kurs skałkowy - relacja

Wspomnienia z pobytu w górach, relacje, plany wyjazdów.
Awatar użytkownika
horolezec

-#6
Posty: 1608
Rejestracja: wt 06 gru, 2005
Lokalizacja: Gdańsk
Kontakt:

kurs skałkowy - relacja

Post autor: horolezec »

Tak jak pewnie niektórzy pamiętają z moich postów dołączyłem do grona tych, którym szlaki wystarczać przestały i zachciało mi się wspinania...Taternikiem chciałem być i co z tego wyszło zobaczycie po przebrnięciu przez relację, która głównie ma charakter foto. Niestety na skutek dziwnych zachowań aparatu zachowały mi się tylko zdjęcia z ostatniego dnia kursu (trwał 6 dni), a mianowicie ze wspinania na Żabim Koniu gdzie sprawdzano nas jak sobie radzimy z drogami wielowyciągowymi ( każdy kto ma jakieś pojęcie wie, że w przypadku Żabiego Konia mowa tu jedynie o 2 wyciągach ;) )

Zanim jednak o tym kilka słów wprowadzenia.

Na kurs pojechałem sam gdyż osoba, która na co dzień towarzyszy mi w górskich i sciankowych wyjściach miała na uczelnie ciężki wrzesień. Piszę o tym gdyż miało to spore znaczenie dla rozwoju kursowych znajomości. Tak się niestety złożyło, że każdy kogoś przywiózł ( było nas 8 osób na 2 instruktorów ) więc byłem taki trochę przyszywany.Na początku nie było to miłe ale w sumie potem jakoś się współpraca z moją przydzieloną partnerką układała :) Jeśli jednak mogę coś poradzić to aby jednak pojechać grupką - jest wtedy znacznie raźniej ;)

Instruktorami byli W.Niemiec i W.Szymendera - obaj z dużą dozą cierpliwości. W trakcie kursu naliczyłem jedynie kilka nerwowych "kurw" no i pare razy ktoś coś "spierdolił"...Generalnie ni jak miało się to do mieszania kursanta z błotem, co jak niektórzy pamiętają bardzo sobie ceniłem.

Program kursu dość standardowy choć podobno mieliśmy też wiele elementów zupełnie w skałkach nieprzydatnych a które w górach są niezbędne. Naprawdę trudno mi to ocenić gdyż nie mam porównania z innymi szkołami ale generalnie trzeba przyznać, że chłopaki się przykładali :)

Kilka refleksji natury ogólnej ....
Wspinaczka to SPORT i na żaden romantyzm nie ma tu miejsca. Na kursie uczą jak to naprawde w ścianie jest...Że jest ciężka walka nieraz o przetrwanie, że jest ostro, że jest mokro, że jest zimno i nieprzyjemnie.Że nie ma miejsca na rozczulanie się nad krajobrazem (od tego jest turystyka), nad refleksjami z kręgu filozofii. Liczy się zaliczenie przejścia i to jak najczyściej...Mój błąd polegał na tym, że była we mnie refleksja i zachwyt, co jak się okazuje osłabia czujność i w trudnych momentach prowadzi do błędu. Byćmoże dlatego właśnie, że tej romantycznej otoczki , którą wyniosłem z turystyki nie pozbyłem się od razu na początku, na kursie jakoś specjalnie nie zabłysnąłem i należałem do tych raczej przeciętnych, którym zalecono dużo ćwiczyć...Były też słowa krzepiące,że rokuję na dobrego łojanta, ale to nie jest najważniejsze. Kurs nauczył mnie bardzo dużo i zawsze już będę bronił tezy o konieczności fachowego szkolenia zanim zaczniemy coś działać w tej dziedzinie. Nabytą wiedzę z powodzeniem można wykorzystać w kwalifikowanej turystyce w Tatrach i nie tylko , więc naprawdę warto nawet jeśli kogoś nie rajcują skałki.
Nie każdy jednak wbrew obiegowej opinii może taki kurs skończyć. U nas były dwie takie osoby - jedna padła na prowadzeniu IV-ek druga nie radziła sobie zupełnie z ekspozycją.
Ciesze się więc ,że taki kurs ukończyłem.Mam jednak zamiar zgodnie z zaleceniami ćwiczyć dużo i często a nad kursem taternickim zastanowie się wiele razy zanim podejmę decyzję. Byćmoże lepiej zostać "kwalifikowanym" turystą niż taternikiem romantykiem :))

Wielu na pewno już zasnęło czytając te mętne refleksje, więc teraz zobaczcie jak to wyglądało z małym komentarzem 8)

Obrazek
Żabi Koń robi spore wrażenie. Do tego doszły jeszcze te bezczelne szerszenie :))

