za którym podejściem udało Wam się zdać egzamin na prawo jazdy?
Prawo jazdy
Prawo jazdy
Szanowni Kierowcy tudzież Kierowniczki 
za którym podejściem udało Wam się zdać egzamin na prawo jazdy?
za którym podejściem udało Wam się zdać egzamin na prawo jazdy?
mnie sie udało za pierwszym
mimo że zgasł mi na mieście
a prawko odebrałem w Wigilie, dokładnie 24 grudnia... już niedługo 3 lata miną
a prawko odebrałem w Wigilie, dokładnie 24 grudnia... już niedługo 3 lata miną
Ostatnio zmieniony pt 03 lis, 2006 przez prezes, łącznie zmieniany 1 raz.
Agaar pisze:Teraz młodzi zdają średnio za trzecim razem, ci trochę starsi nawet za pierwszym.
myślisz wyciągnąć jakieś wnioski po tej "ankiecie"?ana pisze:ale postanowiłam spytać kontrolnie
Masz umieć jeździć a nie mieć korzystne horoskopy. Cała tajemnica. Nie będziesz umieć lub będziesz cała w nerwach to oblejesz, nawet i osiem razy pod rząd. Będziesz umieć i będziesz na luzie zdasz za pierwszym razem.
Moja rada - pojeźdź "poza kursem" jakieś kilka godzin te wszystkie parkowania, wjazdy do garażu itp. Będziesz potrzebowała do tego asysty - poproś kogoś kto się nie będzie na Ciebie wydzierał, że jesteś kompletna noga, kretynka, idiotka itd czyli nikogo bliskiego, najlepiej jakiś neutralny kolega z lekkim odchyleniem na cichego wielbiciela.
Moja rada - pojeźdź "poza kursem" jakieś kilka godzin te wszystkie parkowania, wjazdy do garażu itp. Będziesz potrzebowała do tego asysty - poproś kogoś kto się nie będzie na Ciebie wydzierał, że jesteś kompletna noga, kretynka, idiotka itd czyli nikogo bliskiego, najlepiej jakiś neutralny kolega z lekkim odchyleniem na cichego wielbiciela.
Siostra... wiesz o co mi chodziIwona pisze:kurdesz...Aga..zaznaczam,że jak zdawałam to byłam młoda
Niekoniecznie. Bywa tak (nierzadko), że jeżeli ktoś ma opanowaną jazde i do egzaminu podchodzi na luzie, to nie zdaje. Egzaminatorzy nie lubią zbyt wielkiego luzu.Janek pisze:Będziesz umieć i będziesz na luzie zdasz za pierwszym razem.
A z resztą...zależy na jakiego dziada się trafi
Odróżniajmy naturalny luz od bezczelności i zbytniej pewności siebie. Np przesadnej wiary w to, że masz zgrabne nogi i egziminator skupi się na nich przy okazji nie zauważając tego, że kompletnie nie potrafisz zaparkować w luce między pojazdami.Agaar pisze:Egzaminatorzy nie lubią zbyt wielkiego luzu.
buhaha... Hani złej tanecznicy przeszkadza rąbek u spódnicy
Ja zdałem za drugim razem, pierwszy raz oblałem z mojej i tylko mojej winy ( puściły nerwy bo oblałem na czymś co szło mi na kursie perfekcyjnie ) a za drugim razem również miałem potknęcie ale powiedziałem sobie , " bez jaj - trzeci raz nie przyjade spowodu głupoty" i poszło.
Ja zdałem za drugim razem, pierwszy raz oblałem z mojej i tylko mojej winy ( puściły nerwy bo oblałem na czymś co szło mi na kursie perfekcyjnie ) a za drugim razem również miałem potknęcie ale powiedziałem sobie , " bez jaj - trzeci raz nie przyjade spowodu głupoty" i poszło.
Tak kawał troszke po temacie 
Zdarzyło się pewnego razu, że uczeń Mistrza Kung-Fu przeszedł z powodzeniem nauki wstępne i przystąpił do Ostatecznej Próby. Rzekł mu tedy Mistrz:
- Stań na placu przed świątynią i przepołów gołymi rękami deskę, którą ujrzysz opartą o kamienie. Poszedł tedy uczeń i ujrzał ledwo ociosaną kłodę twardego drewna. Nie uląkł się jednak i goła dłonią uderzył w nią
tak mocno, że pękła i dwie połówki spadły na ziemię.
- Dobrze wykonałeś zadanie - rzekł Mistrz - Teraz czeka cię drugi sprawdzian. Pójdziesz ze mną do gospody w mieście. Poszli tedy do gospody, gdzie ujrzeli dwóch złoczyńców bijących niewinnego kupca.
- Czyń co trzeba - rozkazał Mistrz.
Rzucił się tedy uczeń w wir walki i wnet wyleciał za drzwi z podbitym okiem i bez zębów. Wrócił też zaraz w niesławie do domu, a zgromadzonej przy stole rodzinie rzekł:
- To samo co rok temu. Plac poszedł dobrze, ale upierdolił mnie na
mieście.
Zdarzyło się pewnego razu, że uczeń Mistrza Kung-Fu przeszedł z powodzeniem nauki wstępne i przystąpił do Ostatecznej Próby. Rzekł mu tedy Mistrz:
- Stań na placu przed świątynią i przepołów gołymi rękami deskę, którą ujrzysz opartą o kamienie. Poszedł tedy uczeń i ujrzał ledwo ociosaną kłodę twardego drewna. Nie uląkł się jednak i goła dłonią uderzył w nią
tak mocno, że pękła i dwie połówki spadły na ziemię.
- Dobrze wykonałeś zadanie - rzekł Mistrz - Teraz czeka cię drugi sprawdzian. Pójdziesz ze mną do gospody w mieście. Poszli tedy do gospody, gdzie ujrzeli dwóch złoczyńców bijących niewinnego kupca.
- Czyń co trzeba - rozkazał Mistrz.
Rzucił się tedy uczeń w wir walki i wnet wyleciał za drzwi z podbitym okiem i bez zębów. Wrócił też zaraz w niesławie do domu, a zgromadzonej przy stole rodzinie rzekł:
- To samo co rok temu. Plac poszedł dobrze, ale upierdolił mnie na
mieście.
Hannibal pisze:Znam osoby, które naprawdę mają ogromne doświadczenie w prowadzeniu najróżniejszych pojazdów i nigdy nie słyszałem, ażeby tak się wypowiadali, jak Dagomar





