żywczyk

Także o noclegach, mapach, pogodzie, literaturze...
luka

-#3
Posty: 218
Rejestracja: pt 15 lip, 2005
Lokalizacja: Toruń

Post autor: luka »

laura palmer pisze:wątpię, ale nawet jeśli, to gór to i tak nie dotyczy

może ty uświadom swoich znajomych, bo moi znajomi mówią co innego
Tu nie ma co wątpić tak jest i gór to też dotyczy przykład: akcje mające na celu ograniczenie dokładania w Tatrach nowych haków które zmniejszają trudnosci drogi
Ja przestaje z Tobą dyskutować bo to bezsensu, zresztą uważam że ja nie mam się czego wstydzić jeśli chodzi o rozmowę w tym temacie, a ty nie koniecznie sobie wystawiłaś najlepsze świadectwo wiedzy. Gębę masz tylko jedną a dziś ja zdeprecjonowałaś
amen
Awatar użytkownika
chief

-#6
Posty: 1083
Rejestracja: sob 26 cze, 2004
Lokalizacja: Małopolska
Kontakt:

Post autor: chief »

laura palmer pisze:żywcowanie to cenna umiejętność
należy je ćwiczyć
żywcowanie to jest wolny wybór, nic na siłę, a na pewno nie powinno być nastawienia, że "należy"....

Pisałaś o zejściu z Mięgusza, że przez tą asekurację wracaliście po omacku, ale jednak dotarliście, a nie bierzesz pod uwagę, że gdybyś żywcowała, to mogłabyś odpaść....

Osobiście żywcowanie kojarzy mi się z chodzeniem przy III lawinowej formacjami wklęsłymi. Jedni łażą tak przez całe życie i nic im nie jest, inni zrobią to pierwszy raz i zginą.
Pamiętaj, ze w górach nie tylko liczy się umiejętność i sprawność, ale jeszcze są tzw. przypadki losowe

Jestem też zdziwiony Twoją koleżanką, która wspinając się z Tobą, żywcowała prawie cały wyciąg, bez uzgodnienia z Tobą.
Awatar użytkownika
oskar

-#5
Posty: 603
Rejestracja: pn 26 wrz, 2005
Lokalizacja: Maków Podhalański

Post autor: oskar »

Ty nierozumiesz :P a nieważne do czego sie odnosi bo znowu napisze 153 posty po których sie dowiem ze znowu nie rozumiem :D
a dyskusja ma z założenia dotyczyć czego innego a nie mojego rozumienia
Awatar użytkownika
oskar

-#5
Posty: 603
Rejestracja: pn 26 wrz, 2005
Lokalizacja: Maków Podhalański

Post autor: oskar »

mnie sie wydaje że jak wszystki takie imprezy są one korzystne do pewnego momentu - tzn. do momentu kiedy ktoś na tym ucierpi - obojetnie czy odpadając czy ktoś inny przy nim spadnie. Ot, poprostu potem do końca życia - jeżeli sie jest tą drugą osobą co przeżyła - pluje sie sobie w brode że sie nie zabezpieczyło odpowiednio - mysle że poniekad o to chodziło "dziadkowi" ?
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

oskar pisze:mysle że poniekad o to chodziło "dziadkowi" ?
Przede wszystkim nasza droga Laura w ogóle nie wie o co chodzi. Ja na początku sądziłem, że chodzi tu o świadome rezygnowanie z asekuracji (wszelkiej, autoasekuracji też). Są tacy. Nie rozumiem ich motywacji - w góry nie powinno się chodzić aby się zabić choć i to sie zdarza. Tymczasem jak się okazało, chodziło tu o to, jak oszczędzić na czasie bo się rano nie chciało wstać.
Przy okazji wyszło, że nasza gwiazda jest taternicką nogą, przynajmniej w zakresie logistyki. Bo jak ocenić taką sytuację, że ktoś jest o 18-ej na Mięguszowieckim, już się ściemnia a on w dodatku nie wie, jak stamtąd zejść. W dodatku z uporem szuka Drogi po Głazach, która ma go wyprowadzić na Przełęcz Hińczową podczas gdy ta droga prowadzi na Przełęcz pod Chłopkiem. A potem się jeszcze okazuje, że baterie w czołówce się wypaliły a rezerwowych się nie ma w plecaku. Rekord świata, panowie z TOPR wprost uwielbiają takich zawodników. :D
Awatar użytkownika
oskar

-#5
Posty: 603
Rejestracja: pn 26 wrz, 2005
Lokalizacja: Maków Podhalański

Post autor: oskar »

no i zaczynacie gadać powoli po ludzku , zarówno ty " dziadku" jak i ty "gwiazdeczko". Normalnie jeszcze z 5 postów i w końcu bede rozumiał obydwa poglądy . :D Jak dla mnie żywcowanie na siłe ( bo taka maniera, jak sie przeżyje to sie bedzie wnukam opowiadac ) przypomina takich znajomych kolesi co to skakali z motorówki przed dziób ale tak żeby ich śruba nie przemieliła - jak to robili i po co - za cholere nie wiem ( tzn. po co to przypuszczam - adrenalina ). Jeżeli chodzi o przypadek " z konieczności" jak najbardziej zrozumiały ale chyba rzeczywiście powinno sie takie sytucje ograniczać do minimum ?
Awatar użytkownika
oskar

