Nasze wycieczki w roku 2006
Wczoraj w ramach akcji "wakacje po pracy"
wycieczka rowerowa po okolicznych wsiach. Trasa Gliwice-Szałsza-Ziemięcice-Kamieniec-Księży Las-Połomia (tu odwiedziłam rodzinę)-Wojska-Sieroty-Kotliszowice-Wilkowiczki-Pniów-Srocza Góra-Łubie-Pyskowice-Przezchlebie-Ziemięcice-Szałsza-Gliwice. W sumie nakręciliśmy 75 km ze średnia 21.3. Trasa pół na pół po asfalcie i ściezkami polno-leśnymi. Goraco polecam okolice Sierot - Pniowa,a zwłaszcza wsi Kotliszowice, jest tam przepięknie!!!!!!!!
Niedziela 9 lipca 103 km we dwójkę z mężem w temperaturze powyżej 30 w cieniu. Było całkiem przyjemnie, choć plecy mam spalopne
. Trasa Gliwice- Świbie i powrót przez Toszek i Ligote Toszecką (pięknie położona wioska) Po drodze pozwiedzaliśmy troche drewnianych kościółków, obejrzeli kirkut w Pyskowicach (totalnie zarośnięty chaszczami) no i zaliczyliśmy szybką kąpiel na Pławniowicach
. Próbowaliśmy jechać szlakiem turystycznym, ale po raz kolejny przekonałam sie ze nie ma na to szans. Szlaki są nieodnawiane chyba od 50 lat, przy każdym skręcie trzeba sie zastanawiać i poszukiwać drogi
. Parę razy wyjechaliśmy w pola, a raz nawet parę kilometrów przedzieraliśmy sie przez takie wysokie trawy, że nie było szans na jazdę, a mnie to było ledwo widać. Po raz kolejny dałam się zwieść złudzeniu, że skoro szlak naniesiony na mapę to i w terenie również. W końcu daliśmy za wygraną i od Świbia wróciliśmy asfaltem
. Szkoda tylko, że zapomniałam wziąć aparatu
, tyle pięknych miejsc można było zamknąć w kadrze.......trzeba tam pojechać jeszcze raz.
08.07.06. - Sobota - z Wiolą 
Sobótka - kościół sw. Anny:
http://img145.imageshack.us/img145/3742/19797262qp.jpg
Panorama Sobótki:
http://img161.imageshack.us/img161/8571/19797276ft.jpg
Czarny szlak turystyczny - w drodze na Ślężę:
http://img173.imageshack.us/img173/7200/19797296kl.jpg
http://img161.imageshack.us/img161/7097/19797340gn.jpg
http://img161.imageshack.us/img161/9524/19797355tc.jpg
Niebo zaczyna straszyć
http://img513.imageshack.us/img513/9893/19797426bx.jpg
http://img513.imageshack.us/img513/3585/19797430eh.jpg
Szczyt tuż, tuż:
http://img157.imageshack.us/img157/3289/19797456no.jpg
http://img486.imageshack.us/img486/6149/19797460kw.jpg
Wiola dojeżdża
http://img157.imageshack.us/img157/3289/19797456no.jpg
Zaczęły spadać z nieba duże krople i postanowiliśmy (Ona postanowiła
) czym prędzej zjeżdżać do Przełęczy Tąpadła.
Zjazd był.... długi i fantastyczny.
Udało nam się schornić pod wiatą z dziurawym dachem. Lepsze to niż nic.
Spędziliśmy pod nią prawie 2 godziny - lało jak z cebra.
(
http://img486.imageshack.us/img486/4112/19797519ew.jpg
Kiedy przestało, ruszyliśmy znów w dół - tym razem asfaltem do:
http://img345.imageshack.us/img345/2529/19797596we.jpg
Radunia widziana z podwórka Cioci.
http://img408.imageshack.us/img408/3750/19797685bi.jpg
Po odwiedzinach pojechaliśmy do... następnej Rodzinki.
http://img192.imageshack.us/img192/3638/19797731nw.jpg
http://img192.imageshack.us/img192/7944/19797766eu.jpg
http://img192.imageshack.us/img192/4203/19797779mv.jpg
http://img441.imageshack.us/img441/1952/19797796fz.jpg
Wielokrotnie spąglądaliśmy na... niespełniony plan.
http://img192.imageshack.us/img192/9490/19797837vt.jpg
http://img192.imageshack.us/img192/5847/19797854la.jpg
Tak dotarliśmy do Księginic Wielkich, gdzie po obfitym, zdrowym
jedzonku poszliśmy odpoczywać.
http://img192.imageshack.us/img192/6867/19797940ck.jpg
Jutro do Wrocławia, ale już krótszą trasą.
Dystans 85 km
09.07.06. - Niedziela - powrót do domku.
Księginice Wielkie - Kondratowice - Edwardów - Brochocinek - Grzegorzów - Zielenice - Mańczyce - Borów - Brzoza - skrót (szutrem) do wsi Brzeście
http://img386.imageshack.us/img386/5995/19898409hq.jpg
Dalej polną drogą do Bogunowa.
Nstępnie Żórawina - kościół pw. św. Trójcy:
http://img69.imageshack.us/img69/1659/19898422uw.jpg
http://img148.imageshack.us/img148/9971/19898437zh.jpg
http://img69.imageshack.us/img69/3655/19898453vk.jpg
