DZIEŃ 1 WyJaZd
Odjazd mojego autokaru zaplanowany był na godzinę 9 z KrK..więc przed 7 musiałam wyjechać z Kielc by na 9 spokojnie wyrobić się do mojego ukochanego miasta...gdy zajechaliśmy na Plac Matejki, skąd miał odjeżdżać autokar, nie było jeszcze niczego co by takowy autokar przypominało...na to, że z tego miejsca odjeżdża jakiś autokar wskazywał tłum kłębiących się ludzi...musze na od razu podkreślić, że autokar do którego wsiadłam nie był autokarem docelowym..tego samego dnia z całej Polski ruszało 7 autokarów wiozących ludzi na różne wycieczki...wszystkie spotykały się w miejscowości Torzym gdzie wymieniały się pasażerami i jechały każdy w inną stronę
Kiedy autokar zajechał miał 40minut opóźnienia ale już później wszystko szło zgodnie z planem i do Torzymu zajechaliśmy na 19 gdzie pojawiły się inne autokary
Ruda zasiedziała się zbytnio przy kolacji i jak wyszłam, żeby się przenieść do autokaru jadącego do stolic europejskich okazało się, że prawie wszyscy są już zapakowani...niestety odbyłam zaciętą walkę z torbą...gdyż została skutecznie zasypana innymi bagażami...po na szczęście wygranej walce pobiegłam do mojego docelowego autokaru, w którym miałam spędzić najbliższe 6dni...
no i ruszyliśmy w drogę do Berlina, do którego zajechaliśmy na godzinę 23 i tam mieliśmy pierwszy nocleg
DZIEŃ 2 BeRlIn
Po pobudce o 6 i obfitym śniadanku o 8 rano pojechaliśmy zwiedzać Berlin..Zwiedzanie rozpoczęliśmy od Berlina Wschodniego z Murem Berlińskim, wieżą telewizyjną, Berliner Dom, Bramą Brenderburską, Reichstagiem...oto kilka fotek



do tego zdjęcia potrzebne są dwa słowa wyjaśnienia...otóż stojący obok mnie misiek reprezentuje Polskę...w Berlinie została przeprowadzona akcja majaca na celu ukazanie zjednoczenia się świata...szkoly artystyczne z różnych krajach świata zostały zaproszone do tego projektu...miały na dostarczonym modelu miśka namalować co im się podoba a co będzie wiązało sie z ich krajem...omentarz uczestników wycieczki był taki, że na tym miśku brakuje tylko Żwirka bo Muchomorek już jest

Reichstag

Brama Brandenburska
a na pierwszym planie ja i pani Małgosia
w czasie pobytu w Berlinie utworzyła się grupa pod wezwaniem Chuligana (czyli mnie)..Chuliganem nazwał mnie jeden z kierowców bo stwierdził, że strasznie rozrabiam
po spędzaniu chwilki w Berlinie Zachodnim wyruszyliśmy w 8godzinna podróż do Amsterdamu
DZIEŃ 3 AmStErDaM
Oj wstawanie z samego rana po ciężkiej podróży nie należało do zbyt przyjemnych..ale na zewnątrz nie było tak gorąco jak w Berlinie więc wszyscy pełni chęci i zapału postanowili wyruszyć na podbój Amsterdamu
Naszą podróż po Amsterdamie rozpoczęliśmy od Szlifierni Diamentów gdzie można było oczywiście dokazać zakupu jednak ja jakoś nie miałam 400euro żeby kupić sobie niewielki pierścionek z diamentem...a bogatego sponsora również na horyzoncie nie widzialam...ale nie to jest ważne...ważne, że mogłam obejrzeć z tak bliska te wspaniale i szlachetne kamienie
Następnie przez 1,5godziny przechadzaliśmy się po muzeum, w którym zostaly zgromadzone dziela wiely wybitnych malarzy m.in. Rembrandta...
Po muzeum przyszedł czas na relax na pokładzie łodzi, która zabrała nas w magiczny rejs po Amsterdamie...niesamowite wrażenie robią te strasznie wąskie kamienniczki z wielkimi oknami..oraz całe mnóstwo rowerów i rowerzystów....
Po chwili odpoczynku na łódce ruszyliśmy na miasto..niestety zaczęło padać co nieco popsuło nam zwiedzaie starówki...kiedy nadeszla chwila czasu wolnego postanowiłyśmy z Moniką udać się w najsławniejszą dzielnice Amsterdamu czyli dzielnicę Czerwonych Latarni
A oto co czeka nas przy wejściu do dzielnicy

a to widok na Dzielnicę Czerwonych LAtarnii...nie za wiele widać na tym zdjęciu ale w tej częsci Amsterdamu robienie fotek jest zakazane...no chyba, że ktoś ma ochote spotkac się sam na sam z alfonsem lub jego ochroniarzami

a przed Państwem przyjemny widoczek z pokładu stateczku na typowe kamienniczki jakie można zobaczyć w całym Amsterdamie

mnie i Monike zlapala na ulicy straszna nawalnica..schroniłyśmy się przed irlandzkim pubem, z którego mój kolor włosów wywabił kilku panów chętnych zapoznania się ze mną...było całkiem zabawnie...ale kiedy przestało lać razem z całą grupą wróciłyśmy do autokaru i pojechaliśmy do Brukselii...przy wjeździe do tego pięknego miasta złapała nas straszna nawałnica (kolejna) i ciężko było nawet wyjść z autokaru do hotelu...
następny dzień jednak miał okazać się bosski...ale o tym napisze dopiero jutro






























