szczycie kanapka (jak jest) albo gorzka czekolada (pół tabliczki). Potem aż do wieczora skubanie po cząstce z tej czekolady.Iwona pisze:Jak tam z apetytem u was w górach?
Może to dlatego w górach tak chudnę?
Często zastanawiałam się co jest przyczyną nimożności jedzenia w górach i wydaje mi się,ze jest to skutek dużego wysiłku(np podczas zwiedzania Dol.Kościeliskiej problem nie wystąpiłby na bank)Podobne ekscecy mam jak robię długie ponad 100km trasy rowerowe.Więc to chyba w wysiłku jest pies pogrzebany...Na szczęście rano przed wyjściem na szlak wypijam kawkę-podobnie jak nasz "szef"-z cukrem bez śmietanki i jem dwa kawałki chleba.Staram się także wmusić w siebie coś po dojściu do schroniska,czyli przed właściwym "atakiem szczytowym",bo potem to już :aciu: jest tak jak napisałam.Czekoladę zazwyczaj mam przy sobie ale noszę ją przez okrągły tydzień tak wiecie "w razie czego"Kolejnym plusem na moją korzyść jest to,ze po powrocie na kwaterkę mogę konia z kopytami wciągnąć :gwizd: Jak dotąd udało mi się tylko 2 razy poczuć totalne osłabienie ale zawsze jakoś spadałam na 4 łapy.
------------------------------------------
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
wiesz co, każdy zna swój żołądek,,,ja jak jestem głodny to jestem zły.... jeśli nie czujesz potrzeby jedzenia tzn ze nie musisz tego robić....
tylko wkładaj sobie kamienie do plecaka, bo bez tego jak mocniej zawieje to poznasz tatry z lotu ptaka
:)
a zeby nie było ze mam brzuch jakbym połknął dwa schroniska na murowańcu - przy wzroście 178 cm waże 74 kg
a zeby nie było ze mam brzuch jakbym połknął dwa schroniska na murowańcu - przy wzroście 178 cm waże 74 kg
W przypadku standardowej trasy na ogół jem porządne śniadanko przed wyjściem, a potem w trakcie marszu tylko czekolada i suszone owoce. Na koniec dni, po dojściu do schroniska, porządna obiadokolacja i tyle.
Faktem jest, że jak jestem zmęczony to nie chce mi się jeść - im bardziej zmęczony marszem tym mniej chce mi się jeść
. Z tego powodu czasem zmuszam się, żeby wchłonąć trochę paszy
.
MiG
PS. Mariusz - kiedyś pisałeś co wziąłeś do jedzenia na wyjazd czerwcowy i wydawało mi się że było tego BARDZO mało... teraz rozumiem
Faktem jest, że jak jestem zmęczony to nie chce mi się jeść - im bardziej zmęczony marszem tym mniej chce mi się jeść
MiG
PS. Mariusz - kiedyś pisałeś co wziąłeś do jedzenia na wyjazd czerwcowy i wydawało mi się że było tego BARDZO mało... teraz rozumiem
A ja w górach mam iście wilczy apetyt
Na szlaku wcinam toooony czekolady, banany i kanapki.
A poza szlakiem korzystam z wyśmienitej, mojej ulubionej kuchni góralskiej - mniam
- ogrooomne śniadania i ogromne obiado-kolacje + deser. W efekcie w górach zawsze przybieram na wadze, mimo że spędzam czas bez porównania aktywniej niż w Kraku 
Na szlaku wcinam toooony czekolady, banany i kanapki.
A poza szlakiem korzystam z wyśmienitej, mojej ulubionej kuchni góralskiej - mniam
miałam to samo. Kiedyś szłam cały dzień w śniegu z ciężkim plecakiem o jednej skibeczce i tak w końcu z sił opadłam , że mnie do schroniska trzeba było holować. A głodu wogóle nie czułam.Iwona pisze:Efekt jest taki,że nadzwyczjniej pod słońcem słabnę z godziny na godzinę
Teraz się pilnuję i mimo że rano nie mam specjalnie ochoty - zawsze coś w siebie wciskam, a na szlaku staram się przy każdym dłuższym postoju choć jakies ciasteczko zjeść. Mało a często.
A konkretniej wieczorem.
Gdzieś już o tym pisałam,ale jeszcze raz nie zaszkodzi
.Najlepsza na Słowacji jest zupa kapustowa a u nas pomidorówka(w Piątce jest paluszki lizać),acha na Słowacji odradzam hamburgery-zamiast mielonego jest martadela!
------------------------------------------
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."