http://img148.imageshack.us/img148/1034/19898469kp.jpg
http://img141.imageshack.us/img141/5963/19898475mw.jpg
http://img83.imageshack.us/img83/7885/19898490kf.jpg
http://img83.imageshack.us/img83/2958/19898506nz.jpg
http://img83.imageshack.us/img83/378/19898515wc.jpg
Suchy Dwór - Wrocław.
Dystans 52 km
Ps. W drodze spotkaliśmy... 3 małe, porzucone (?) kotki. Niestety nie udało mi się sfotografować wszystkich naraz. Jeden z nich był buszującym w zbożu.
http://img343.imageshack.us/img343/7955/19898322kh.jpg
http://img269.imageshack.us/img269/7656/19898330nw.jpg
http://img148.imageshack.us/img148/9007/19898391si.jpg
Sobótka - kościół sw. Anny:
http://img145.imageshack.us/img145/3742/19797262qp.jpg
Panorama Sobótki:
http://img161.imageshack.us/img161/8571/19797276ft.jpg
Czarny szlak turystyczny - w drodze na Ślężę:
http://img173.imageshack.us/img173/7200/19797296kl.jpg
http://img161.imageshack.us/img161/7097/19797340gn.jpg
http://img161.imageshack.us/img161/9524/19797355tc.jpg
Niebo zaczyna straszyć
http://img513.imageshack.us/img513/9893/19797426bx.jpg
http://img513.imageshack.us/img513/3585/19797430eh.jpg
Szczyt tuż, tuż:
http://img157.imageshack.us/img157/3289/19797456no.jpg
http://img486.imageshack.us/img486/6149/19797460kw.jpg
Wiola dojeżdża
http://img157.imageshack.us/img157/3289/19797456no.jpg
Zaczęły spadać z nieba duże krople i postanowiliśmy (Ona postanowiła
Zjazd był.... długi i fantastyczny.
Udało nam się schornić pod wiatą z dziurawym dachem. Lepsze to niż nic.
Spędziliśmy pod nią prawie 2 godziny - lało jak z cebra.
http://img486.imageshack.us/img486/4112/19797519ew.jpg
Kiedy przestało, ruszyliśmy znów w dół - tym razem asfaltem do:
http://img345.imageshack.us/img345/2529/19797596we.jpg
Radunia widziana z podwórka Cioci.
http://img408.imageshack.us/img408/3750/19797685bi.jpg
Po odwiedzinach pojechaliśmy do... następnej Rodzinki.
http://img192.imageshack.us/img192/3638/19797731nw.jpg
http://img192.imageshack.us/img192/7944/19797766eu.jpg
http://img192.imageshack.us/img192/4203/19797779mv.jpg
http://img441.imageshack.us/img441/1952/19797796fz.jpg
Wielokrotnie spąglądaliśmy na... niespełniony plan.
http://img192.imageshack.us/img192/9490/19797837vt.jpg
http://img192.imageshack.us/img192/5847/19797854la.jpg
Tak dotarliśmy do Księginic Wielkich, gdzie po obfitym, zdrowym
http://img192.imageshack.us/img192/6867/19797940ck.jpg
Jutro do Wrocławia, ale już krótszą trasą.
Dystans 85 km
09.07.06. - Niedziela - powrót do domku.
Księginice Wielkie - Kondratowice - Edwardów - Brochocinek - Grzegorzów - Zielenice - Mańczyce - Borów - Brzoza - skrót (szutrem) do wsi Brzeście
http://img386.imageshack.us/img386/5995/19898409hq.jpg
Dalej polną drogą do Bogunowa.
Nstępnie Żórawina - kościół pw. św. Trójcy:
http://img69.imageshack.us/img69/1659/19898422uw.jpg
http://img148.imageshack.us/img148/9971/19898437zh.jpg
http://img69.imageshack.us/img69/3655/19898453vk.jpg
http://img148.imageshack.us/img148/1034/19898469kp.jpg
http://img141.imageshack.us/img141/5963/19898475mw.jpg
http://img83.imageshack.us/img83/7885/19898490kf.jpg
http://img83.imageshack.us/img83/2958/19898506nz.jpg
http://img83.imageshack.us/img83/378/19898515wc.jpg
Suchy Dwór - Wrocław.
Dystans 52 km
Ps. W drodze spotkaliśmy... 3 małe, porzucone (?) kotki. Niestety nie udało mi się sfotografować wszystkich naraz. Jeden z nich był buszującym w zbożu.
http://img343.imageshack.us/img343/7955/19898322kh.jpg
http://img269.imageshack.us/img269/7656/19898330nw.jpg
http://img148.imageshack.us/img148/9007/19898391si.jpg
bez przesady, ja po prostu bardzo lubię jeździć na rowerze i podziwiać piękne zakątkiIzabela pisze:Jak dla mnie Twoje dokonania Danusiu są nie z tej ziemi
Haha nie uwierzysz, ale jak się zorientowałam że aparat został w domu, to sobie pomyślałam, że to tak jak Iza na ŚlężyIzabela pisze:- zarażliwe jakieś, czy co?![]()
Pozdrawiam
Izabela
6- 9 bm - Góry Izerskie, wycieczki po polskiej i czeskiej części:
Izerska Hala - Chatka Górzystów