Obrazek
Idę pierwszy.Przelot przed trudnościami oczywiście ;)

Obrazek
Czasem i tak trzeba :cwaniak:

Obrazek
Stanowisko z liny i zmiana prowadzenia 8)

Obrazek
Przygotowanie do zjazdu

Obrazek
Kluczowe trudności na kolejnej drodze

Obrazek
Ufff...udało się :)

Obrazek
I zjazd - jak się to umie sprawnie robić to jest duża frajda ;)

Obrazek
Wygląda efektownie i tak też było w istocie :))

Wszystkim, którzy przebrnęli przez całość dziękuję i pozdrawiam!
Ostatnio zmieniony wt 26 wrz, 2006 przez horolezec, łącznie zmieniany 1 raz.
tomek.l

-#6
Posty: 2968
Rejestracja: pt 14 sty, 2005
Lokalizacja: Poznań
Kontakt:

Post autor: tomek.l »

horolezec pisze:przypadku Żabiego Konia mowa tu jedynie o 2 wyciągach
trzech :) dwóch, jednym jak kto woli
czyli co łoisz juz V i VI?
Awatar użytkownika
Agaar

-#8
Posty: 5593
Rejestracja: ndz 07 sie, 2005
Lokalizacja: wielkopolska
Kontakt:

Post autor: Agaar »

No proszę... a niedawno się mnie pytałeś jak to jest :)
horolezec pisze:Wspinaczka to SPORT i na żaden romantyzm nie ma tu miejsca.
Nie zgadzam się z tym. Wspinałam się dopiero raz w skałkach, ale myślę, że to już zależy od człowieka jak do wszystkiego podchodzi. Mi na pewno nie chodzi o sport... i nie będzie chodziło.
Awatar użytkownika
Mariusz

-#8
Posty: 5763
Rejestracja: pn 15 wrz, 2003
Lokalizacja: Marki

Post autor: Mariusz »

Mi kurs skałkowy dodał pewności siebie na tatrzańskich szlakach. Nie poczułem jednak bakcyla do tego sportu, dlatego odpuściłem sobie tatrzański.
horolezec - fajna i szczera relacja. :)
Fotki pewnie też fajne - obejrzę sobie na lepszym łączu.
Awatar użytkownika
Szarotka

-#9
Posty: 14769
Rejestracja: sob 07 lut, 2004
Lokalizacja: Pięknoduchowo

Post autor: Szarotka »

fajna i szczera relacja.
podpisuję się i ja pod tym :)
horolezec pisze:Nabytą wiedzę z powodzeniem można wykorzystać w kwalifikowanej turystyce w Tatrach i nie tylko , więc naprawdę warto nawet jeśli kogoś nie rajcują skałki.
taka koncepcja mocno mi zaprząta głowę od dłuższego czasu.
horolezec pisze:Program kursu dość standardowy choć podobno mieliśmy też wiele elementów zupełnie w skałkach nieprzydatnych a które w górach są niezbędne.
poproszę coś więcej na ten temat.Cena kursu?
Awatar użytkownika
tomtom

-#6
Posty: 1948
Rejestracja: pn 25 kwie, 2005

Post autor: tomtom »

Awatar użytkownika
horolezec

-#6
Posty: 1608
Rejestracja: wt 06 gru, 2005
Lokalizacja: Gdańsk
Kontakt:

Post autor: horolezec »

Dzięki za wszystkie miłe komentarze. To moja pierwsz relacja zdjęciowa na tym forum, więc będę wdzięczny za kolejne posty :)
No to teraz kilka odpowiedzi..........

tomek.l pisze:czyli co łoisz juz V i VI?
Na żabim druga droga była V+. Nie przyszło mi to z wielką łatwością ale jakoś się udało. Generalnie na kursie drogi III były tylko pierwszego dnia i wtedy kiedy robiliśmy coś DDS, bo generalnie każdy panicznie się bał wypróbowania osadzonych przez siebie kości.Mnie osobiście przypadły do gustu friendy ;) Poza tym wspinaliśmy się głównie na IV+.


Agaar pisze:Mi na pewno nie chodzi o sport... i nie będzie chodziło
Ja myślę Agaar, że to jest wybitnie indywidualna kwestia...We mnie mój wrodzony romantyzm osłabiał koncentrację, a ta na takich drogach jak to V+ na Żabim była absolutnie konieczna i to w najwyższym natężeniu. Oczywiście w Twoim wypadku może być zupełnie inaczej ;) Poza tym prawda jest taka, że jeśli się na to patrzy jako na obcowanie i piękno krajobrazu to nic się w tym sporcie nie osiągnie....

