Burza na graniach.
Burza na graniach.
Będąc na szlaku,nigdy nie miałam sytuacji,że zaskoczyła mnie wysoko w Tatrach burza (szczęście do pogody, lub zawsze zdążyliśmy odpowiednio wcześniej uciec).Wiemy co piszą przewodniki,ale napiszcie co tak naprawdę robicie i jak to naprawde wygląda.Przecież nie można szybko zejść z grani jak wszędzie doradzają.
No nie całkiem to jest tak - "natychmiast"rzadko kiedy się da, czasem jest taki teren po prostu, że trwa to troche dłużej niż kilka minut.Julia pisze:Przecież nie można szybko zejść z grani jak wszędzie doradzają.
Pewne i oczywiste jest dla wszystkich, że z grani trzeba uciekać....Ale ja w tym roku w lipcu miałem niesłychaną przygodę na Kościelcu - złapała nas burza, w pore zdecydowaliśmy się na odwrót i mieliśmy to szczęście że ta koleba była wolna blisko karbu ( ostro zacinał grad potem). Schowani bezpiecznie obserwowaliśmy co się dzieje i co prawda ostro grzmociło nad nami ale co ciekawe kilka razy piorun sięgał dna doliny tam gdzie prowadzi szlak do zielonego stawu, a wiec szlak którym ludzie uciekali w dół.
Wniosek z tego taki, że w czasie burzy bezpiecznie będzie tylko już w schronisku lub jakiejś dobrej kolebie.
Znam też takich ludzi, którzy bynajmniej bez zamiarów samobójczych postanowili dalej iść granią w trakcie burzy po Czerowych Wierchach. Pomijając idiotyczną decyzję przyznają dziś, że nigdy więcej tego nie zrobią - zmuszeni byli w pewnym momencie położyć się na ziemi, trzymać się nawzajem i modlić się o koniec nawałnicy.
Krótko mówiąc - brrrrrrr
Pozdrawiam!
Raz robiliśmy trasę Kościeliska w góre - Kamienista w dół - Cicha w góre - Zawory - Liliowe - Sucha Woda w dół. Z powodu pewnych komplikacji (zgubiliśmy się w hotelu Permon przy rozmienianiu pieniędzy a w barze gdy zamówiliśmy kiełbaskę dano nam... surową kiełbasę, grilla i węgiel) droga się strasznie przeciągła i byliśmy na Zaworach dopiero odrobinę przed dwudziestą. Tam stwierdziliśmy że i tak będziemy musieli wracać nocą więc można zatrzymać się i zjeść kolację. Nagle piorun uderzył w Krywań... potem w Hruby... potem w Wielką Kopę Koprową... Stwierdziliśmy logicznie 'pora zmykać" i udaliśmy się w stronę Liliowego. Po drodze okaząło się oczywiście że zapomniałem wsadzić baterii do czołówki. Nagle rozpoczął się cały festiwal piorunów, bez deszczu jednak. Pioruny waliły we wszystkie okoliczne szczyty (i nie okoliczne - i w Brdarowe Grapy i w Krzyżne Liptowskie i w Krywań i w Czerwone Wierchy) co dwie może trzy sekundy. Nie wiem czy to moja wyobraźnia, ale widziałem błyskawice odbijające się od turni w grani Hrubego jak łańcuchy a i wiele wiele innych. zacząłem się serio bać ale strach minał wtedy gdy... do ciemności w dolinie Walentkowej dołozyły się dwa fakty: żleby wypełnione były śniegiem i trzeba je było obchodzić a potem szukać ściezki i przyszłą mgła. Jako że w okolicach godziny piętnastej trochę padało słyszeliśmy potoczki i nie wiedząc gdzie jesteśmy stwierdziliśmy "skoro jest potoczek to musielismy zejść za nisko i jesteśmy pod stawem a droga idzie ponad stawem więc idziemy w góre". Tam okazało się że to potoczki wypływające spod płatów śniegu spowodowane wcześniejsyzmi deszczami. Drogę znaleźliśmy przed samym Liliowym. pamiętam dwie rzeczy: bieg sprintem przez główną grań żeby znaleźć się nisko i piorun walący w Liliowe jakieś 10 minut później.
Doskonałym podsumowaniem będzie adekwatny cytat: "Krótko mówiąc - brrrrrrrr
" Potem już tylko marsz po ciemku Suchą Wodą z wyjątkowo obtartymi stopami trawjący ze cztery godziny i dwugodzinny sen na przystanku autobusowym na Brzezinach w oczekiwaniu na busika do domu. od tamtego czasu burzy unikam jak ognia i nowej płyty Celtic Frost.
Doskonałym podsumowaniem będzie adekwatny cytat: "Krótko mówiąc - brrrrrrrr
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:
horolezec pisze:Wniosek z tego taki, że w czasie burzy bezpiecznie będzie tylko już w schronisku lub jakiejś dobrej kolebie.
Chyba, że jest to grota w ścianie - wtedy bezpiecznie nie jest (piorun idący ścianą może sobie skrócić droge przez nas - uszba na innym forum zapodawała kiedyś stosowną ilustrację.
- Andrzej Krystoszyk
-

