Czy i kiedy można ryzykować?
Czy i kiedy można ryzykować?
Czy ryzyko jest integralną składową turystyki górskiej, czy można uprawiać turystykę wysokogórską, czy też zimową jako sport pozbawiony ryzyka, kiedy ryzyko mieści się w założeniach uprawianego sportu, a kiedy zaczyna być przesadą?
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:
ja to widze tak:
1. okreslamy Cel
2. Kalkulacja ryzyka:
- czy można je zmniejszyć nie zmieniając celu (jeśli tak - zmniejszamy, jeśli nie punkt dalej)
- czy cel jest warty tego ryzyka (tak - idziemy dalej, nie - zmieniamy cel)
3. Relizacja celu przy założonym stopniu ryzyka
Kluczowe jest okreslenie celu. Celem moze być szczyt, ale też konkretna droga czy warunki (przejście Orlej zimą na przykład). Problem się zapętla jeśli celem samym w sobie jest ryzyko - wtedy algorytm się nie zakończy.
1. okreslamy Cel
2. Kalkulacja ryzyka:
- czy można je zmniejszyć nie zmieniając celu (jeśli tak - zmniejszamy, jeśli nie punkt dalej)
- czy cel jest warty tego ryzyka (tak - idziemy dalej, nie - zmieniamy cel)
3. Relizacja celu przy założonym stopniu ryzyka
Kluczowe jest okreslenie celu. Celem moze być szczyt, ale też konkretna droga czy warunki (przejście Orlej zimą na przykład). Problem się zapętla jeśli celem samym w sobie jest ryzyko - wtedy algorytm się nie zakończy.
tak, szczególnie alpinizmuSylwester pisze:Czy ryzyko jest integralną składową turystyki górskiej
nie, nawet w dolinie Strążyskiej można się zabićSylwester pisze:można uprawiać turystykę wysokogórską, czy też zimową jako sport pozbawiony ryzyka
nie ma takiej granicy a raczej dla każdego jest innaSylwester pisze:kiedy ryzyko mieści się w założeniach uprawianego sportu, a kiedy zaczyna być przesadą?
A tak w ogóle to ten temat jest odwieczny i każdy kto sądzi, że jest w stanie go rozstrzygnąć jest w totalnym błędzie.
Wiem tylko jedno - w górach, tych typu alpejskiego w szczególności, trzeba się bać. Kto dochodzi do przekonania, że przestał się bać to powinien natychmiast wiać z gór - jest już prawie nieżywy.
Dla każdego granica ryzyka jest inna, nie osądzajmy więc nikogo kto mając na uwadze tą granicę przekracza granice które istnieją dla nas. Staram się dożyć sędziwego wieku, pewnie mi się to uda, ale mimo to nie wybieram najłatwiejszych dróg, gdyż robię to co napisał mefi - dotychczas moja ocena sytuacji była prawidłowa, mam nadzieję, że nadal tak pozostanie, bo gdyby to co robie nie niosło dreszczu podniecenia i adrenaliny pewnie zastanowił bym się nad innym sposobem spędzania wolnego czasu.
dodam jeszcze ,że nawet dla jednej osoby różna w różnych sytuacjach.Janek pisze:nie ma takiej granicy a raczej dla każdego jest inna
tutaj mógłbym się sprzeczać ,w moim przypadku przeżyte sytuacje raczej nie powodują kakichkolwiek blokad psychicznychHannibal pisze:można doświadczyć takich rzeczy w życiu, że za nic nie będzie się miało ochoty jakoś szczególnie zaryzykować
tylko przyklasnąć ,a można posunąć się nawet dalej ,że wypadki nigdy nie wynikają z brawury ,a jedynie ze złej oceny ,czyli z głupoty i braku doświadczenia (oczywiście poza tzw. zdarzeniami losowymi)Sylwester pisze:Staram się dożyć sędziwego wieku, pewnie mi się to uda, ale mimo to nie wybieram najłatwiejszych dróg, gdyż robię to co napisał mefi - dotychczas moja ocena sytuacji była prawidłowa
ja tak tego nie widzę - określam cel ,a wtedy ryzyko musi się podporządmefistofeles pisze:1. okreslamy Cel
2. Kalkulacja ryzyka
kować. Jeśli czegoś zrobić nie zdołam ,to o tym nie myślę.
a to święte słowa ,ale i tych bym nie potępiał - niektórzy wymagają takiej formy wypoczynku po prostu - żeby tylko nie absorbowali tym rzesz ratowników i nie narażali innych "przy okazji"mefistofeles pisze:jeśli celem samym w sobie jest ryzyko - wtedy algorytm się nie zakończy
To albo te twoje doświadczenia są mało traumatyczne, albo straciłeś po części instynkt samozachowawczy.dagomar pisze:tutaj mógłbym się sprzeczać ,w moim przypadku przeżyte sytuacje raczej nie powodują kakichkolwiek blokad psychicznychHannibal pisze:można doświadczyć takich rzeczy w życiu, że za nic nie będzie się miało ochoty jakoś szczególnie zaryzykować
P.S. Ja nie mówiłem w tym przypadku o blokadach psychicznych.
