W sobotę wieczorem tj. 14.10.06r. wyjechaliśmy tj. ja, Dorian i dr Kidler w stronę najwyższego szczytu Beskidu Żywieckiego. Ok. godziny 20 dotarliśmy na Przełęcz Krowiarki - lekka mgiełka, 7 st.C, czołówki na głowę i w drogę. Spokojnie niebieskim szlakiem dotarliśmy do schroniska, z daleka było już widoczne, ładnie oświetlone. Tego dnia miała się odbyć prelekcja Krzysztofa Wielickiego, stąd wiedzieliśmy, że nie ma co marzyć o łóżku
W schronisku na Markowych Szczawinach impreza się rozkręca, piwko się leje, a polski himalaista w centrum uwagi – zdjęcia, rozmowy itd.
Ok. 01.30 wskakujemy do naszych śpiworków, a jak to stwierdził Dorian w moim przypadku do prześcieradełka
O godz. 4 pobudka, ciężko się wstaje zwłaszcza, że jadalnia była pełna chrapiących ludzi i oka się nie zmrużyło. Wschód słońca nieźle się zapowiadał, bezchmurne niebo, gwiazdy świeciły, lepiej być nie mogło.
O 4.30 jesteśmy już na szlaku, wchodzimy Akademicką Percią, jest zimno ale jak na razie bezwietrznie, w końcu pojawiają się łańcuchy.
Pomału robi się jasno, i im jesteśmy wyżej tym zaczyna bardziej wiać, ale to podobno jest normalne na Babiej Górze.
Moje zdziwienie było wielkie, bo jak się okazało nie byliśmy pierwsi na górze, jedni to nawet spali tam w śpiworach (nie mylić z prześcieradełkiem)
Widoczki były cudowne – całe Tatry wspaniale odsłonięte, dodatkowo gęsta mgła, która unosiła się do ok 1200 m n.p.m. dodawała uroku, a na pobliskim Pilsku tylko czubek widoczny (reszta we mgle), tak jakby to była jakaś wyspa.
Te widoki długo zostaną mi w pamięci...
Wypad bardzo udany zwłaszcza w towarzystwie Doriana i dr Kidlera – polecam!!!






