"Zepsute" kolano (a)
Oj nie zgadzam się sKoTi. Uważam, że właśnie krótkotrwałe i gwałtowne przenoszenie całej masy ciała na staw kolanowy wyrządza w nim więcej szkód niż płynne i łagodniejsze przechodzenie nacisku z jednej nogi na drugą. To tak jak by młotkiem naciskać płynnie na orzech lub gwałtownym uderzeniem go rozłupać... to samo się dzieje z łąkotkami w kolanie.
Kiedyś też często zbiegałem ale teraz, z całym szacunkiem, ale jestem za schodzeniem.
Pozdr.
Kiedyś też często zbiegałem ale teraz, z całym szacunkiem, ale jestem za schodzeniem.
Pozdr.
Z doświadczenia wiem ,że skutecznie eliminuje przeciążenia stawów kolanowych -po pierwsze rodzaj 'kaczkowatego' chodu ze stopami skierowanymi na zewnątrz (jak marynarze) podczas schodzenia ,po drugie unikanie gwałtownych "zjechań" po piargu ,a po trzecie jednak przydają się kije (w co wiele lat nie chciałem wierzyć)
luknij na moje panoramy i galerie
Piotr - może ja jestem jakiś lewy - ale napisałem o autopsji... mi się po prostu lepiej zbiega - jak jest oczywiście taka możebność (mówię o stokach 10 - góra 15 stopni) i zdecydiwanie mniej kolana odczuwam - z tymże to nie jest jakiś super szybki bieg tylko takie delikatne truchtanie... weź pod uwagę, że u mnie prawie 90 kg wagi (a było jush ponad)... ;(
"Truchtałam" kiedyś z Kasprowego w kierunku Murowańca - ciekawy eksperyment.Kolanka oki.Natomiast zupełnie nie wyobrażam sobie zbiegamia po kamlotach metrowej wysokości :aciu: Przy takich dużych stopniach to już nawet ciężko się schodzi,szczególnie jak się wraca z Orlej ...
------------------------------------------
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
sKoTi - ja też kiedyś wolałem zbieganie, dopóki nie odczułem pierwszego bólu w kolanku. Na szczęście w porę to porzuciłem i teraz mnie kolanka nie bolą. Czasami jednak przyspieszam przy zejściu ale staram się to robić uważnie i raczej jest to szybki marsz.
Oczywiście źle Ci nie życzę, ale powinieneś uważać
u mnie cały czas w granicach 93 - 95 :ciii: i kolanka przy zbieganiu czują co dźwigają. Ty też za jakiś czas odczujesz to zbieganie. Może nawet już... Z tego co pamiętam miałeś zabandażowane jedno kolano...sKoTi pisze:weź pod uwagę, że u mnie prawie 90 kg wagi
Oczywiście źle Ci nie życzę, ale powinieneś uważać
- nie miej mnie za jakiegoś notorycznego zbiegacza... napisałem, że odczasudoczasu sobie trochę potruchtam - ale nie robię tego tam gdzie się da... przecież wiesz, że co chwila się zatrzymuje coby zrobić jakąś fotę - więc chociażby to wyklucza częste zbieganie...Piotr pisze:Ty też za jakiś czas odczujesz to zbieganie
- pamiętaj piotr, że robiąc z tobą tri sedla chodziliśmy jush chyba 4 lub 5 dzień nonstop - i do tego po dość długich trasach... a więc zwyczajnie kolano troszkę nawalało od łażenia (a poza tym wór na plecach 5 - 10 kg)... brakowało po prostu jednego dnia odpoczynku... ale jak tu odpoczywać jak takie propozycje wychodziłyPiotr pisze:Z tego co pamiętam miałeś zabandażowane jedno kolano...
- Andrzej Krystoszyk
-

- Posty: 1165
- Rejestracja: pn 17 maja, 2004
- Lokalizacja: Pułtusk
Być może Iwona ma rację. Truchtanie z Kasprowego może być OK. Ja po tegorocznym doświadczeniu obawiam się, że pani Aura ma też coś do tego. Spływ z Kasprowego ( przecietna głębokośc szlaku ok. 7-10 centymetrów , a miejscami nawet powyżej butów , mówie o wodzie oczywiście. ) doprowadził do tego, że zabolało dopiero w Murowańcu A tak zupełnie serio - każdy ma swoje sposoby i innym nic do tego. Jedni zbiegają (nawet po metrowych kamlotach inni złażą dostojnie , inni łączą obie metody i tak jest dobrze Myślę, że dylemat zbiegać czy spełzać nie do rozstrzygnięcia. POzdr.AKA
A ja biegam w górach wtedy, gdy mam niewiele czasu na zrobienie konkretnej trasy. Np. w czasie jednej z moich "fajniejszych" tras, a mianowicie: od Pięciu Stawów na Kozią Przełęcz, Zawrat, Świnica, Kasprowy, Murowaniec, Krzyżne, Kozi Wierch, Piątka, przy braku dużej ilości czasu (była to druga połowa września) i wyjściu po godz. 9, musiałem wspomagać się wielokrotnie biegiem. Szczególnie szybko zbiegałem ze Świnicy do Kasprowego. Z Kasprowego do Murowańca truchcik. A póżniej, jak zdecydowałem się jednak z Krzyżnego przejść jeszcze pół Orlej Perci, zamiast schodzić w dół do Piątki, to też musiałem trochę truchtać. A byłem na Krzyżnym o godz. 16, więc czasu było nie wiele. Ale do schroniska doszedłem jeszcze, gdy było trochę jasnawo.