Iwona pisze:poproszę coś więcej na ten temat.Cena kursu?
Kurs kosztował 550 zł. Do tego oczywiści dochodzą noclegi( ja spałem w namiocie żeby było taniej) i utrzymanie przez te 6 dni. Co do tych górskich elementów to tak z pamięci na pewno wymienię takie umiejętności:
-zjazd z każdej turni, z każdej wysokości, z dowolną liczbą stanowisk pośrednich
-prowadzenie trawersów ( bardzo przydatne jeśli na grani nie chcemy iść z lotną)
-wszystkie używane w taternictwie węzły
-prowadzenie z liną podwójną
-autoratownictwo
No nie wiem co jeszcze...Z resztą takie sprawy jak zakładanie przelotów czy same metody wspinania również można w Tatrach wykorzystać :)
Awatar użytkownika
horolezec

-#6
Posty: 1608
Rejestracja: wt 06 gru, 2005
Lokalizacja: Gdańsk
Kontakt:

Post autor: horolezec »

Obrazek
Autoratownictwo - najtrudniejsza dla mnie część kursu.
Awatar użytkownika
Agaar

-#8
Posty: 5593
Rejestracja: ndz 07 sie, 2005
Lokalizacja: wielkopolska
Kontakt:

Post autor: Agaar »

horolezec pisze:Ja myślę Agaar, że to jest wybitnie indywidualna kwestia...
Dokładnie.
Jednak romantyzm także może być. Np. jak już dwie osoby przejdą daną drogę i mają stanowisko. W przypadku długich dróg to odpada, wiadomo, że nie ma na to czasu.
horolezec pisze:jeśli się na to patrzy jako na obcowanie i piękno krajobrazu to nic się w tym sporcie nie osiągnie....
Dlaczego? Mozna się piąć do góry. Najpierw proste drogi, a później wiadomo... coraz trudniejsze. Bo co to za radość przejść kolejny raz coś prostego, bez problemów.
Awatar użytkownika
horolezec

-#6
Posty: 1608
Rejestracja: wt 06 gru, 2005
Lokalizacja: Gdańsk
Kontakt:

Post autor: horolezec »

Agaar pisze:Mozna się piąć do góry. Najpierw proste drogi, a później wiadomo... coraz trudniejsze. Bo co to za radość przejść kolejny raz coś prostego, bez problemów.
Chodzi mi o to, że nie osiągnie się nic spektakularnego przy takim wspinaniu dla przyjemności...dojdzie się do pewnego poziomu i dalej już nie...drogą do sukcesów jest tu ciężki i regularny trening, w więc oddanie się uprawianiu sportu
Awatar użytkownika
Agaar

-#8
Posty: 5593
Rejestracja: ndz 07 sie, 2005
Lokalizacja: wielkopolska
Kontakt:

Post autor: Agaar »

horolezec pisze:dojdzie się do pewnego poziomu i dalej już nie...
Dlaczego nie?Zacznie się robić drogi... na jakimś tam poziomie i już tak zostanie? Przeciez po pewnym czasie (czytaj wspinaniu) i tak człowiek chce się piąć wyżej. Niekoniecznie sportowo, ale wyżej. Dla własnej satysfakji.
Ale ok. Przecież każdy ma inne poglądy :)
tomek.l

-#6
Posty: 2968
Rejestracja: pt 14 sty, 2005
Lokalizacja: Poznań
Kontakt:

Post autor: tomek.l »

tomtom pisze:piec stow
co, już zrobiony?
Agaar pisze:Jednak romantyzm także może być. Np. jak już dwie osoby przejdą daną drogę i mają stanowisko.
Nie chcesz chyba powiedzieć, że robiłaś już te "romantyczne rzeczy" na stanowisku? :D
To by było ciekawe.
A jakiego typu stanowiska preferujesz? :D
Pytam, bo jakbym chciał kiedyś spróbować to wiesz.... chciałbym wiedziec co zbudować. Sporo dziewczyn się wspina więc takie wspólne stanowisko, tak dla chwili relaksu po trudnej drodze :P Wiesz, raz i zjazd :D
Awatar użytkownika
Agaar

-#8
Posty: 5593
Rejestracja: ndz 07 sie, 2005
Lokalizacja: wielkopolska
Kontakt:

Post autor: Agaar »

Tomek... Ty mi tu nie żartuj :P
Romantyzm można różnie pojmować. Np. jak przeszłam daną drogę, to patrzyłam jakie są widoczki wokół. Trochę romantyzmu w tym jest.
Ale jakby tak... hmm... ehm... ok. już nic nie pisze :P
tomek.l

-#6
Posty: 2968
Rejestracja: pt 14 sty, 2005
Lokalizacja: Poznań
Kontakt:

Post autor: tomek.l »

