żywczyk
-
laura palmer
-

- Posty: 307
- Rejestracja: wt 08 lis, 2005
- Lokalizacja: z małej syrenki
żywczyk
żywcowanie to cenna umiejętność
należy je ćwiczyć w skałkach, powiedzmy o dwa/trzy stopnie poniżej swojego poziomu z asekuracją, albo na obcykanych trudniejszych drogach, nawet na granicy
przydatność żywcowania odkryłam w brencie, gdzie to mnie manuela zabrała. Ona zywcowala w skalkach, wiec kiedy przyszla w gorach okolicznosc wspinania po drogach ze skromną asekuracją, to miala obcykane. Pierwszy wyciąg, na mój gust IV zrobila w ogóle bez żadnego przelotu. Gdybym to ja miala prowadzic, to bysmy stracili zbyt dużo czasu na zakladanie asekuracji (bo nie umiem bez) i by nas kibel złapał. A kibel grozi zamarźnięciem, jest dużo gorszy niż częściowe żywcowanie.
więc pierwszy argument jest taki że należy popierdalać
drugi argument jest taki, że sa drogi o takiej specyfice, gdzie się po prostu nie da nic zalożyć przez 20 metrów, a potem jakieś gówniane kostki dwie i w sumie wyciąg 50m wychodzi (prawie) bez przelotu. Każdy normalny lot wyrwalby te dwie gówniane kosteczki wraz ze stanowiskiem i delikwentem, więc to też jest żywcowanie. Jak ktoś chce wchodzić na te piękne drogi to musi, ale to musi umieć żywcować.
A są takie , dla których warto. Np Manuela pokazala mi Guglię , ona jest bardzo bardzo piękna, jest na nią piękna droga , 20wyciągów, V i IV, max. V+, ale ten kluczowy wyciąg jest niestety bez asekuracji. A warto.
I ja się musze nauczyć żywcować po V+ onsajt, bo musze tam wejść.
Albo np ktoś się wspina wspina, i nagle dochodzi do trudności a tam dupa , nic nie siada. To musi iść na żywca, bo zjazd znacznie bardziej niebezpieczny (np kiedy szedl trawersami, a tu ostatni wyciąg, a w dól ściany kilometr) I co? trzeba bylo ćwiczyć żywczyki!!!
chce tez wrócic do argumentu który zapodalam Dżonowi. Jeśli ktoś zrobi VI.3, to dla niego żywiec na VI jest drogą z palcem w dupie, coś jak trawers po korytarzu do kibla dla osoby, której szczytem możliwości jest szlak turystyczny.
co, może nieprawda?
należy je ćwiczyć w skałkach, powiedzmy o dwa/trzy stopnie poniżej swojego poziomu z asekuracją, albo na obcykanych trudniejszych drogach, nawet na granicy
przydatność żywcowania odkryłam w brencie, gdzie to mnie manuela zabrała. Ona zywcowala w skalkach, wiec kiedy przyszla w gorach okolicznosc wspinania po drogach ze skromną asekuracją, to miala obcykane. Pierwszy wyciąg, na mój gust IV zrobila w ogóle bez żadnego przelotu. Gdybym to ja miala prowadzic, to bysmy stracili zbyt dużo czasu na zakladanie asekuracji (bo nie umiem bez) i by nas kibel złapał. A kibel grozi zamarźnięciem, jest dużo gorszy niż częściowe żywcowanie.
więc pierwszy argument jest taki że należy popierdalać
drugi argument jest taki, że sa drogi o takiej specyfice, gdzie się po prostu nie da nic zalożyć przez 20 metrów, a potem jakieś gówniane kostki dwie i w sumie wyciąg 50m wychodzi (prawie) bez przelotu. Każdy normalny lot wyrwalby te dwie gówniane kosteczki wraz ze stanowiskiem i delikwentem, więc to też jest żywcowanie. Jak ktoś chce wchodzić na te piękne drogi to musi, ale to musi umieć żywcować.
A są takie , dla których warto. Np Manuela pokazala mi Guglię , ona jest bardzo bardzo piękna, jest na nią piękna droga , 20wyciągów, V i IV, max. V+, ale ten kluczowy wyciąg jest niestety bez asekuracji. A warto.
I ja się musze nauczyć żywcować po V+ onsajt, bo musze tam wejść.
Albo np ktoś się wspina wspina, i nagle dochodzi do trudności a tam dupa , nic nie siada. To musi iść na żywca, bo zjazd znacznie bardziej niebezpieczny (np kiedy szedl trawersami, a tu ostatni wyciąg, a w dól ściany kilometr) I co? trzeba bylo ćwiczyć żywczyki!!!
chce tez wrócic do argumentu który zapodalam Dżonowi. Jeśli ktoś zrobi VI.3, to dla niego żywiec na VI jest drogą z palcem w dupie, coś jak trawers po korytarzu do kibla dla osoby, której szczytem możliwości jest szlak turystyczny.
co, może nieprawda?
-
laura palmer
-