- Posty: 1165
- Rejestracja: pn 17 maja, 2004
- Lokalizacja: Pułtusk
fakt miejsca za wiele tam nie ma,toż ja przymieżałem sie do niej samotnie-tyle że zostałem uprzedzony,ale przekimałem poniżej przy stawach w dol.gąsienicowej(ale tam jeszcze ciaśniejAndrzej Krystoszyk pisze:alen ona nieduża jest i w dwie osoby, to już nogi wystają. Też ram przeczakiwałem
- turysta z Kielc
-

- Posty: 48
- Rejestracja: czw 14 lip, 2005
- Lokalizacja: Kielce
Z tym leżeniem na ziemi to chyba niebardzo...horolezec pisze:zmuszeni byli w pewnym momencie położyć się na ziemi, trzymać się nawzajem i modlić się o koniec nawałnicy
"na otwartej przestrzeni kucnij, utzrymując kostki i kolana razem i dotykając podłoża jak najmniejszą powierzchnią; możesz usiąść na plecaku lub zwoju liny, o ile sa suche; nie kładź się; utzrymuj kilkumetrowy dystans od partnerów [...] cytat z nr 3 (9) TATRY
Wolałbym jednak nie sprawdzać, która metoda jest skuteczna....
ja tylko pamiętam jedną wycieczke...lato...lipiec....i burza...wracaliśmy z Murowańca skupniowym...a raczej biegliśmy by jak najszybciej stracić wysokość (z jakiegoś powodu nie schodziliśmy do doliny Jworzynki)...po dordze wymineliśmy jakiegos kolesia...po 5 minutach usłyszeliśmu huk...no więc już maksymalnie wystraszeni zaczęliśmy jeszcze szybciej zbiegać...następnego dnia rano czytając gazete dowiedzieliśym się, że w faceta którego wyminęliśmy uderzył piorun i że zginął na miejscu...byłam wtedy mała ale od tamtego czasu panicznie boje się burz...jak jestem w górach to gdy tylko słyszę pomruki burzy zaraz zaczynam się denerwować i zastanawiać jak tu najszybciej dojść do schroniska...
Dzięki serdeczne za fajne relacje.Właśnie o coś takiego mo chodziło,o osobiste odczucia.Już od samego czytania bardziej się boje, a co za tym idzie będę w razie co rozważniejsza( może nie tylko ja).
Takie relacje dużo bardziej działają na wyobrażnie niż "suche" przestrogi z przewodników.
Prosze o jeszcze.
Bo nie raz się wydaje, ze jak mruczy to mamy jeszcze duuuużo czasu.ruda pisze:jak jestem w górach to gdy tylko słyszę pomruki burzy zaraz zaczynam się denerwować i zastanawiać jak tu najszybciej dojść do schroniska...
Takie relacje dużo bardziej działają na wyobrażnie niż "suche" przestrogi z przewodników.
Prosze o jeszcze.
Tydzień temu poszliśmy z bratem na Czerwone Wierchy z Kir. Pogoda taka sobie, tzn padać nie padało ale troche chmurek sie przewalało.

Będąc w okolicach Małołączniaka usłyszeliśmy ze dwa - trzy grzmoty od Giewontu. Wiec troche przyspieszyliśmy ( Troche gdyż ja bardziej nie dam rady
) , bo szybki rzut oka w kierunku Giewontu optymizmem nie napawał

Na Kopie stwierdzilismy że nie ma sensu pchać się w kierunku na Giewont pomimo tego że grzmiec nie grzmiało ale się tam kłębiło i zaczeło polewać.
Po dojściu na przełęcz pod Kopą spotkaliśmy radosną rodzinkę złożoną z 2 dzieci i 3 dorosłych, wtedy znowu gdzieś w okolicach Giewontu walnęło 3 - 4 razy. Na co jeden z dwóch kolesi odpowiedział dziewczynie ( chyba mamie tych dzieci) że w tym miejscu są całkiem bezpieczni bo nie są na grani... ręce mi opadły, zawinąłem sie na piecie żeby nie słuchać takich rzeczy i poszliśmy sobie w dół w kierunku schroniska. W sumie burza sie rozeszła ale w połowie drogi rozpoczął sie dość radosny deszcz

Będąc w okolicach Małołączniaka usłyszeliśmy ze dwa - trzy grzmoty od Giewontu. Wiec troche przyspieszyliśmy ( Troche gdyż ja bardziej nie dam rady