-#5
Posty: 603
Rejestracja: pn 26 wrz, 2005
Lokalizacja: Maków Podhalański

Post autor: oskar »

Dobra, dość pierdół o tolerowaniu i wyzwiskach bo to nic sensownego nie wnosi do dyskusji. Droga "gwiazdeczko" pytanie na wprost - uważasz że żywcowanie dla samego żywcowania ( skoku adrenaliny bo wtedy chyba o nic innego nie chodzi ) ma sens i jest potrzebne ?
laura palmer

-#4
Posty: 307
Rejestracja: wt 08 lis, 2005
Lokalizacja: z małej syrenki

Post autor: laura palmer »

na to pytanie udzielilam juz odpowiedzi, jeslis laskaw sam se pogrzebac i poszukac. i tak sie tu za bardzo wysłużylam
Awatar użytkownika
oskar

-#5
Posty: 603
Rejestracja: pn 26 wrz, 2005
Lokalizacja: Maków Podhalański

Post autor: oskar »

Laura przeczytałem cały ten temat od początku i odpowiedzi bezpośrednio na moje pytanie nie znalazłem, po udzielonych odpowiedziach moge sie domyślać że NIE dopuszczasz takiej możliwości , jeżeli dokładna odpowiedź na moje pytanie znajduje sie w innym temacie to prosze o nakierowanie na niego
laura palmer

-#4
Posty: 307
Rejestracja: wt 08 lis, 2005
Lokalizacja: z małej syrenki

Post autor: laura palmer »

to jest moja opinia:
poza tym dla niektórych ma wartość rozrywkową, bo lubią ten sport po prostu. I nikt nie ma prawa ich za to potępiać, to jest kwestia etyczna, każdy sam odpowiada za swoje sumienie.
tomek.l

-#6
Posty: 2968
Rejestracja: pt 14 sty, 2005
Lokalizacja: Poznań
Kontakt:

Post autor: tomek.l »

Ale ciekawy wątek. I jak ciekawa dyskusja :)
Czy "żywcowanie" zaczyna się od jakiegoś poziomu trudności? Nie wiem, od II czy III w górę? Czy przy łatwiejszych miejscach też można powiedzieć, że się żywcuje. Nawet na szlakch lub poza szlakmi ale nie na drogach typowo wspinaczkowych. Bo jeśli tak to ci co byli gdzieś wyżej niż droga do Moka nie raz już pewnie żywcowali.
Na samej Orlej Perci są sytuacje gdzie należało by się przyasekurować bo jest naprzykład oblodzona skała ale nikt tego nie robi tylko idzie na żywca. Samemu też mi się zdarzało robić rzeczy i to nawet na szlakch, które powinienem tak naprawdę zrobić z asekuracją.
To też żywcowanie tylko może w mniejszej skali niż to typowo wspinaczkowe. Ale krzywdę sobie można zrobić taką samą.
Dlatego też te teksty oburzenia o żywcowaniu uważam za lekko bezsensowne ponieważ każdy kto chodzi po górach już kiedyś żywcował lub będzie żywcował. W mniejszej lub większej skali. No bo tak czasem trzeba w górach.
Nie znam tego z autopsji ale z opowiadań i wydaje mi się, że Laura ma racje twierdząc, że czasem mniej ryzykowne jest zrobienie czegoś na żywca niż np. ryzykowanie jakiś odmrożeń w skale.
Tak czy siak zawsze się będzie w górach robiło coś na żywca.
Awatar użytkownika
oskar

-#5
Posty: 603
Rejestracja: pn 26 wrz, 2005
Lokalizacja: Maków Podhalański

Post autor: oskar »

Aha, czyli dopuszczasz taką możliwość jednak. Czasem nie rozumiem co człowiek zrobi żeby sie na dłuższą mete zabic w sposób w jaki lubi i wydaje sie mu sensowny. W sumie jego sprawa byle mi gdzieś na głowe nie spadł. No oki to już wiem że taką rzecz dopuszczasz a czy dopuszczsz ją w swoim wykonaniu ?
Awatar użytkownika
mefistofeles

-#10
Posty: 17204
Rejestracja: pt 25 cze, 2004
Lokalizacja: Inowrocław
Kontakt:

Post autor: mefistofeles »

laura, Janek i inni. KONIEC PYSKÓWKI
popyskować możecie sobie w śmieciach

PS Na tym forum nie ma psa. Każdy może tu pisac co mu się żywnie podoba. Dopuszczalne są też wszelkie formy krytyki o ile dotycza tematów górskich a nie kwestii posiadania chłopa bądź tez tego co każdy chłop posiadac powinien
Awatar użytkownika
oskar