- Posty: 307
- Rejestracja: wt 08 lis, 2005
- Lokalizacja: z małej syrenki
Niebezpieczeństwo, igranie z ogniem, lekkomyślność, narażanie własnego zdrowia i życia. Mało?
Co masz do osób, które ograniczają się w górach tylko do szlaków turystycznych?
Zabrzmiało to dla mnie tak samo jako słowa Kazimiery Szczuki, że mężczyźni, którzy ją krytykują nigdy nie dorównają jej poziomem intelektualnym.laura palmer pisze: (...) coś jak trawers po korytarzu do kibla dla osoby, której szczytem możliwości jest szlak turystyczny.
Co masz do osób, które ograniczają się w górach tylko do szlaków turystycznych?
Ostatnio zmieniony ndz 05 lis, 2006 przez Hannibal, łącznie zmieniany 1 raz.
Spoko Hannibal, takich historyjek jak ta tu wyżej to się nasłuchałem za młodych lat w Morskim Oku lub Murowańcu od cholery i ciut, ciut. Służyły to podrywania głupich dziewuszek i czasami a nawet często się udawały bo jak tu nie iść w kosówki z takim bohaterem. Kogo chce tu poderwać Laurka, oto jest pytanie? No i gdzie jest ta Guglia? (laurka ma teraz szansę zatriumfować bo może powinienem wiedzieć co to Guglia).
-
laura palmer
-

- Posty: 307
- Rejestracja: wt 08 lis, 2005
- Lokalizacja: z małej syrenki
naraża się wlasne zycie bardziej, kiedy nie umie się żywcować, kibel to zamarznięcie, o ile w ogole jakos ci ludzie się wycofają kiedys stamtąd, przeciez napisalam, nie bede się powtarzac. szukaj dalej argumentowNiebezpieczeństwo, igranie z ogniem, lekkomyślność, narażanie własnego zdrowia i życia. Mało?
nie mam nic do ludzi chodzących po szlakach
lecz jesli ktos chce sie wspinac, to musi w pewnym momencie nauczyc sie i żywcowac, bo bez tej umiejętności bardziej ryzykuje swoje życie
kolejny przyklad: głupia choćby grań mieguszy
skończyliśmy drogę Świeża o 18.00, byl wrzesien, przed nami zejscie granią, znalezienie ścieżki po glazach do hińczowej i ścieżką od hińczowej. Okazuje się że ta ścieżka niby po glazach, to jest albo bardzo nisko, tak ze sie nie oplaca schodzic z mięgusza, albo to jest wlaśnie ta ścieżka poniżej grani, z paroma trudnymi i eksponowanymi miejscami. Poki co trzeba troche przejsc granią, robimy to z asekuracją, jakieś 2 wyciągi - 30minut, potem zejsc kominkiem, może II, rowniez z asekuracją, kolejne 15 minut, potem jakies dziwne haszcze, kamienie, miejsca eksponowane i rowniez II, i robi się ciemno, nakladamy czolówki i zanim dochodzimy do miejsca gdzie się jakoś w miarę idzie a nie trawersuje ściany, to jest juz ciemno. Gdybysmy to robili na żywca, to byśmy zaoszczędzili z godzinę!
na hińczowej okazuje się, że gasną nam czołówki, nie pomaga zapasowa bateria, okazuje się że to jakaś stara bateria
schodząc ścieżką "na czuja" o malo nie wpakowalam się do żlebu mnichowego
tam się idzie po miękkiej trawce i płasko, a obryw żlebu następuje nagle
na szczęście Kuba resztką światła znalazl ścieżkę do dolinki za mnichem
a w tej dolince, trawki ściskie, idziemy tylko po dotyku, bo ściezki to nie widać wcale
idziemy idziemy i nagle odslaniają się chmury i przed naszymi oczami ukazuje się piękna strzelista sylwetca///.... zadniego mnicha..
potem jeszcze przeczolgiwanie się przez dolinkę za mnichem, przez te uskoki nad stawkami staszica, zupelnie bez ścieżki, zupelnie po ciemku, bo księzyc w nowiu
ledwo docieramy do moka, o godzinie 23:00
gdybyśmy nie zakladali tej pierdolonej asekuracji na mięguszach, to to by się nie zdarzylo
ludzie którzy powiedzmy robią V, po II powinni chodzic z ręką w dupie po łokieć, a nie rzęzić z jakimiś linami. Powinni tez umiec chodzic po IIIkach, o ile czas jest tak ważny
a w wysokich ścianach czas jest bardzo ważny
-
laura palmer
-

- Posty: 307
- Rejestracja: wt 08 lis, 2005
- Lokalizacja: z małej syrenki
-
laura palmer
-

