pomału w potwornym upale i coraz bardziej przybywających chmurach pieliśmy się wyżej, Mati zauważył ,że Mnich od tyłu łagodniej wygląda

wyżej i wyżej , Stawki Staszica pokryte zimowymi lodami już zostały poniżej:

w jednym z Mnichowych Stawków Mati odkrył masę lodowych cudeniek

samopoczucie i wola walki z Mnichem nie opuszczały Matiego ani przez chwilę :

zauważyliśmy na szczycie Mnicha zespół,który szykował się do zejścia -a właściwie zjazdu-postanowilimy więc najpierw wyleżć na Mniszka i leżąc na płycie szczytowej popatrzeć w czuleść mnichowego żlebu - Mati dość mocno przyciskał się do boku starego ojca gdy leżeli obok siebie
potem cosik zgłodniał i przed ruszeniem na szczyt podjadł trochę :

On podjadał a ja spoglądałem na wierzchołek -i znowu wracały wspomnienia z lat wspinaczki -Stanisławski na przełączkę między Mniszkiem a Mnichem -pomylenie drogi na szczyt i dziwnie trudna grań końcowa....
I właśnie w trakcie tych rozmyślań spadły pierwsze krople i usłyszeliśmy odgłosy nadciągającej burzy, ruszyliśmy dalej, padało coraz mocniej , mieliśmy 20 m liny , 3 pętle i tyleż karabinków, po chwiliznaleźliśmy się przed zacięciem ,które przecina droga Robakiewicza,banalne miejsce było teraz mokre i płynął nim mały strumyk...
zatrzymałem się , poczułem się niepewnie -miałem się związać z Matim przed samym wejściem w ,,płytę "" a tu mokro,slsko i niepewnie , przydałby się punkt asekuracyjny -kość, hak , ale tego nie mieliśmy, myślałem , czas mijał, deszcz kropił -burza mruczał coraz mocniej, zarządziłem odwrót i ...zaskakująco głośny i zdecydowany bunt Mateusza- tato to już tak blisko-poradzimy ! -spokojnie przedstawiałem swoje argumenty-mokro,ślisko -nadciąga burza-nie mamy ani haków ani kości...
Do Matiego to nie docierało ... spokojnie jeszcze raz zarządziłem wycof, pomału,ostrożnie zaczęliśmy schodzić -do szcytu zabrakło kilkadziesiąt metrów,czułem na karky myśli i pretensje Mateusza: ..stary wymiękł, przestraszył się ,,,
w padającym deszczu schodziliśmy powoli, burza oddalała się w stronę Słowacji

Nastrój Matiego był niewesoły-nie odzywał się do mnie słowem -nic dziwnego 15 lat i tak blisko celu:

no cóż było robić -powoli w milczeniu zaczęliśmy schodzic
delikatnie wyłuszczałem powody naszego odwrotu-na początku mur milczenia i wyczuwalny olbrzymi żal , po dłuższej chwili i rozmowie z ukochaną mamą oblicze matiego zaczęło się rozjaśniać

by na wysokości łąk przu Nadspadach usmiech znowu zagościł na Jego twarzy

potem mała lekcja topografi i uwagi co do zagrożeń w drodze na Rysy

Myślę,że oprócz moich wywodów co do odwrotu z pod wierzchołka Mnicha pomocna była rozmowa w toprówce w M.Oku gdzie znajomemu ratownikowi oddałem pożyczone petle i karabinki-dla tak młodego człowieka jak Mati parę wyważonych i spokojnych słów Jasia .T było bardziej przekonywujące niż ,,tłumaczenie starego ojca " - a może nie ?
może właśnie uzmysłowiłu Mu ,że decyzja ojca była właściwa...
pozdrawiam nocnie
cdn...