Widok na dolinę Izery

Znajomy piesek,

który nie wiedzieć czemu nie bardzo mnie lubi (warczy gdy go głaszczę)

Ognisko w Orlu, niestety, niemiłosiernie gryzą meszki (i tak codziennie przed zachodem słońca)


ostowate roślinki nad Kamionkiem (dopływem Izery)

W Czechach, rezerwat przyrody za Jizerką

raj dla rowerzystów, których spotyka się tam na każdym kroku,
węzeł szlaków Chata Smedava


Jeżdżą całymi rodzinami, również z małymi dziećmi w ciekawych przyczepkach


Kolejna przyjemna przystań, Chata Pesakovna w Jizerce

Jizerka, dopływ Izery

i przejście do Polski na Izerze

Kolejne przejście turystyczne, Polana Jakuszycka - Harrachv-Mytiny

Stacja kolejowa Harrachov - inny świat w porównaniu z PKP i polską mentalnością: czyściutko, pociągi kursują (jak widać autobusy szynowe), ubikacje na stacji czynne, czyste (mimo że wystrój pamiętający wczesnego Husaka), papier toaletowy i ręczniki są (u nas w miejsce tego święcona woda na każdym kroku)... Jak widać dobrze, że z górą pół wieku temu ta część Śląska została przekazana Czechosłowacji w ramach regulacji granic.


