Tyle, że jak ktoś chce, to może i dążyć do zawodostwa i znaleźć czas na romantyzm.
Jeżeli ma blisko skały, to czemu by nie. Sama pewnie tak bym robiła
Muszę Ci przyznać, że przed pójściem na kurs myślałem identycznie jak Ty...Jak widzisz po kursie mi się to zmieniło- do końca sam nie wiem czemu...Mi ten romantyzm mój który chciałem sobie w ten wspin wpleść przeszkadzał w realizowaniu tego czego ode mnie instruktor wymagał...Może więc chodzi bardziej o jego podejście, które bardzo chciał mi wpoić a było wyłącznie sportowe? Od początku patrzyłem na niego ( co chyba zrozumiałe) jako autorytet godny naśladowania, więc może dlatego te refleksje o porzuceniu romantyzmu i wspinania rekreacyjnego...Agaar pisze:Tyle, że jak ktoś chce, to może i dążyć do zawodostwa i znaleźć czas na romantyzm.
Na kursie wszedłeg z instruktorem w burzliwą dyskusję na ten temat po tym jak mi powiedział o przejściu "macharadży" przez W.Kurtykę na żywca ( wyczyn nie powtórzony do tej pory). Wg mnie to już jest szaleństwo i igranie z własnym życiem co znaczy dla mnie po prostu, ze na psyche mu padło....Otrzymałem odpowiedź - a Ty nie jesteś wariatem, że się wspinać chcesz uczyć?tomek.l pisze:Przejście jakiejś drogi na żywca. Czysty romantyzm
Może tak... Na kursie za bardzo nie ma czasu na romantyzm. Cały czas się czegoś uczymy. Obok nas jest instruktor, który patrzy na każdy nasz ruch (szczerze...mnie to troche krępowałohorolezec pisze:Muszę Ci przyznać, że przed pójściem na kurs myślałem identycznie jak Ty...Jak widzisz po kursie mi się to zmieniło
To też na pewno jeden z głównych czynników.horolezec pisze:Może więc chodzi bardziej o jego podejście, które bardzo chciał mi wpoić a było wyłącznie sportowe?
To jest wlasnie romantyka tego sportu.Wspinaczka to SPORT i na żaden romantyzm nie ma tu miejsca. Na kursie uczą jak to naprawde w ścianie jest...Że jest ciężka walka nieraz o przetrwanie, że jest ostro, że jest mokro, że jest zimno i nieprzyjemnie.
A to brak skoncentrowania sie na aktualnie wykonywanej czynnosci.Mój błąd polegał na tym, że była we mnie refleksja i zachwyt, co jak się okazuje osłabia czujność i w trudnych momentach prowadzi do błędu.
Tez bym zrobila to na jego miejscu. Zaden instruktor nie chce aby nieskoncentrowany kursant zaliczyl glebe.Mi ten romantyzm mój który chciałem sobie w ten wspin wpleść przeszkadzał w realizowaniu tego czego ode mnie instruktor wymagał...Może więc chodzi bardziej o jego podejście, które bardzo chciał mi wpoić a było wyłącznie sportowe?
Czy to znaczy ze juz nigdy nie pojdziesz z dziewczyna ogladac zachodu slonca?Od początku patrzyłem na niego ( co chyba zrozumiałe) jako autorytet godny naśladowania, więc może dlatego te refleksje o porzuceniu romantyzmu i wspinania rekreacyjnego...
Gdybym doszedł do takiego wniosku to bym natychmiast dał dyla. Bo to Twoja relacja jakoś bardziej przypomina mi obóz koncentracyjny niż miejsce, w którym mam czegoś się nauczyć aby później w miarę bezpiecznie przezywać mile chwile, Jak to zrozumiałem to nie zamierzasz uprawiać wspinaczki dla przyjemności ale jako jakąs karę. Jeśli wspinanie nie ma być rekreacją ale ciężką harówą to coś tu jest nie tak.horolezec pisze:Muszę Ci przyznać, że przed pójściem na kurs myślałem identycznie jak Ty...Jak widzisz po kursie mi się to zmieniło- do końca sam nie wiem czemu...Mi ten romantyzm mój który chciałem sobie w ten wspin wpleść przeszkadzał w realizowaniu tego czego ode mnie instruktor wymagał...Może więc chodzi bardziej o jego podejście, które bardzo chciał mi wpoić a było wyłącznie sportowe? Od początku patrzyłem na niego ( co chyba zrozumiałe) jako autorytet godny naśladowania, więc może dlatego te refleksje o porzuceniu romantyzmu i wspinania rekreacyjnego...
Byćmoże. Nie o tego typu romantyżmie jednak mówię. Ja bym powiedział że to jest raczej urok tego sportu, a nie romantyzmuszba pisze:To jest wlasnie romantyka tego sportu.
Również mogę się zgodzić, choć słowa o romantycznym podejściu do wspinania i niepoprawnosci takiego podejście padły z ust samego W.Niemca -to nie ja to wymyśliłem. Trudno raczej było się nie koncetrować - wiedzy było mnóstwo więc żeby to jakoś ogarnąć koncetracja była konieczna all the time.uszba pisze:A to brak skoncentrowania sie na aktualnie wykonywanej czynnosci.
Tutaj się nie rozumiemy. Na kursie wciąż był sport, sport i sport, a jak ktoś chce powdziwiać ładne widoki to niech idzie na spacer ( nie moja słowa)uszba pisze:Tez bym zrobila to na jego miejscu
Akurat dziś byłem zobaczyć takowy na plaży w Sopocieuszba pisze:Czy to znaczy ze juz nigdy nie pojdziesz z dziewczyna ogladac zachodu slonca?
Tak napisał Jagiełło w "Wołaniu w górach" co nie znaczy, że to prawda, bo poznałem już wielu, ktrzy ni jak nie pasują do tego obrazka nawet tych skrytychuszba pisze:Ej, horolezec...kazdy wspinacz to niepoprawny romantyk, nawet jesli o tym nie mowi.
W swoim stylu Janku, w swoim styluJanek pisze:Twoja relacja jakoś bardziej przypomina mi obóz koncentracyjny niż miejsce, w którym mam czegoś się nauczyć aby później w miarę bezpiecznie przezywać mile chwile
Znowu nieporozumienie. Uwierz mi - gdyby to była dla mnie jak kara nie dałbym rady ukończyć tego kursu. Po 3 dniach codziennego łojenia po 9-10h połączonego z ogromnym przekazem wiedzy teoretyznej człowiek jest zmęczony i musi znaleźć mobilizację by się jakoś trzymać a nie czekać tylko aż się to skończy. Ja ją znalazłem w wielkich chęciach i marzeniach (co skrzętnie juz potem ukrywałem) by dostać się na górę.Janek pisze:ak to zrozumiałem to nie zamierzasz uprawiać wspinaczki dla przyjemności ale jako jakąs karę. Jeśli wspinanie nie ma być rekreacją ale ciężką harówą to coś tu jest nie tak.
A czyż właśnie nie na tym polegały różne romantyczne czynyhorolezec pisze:Wg mnie to już jest szaleństwo i igranie z własnym życiem
Oby tak było w samodzielnym działaniu Tomku, bo inaczej na pewno szybko dam sobie spokój.tomek.l pisze:Wspinaczka to przede wszystkim przyjemność. Również sport, wyzwanie, rekreacja, odpoczynek. Czasem wszystko na raz a czasem jedna z tych rzeczy.
To miała być szczera relacja w której chciałem pokazać te przeciwstawne uczucia, które mi towarzyszyły w trakcie kursu.Wiele osób to doceniło i za to jestem wdzięczny. Co to znaczy dla mnie? A to, że jak juz zaczne samodzielnie działać to musi być miejsce na romantyzm, że apsekt sportowy musi odejść na ostatni plan, bo inaczej wątpie żebym się w to bawił.tomek.l pisze:a co to znaczy dla Ciebie, bo po tym co napisałeś to już nie mam zielonego pojęcia.

