Świat herbat
Tatrzańska herbata
W Tatrach słowackich bywa z herbatą problem. Niektórzy bardzo sobie cenią tzw. Popradsky caj, może dlatego, ze kojarzy się im z Tatrami, ale dla mnie jest on niepijalny. Jak chcę się napić herbaty w słowackich knajpach, to zawsze pytam, czy nie mają czegoś innego niż Popradski. No i oczywiście w chatach słowackich jest zwykle świetny ziołowy horsky caj zwany też nosickym lub po prostu bylicovym cajem.
Jestem od herbaty po prostu uzależniony i bez niej nie wytrzymałbym jednego dnia. Nie zastąpi jej woda, piwo, dobre słowackie wino czy kofola (do której amatorów się ostatnio zaliczam).
W warszawskiej herbaciarni Sikkim (to jest chyba sieć sklepów) amatorzy gór mogą nabyć specjalną mieszankę Earl Grey Sir Hillary z ekologicznych upraw bodajże w Darjeelingu. Piję zawszę różne rodzaje Earl Grey, jeśli można. Najlepszy jest Clipper, nawet ekspresowy jest znakomity i lepszy moim zdaniem od większości sypkich herbat aromatyzowanych tego typu.
Jadąc w Tatry specjalnie kupuję Clippera. Jest bardzo trudny do nabycia, w Warszawie bywa tylko w delikatesach Piotr i Paweł. Nie ma nic lepszego niz herbata Earl Grey świeżo naparzona w Tatrach z wody ze stawu np. Furkotnego. Plotka głosi, że jest to woda z dodatkiem rud antymonu
Herbata jest dla mnie codziennoscią, nie znam się na niej, więc nie degustuję jej tak wina. Winem interesuje sie dość poważnie, degustacja win jest moją wielką pasją. Herbatę po prostu piję, ale czasem z wielkim smakiem
Jestem od herbaty po prostu uzależniony i bez niej nie wytrzymałbym jednego dnia. Nie zastąpi jej woda, piwo, dobre słowackie wino czy kofola (do której amatorów się ostatnio zaliczam).
W warszawskiej herbaciarni Sikkim (to jest chyba sieć sklepów) amatorzy gór mogą nabyć specjalną mieszankę Earl Grey Sir Hillary z ekologicznych upraw bodajże w Darjeelingu. Piję zawszę różne rodzaje Earl Grey, jeśli można. Najlepszy jest Clipper, nawet ekspresowy jest znakomity i lepszy moim zdaniem od większości sypkich herbat aromatyzowanych tego typu.
Jadąc w Tatry specjalnie kupuję Clippera. Jest bardzo trudny do nabycia, w Warszawie bywa tylko w delikatesach Piotr i Paweł. Nie ma nic lepszego niz herbata Earl Grey świeżo naparzona w Tatrach z wody ze stawu np. Furkotnego. Plotka głosi, że jest to woda z dodatkiem rud antymonu
Herbata jest dla mnie codziennoscią, nie znam się na niej, więc nie degustuję jej tak wina. Winem interesuje sie dość poważnie, degustacja win jest moją wielką pasją. Herbatę po prostu piję, ale czasem z wielkim smakiem
W Rzymie nieopodal Schodów Hiszpańskich jest słynna herbaciarnia "Babington" w której ponoć sięraczył herbatą sam Lord Byron. Wnętrze stylowe, takie staroangielskie. Wszystko to jednak trochę kosztuje. Trzy lata temu najtańsza (porcja na dwie osoby) - 36 Euro (słownie trzydzieścisześć euro) a były i też po 75. Przeżyłem katusze - bo z jednej strony wrodzony mi snobizm (dla wiadomości Jagiellonii) nakazywał się szarpnąć, a z drugiej wyssany z ziemi rodzinnej poznańskiej rozsądek (czytaj skąpstwo) nakazywały odejść.
W pobliskiej fontannie woda była, jak wszędzie, za darmo. Smaczna, czysta, jak za czaów Cezara. Z tego samego miejsca zresztą prowadzona.
PS.
Miłe panie informuje, że w pobliżu są też sklepy gdzie t-shirt kosztuje i 600 euro. Parę ulic dalej podobny a może i identyczny będzie za 15. Niestety jednak metka inna. Dać adres? (jak sądzę tego magazynu gdzie jest po 600
)
W pobliskiej fontannie woda była, jak wszędzie, za darmo. Smaczna, czysta, jak za czaów Cezara. Z tego samego miejsca zresztą prowadzona.
PS.
Miłe panie informuje, że w pobliżu są też sklepy gdzie t-shirt kosztuje i 600 euro. Parę ulic dalej podobny a może i identyczny będzie za 15. Niestety jednak metka inna. Dać adres? (jak sądzę tego magazynu gdzie jest po 600
No popatrzcie! Ruda taka młoda a już doświadczona!
Mało ludzi zdaje sobie sprawę, że do produkcji w torebkach używa się najgorsze (bo drobne) śmieci. Herbata liściasta nie nadaje się do torebek z powodów technologicznych; maszyna pakująca liści nie lubi. Nie mówiąc już o tym, że parzenie w szklance czy filiżance to parodia.
PS.
Janusz Wolniewicz w jednej z swoich książek podróźniczych wspomina swój pobyt na rancho w Australii. Córka gospodarzy napisała w liście do swojej przyjaciólki w Anglii - "Są u nas Polacy. Piją herbatę w szklankach" (Jagiellonia zaraz napisze, że się wyśmiewam z rodaków).
Mało ludzi zdaje sobie sprawę, że do produkcji w torebkach używa się najgorsze (bo drobne) śmieci. Herbata liściasta nie nadaje się do torebek z powodów technologicznych; maszyna pakująca liści nie lubi. Nie mówiąc już o tym, że parzenie w szklance czy filiżance to parodia.
PS.
Janusz Wolniewicz w jednej z swoich książek podróźniczych wspomina swój pobyt na rancho w Australii. Córka gospodarzy napisała w liście do swojej przyjaciólki w Anglii - "Są u nas Polacy. Piją herbatę w szklankach" (Jagiellonia zaraz napisze, że się wyśmiewam z rodaków).
Nie wydaje ci się to jakieś podejrzane?Janek pisze:No popatrzcie! Ruda taka młoda a już doświadczona!
Bo ludzie oglądają te głupie reklamy, gdzie pokazują, że np. Lipton to prawdziwy rarytas herbaciany. A herbaty liściaste są po prostu mało medialne. Ale trzeba przyznać, że idea tzw. "slow foodu" zdobywa sobie coraz większą rzeszę wielbicieli.Janek pisze:Mało ludzi zdaje sobie sprawę, że do produkcji w torebkach używa się najgorsze (bo drobne) śmieci. Herbata liściasta nie nadaje się do torebek z powodów technologicznych; maszyna pakująca liści nie lubi. Nie mówiąc już o tym, że parzenie w szklance czy filiżance to parodia.
Jestem zawiedziony. Żadna z pań nie chce adresu na t-shirty za 600 euro. Marti, Ruda - co z wami?Janek pisze:Miłe panie informuje, że w pobliżu są też sklepy gdzie t-shirt kosztuje i 600 euro. Parę ulic dalej podobny a może i identyczny będzie za 15. Niestety jednak metka inna. Dać adres? (jak sądzę tego magazynu gdzie jest po 600 )
W Gdańsku bardzo dobre herbaty aromatyzowane można nabyć w sklepie kolonialnym Maraska (www.maraska.pl) moją ulubioną jest zielona o smaku truskawek w śmietanie.