Naparstnica purpurowa


Wieczorne mgły po krótkim, tropikalnym deszczu



Na pożegnanie z Orlem

spontaniczna, wieczorna imprezka

Izerska Hala - Chatka Górzystów


Widok na dolinę Izery

Znajomy piesek,

który nie wiedzieć czemu nie bardzo mnie lubi (warczy gdy go głaszczę)

Ognisko w Orlu, niestety, niemiłosiernie gryzą meszki (i tak codziennie przed zachodem słońca)


ostowate roślinki nad Kamionkiem (dopływem Izery)

W Czechach, rezerwat przyrody za Jizerką

raj dla rowerzystów, których spotyka się tam na każdym kroku,
węzeł szlaków Chata Smedava


Jeżdżą całymi rodzinami, również z małymi dziećmi w ciekawych przyczepkach


Kolejna przyjemna przystań, Chata Pesakovna w Jizerce

Jizerka, dopływ Izery

i przejście do Polski na Izerze

Kolejne przejście turystyczne, Polana Jakuszycka - Harrachv-Mytiny

Stacja kolejowa Harrachov - inny świat w porównaniu z PKP i polską mentalnością: czyściutko, pociągi kursują (jak widać autobusy szynowe), ubikacje na stacji czynne, czyste (mimo że wystrój pamiętający wczesnego Husaka), papier toaletowy i ręczniki są (u nas w miejsce tego święcona woda na każdym kroku)... Jak widać dobrze, że z górą pół wieku temu ta część Śląska została przekazana Czechosłowacji w ramach regulacji granic.


