Po ok. 1,5 miesiąca znów wyruszam w Tatry. Tym razem w 5-os. ekipie. Pozdróż ciągnie się niemiłosiernie. W pociągu pełno ludzi. Przedziały całe pozajmowane, ludzie siedzą na korytarzu... Jednak to nie jest ważne. Dojeżdżając do Zakopanego ukazują się piękne szczyty. Tym razem wypady z kwatery, więc nie da się uniknąć tłumów. Piękna pogoda. Ciepło.
Na początek wybieramy Dolinę Kościeliską . Od początku trasy pełno ludzi.

Postanawiamy przejść wszystkie znakowane jaskinie. Zaczynamy od Mroźnej (chyba nigdy mi się tam nie spodoba). Pewna pani wzbudza moje zainteresowanie. Dobry sposób, bo "buty" idzie szybko umyć

Dalej Wawóz Kraków. Tu już zdecydowanie mniej ludzi. Niedaleko drabinki ładne miejsce.

Teraz czas na posiłek i uzupełnienie płynów. Schronisko oblegane, wszędzie trzeba się przeciskać.
W drodze powrotnej wchodzimy do Jaskini Raptawickiej i i w tym czasie na niebie pojawiają się chmury, zaczyna wiać. Pozostaje już tylko Jaskinia Mylna, pusta (!). Po niej kąpiel w potoku.
Tak mija nam pierwszy dzień.

CDN






