Dokładnie, romantyzm nie jedno ma imię :)
Romantyzmem w skałkach może być np. porywanie się na drogę, na której teoretycznie nie ma się szans.
Przejście jakiejś drogi na żywca. Czysty romantyzm :)
Czyli zasadniczo wspinaczka skałkowa jest sportem romantycznym ;)
Nie mówiąc już o wspólnych, koedukacyjnych stanowiskach. :P
Awatar użytkownika
Szarotka

-#9
Posty: 14769
Rejestracja: sob 07 lut, 2004
Lokalizacja: Pięknoduchowo

Post autor: Szarotka »

Agaar pisze:Przeciez po pewnym czasie (czytaj wspinaniu) i tak człowiek chce się piąć wyżej.
Aga, horolezec ma chyba rację. Ktoś,kto chce dojść w czymkolwiek do czegoś grubo ponad przeciętną musi ostro trenować ...a w tym trudno doszukiwać się romantyzmu.

Powiem więcej,będąc w Alpach odczułam na własnej skórze,że ten wspomniany przez Ciebie "romantyzm" to sprawa drugorzędna. Zbyt wiele spraw było ważniejszych, o których będąc np w Tatrach wcale się nie myśli. Zapewne podobnie jest we wspinaniu.
Awatar użytkownika
Agaar

-#8
Posty: 5593
Rejestracja: ndz 07 sie, 2005
Lokalizacja: wielkopolska
Kontakt:

Post autor: Agaar »

tomek.l pisze:Przejście jakiejś drogi na żywca.
Czyste wariactwo.
tomek.l pisze:Czyli zasadniczo wspinaczka skałkowa jest sportem romantycznym
Oczywiście, że tak ;)
Iwona pisze:Aga, horolezec ma chyba rację. Ktoś,kto chce dojść w czymkolwiek do czegoś grubo ponad przeciętną musi ostro trenować ...
Tak, tak, to rzecz jasna.
Iwona pisze:...a w tym trudno doszukiwać się romantyzmu.
Dla chcącego nic trudnego :D Zawsze znajdzie się tę chwilę...
Ostatnio zmieniony wt 26 wrz, 2006 przez Agaar, łącznie zmieniany 1 raz.
Awatar użytkownika
ruda

-#7
Posty: 4898
Rejestracja: śr 23 lis, 2005
Lokalizacja: Kielce/Wawa

Post autor: ruda »

kura wspinaczkowy był od zawsze moim marzeniem odkąd jako dziecko przypatrywałam się jak ludzie wspinali sie na skałki w Ogrodzieńcu w Jurze Krakowsko-Częstochowskiej....mam nadzieje, że to marzenie sie zrealizuje...

Twoja relacja super.. i powodzenia w dalszym wspinaniu :)
tomek.l

-#6
Posty: 2968
Rejestracja: pt 14 sty, 2005
Lokalizacja: Poznań
Kontakt:

Post autor: tomek.l »

Agaar pisze:Czyste wariactwo.
ale romantyczne :D

Iwona, a gdzie jest powiedziane, że wspinaczka w skałkach musi się wiązać z dążeniami sportowymi. Dla wielu ludzi to relaks, przyjemność. Można zrobić drogę, usiąść na skale i patrzeć na zachód słońca.
Pełna dowolność.
A zdjęcia Zygmunta z Sardynii. Czy poddał sie tam tylko sportowej wspinaczce czy robił też zdjęcia i podziwiał widoki?
Awatar użytkownika
Szarotka

-#9
Posty: 14769
Rejestracja: sob 07 lut, 2004
Lokalizacja: Pięknoduchowo

Post autor: Szarotka »

tomek.l pisze:Iwona, a gdzie jest powiedziane, że wspinaczka w skałkach musi się wiązać z dążeniami sportowymi.
Przeczytaj sobie Tomek dyskusję Agi i horolezec'a to będziesz wiedział o czym mówię.
tomek.l

-#6
Posty: 2968
Rejestracja: pt 14 sty, 2005
Lokalizacja: Poznań
Kontakt:

Post autor: tomek.l »

Nie chce mi się. Streść mi :)
Chodzi o te kilka zdań wyżej? Czytałem.
Do wspinaczki można podchodzic przeciez na różne sposoby. Czysto sportowo lub rekreacyjnie. Nie trzeba mieć sportowych klapek na oczach i patrzeć tylko na ringi czy chwyty. Co kto lubi. Nie trzeba robić dróg od VI w górę. Nie trzeba od razu dążyć do zawodostwa. Dlatego jeśli ktoś ma ochotę to znajdzie czas na romantyzm, choćby w postaci popatrzenia na okolicę czy cyknięcia kilku fotek.
A jak ktoś chce do tego podejść sportowo to trenuje i ćwiczy.
ODPOWIEDZ