-#5
Posty: 603
Rejestracja: pn 26 wrz, 2005
Lokalizacja: Maków Podhalański

Post autor: oskar »

tomek.l pisze:Tak czy siak zawsze się będzie w górach robiło coś na żywca
Nie tylko w górach bo definiujac to jako wykonanie ryzykownych czynności przy możliwości zabezpieczenia sie i zrobienia danej czynności w sposób bezpieczniejszy to pewnie wiekszość z nas robiła takie wyczyny wielokrotnie. A do nieszczescia niewiele trzeba ostatnio kumpel spadł z rusztowania na wysokości 1 pietra - efekt - złamana podstawa czaszki
Awatar użytkownika
Hannibal

-#7
Posty: 3264
Rejestracja: sob 03 gru, 2005
Lokalizacja: Warszawa/ Grodzisk Maz.

Post autor: Hannibal »

Z tym to i ja się mogę zgodzić.
Natomiast ja mówiłem np. o czymś takim, co wyprawia Alan Robert.
http://my.opera.com/SerbianFighter/albu ... ure=332888
Ale oczywiście nie tylko...
dotyczy to również mniej widowiskowych popisów na krótszych odcinkach
Ostatnio zmieniony pn 06 lis, 2006 przez Hannibal, łącznie zmieniany 1 raz.
laura palmer

-#4
Posty: 307
Rejestracja: wt 08 lis, 2005
Lokalizacja: z małej syrenki

Post autor: laura palmer »

Czasem nie rozumiem co człowiek zrobi żeby sie na dłuższą mete zabic w sposób w jaki lubi i wydaje sie mu sensowny.
tu zapytales o sens chodzenia po górach. mnie o to nie pytaj.

No oki to już wiem że taką rzecz dopuszczasz a czy dopuszczsz ją w swoim wykonaniu ?
po pierwsze: ja chcę żyć. Ale gdybym miala więcej jąder, to myślę, że moglabym się wciągnąć. Ja osobiście podziwiam tych co mają tyle jąder. i im zazdroszczę. fakt, jeśli to jest ktoś kogo kocham, to nie mogę patrzeć, ale jednocześnie podziwiam za psychę.
Awatar użytkownika
oskar

-#5
Posty: 603
Rejestracja: pn 26 wrz, 2005
Lokalizacja: Maków Podhalański

Post autor: oskar »

no w zakładam że nikt z tych ludzi nie dopuszcza takiej możliwości ze spadnie (a spadają pewnie ? ) ale chyba muszą wiedziec ryzoko upadku istnieje. Jak dla mnie jezeli chodzi o użytkowanie żywcowania w górach jako techniki przymusowej, dla skrócenia trasy - ogólnie jako czegoś co pozwala na wyniesienie swojej dupy cało - jak najbardziej tak. Jezeli chodzi o takie łażenie w celu podniesienia adrenaliny - nie wiedze sensu ( tzn. widze ale uważam go za bezsensowne ). Aczkolwiek nie mam zamiaru biegac z dwururką za wszystkim takimi zawodnikami bo istnieje milion innych bezsensownych typów aktywności , nawet miałem jeden zamieścić poniżej ale sądząc po reakcji mefa zrezygnuje :D
laura palmer

-#4
Posty: 307
Rejestracja: wt 08 lis, 2005
Lokalizacja: z małej syrenki

Post autor: laura palmer »

co do ścieżki po głazach, specjalnie sprawdzilam jeszcze raz w materialach szkoleniowych o Piotra Drobota.
cala ścieżka trawersująca mięgusze od południa jest nazwana tą nazwą "droga po głazach"
mimo że od mięgusza do hińczowej nie ma żadnych głazów

a ty co Dżony (......), to w koncu szedles z tym nowicjuszem od której strony, bo się gubisz w zeznaniach

nie zapominaj ze wyszukiwanie w ciemnosci kopczyków bywa bardzo ryzykowne. jeśli tego nie wiesz to nigdy nie robiles tego nocą. To wiele tłumaczy z twojego zachowania.
Awatar użytkownika
oskar

-#5
Posty: 603
Rejestracja: pn 26 wrz, 2005
Lokalizacja: Maków Podhalański

Post autor: oskar »

A zaponiałem jeszcze o jednej możliwości - o trenowaniu takowych umiejetności żeby móc je wykorzystać później w sytuacjach koniecznych do zwleczenia w miare cało siebie z góry. Wszak trening czyni mistrza :D
laura palmer

-#4
Posty: 307
Rejestracja: wt 08 lis, 2005
Lokalizacja: z małej syrenki

Post autor: laura palmer »

tam nie ma tak, ze jak stoje przy kopczyku , to widze drugi, jak jest piękny słoneczny dzien i podejde kilkadziesiąt metrów to mooże zobacze następny, ale tez często trzeba wracać, bo nie da się do niego bezpośrednio zejść. po ciemku to jest znacznie bardziej skomplikowane.

za czasów Dżona( ******* *********) może bylo więcej kopczyków, bo ludzie chodzili przez zieloną granicę przez hińczową, to i udeptywali i stawiali
Zablokowany