Jagiellonia w Tatrach pisze:Gdy powstał ten temat to od razu przypomniał się Leporowski.
proszę bardzo:
Mit Zamarłej jako krwiożerczej ściany pragnącej ofiar zaczął zdominowywać społeczeństwo. Nie zdołało to jednak powstrzymywać przed wspinaczkami coraz to nowych śmiałków. Znaleźli się nawet tacy co pokonywali drogę samotnie, bez żadnej asekuracji. Wyczynu tego dokonał m. in. poznaniak Jerzy Leporowski. W czasie I Wojny Światowej był lotnikiem i prawdopodobnie dzięki temu miał całkowitą niewrażliwość na ekspozycję. W Tatry przyjechał nie znając zupełnie zasad taternictwa, ani nikogo ze środowiska wspinaczkowego. Zmusiło go to do samotnych wspinaczek. Gdy pewnego dnia dosiadł się do starych taternickich wygów w schronisku w Pięciu Stawach i oświadczył, że właśnie przeszedł bez żadnej asekuracji południową ścianę Zamarłej Turni wzbudziło to niedowierzanie a nawet wręcz zgorszenie. Po chwili całe towarzystwo udało się do Dolinki Pustej i tutaj na oczach wszystkich Leporowski przeszedł ścianę jeszcze raz w czasie 40 minut. Mit ściany został poważnie nadszarpnięty. W 1928 roku Leporowski wspinał się samotnie północnym filarem Koziego Wierchu. Po przejściu około 80 metrów drogi runął wraz z ruchomym blokiem do Dolinki Koziej.
W obiegu istnieje kilka wersji tego zdarzenia, niektóre jako chłopak słyszałem od ludzi, którzy Leporowskiego znali. Opis, który skopiowałem z netu jest taką "średnią" tych wersji. Zgadza się, że był lotnikiem ale wtedy wykonywał mało romantyczny zawód - był kupcem. Miał niewielki sklep w Poznaniu, bodajże z tekstyliami i sam stał za ladą. O Tatrach gdy przyjechał nie miał prawdopodobnie zielonego pojęcia. Teoria, że alpinista "dojrzewa" do żywca, że poprzedza to długi trening i w ogóle te wszystkie teoryjki i ideologie prezentowane przez Manuele się nie trzyma kupy. Przyszedł, popatrzył i wlazł. Zresztą każda ówczesna wejście realizowane klasycznie (hakówka była w powijakach) jest tożsama z wejściem żywcowym, bo przecież lina, haki itd wejścia nie ułatwiają a tylko zabezpieczają, co zresztą przy jakości ówczesnych lin należałoby umieścić w cudzysłowie. No, czasami pomagała, tak jak p. Eli Ziętkiewicz z Bednarskim na tejże Zamarłej Turni.
Zagadką jest dla mnie dlaczego Leporowski, już po wejściu w środowisko nadal chadzał czasami samotnie a było to wówczas bardzo rzadkie. Nie wiem, może jak to Poznaniak ufał tylko sobie? Pamiętam mojego ojca - "idź weź drabinę, przystaw do jabłonki i nazbieraj jabłek". Idę, stawiam, tata sprawdza i "nie, sam wejdę, jeszcze spadniesz". Tacy już są Poznaniacy.
dagomar pisze:"kontrola powinna być wszechmożna ,wszechobecna ,wszechpotężna - Lenin"
Psiakrew, to Lenin? A ja myślałem, że Kaczyński lub Giertych!
