Czy i kiedy można ryzykować?

Także o noclegach, mapach, pogodzie, literaturze...
Awatar użytkownika
Hannibal

-#7
Posty: 3264
Rejestracja: sob 03 gru, 2005
Lokalizacja: Warszawa/ Grodzisk Maz.

Post autor: Hannibal »

Tak, dagomarze. Wszystko jest względne. Relatywizm to coś, co teraz w Europie króluje. :think:
W moim przypadku to byłaby na pewno brawura. W ogóle pójście w góry byłoby w moim przypadku bardzo ryzykowne. Usatysfkacjonowany?
P.S. Mówię w 100% poważnie
Gość

Post autor: Gość »

???????????????????????????????? :think:
Awatar użytkownika
Hannibal

-#7
Posty: 3264
Rejestracja: sob 03 gru, 2005
Lokalizacja: Warszawa/ Grodzisk Maz.

Post autor: Hannibal »

anielka pisze:???????????????????????????????? :think:
Obywatelka anielka proszona jest o rychłą kwantyfikację
Awatar użytkownika
dagomar

-#7
Posty: 4327
Rejestracja: wt 17 sie, 2004
Lokalizacja: Tomaszów Maz.
Kontakt:

Post autor: dagomar »

anielka pisze:????????????????????????????????
widzisz ,nawet blondynki nie kumają ,o co Ciebie Idzie
Awatar użytkownika
Hannibal

-#7
Posty: 3264
Rejestracja: sob 03 gru, 2005
Lokalizacja: Warszawa/ Grodzisk Maz.

Post autor: Hannibal »

Trudno. Nie jestem tu od tego, żeby zdobywać sobie poklask.
Jak ktoś chce zrozumieć, to zrozumie. Jak ktoś nie chce, to nie zrozumie. Jego sprawa.
Awatar użytkownika
dagomar

-#7
Posty: 4327
Rejestracja: wt 17 sie, 2004
Lokalizacja: Tomaszów Maz.
Kontakt:

Post autor: dagomar »

kwantyfikacja - ilościowe ujmowanie zjawisk ekonomicznych.
Etym. - śrdw.łac. quantificare 'czynić wielkim' i łac. quantitas 'ilość' od quantum 'ile'; -ficare od łac. facere, zob. fakcja / Kopaliński/

Myślę ,że przesadzasz ,myślę ,że wiem ,o co Ci chodzi ,owszem ,każdy Polak to znakomity kierowca ,ale jak ochłoniesz i przeczytasz,co napisałem (i postarasz się zrozumieć) ,to ani słowa nie ma tam o Twioich wadach ,zaletach ani umiejętnościach ,więc wyskakujesz jak Filip z konopii.
Co do tego ,co pisałem o sobie - broniłem tezy o płynnosci definicji brawury ,ale jeśli ubodło Cię to ,że jeżdzżę ostro ,to trudno - nigdzie za to nie napisałem ,że jestem dobrym kierowcą ,choć to prawda i nie mam zamiaru rżnąć fałszywego skromnisia. Nigdzie też nie napisałem ,że ktokolwiek jest złym kierowcą.
Ochłoń chłopie i przeczytaj uważnie cały wątek
Ostatnio zmieniony śr 19 lip, 2006 przez dagomar, łącznie zmieniany 1 raz.
Awatar użytkownika
Hannibal

-#7
Posty: 3264
Rejestracja: sob 03 gru, 2005
Lokalizacja: Warszawa/ Grodzisk Maz.

Post autor: Hannibal »

dagomar pisze:(...)
to z Kopalińskiego - też nie rozumiem
Wiem. W słowniku tak jest napisane.
Ale ja używam tego słowa w troszkę innym znaczeniu, w znaczeniu które dla wielu forumowiczów jest znane. Mam nadzieję, że twoja ponadprzeciętna inteligencja pozwala Ci na złapanie tego, o co mi idzie. :think:
Awatar użytkownika
dagomar

-#7
Posty: 4327
Rejestracja: wt 17 sie, 2004
Lokalizacja: Tomaszów Maz.
Kontakt:

Post autor: dagomar »

ależ tak , załapałem (odpowiedź j/w)
Awatar użytkownika
Izabela

-#7
Posty: 3578
Rejestracja: czw 27 sty, 2005

Post autor: Izabela »