- Posty: 307
- Rejestracja: wt 08 lis, 2005
- Lokalizacja: z małej syrenki
laurka nie musi nikogo podrywać, wypowiada sie w kwestii w ktorej jej zarzucaliście że nie umie poprzec argumentamiKogo chce tu poderwać Laurka, oto jest pytanie? No i gdzie jest ta Guglia?
gdzie jest guglia, to se poszukaj w sieci leniwcu
takich gór jest dużo
Może hodowca sloni i byly posiadacz czegoś, czego nie posiada, nie chcą się wspinać po wielkich ścianach, to nie musza umieć żywcować. Więc niech się nie wypowiadają o czymś, o czym nie mają pojęcia.
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:
a co dotyk tam szedł przed wamilaura palmer pisze:idziemy tylko po dotyku
Ludzie młodzi, którzy zaczynają się wspinać staja się egocentrykami zapatrzonymi we własną zajebistość. Pokory chyba nabiera się z wiekiem, albo, kiedy zaczyna się uprawiać ten sport pod okiem starego mentora, który już na początku utemperuje delikwenta. Pewnie, że czasem trzeba coś przejść bez asekuracji, ale po co o tym gadać. No chyba, że ktoś żywcuje na poziomie VI.2 wtedy jest się czym chwalić i należy się szacunek.laura palmer pisze:Może hodowca sloni i byly posiadacz czegoś, czego nie posiada, nie chcą się wspinać po wielkich ścianach, to nie musza umieć żywcować. Więc niech się nie wypowiadają o czymś, o czym nie mają pojęcia.
pozdrawiam
-
laura palmer
-

- Posty: 307
- Rejestracja: wt 08 lis, 2005
- Lokalizacja: z małej syrenki
Bo ja cały czas czekam na jeszcze w sprawie przekonywania mnie i Janka co do słuszności żywcowania.
przekonacie się jak zaczniecie się wspinać. ja wam w tym nie pomogę. moge co najwyżej przestrzedz, ze to nie dla słoni
tymczasem czekam aż podważysz moje dotychczasowe agrumenty wystosowane w pierwszym poście. ale skoro nie potrafisz to dyskusja jest juz rozstrzygnięta
-
laura palmer
-

- Posty: 307
- Rejestracja: wt 08 lis, 2005
- Lokalizacja: z małej syrenki
jeden nigdy nie mógł a drugi nigdy nie będzie ...
teoretycy ....
a może jasio robił kiedyś Stanisławskiego na płn Żabiego Konia -to stary ,dobry klasyk ...
tylko żeby zacząć sie wspinać trzeba troszkę pożywcować w b.parszywej lecz stromej kruszyźnie z pięknymi acz stromymi trawkami ...
i tu psycha potrzebna
pozdrawiam
teoretycy ....
a może jasio robił kiedyś Stanisławskiego na płn Żabiego Konia -to stary ,dobry klasyk ...
tylko żeby zacząć sie wspinać trzeba troszkę pożywcować w b.parszywej lecz stromej kruszyźnie z pięknymi acz stromymi trawkami ...
i tu psycha potrzebna
pozdrawiam
-
laura palmer
-

- Posty: 307
- Rejestracja: wt 08 lis, 2005
- Lokalizacja: z małej syrenki
przypominam że rozmawiamy o sensie żywcowania.Pewnie, że czasem trzeba coś przejść bez asekuracji, ale po co o tym gadać. No chyba, że ktoś żywcuje na poziomie VI.2 wtedy jest się czym chwalić i należy się szacunek.
a sens żywcowania na VI.2 jest identyczny - żeby sobie uratować dupę i w ogóle przejść drogę, tylko wtedy człowiek da rady poprowadzić VI.6, więc VI. 2 to dla niego pikuś
-
laura palmer
-

- Posty: 307
- Rejestracja: wt 08 lis, 2005
- Lokalizacja: z małej syrenki
-
laura palmer
-

- Posty: 307
- Rejestracja: wt 08 lis, 2005
- Lokalizacja: z małej syrenki
to jest cztery stopnie różnicy, czyli tak jak między II a VI. ktoś, kto nie zrobi VI.2, to nie poczuje tej różnicy, dla niego wszystko powyżej jego możliwości zlewa się w jedną wielką masę nieosiągalnego. ale te cztery stopnie różnicy są.
to jasne, ze skoro w ciągu dnia zdolam przejechac samochodem 1000km, to odległość między słońcem a ziemią to dla mnie tak samo abstrakcyjna liczba, jak odległość między ziemią a plutonem.
to jasne, ze skoro w ciągu dnia zdolam przejechac samochodem 1000km, to odległość między słońcem a ziemią to dla mnie tak samo abstrakcyjna liczba, jak odległość między ziemią a plutonem.

