komentarze do relacji KEczupa
komentarze do relacji KEczupa
Tak w ogóle sorki za kiepskie skany. Wyjaśnienie - wspólną wyprawę z Rarutką i po trochu z Sylwkiem oraz z Agaar i wieczorem22 ma opisać właśnie ta pierwsza. Czekam z niecierpliwością i proszę, jeśli to możliwe, o doklejenie mojej gdy się wersja Rarutki pojawi 
Re: Był sobie zlocik
nooo....miałeś wiele szczęścia. Mnie nie spotkało nigdy dotąd coś podobnego. To zdarzenie świadczy o tym jak wiele niespodzianek kryją nasze kochane TatryKeczup pisze: Był to potężny głaz o średnicy ponad 100 cm, spadający z ogromną prędkością wprost na mnie. Gdy odskoczyłem, ten się odbił jakieś 5 metrów ode mnie i gruchnął z ogromną siłą w kierunku Stawu Staszica.
Tego dnia sobie odpuściłem jakokąkolwiek górę. Zszedłem nieco niżej po pozbieraniu śniadanka i dokończyłem je w bardziej bezpiecznym miejscu. cdn.
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:
29.06.06
Tego dnia pogoda już nie była taka sama. Podzielono chłopaków na trzy gurpy (w składzie była też jedna dziewczyna). Pierwsza - na Mnicha, trójosobowa wraz z moim bratem, druga,największa - na Zadni Mnich i trzecia - na ćwiczenia pod Wrota Chałubińskiego. Do ostatniej chwili nie wiedziałem czy uda mi się pod którąkolwiek podczepić. Gdy ruszyliśmy wszyscy żółtym, po 20. min. brat przypomniał sobie, że zapomniał kasku. Wrócił się, a ja na niego czekałem w okolicach Szerokiego Żlebu. Po jakimś czasie dogoniliśmy jego ekipę. Toprowiec bał się podjąć decyzję czy może mnie zabrać, ponieważ nigdy nie miałem uprzęży na dupie. Brat zadecydował, że sam w takim razie zrezygnuje z Mnicha, tym bardziej, że był tam wczoraj i postanowił, że dołączymy do zabywy na Wrotach Chałubińskiego. Zadni odpadał, bo tam był komplet.
Tu niebawem się dzielimy na grupy, w tle brat Keczupa
Lina do zabawy z asekuracją już rozwinięta

Znalazla się dla mnie uprzęż i kask, z szefami mojej "ekypy" nie było żadnego problemu. Moja gęba hahała się sama do siebie

Zrobiła się fajna mgiełka

W okolicach połowy drogi, jej fragment pokonywaliśmy bez asekuracji. Na zdjęciu moja "wrotowa ekypa". Na trzecim planie "maj brada"

I znowu z asekuracją

I ja z brajdakiem (poraz pierwszy razem w górach) już na Wrotach

Słowacka strona kusiła

Jeszcze chwila zadumy, kurcze czemu wszystko co fajne tak szybko się kończy

Teraz to już tylko zjazd

To był mój ostatni kontakt z górami na tym wypadzie
. Żal mi ściskał dupę niemiłosiernie, że na Mnicha zabrać nie chcieli. Ale cóż, może następnym razem...
Na następny dzień zastanawiali się, czy może uda im się wspin na Kazalnicę ale pogoda była bardzo niepewna. Wszyscy zatem rozjechali się do domów.
A ja już rozkminiam jak szybko wrócić w góry. Wspin z asekuracją, choć to tylko Wrota, bardzo mi się podobał. Nie ma co, imieniny się udały. A co tam, to był mój pierwszy raz o linie. Małymi kroczkami, a i na Mnicha wlezę
. Pozdrawiam
Tego dnia pogoda już nie była taka sama. Podzielono chłopaków na trzy gurpy (w składzie była też jedna dziewczyna). Pierwsza - na Mnicha, trójosobowa wraz z moim bratem, druga,największa - na Zadni Mnich i trzecia - na ćwiczenia pod Wrota Chałubińskiego. Do ostatniej chwili nie wiedziałem czy uda mi się pod którąkolwiek podczepić. Gdy ruszyliśmy wszyscy żółtym, po 20. min. brat przypomniał sobie, że zapomniał kasku. Wrócił się, a ja na niego czekałem w okolicach Szerokiego Żlebu. Po jakimś czasie dogoniliśmy jego ekipę. Toprowiec bał się podjąć decyzję czy może mnie zabrać, ponieważ nigdy nie miałem uprzęży na dupie. Brat zadecydował, że sam w takim razie zrezygnuje z Mnicha, tym bardziej, że był tam wczoraj i postanowił, że dołączymy do zabywy na Wrotach Chałubińskiego. Zadni odpadał, bo tam był komplet.
Tu niebawem się dzielimy na grupy, w tle brat Keczupa
Lina do zabawy z asekuracją już rozwinięta

Znalazla się dla mnie uprzęż i kask, z szefami mojej "ekypy" nie było żadnego problemu. Moja gęba hahała się sama do siebie

Zrobiła się fajna mgiełka

W okolicach połowy drogi, jej fragment pokonywaliśmy bez asekuracji. Na zdjęciu moja "wrotowa ekypa". Na trzecim planie "maj brada"

I znowu z asekuracją

I ja z brajdakiem (poraz pierwszy razem w górach) już na Wrotach

Słowacka strona kusiła

Jeszcze chwila zadumy, kurcze czemu wszystko co fajne tak szybko się kończy

Teraz to już tylko zjazd

To był mój ostatni kontakt z górami na tym wypadzie
Na następny dzień zastanawiali się, czy może uda im się wspin na Kazalnicę ale pogoda była bardzo niepewna. Wszyscy zatem rozjechali się do domów.
A ja już rozkminiam jak szybko wrócić w góry. Wspin z asekuracją, choć to tylko Wrota, bardzo mi się podobał. Nie ma co, imieniny się udały. A co tam, to był mój pierwszy raz o linie. Małymi kroczkami, a i na Mnicha wlezę