Naparstnica purpurowa


Wieczorne mgły po krótkim, tropikalnym deszczu



Na pożegnanie z Orlem

spontaniczna, wieczorna imprezka

15.07.06. - Sobota
Jak tydzień temu:
Wrocław - Gądów - ul. LG - Małuszów - Bąki - skrót do Pustkowa Żurawskiego
http://img96.imageshack.us/img96/9884/2000001mq1.jpg
http://img96.imageshack.us/img96/1082/2000002vj1.jpg
- Ręków - Stary Zamek - Michałowice - Rogów Sobócki - Sobótka - Rynek - Muzeum Ślężańskie:
http://img60.imageshack.us/img60/2867/2000003vw9.jpg
Wiola (ku mojemu zdziwieniu
) wjechała pod "Schroniska Pod Wieżycą".
http://img96.imageshack.us/img96/3294/2000018df4.jpg
"Trójdróg" - pojechaliśmy w prawo:
http://img107.imageshack.us/img107/6092/2000026pj9.jpg
sledzik4 - pierwsza rzeźba kultowa:
http://img48.imageshack.us/img48/7684/2000028jr8.jpg
Skałki z boku - Trakt Bolka:
http://img48.imageshack.us/img48/9356/2000029zl2.jpg
Kocie łby - zaczynamy iść:
http://img279.imageshack.us/img279/550/2000030qi9.jpg
Polana z Dębami:
http://img279.imageshack.us/img279/8620/2000032dx8.jpg
Żółtym szlakiem marsz na Ślężę:
http://img182.imageshack.us/img182/2641/2000033no0.jpg
http://img182.imageshack.us/img182/4318/2000034tt1.jpg
Kultowa
"antenka satelitarna" 
http://img343.imageshack.us/img343/6453/2000036wv1.jpg
http://img182.imageshack.us/img182/1921/2000035uv1.jpg
Klasztor NMP:
http://img343.imageshack.us/img343/5772/2000037tx4.jpg
Panoramy z wieży widokowej na Ślęży:
http://img48.imageshack.us/img48/6899/2000038ay2.jpg
http://img436.imageshack.us/img436/8015/2000039mz8.jpg
http://img166.imageshack.us/img166/3295/2000042vw2.jpg
http://img48.imageshack.us/img48/740/2000052sv3.jpg
Schronisko na Ślęży:
http://img436.imageshack.us/img436/5326/2000046qx7.jpg
Kultowy Niedźwiedź:
http://img166.imageshack.us/img166/69/2000047om2.jpg
Pozostałości po starej wieży:
http://img166.imageshack.us/img166/5765/2000068it3.jpg
Pilnował rowerów za kawałek ciasta (dobrego
)
http://img48.imageshack.us/img48/7679/2000070qk1.jpg
Jak tu zejść?
http://img48.imageshack.us/img48/2686/2000079lr4.jpg
http://img48.imageshack.us/img48/9640/2000080qy0.jpg
http://img48.imageshack.us/img48/1957/2000083br4.jpg
http://img338.imageshack.us/img338/4296/2000084ln8.jpg
????????????? - na jednej ze skał:
http://img48.imageshack.us/img48/4655/2000082zn3.jpg
Wiola zjeżdża czerwonym szlakiem:
http://img198.imageshack.us/img198/6712/2000089yx4.jpg
Teraz żółtym:
http://img198.imageshack.us/img198/1889/2000094qp9.jpg
Ślęża widziana z wieży widokowej na Wieżycy:
http://img199.imageshack.us/img199/9220/2010101vq9.jpg
Sobótka z: jak wyżej:
http://img160.imageshack.us/img160/6559/2010104uy1.jpg
To już skrót z Pustkowa Żurawskiego do Bąków - z ominięciem Owsianki:
http://img48.imageshack.us/img48/5811/2010113qj6.jpg
Takie chmury (także wiatr) towarzyszyły nam w drodze powrotnej do Wrocławia:
http://img358.imageshack.us/img358/9034/2010114tq2.jpg
Oto efekt(y) sobotniej wycieczki
(w końcu jechaliśmy przez Solną
)
http://img515.imageshack.us/img515/3274/2010117tl0.jpg
Powrót tą samą trasą.
Dystans 108 km
Jak tydzień temu:
Wrocław - Gądów - ul. LG - Małuszów - Bąki - skrót do Pustkowa Żurawskiego
http://img96.imageshack.us/img96/9884/2000001mq1.jpg
http://img96.imageshack.us/img96/1082/2000002vj1.jpg
- Ręków - Stary Zamek - Michałowice - Rogów Sobócki - Sobótka - Rynek - Muzeum Ślężańskie:
http://img60.imageshack.us/img60/2867/2000003vw9.jpg
Wiola (ku mojemu zdziwieniu
http://img96.imageshack.us/img96/3294/2000018df4.jpg
"Trójdróg" - pojechaliśmy w prawo:
http://img107.imageshack.us/img107/6092/2000026pj9.jpg
sledzik4 - pierwsza rzeźba kultowa:
http://img48.imageshack.us/img48/7684/2000028jr8.jpg
Skałki z boku - Trakt Bolka:
http://img48.imageshack.us/img48/9356/2000029zl2.jpg
Kocie łby - zaczynamy iść:
http://img279.imageshack.us/img279/550/2000030qi9.jpg
Polana z Dębami:
http://img279.imageshack.us/img279/8620/2000032dx8.jpg