A był taki przypadek? Jakoś nie kojarzę.
Izabela napisała:
W kilku miejscach akcja typu: krew mrożąca w żyłach....pozostawiam bez komentarza...
marcyś napisał:
Może trochę dziegciu wtrącę, ale jak gdzieś obok jest temat w rodzaju "ile tych wypadków w Tatrach", to warto przypomnieć, że wiele z nich jest związanych z "poślizgiem" na płacie śniegu... Niestety ten fragment relacji o zejściu Kulczakiem nie wskazuje na to, że byliście bardzo świadomi tego niebezpieczeństwa; tym razem wszystko się skończyło dobrze - tym razem... Jednak myślę, że warto kronikę wypadków poczytać, bo co roku to się powtarza.
A poza tym to wam jednak zazdroszczę wyjazdu
marcyś napisał:
Chodzi mi nie o to, że nie spodziewaliście się śniegu, tylko o zachowanie na płatach - te zjazdy i tę Twoją przygodę przy poworocie na szlak
alien napisał:
relacja rzeczywiscie bardzo zywa
ale odnioslem podobne wrazenie co marcys
widac, swietnie sie bawiliscie (i to bylo slychac w sluchawce), ale ta gleba rarutki...
przynajmniej z opisu wynika, ze moglo byc niewesolo
Hannibal napisał:
Może to czegoś nauczy Rarutkę.
RARUTKA_GOLDI napisał(a):
(...) a czasem zbierasz konkretne lekcje (mój upadek) (...)

A lekcja została odrobiona?
wiem wiem HANNI... nie pisze tego też jakoś uszczypliwie. Sama bylam przerażona przez chwile tak naprawdę. Takich lekcji sie nie zapomina. Ale co tam. WIO do przodu
Sylwester napisał:
niech się kręci ... patrzę w koło, analizuję, podejmuję decyzje, jeśli idę na ryzyko jest to mój wybór i co ?
Zaraz otworzę nowy temat ... zobaczymy kto i co napisze ...
Mylę się?
Awatar użytkownika
Hannibal

-#7
Posty: 3264
Rejestracja: sob 03 gru, 2005
Lokalizacja: Warszawa/ Grodzisk Maz.

Post autor: Hannibal »

dagomar pisze: (...)
Ochłoń chłopie i przeczytaj uważnie cały wątek
Chyba będę musiał ochłonąć, bo już niewiele brakuje, żeby miarka się przebrała. :))
A tak na poważnie, to wątek ten doskonale znam, sam miałem dosyć spory udział w jego zainicjowaniu, drogi Dagomarze. :)
RARUTKA_GOLDI

-#4
Posty: 489
Rejestracja: pn 28 lis, 2005

Post autor: RARUTKA_GOLDI »

Janek pisze:czy odczuwasz czasem strach
tak, czasem odczuwam.
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

RARUTKA_GOLDI pisze:tak, czasem odczuwam.
I bardzo dobrze. Pewien bardzo wybitny polski alpinista powiedział mi kiedyś - Dopóki odczuwasz strach to jesteś względnie bezpieczny. Gdy przestaniesz go odczuwać to lepiej uciekaj z gór, bo prawie już nie żyjesz.
Awatar użytkownika
Hannibal

-#7
Posty: 3264
Rejestracja: sob 03 gru, 2005
Lokalizacja: Warszawa/ Grodzisk Maz.

Post autor: Hannibal »

Zaraz pewnie Dagomar powie, że odczuwanie strachu w górach też jest dosyć względne, relatywne, a boją się tak napaprawdę tylko mięczaki. Mam rację, drogi Dagomarze? :think:
Awatar użytkownika
dagomar

-#7
Posty: 4327
Rejestracja: wt 17 sie, 2004
Lokalizacja: Tomaszów Maz.
Kontakt:

Post autor: dagomar »

I tak ,i nie
Odczuwanie strachu jest normą ,odczuwa go prawie każdy (są możliwe stany ducha ,jak mówi historia ,gdy człowiek strachu nie odczuwa)
Natomiast moment pojawienia się strachu jest bardzo płynny ,bo jest osobniczy (jedni boją się wcześniej ,inni później),od posiadania ,lub nie - fobii ,zależy też od umiejętności ,w końcu (na co się wkurzałeś u mnie) ,zależy od poziomu indywidualnego optymizmu.
Nie wkładaj mi w usta twierdzeń o tym ,jakoby tylko mięczaki nie odczuwają strachu.W końcu zajarzyłem ,o co Ci biega - ja strach odczuwam rzeczywiście rzadko nie dlatego ,ze ,jak sądzisz,jestem macho ,tylko po prostu wierzę głęboko w swój fart i mój poziom optymizmu nie pozwala się bać . Poza tym nie wpadam w panikę - zawsze i w każdej sytuacji szukam rozwiązania ,ale stres jest jak najbardziej. Tak chciałbym to nazwać - raczej stresem niż strachem.
Awatar użytkownika
Hannibal

-#7
Posty: 3264
Rejestracja: sob 03 gru, 2005
Lokalizacja: Warszawa/ Grodzisk Maz.