Kilka refleksji natury ogólnej ....
Wspinaczka to SPORT i na żaden romantyzm nie ma tu miejsca
Na kursie uczą jak to naprawde w ścianie jest...Że jest ciężka walka nieraz o przetrwanie, że jest ostro, że jest mokro, że jest zimno i nieprzyjemnie.Że nie ma miejsca na rozczulanie się nad krajobrazem (od tego jest turystyka), nad refleksjami z kręgu filozofii. Liczy się zaliczenie przejścia i to jak najczyściej...
To jest kwestia doświadczenia i pewnie w jakimś stopniu predyspozycji. W zasadzie nie powinno to stać w sprzeczności. Kurs to trochę jak szkoła, prawdziwe wspinanie zaczyna się potem.Mój błąd polegał na tym, że była we mnie refleksja i zachwyt, co jak się okazuje osłabia czujność i w trudnych momentach prowadzi do błędu.


dokladnie tak!uszba pisze:To jest wlasnie romantyka tego sportu.
Widze ze Kolega zna sie na rzeczy i zgadzam sie z Kolega w powyzszejzdrowawoda pisze:w przeciwnym wypadku romantyczne wspinanie pachnie mi nieco rozkojarzeniem i dupowatością,
Botanika nigdy nie byla moja mocna stronazdrowawoda pisze:kwiatki oraz tyłeczki

Dziękuję. Ja już wcześniej zgodziłem się z koleżankąWidze ze Kolega zna sie na rzeczy i zgadzam sie z Kolega w powyzszejjak i w poprzednich Kolegi wypowiedziach.
Rozumiem, że mówisz o tych kwiatkach. Chyba tyłeczka nie zaliczasz do roślinek?Botanika nigdy nie byla moja mocna stronazdrowawoda pisze:kwiatki oraz tyłeczki
Bo kurs to nie jest po to, aby nauczyc Cie romantyzmu i filozofii, ale po to, aby nauczyc Cie wszelkich aspektow technicznych zwiazanych ze wspinaniem. Od Ciebie juz bedzie zalezalo, co z ta wiedza zrobisz. Mozesz ja wykorzystac rownie dobrze do samego przeciorania sie od rana do wieczora po skalach, co do eksploracji ciekawych miejsc i cieszenia sie widokiem.horolezec pisze: Muszę Ci przyznać, że przed pójściem na kurs myślałem identycznie jak Ty...Jak widzisz po kursie mi się to zmieniło- do końca sam nie wiem czemu...Mi ten romantyzm mój który chciałem sobie w ten wspin wpleść przeszkadzał w realizowaniu tego czego ode mnie instruktor wymagał...
Nie, nie trzeba mieć ani doświadczenia ani sprzętu. Kurs skałkowy, to nauka wszystkiego od początku.dawid91 pisze:Żeby iść na taki kurs skałkowy trzeba mieć jakieś doświadczenie,sprzęt