Na Kopie stwierdzilismy że nie ma sensu pchać się w kierunku na Giewont pomimo tego że grzmiec nie grzmiało ale się tam kłębiło i zaczeło polewać.
Po dojściu na przełęcz pod Kopą spotkaliśmy radosną rodzinkę złożoną z 2 dzieci i 3 dorosłych, wtedy znowu gdzieś w okolicach Giewontu walnęło 3 - 4 razy. Na co jeden z dwóch kolesi odpowiedział dziewczynie ( chyba mamie tych dzieci) że w tym miejscu są całkiem bezpieczni bo nie są na grani... ręce mi opadły, zawinąłem sie na piecie żeby nie słuchać takich rzeczy i poszliśmy sobie w dół w kierunku schroniska. W sumie burza sie rozeszła ale w połowie drogi rozpoczął sie dość radosny deszcz
Pewnego razu schodząc spokojnie z Rysów w "pomrukach" nadciągającej burzy zostałem wyprzedzony poniżej Buli przez grupkę w szeleszczących pelerynach rozmaitych kolorów.Mało nie zrzucili mnie ze szlaku zbiegając "na łeb,na szyję"-a już lekko padało więc i o wywrotkę nie było trudno.Gdy ja byłem jeszcze powyżej Czarnego Stawu,oni dobiegali już do krzyża na przeciwległym brzegu.Burza wciąż wydawała się być jeszcze "za granią".I wtedy...
...nagle...
...jak nie pier...nie w samą morenę przed uciekającą grupą w pelerynach. Zamurowało ich tak,że gdy spacerkiem okrążyłem Czarny Staw,oni jeszcze stali w tym samym miejscu i uspokajali się wzajemnie.
Z tym szybkim schodzeniem to jednak chyba różnie bywa
Zresztą np.kilka lat temu zginął przecież od uderzenia pioruna turysta idący brzegiem Morskiego Oka-więc może "co ma wisieć..." itd.
...nagle...
...jak nie pier...nie w samą morenę przed uciekającą grupą w pelerynach. Zamurowało ich tak,że gdy spacerkiem okrążyłem Czarny Staw,oni jeszcze stali w tym samym miejscu i uspokajali się wzajemnie.
Z tym szybkim schodzeniem to jednak chyba różnie bywa
Zresztą np.kilka lat temu zginął przecież od uderzenia pioruna turysta idący brzegiem Morskiego Oka-więc może "co ma wisieć..." itd.
Uważam,że bardzo możliwe,ze to nie była wyobraźnia.Mnie dopadło kiedys w Żlebie Kulczyńskiego.Pogrzmiewać zaczęło jak idąc z Koziego Wierchu dochodziłam do rozwidlenia szlaku OP-Żleb Kulczyńskiego.Początkowo była opcja,żeby nie pakowac się w te stosy łańcuchów tylko szybko przejść do Zadniego Granatu i ewakuowac sie zielonym szlakiem-niestety w kominku przez prawie 30 min kombinowała dziewczyna,która zmierzała w wybranym przeze mnie kierunku.No więc ta opcja odpadła.Cofanie się do Koziego,a tym samym na grań to juz by zakrawało na jawna głupotę...a stać i patrzeć co się wkoło dzieje to tez niezafajnie...Zaczelismy w kilka osób schodzić Żlebem Kulczyńskiego-w krótkim czasie zaczął nim płynąć wodospad o takiej sile,że ciężko się było momentami utrzymać na łańcuchach+lodowata woda wlewająca się rekawami do kurtek...Z początkowego gradobicia zrobiła się ulewa.Pioruny na przemian z błyskawicami były dosłownie wszedzie...W pewnym momencie jak pier...ło to łańcuch mi sie zaświecił w ręce,a skała podobno cała obsypała się niebieskimi iskierkami...<to z relacji osób idacych za mna>Hubert pisze:Nie wiem czy to moja wyobraźnia, ale widziałem błyskawice odbijające się od turni w grani Hrubego jak łańcuchy a i wiele wiele innych. zacząłem się serio bać ale strach minał wtedy gdy... do ciemności w dolinie Walentkowej dołozyły się dwa fakty: żleby wypełnione były śniegiem i trzeba je było obchodzić a potem szukać ściezki i przyszłą mgła.
Jakie efekty??Przez dobre 5 min. nie czułam ręki,1 dziewczyna wpadła w taki szok,że jak ruszyła przed siebie to nawet jej facet nie zdołał jej zatrzymać-jak doszła do siebie to była daleko od szlaku<o co dość trudno w Żlebie K.> w podartych ciuchach,nie miała pojęcia co się z nia działo i jak ma się z powrotem dostać na szlak...