Jednak, gdy mam większe obciążenie na plecach, to staram się raczej nie zbiegać. I kijków też nie używam, bo uważam je za mało potrzebny szpej.
Kolana też raczej mnie nie bolą. Chyba, że po ostatnim 10-dniowym "maratonie po Tatrach". Wtedy kolanka trochę odczuwałem. Nie ma co ukrywać. Ale i to ma swój urok.
Jednak, gdy mam większe obciążenie na plecach, to staram się raczej nie zbiegać. I kijków też nie używam, bo uważam je za mało potrzebny szpej.
Kolana też raczej mnie nie bolą. Chyba, że po ostatnim 10-dniowym "maratonie po Tatrach". Wtedy kolanka trochę odczuwałem. Nie ma co ukrywać. Ale i to ma swój urok.
Hehe, zapewne jak wszyscy z nas. W tym względzie nie jesteś oryginalny.Hannibal pisze: Jednak, gdy mam większe obciążenie na plecach, to staram się raczej nie zbiegać.
Widocznie nie byłeś jeszcze w sytuacji, gdy uważałbyś je za najcenniejszą rzecz na świecie.Hannibal pisze: I kijków też nie używam, bo uważam je za mało potrzebny szpej.
Ja jakoś nie słyszałem, że powinno się chodzić z kijkami. Natomiast, jeśli jednym do pomaga, to oczywiście nie ma żadnych przeciwskazań.Iwona pisze:błąd i to duży..ale nic na siłęHannibal pisze:I kijków też nie używam, bo uważam je za mało potrzebny szpej.
Bez kijków jednak, w większym stopniu ćwiczy się mięśnie nóg. Nie ma co do tego żadnych wątpliwości. Oczywiście, że jak ktoś jest mało aktywny fizycznie w ciągu roku, i pojedzie w Tatry z dużym plecakiem, to może mu to zapewne zaszkodzić na kolana. Ale jeśli ktoś utrzymuje kondycję na dobrym poziomie, ćwiczy mięśnie nóg na różne sposoby, to po co mu są kijki w górach?
A, widziałem tragarzy w akcji w Tatrach słowackich, i oni jakoś nie używają kijków, choć ich ciężary są całkiem spore. Po prostu mają niesamowicie silne mięśnie nóg, i dlatego ich nie potrzebują.
Dobrze powiedziane. Ja bym może to jeszcze zmodyfikował w następujący sposób - "każdemu wg kondycji"Sylwester pisze: (...)
Ja na to patrzę inaczej - każdemu wg potrzeb, a kijki oczywiście mam i używam.
Ostatnio zmieniony wt 13 gru, 2005 przez Hannibal, łącznie zmieniany 1 raz.
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:
Widocznie w parze z jego silnymi nogami, nie idą silne stawy. Tak na to można spojrzeć. A poza tym, ktoś gdzieś ostatnio pisał w jakimś temacie, że bardzo ważnym elementem jest rozciągnięcie wszystkich mięśni, rozruszanie wszystkich stawów, przede wszystkim w nogach, przed każdym pójściem w góry.mefistofeles pisze:mięsnie mięśniami a stawy stawami - mam kolegę - robi niesamowite rzeczy na panelu, w górach śmiga bez zmęczenia, ale po 2 dniach siadają mu stawy.Hannibal pisze:Bez kijków jednak, w większym stopniu ćwiczy się mięśnie nóg
No wiesz, w trakcie bardzo wielu aktywności fizycznych używa się intensywnie stawów kolanowych. No i co, w każdym przypadku należy wspomagać się kijkami?Sylwester pisze:bo ja wiem co się dzieje z tymi niekostnymi elementami stawów, które podlegają zużyciu w wyniku m.innymi intensywnej górskiej eksploatacjiHannibal pisze:Dobrze powiedziane



