ale to indywidualny wybór, dla mnie chodzenie bez dobrej asekuracji nie jest wartością samą w sobie i jest bezsensu, jeśli można taką założyć. Są drogi na których nie ma szans na dobrą asekurację, ale wtedy i ich wycena jest wyższa w związku z tym, ale to nie znaczy, że jest to żywcowanie tylko specyfika drogilaura palmer pisze:kolejny punkt poparcia dla przydatności chodzenia bez (dobrej)asekuracji
żywczyk
-
laura palmer
-

- Posty: 307
- Rejestracja: wt 08 lis, 2005
- Lokalizacja: z małej syrenki
nie luka, wyceny nie są wyższe, są takie same. jest tylko czasem zaznaczone w przewodniku, ze klopoty z asekuracją, ale wycena zalezy tylko od rodzaju ruchów w skaleale to indywidualny wybór, dla mnie chodzenie bez dobrej asekuracji nie jest wartością samą w sobie i jest bezsensu, jeśli można taką założyć. Są drogi na których nie ma szans na dobrą asekurację, ale wtedy i ich wycena jest wyższa w związku z tym, ale to nie znaczy, że jest to żywcowanie tylko specyfika drogi
chodzenie bez dobrej asekuracji ma wartość etiudową, żeby nauczyć się sobie bez niej radzić, kiedy naprawdę będzie to potrzebne
poza tym dla niektórych ma wartość rozrywkową, bo lubią ten sport po prostu. I nikt nie ma prawa ich za to potępiać, to jest kwestia etyczna, każdy sam odpowiada za swoje sumienie.
Laurko, przestań bo co kolejny argument to kolejna wpadka. Swierz z Humpolą zrobili to po raz pierwszy w 1921, trudniejsze warianty zrobiono w latach 1926 i 1927, między innymi Dorawski i Szczuka. No to dołóżmy na to z godzinkę. Co oni miele wtedy za szpej? Idź sobie do jakiegoś muzeum i obejrzyj. Ale dobrzy byli, nie takie ciapciaki jak Ty i Twoi kolesie! Nie pogrążaj się mała.
-
laura palmer
-

- Posty: 307
- Rejestracja: wt 08 lis, 2005
- Lokalizacja: z małej syrenki
a co ty masz za papiery ze sie w ogole odzywasz w tej kwestii.masz papiery taternika i gadasz takie bzdury?
gdyby wycena zalezala od asekuracji to w skalkach drogi nieobite w ogole by nie mialy żadnych wycen, ale mają identyczne, a choćby można przejść TR i będzie to samo
powiedz mi jaką nieobitą VIkę zrobiles co byla technicznie łatwiejsza od obitej
bo ja ci mogę wymienic droge kruchą, z hujową asekuracją i to taką że III byla trudniejsza od skałkowej Vki, a choćby i ta na Cima Margerita, którą Manuela pociągnęla prawie bezprzelotowo taka byla. IIIki mialy przewieszki, hehe
-
laura palmer
-

- Posty: 307
- Rejestracja: wt 08 lis, 2005
- Lokalizacja: z małej syrenki
no i temu że sprzętu nie mieli, to musieli do polowy przeżywcować, to im wyszlo 3 i pol godziny.Swierz z Humpolą zrobili to po raz pierwszy w 1921, trudniejsze warianty zrobiono w latach 1926 i 1927, między innymi Dorawski i Szczuka. No to dołóżmy na to z godzinkę. Co oni miele wtedy za szpej? Idź sobie do jakiegoś muzeum i obejrzyj.
znowu dziadzio poparl mą rację
-
laura palmer
-