Żółtym szlakiem marsz na Ślężę:
http://img182.imageshack.us/img182/2641/2000033no0.jpg
http://img182.imageshack.us/img182/4318/2000034tt1.jpg
Kultowa
http://img343.imageshack.us/img343/6453/2000036wv1.jpg
http://img182.imageshack.us/img182/1921/2000035uv1.jpg
Klasztor NMP:
http://img343.imageshack.us/img343/5772/2000037tx4.jpg
Panoramy z wieży widokowej na Ślęży:
http://img48.imageshack.us/img48/6899/2000038ay2.jpg
http://img436.imageshack.us/img436/8015/2000039mz8.jpg
http://img166.imageshack.us/img166/3295/2000042vw2.jpg
http://img48.imageshack.us/img48/740/2000052sv3.jpg
Schronisko na Ślęży:
http://img436.imageshack.us/img436/5326/2000046qx7.jpg
Kultowy Niedźwiedź:
http://img166.imageshack.us/img166/69/2000047om2.jpg
Pozostałości po starej wieży:
http://img166.imageshack.us/img166/5765/2000068it3.jpg
Pilnował rowerów za kawałek ciasta (dobrego
http://img48.imageshack.us/img48/7679/2000070qk1.jpg
Jak tu zejść?
http://img48.imageshack.us/img48/2686/2000079lr4.jpg
http://img48.imageshack.us/img48/9640/2000080qy0.jpg
http://img48.imageshack.us/img48/1957/2000083br4.jpg
http://img338.imageshack.us/img338/4296/2000084ln8.jpg
????????????? - na jednej ze skał:
http://img48.imageshack.us/img48/4655/2000082zn3.jpg
Wiola zjeżdża czerwonym szlakiem:
http://img198.imageshack.us/img198/6712/2000089yx4.jpg
Teraz żółtym:
http://img198.imageshack.us/img198/1889/2000094qp9.jpg
Ślęża widziana z wieży widokowej na Wieżycy:
http://img199.imageshack.us/img199/9220/2010101vq9.jpg
Sobótka z: jak wyżej:
http://img160.imageshack.us/img160/6559/2010104uy1.jpg
To już skrót z Pustkowa Żurawskiego do Bąków - z ominięciem Owsianki:
http://img48.imageshack.us/img48/5811/2010113qj6.jpg
Takie chmury (także wiatr) towarzyszyły nam w drodze powrotnej do Wrocławia:
http://img358.imageshack.us/img358/9034/2010114tq2.jpg
Oto efekt(y) sobotniej wycieczki
http://img515.imageshack.us/img515/3274/2010117tl0.jpg
Powrót tą samą trasą.
Dystans 108 km
Dziś odbyłem wycieczkę "szlakiem okołobieruńskich zbiorników wędkarskich"
W sumie trasa jaką robię niemalże codziennie, lecz dziś natchnęło mnie, by pozatrzymywać się na chwilę przy stawkach.
Ostatnimi czasy, trochę moje jeżdżenie przybrało formę treningu siłowo-wytrzymałościowego, a nie przyjemnych przejażdżek. Wracałem późno z pracy, zmęczony psychicznie i dawałem sobie fizyczny wycisk. Dzisiaj natchnęło mnie na "lajtową pojeżdżafkę"
Najpierw 15 km polnymi ścieżkami, aż dotarłem do zbiornika Łysina w Bieruniu Starym, tam oprócz kilku wędkarzy... cała chmara ludzi kąpiących się. I ja skorzystałem i zamoczyłem stopy w chłodnej wodzie. Wędkarze z pustymi siatkami, brały tylko nerwy
Następnie udałem się trochę okrężną drogą powrotną na stawek zwany "Derówa". Zarośnięty staw na skraju lasu, dwóch wędlarzy, siatki na ryby puste
W pobliżu zostały mi jeszcze "Stare Wiśliska" wyrobiska zrobione przy Wiśle, w trakcie budowania portu barkowego (niestety jeszcze za czasów Gierka - budowa upadła i zostały stawy przejete przez Polski Zw. Wędkarski). Jeden wędkarz, siatki puste. Powrót do domu - 35 km. Miła przejażdżka.
Konkluzja: To nie był dobry dzień na wędkowanie
Ostatnimi czasy, trochę moje jeżdżenie przybrało formę treningu siłowo-wytrzymałościowego, a nie przyjemnych przejażdżek. Wracałem późno z pracy, zmęczony psychicznie i dawałem sobie fizyczny wycisk. Dzisiaj natchnęło mnie na "lajtową pojeżdżafkę"
Konkluzja: To nie był dobry dzień na wędkowanie
Sobota 15.07. wyprawa szlakiem tras biegówkowych
.
Już dawno ciągnęło mnie aby przejechać sie rowerem tam gdzie zimą ganiałam na biegówkach. No i planów innych na sobotę nie było, więc wsiadłam na rower i ruszyłam w stronę Łączy. Trasę starałam sie tak zaplanować, by unikać asfaltu na korzyść leśnych i polnych ścieżek. W prawdziwe zdumienie prowadza mnie fakt, ze przy idelanej pogodzie nie spotkałam żadnych rowerzystów. Wszystkie ścieżki sa zupełnie puste, a las cichy
. To lubię
.