A brawura to czym według Ciebie jest, jak nie głupotą?dagomar pisze:wypadki nigdy nie wynikają z brawury ,a jedynie ze złej oceny ,czyli z głupoty i braku doświadczenia (oczywiście poza tzw. zdarzeniami losowymi)
Ostatnio zmieniony śr 19 lip, 2006 przez Hannibal, łącznie zmieniany 1 raz.
takSylwester pisze:Czy ryzyko jest integralną składową turystyki górskiej
nieSylwester pisze:czy można uprawiać turystykę wysokogórską, czy też zimową jako sport pozbawiony ryzyka
to jest subiektywne, dla jednych ryzykowne będzie wejście na Giewont tuż po deszczu, a dla innych dopiero chodzenie po górach przy III-IV lawinowej...Sylwester pisze:kiedy ryzyko mieści się w założeniach uprawianego sportu, a kiedy zaczyna być przesadą?
PS. ile zdobyłem punktów...
miałem dwa poważne wypadki samochodowe nie ze swej winy - najechał na mnie od tyłu gość ,gdy stałem w korku (samochód kończył się z przodu na moich nogach ,a z tyłu na oparciu mojego siedzenia) ,za drugim razem uderzony przez większego sprawdziłem jazdę po polu z prędkością 160km/h. Wypadki te spowodowały wzrost czujności w sytuacjach podobnych do opisanych ,ale nie mają wpływu na mój agresywny i ostry styl jazdy.Podobnie w górach fakt ,że jechałem na OP po oblodzonej płycie (naprawdę mało brakowało) spowodował ostrożniejsze zachowanie w podobnych sytuacjach ,ale żadnych koszmarów sennych ,podświadomej niechęci do OP ani nieczego podobnego nie zauważyłem.Z faktu ,że w młodzieńczym wieku się topiłem ,bo zassało mnie gliniasto-muliste dno podczas nurkowania też nic nie wynika ,bo pływać lubię i to b. daleko. Po prostu tak mam ,że niczego nie przeżywam i nie rozpamiętuję.
Jeśli chodzi o brawurę ,to rozumiałem ją w swej wypowiedzi jako rzecz trudną przeciętnie dla większości ,czyli coś ,z czym spotykamy się n.p. w telewizji ,kiedy Pan Redaktor autorytatywnie stwierdza ,że w "tych warunkach robienie czegos to brawura" nie mówiąc , przez kogo ,bo to ,"kto" ,jest wazniejsze dla bezpieczeństwa ,od tego ,"gdzie" ,i "kiedy".
Jeśli chodzi o brawurę ,to rozumiałem ją w swej wypowiedzi jako rzecz trudną przeciętnie dla większości ,czyli coś ,z czym spotykamy się n.p. w telewizji ,kiedy Pan Redaktor autorytatywnie stwierdza ,że w "tych warunkach robienie czegos to brawura" nie mówiąc , przez kogo ,bo to ,"kto" ,jest wazniejsze dla bezpieczeństwa ,od tego ,"gdzie" ,i "kiedy".
-
RARUTKA_GOLDI
-

- Posty: 489
- Rejestracja: pn 28 lis, 2005
Iśc nie iść? Zaryzykować przejście czy nie zaryzykować? O to jest pytanie.
RYzyko zawsze istnieje. Jest nieodłącznym elementem naszego życia. CZy wieksze czy mniejsze........ chyba wszystko zalezy bardziej od naszej świadomości ryzyka. I odpowiedniego do niego podejmowania decyzji. Bo im więcej umiemy tym na większe ryzyko chyba nas stać. Hm.
No, może nie stać, ale kusimy się na "COS" o większym ryzyku.
Moja mama zawsze mi mowi: "Ale wróć z tych gór". JEst świadoma ryzyka tak samo jak ja, choc w innym stopniu. Nie oznacza to jednak, że mam nie jechać w góry i że nie realizować (na miare moich możliwosci) planów. Na prostej drodze do CZarnego Stawu Gąsienicowego mogę zaliczyć fatalny w skutkach upadek a innym razem przejde OP bez żadnego potknięcia.