- Posty: 307
- Rejestracja: wt 08 lis, 2005
- Lokalizacja: z małej syrenki
Zostawmy to co Swierz robił a czego nie robił. Wracam jednak z uporem do tego waszego schodzenia z Mięgusza bo kręcisz aż brzydko i zaczynam mieć wątpliwości czy ty w ogóle kiedykolwiek byłaś na Mięguszu. No to jak schodziliście. Zrozumiałem na razie, że zlękliście się grani bo zjazd no to więc jak? Wyjaśnij starszemu panu jak to było.
PS.
Na marginesie - jeśli się gdzieś nie załatwisz to też będziesz kiedyś miała skończoną 70-ę. Weź to łaskawie pod uwagę. Nawet nie wiesz jak to szybko się stanie.
PS.
Na marginesie - jeśli się gdzieś nie załatwisz to też będziesz kiedyś miała skończoną 70-ę. Weź to łaskawie pod uwagę. Nawet nie wiesz jak to szybko się stanie.
-
laura palmer
-

- Posty: 307
- Rejestracja: wt 08 lis, 2005
- Lokalizacja: z małej syrenki
Wyobraź sobie kluczowy moment na drodze, który stanowi o trudności tej drogi, za stopnie masz jakieś parchy i głównie na tarcie a chwyty są nie pewne i mikroskopijne a musisz wykonać długi ruch do dajmy na to chwytu małego w dodatku nie wygodnego, no ogólnie konkretne trudności w dodatku na sporej wysokości gdzie jest za Tobą konkretna lufa, dodam, że możliwość pewnej asekuracji była dobrych 10 metrów niżej. Podsumowując konkretna trudność w dodatku asekuracja wątpliwa.laura palmer pisze:gdyby wycena zalezala od asekuracji to w skalkach drogi nieobite w ogole by nie mialy żadnych wycen, ale mają identyczne, a choćby można przejść TR i będzie to samo
I teraz wyobraź sobie, że nagle przed kluczową trudnością pojawia się spit piękny... Więc jak trudność a co za tym idzie wycena nie zmaleje?
A przede wszystkim im jest droga łatwiejsza tym więcej możliwości by samemu gdzieś coś zachaczyć i nie potrzeba by asekuracja była stała.
A co do moich kompetencji by z Tobą o tym rozmawiać to niestety nie mam papierów taternika tak jak Ty, bo wspinam się tylko w skałach, ale też, staram się nie wygłaszać opinii na temat których nie mam pojęcialaura palmer pisze:a co ty masz za papiery ze sie w ogole odzywasz w tej kwestii.
-
laura palmer
-