Post autor: Hannibal »

dagomar pisze: (...) ja strach odczuwam rzeczywiście rzadko nie dlatego ,ze ,jak sądzisz,jestem macho ,tylko po prostu wierzę głęboko w swój fart i mój poziom optymizmu nie pozwala się bać . (...)
Powiadasz, że głęboko wierzysz w swój fart, tak? Wiara podobno czyni cuda, ale nie traktuj tego dosłownie, bo możesz się nieźle na tym przejachać. :think:
AdiK

-#6
Posty: 1084
Rejestracja: wt 12 kwie, 2005
Lokalizacja: Gliwice

Post autor: AdiK »

Hannibal pisze:Ale można doświadczyć takich rzeczy w życiu, że za nic nie będzie się miało ochoty jakoś szczególnie zaryzykować. Nawet we względnie młodym wieku.
Hannibal pisze:albo te twoje doświadczenia są mało traumatyczne, albo straciłeś po części instynkt samozachowawczy
Hannibal pisze:Powiadasz, że głęboko wierzysz w swój fart, tak? Wiara podobno czyni cuda, ale nie traktuj tego dosłownie, bo możesz się nieźle na tym przejachać
rozumiem, że piszesz to wszystko na podstawie Twoich własnych obserwacji lub przygód życiowych, może podzielisz się z nami tymi swoimi doświadczeniami :?
Awatar użytkownika
Hannibal

-#7
Posty: 3264
Rejestracja: sob 03 gru, 2005
Lokalizacja: Warszawa/ Grodzisk Maz.

Post autor: Hannibal »

AdiK pisze: (...) rozumiem, że piszesz to wszystko na podstawie Twoich własnych obserwacji lub przygód życiowych, może podzielisz się z nami tymi swoimi doświadczeniami :?
Tak, piszę to głównie na podstawie moich własnych doświadczeń.
Ale dzielić się z nimi nie mam zamiaru. To są prywatna sprawy.
Hubert

-#2
Posty: 88
Rejestracja: pn 17 lip, 2006

Post autor: Hubert »

Ja na pytanie iść czy nie iść zawsze mówię sobie iśc. Wolę zrealizować plan wycieczki (który w trakcie bardzo często się poszerza lub zmienia) i wracać późną nocą niż nie zrealizować. Pogorszenie warunków atmosferycznych nigdy nie jest wystarczającym powodem do wycofania się (wyjątek : wycieczki graniowe w Tatrach Wysokich) a na wycieczki pokroju Lodowy czy coś (góra I'ki) zawsze ani metra liny i nigdy przenigdy przewodnika. Nigdy w życiu nie miałem złamanej nogi, skręconej kostki, wybitego palca, nie rozbiłęm sobie kolana, łokcia. Najgorsza rzecz jaka mnie spotkała w górach to złąmanie paznokcia. W górach potrzeba ODROBINY ryzykanctwa i brawury, ale do rozsądnego stopnia. Muszę się przyznać, że raz w życiu się cofnąłem w Tatrach > podczas wycieczki na Hrubą Turnię, w tym takim krytycznym miejscu. Miałem tak wyślizgane buty wtedy, że musiałbym przechodzić to na bosaka, a skała była tam raczej ostra więc sobie podarowałem. Miałem wyrzuty sumienia i kaca moralnego 3 tygodnie.
adidas15

-#1
Posty: 37
Rejestracja: pn 12 cze, 2006

Post autor: adidas15 »

Ja sie conełem 2 razy raz pod kazalnicą z powodu śniegu [pewnie bym poszedł gdybym nie widział jak jeden koleś sie zsuną ..]
A 2 raz to na przełęczy świdnickiej w mgle i przy małych opadach śniegu miałem 12 lat ... Po obu tych przypadkach czułem sie strasznie ...
Awatar użytkownika
Izabela

-#7
Posty: 3578
Rejestracja: czw 27 sty, 2005

Post autor: Izabela »

Nigdy w życiu(-)
- a jak długo trwa to nigdy? - jeśli mogę spytać oczywiście :)
ODPOWIEDZ