Jade więc w góry, ale o ryzyku nie myślę tyle, co pewnie moi bliscy, którzy czekają na mój powrót. Niemniej w górach RYZYKO ..... jak to napisał ANDY..... :
RYzyko zawsze istnieje. Jest nieodłącznym elementem naszego życia. CZy wieksze czy mniejsze........ chyba wszystko zalezy bardziej od naszej świadomości ryzyka. I odpowiedniego do niego podejmowania decyzji. Bo im więcej umiemy tym na większe ryzyko chyba nas stać. Hm.
Moja mama zawsze mi mowi: "Ale wróć z tych gór". JEst świadoma ryzyka tak samo jak ja, choc w innym stopniu. Nie oznacza to jednak, że mam nie jechać w góry i że nie realizować (na miare moich możliwosci) planów. Na prostej drodze do CZarnego Stawu Gąsienicowego mogę zaliczyć fatalny w skutkach upadek a innym razem przejde OP bez żadnego potknięcia.
Jade więc w góry, ale o ryzyku nie myślę tyle, co pewnie moi bliscy, którzy czekają na mój powrót. Niemniej w górach RYZYKO ..... jak to napisał ANDY..... :
Wszystko zależy więc od tego, jakie mamy cele: po co jade w góry? co chcę osiągnąc? ile umiem? czy jestem elastyczna/y? czy umiem się wycofać? czy umiem schować dume w kieszeń? - pokora i szczerość w odpowiedzi na te pytania pomoże uniknąć zbędnego ryzyka i szczęśliwie wrócić do domciu. Czego wszystkim zawsze życzę.andy67 pisze:ryzyko staje się jakby nieco mniej odczuwalne ale mimo wszystko zawsze jest obecne
Gdyby brawura była całkowicie jednoznaczna z głupotą to wszystko byłoby znacznie prostsze do oceny. Niestety nie jest i to bardzo komplikuje osąd spraw. Generalnie ludzie skłonni są oceniać jako brawurę to wszystko co nie jest robione przez ogół ludzi. W tym stanie rzeczy każdy wypadek górski oceniany jest na "onetach" słowami - "po co oni tam łażą".Hannibal pisze:A brawura to czym według Ciebie jest, jak nie głupotą?
No właściwie nic dodać, nic ująć. Może tylko jedno - czy odczuwasz czasem strach. Jeśli tak to ok.RARUTKA_GOLDI pisze:Wszystko zależy więc od tego, jakie mamy cele: po co jade w góry? co chcę osiągnąc? ile umiem? czy jestem elastyczna/y? czy umiem się wycofać? czy umiem schować dume w kieszeń? - pokora i szczerość w odpowiedzi na te pytania pomoże uniknąć zbędnego ryzyka i szczęśliwie wrócić do domciu.
przeczytaj uwaznie to ,co napisałemHannibal pisze:Acha, czyli ty Dagomarze nad wszystkim panujesz i dla ciebie są zarezerwowane pewne wyczyny, bo inni dawno już by się pozabijali. Tak?
nic ponad to ,że przeżycia przeszłości nie mają u mnie wpływu na zachamowania psychiczne w przyszłosci - to proste i jednoznaczne pisanie ,więc nie doszukuj się podtekstów ,których nie ma.Gdybym chciał napisać o swoich wyczynach
Nie no, nie jest oczywiście całkowicie jednoznaczna z głupotą.Janek pisze:Gdyby brawura była całkowicie jednoznaczna z głupotą to wszystko byłoby znacznie prostsze do oceny. Niestety nie jest i to bardzo komplikuje osąd spraw. Generalnie ludzie skłonni są oceniać jako brawurę to wszystko co nie jest robione przez ogół ludzi. W tym stanie rzeczy każdy wypadek górski oceniany jest na "onetach" słowami - "po co oni tam łażą".Hannibal pisze:A brawura to czym według Ciebie jest, jak nie głupotą?
Ale brawura to przecież -
"bardzo odważne zachowanie, w którym lekceważy się towarzyszące mu niebezpieczeństwo; popisywanie się odwagą; ryzykanctwo"
A czyż to nie jest głupie?
Po prostu
Pewne zachowania ,oceniane przez ogół ,jako brawura ,brawurą nie są.
Jeden umie to ,drugi tamto ,dla mnie brawurą byłoby cienkie 1 na scianie ,a ludzie koszą szóstki ,z kolei (cześć Hanni) śmiem twierdzić ,że moja średnia na trasie sporo powyżej przeciętnej to normalność ,ale być może w Twoim przypadku była by to brawura.
Pewne zachowania ,oceniane przez ogół ,jako brawura ,brawurą nie są.
Jeden umie to ,drugi tamto ,dla mnie brawurą byłoby cienkie 1 na scianie ,a ludzie koszą szóstki ,z kolei (cześć Hanni) śmiem twierdzić ,że moja średnia na trasie sporo powyżej przeciętnej to normalność ,ale być może w Twoim przypadku była by to brawura.