- Posty: 307
- Rejestracja: wt 08 lis, 2005
- Lokalizacja: z małej syrenki
no juz mówilam jak szliśmy
w zasadzie dwa razy tam bylam , raz ściśle granią i ze zjazdem z turnicy mięguszowieckiej, ale to dluzsza i trudniejsza wersja
wiec powtarzam dziadziowi jeszcze raz, najpierw podeszlismy granią na zachód, bo z samego szczytu schodzenia to nie ma, kiedy znaleźliśmy dogodny kominek do zejścia, jakiś IIwy (II w dól to jak IV ka w górę)
to zeszlismy troche na slowacką stronę, ale żadnej wygodnej ścieżki po głazach, jak to brzmi w nazwie, to tam nie bylo, natrafiliśmy za to na kopczyki wzdłuż ścieżki, która trawersowala wzdłuż grani, jakies 50m poniżej grani, potem może 100m. Ale ta ścieżka byla miejscami bardzo eksponowana, i miala kilka trudnych miejsc, może IIIwych, więc szliśmy z lotną. I bylo ciemno ciemno, a kopczyków szukać w ciemności nie jest fajnie.
dlatego upieram się że należy ćwiczyc żywcowanie
łatwo tak gadać jak się pierdzi w fotel, ale gdyby dziadzio sam tam wtedy byl, to by inaczej kwiczał
w zasadzie dwa razy tam bylam , raz ściśle granią i ze zjazdem z turnicy mięguszowieckiej, ale to dluzsza i trudniejsza wersja
wiec powtarzam dziadziowi jeszcze raz, najpierw podeszlismy granią na zachód, bo z samego szczytu schodzenia to nie ma, kiedy znaleźliśmy dogodny kominek do zejścia, jakiś IIwy (II w dól to jak IV ka w górę)
to zeszlismy troche na slowacką stronę, ale żadnej wygodnej ścieżki po głazach, jak to brzmi w nazwie, to tam nie bylo, natrafiliśmy za to na kopczyki wzdłuż ścieżki, która trawersowala wzdłuż grani, jakies 50m poniżej grani, potem może 100m. Ale ta ścieżka byla miejscami bardzo eksponowana, i miala kilka trudnych miejsc, może IIIwych, więc szliśmy z lotną. I bylo ciemno ciemno, a kopczyków szukać w ciemności nie jest fajnie.
dlatego upieram się że należy ćwiczyc żywcowanie
łatwo tak gadać jak się pierdzi w fotel, ale gdyby dziadzio sam tam wtedy byl, to by inaczej kwiczał
Tyle, że której książki o tematyce tatrzańskiej bym nie czytał tam piszą, że ten zleciał, tamten zleciał, itd. Kurcze, tyle świetnych ludzi poszło przedwcześnie do piachu... I co, imponuje Ci to, że "popierdalali 3 razy szybciej"?laura palmer pisze: ci co kiedys nie mieli popierdalali 3 razy szybciej, bez operacji sprzętowych, byle szybciej, byle jak najkrócej byc w niebezpiecznym miejscu
Ostatnio zmieniony ndz 05 lis, 2006 przez Hannibal, łącznie zmieniany 1 raz.
-
laura palmer
-

- Posty: 307
- Rejestracja: wt 08 lis, 2005
- Lokalizacja: z małej syrenki
to tylko pozór, drogi sie najpierw wycenia a potem obijaI teraz wyobraź sobie, że nagle przed kluczową trudnością pojawia się spit piękny... Więc jak trudność a co za tym idzie wycena nie zmaleje?
jeśli ty ją wyczules na VI.1, bo nie miales przelotu, to tak naprawdę ona miala VI. a tobie sie wydaje , ze to przez ten spit. strach zawsze podnosi wycene, ale to fikcja
Kochaneńka, prowadziłem tą ścieżką z kopczykami faceta co tydzień przed tym pierwszy raz znalazł się w górach i nie miał najmniejszych trudności. No i żadnych II i IV tam nie ma, z czego wynika, że poprostu brak ci podstaw w orientacji na ścianie. Jeśli było ciemnawo to pewnie, że trudniej ale masz tu dodatkowy argument aby nie byczyć się w wyrku tylko wychodzić rano. Pogrążasz się Mała.laura palmer pisze:wiec powtarzam dziadziowi jeszcze raz, najpierw podeszlismy granią na zachód, bo z samego szczytu schodzenia to nie ma, kiedy znaleźliśmy dogodny kominek do zejścia, jakiś IIwy (II w dól to jak IV ka w górę)
to zeszlismy troche na slowacką stronę, ale żadnej wygodnej ścieżki po głazach, jak to brzmi w nazwie, to tam nie bylo, natrafiliśmy za to na kopczyki wzdłuż ścieżki, która trawersowala wzdłuż grani, jakies 50m poniżej grani, potem może 100m. Ale ta ścieżka byla miejscami bardzo eksponowana, i miala kilka trudnych miejsc, może IIIwych, więc szliśmy z lotną. I bylo ciemno ciemno, a kopczyków szukać w ciemności nie jest fajnie.
dlatego upieram się że należy ćwiczyc żywcowanie
łatwo tak gadać jak się pierdzi w fotel, ale gdyby dziadzio sam tam wtedy byl, to by inaczej kwiczał
-
laura palmer
-

- Posty: 307
- Rejestracja: wt 08 lis, 2005
- Lokalizacja: z małej syrenki