Z Łączy leśnymi drogami dojeżdzam do Sierakowic. Tam odwiedzam kaplicę św. Magdaleny, która już zimą mnie zachwyciła

pod tym zadaszeniem ukryta jest kapliczka
Po pokonaniu kolejnych odcinków leśnych ścieżek i porównywaniu zapamiętanych zimowych widoków z obecnymi, zmierzam w kierunku Brantołki. I tu szok
Bardzo długi odcinek jest pokryty asfaltem; zimą byłam pewna, że pod śniegiem są tylko szutrowe ścieżki. Mijam staw, a właściwie ledwo go rozpoznaję

Ostatni punkt na trasie wspomnieniowej to Rudy i zespół pałacowo-klasztorny

Tego dnia oblegany przez fotografujące sie pary młode (naliczyłam ich 8
)
Czas wracać do domu przez Stanicę, skąd spoglądają na mnie z daleka kominy elektrowni Rybnik, potem Pilchowice, Smolnica, Żernica i przez lotnisklo do domu. W sumie nakręciłam 97 km
Mogłam spokojnie udać się na spoczynek ze świadomością, że nie zmarnowałam dnia
:D:D
Już dawno ciągnęło mnie aby przejechać sie rowerem tam gdzie zimą ganiałam na biegówkach. No i planów innych na sobotę nie było, więc wsiadłam na rower i ruszyłam w stronę Łączy. Trasę starałam sie tak zaplanować, by unikać asfaltu na korzyść leśnych i polnych ścieżek. W prawdziwe zdumienie prowadza mnie fakt, ze przy idelanej pogodzie nie spotkałam żadnych rowerzystów. Wszystkie ścieżki sa zupełnie puste, a las cichy

Z Łączy leśnymi drogami dojeżdzam do Sierakowic. Tam odwiedzam kaplicę św. Magdaleny, która już zimą mnie zachwyciła

pod tym zadaszeniem ukryta jest kapliczka
Po pokonaniu kolejnych odcinków leśnych ścieżek i porównywaniu zapamiętanych zimowych widoków z obecnymi, zmierzam w kierunku Brantołki. I tu szok

Ostatni punkt na trasie wspomnieniowej to Rudy i zespół pałacowo-klasztorny

Tego dnia oblegany przez fotografujące sie pary młode (naliczyłam ich 8
Czas wracać do domu przez Stanicę, skąd spoglądają na mnie z daleka kominy elektrowni Rybnik, potem Pilchowice, Smolnica, Żernica i przez lotnisklo do domu. W sumie nakręciłam 97 km
W dniach 25-27 lipca odbyłem najdłuższą a zarazem jedną z ciekawszych swoich wycieczek rowerowych. Głównym jej celem było poznanie własnych możliwości i „zobaczenie” wypoczynkowych kurortów nad naszym morzem. Zwiedzanie chciałem rozpocząć od zachodniej części wybrzeża czyli od Świnoujścia.
Etap z Wrocławia do Świnoujścia przeznaczyłem na sprawdzenie swoich możliwości .
Do celowo uszytych na tą „wyprawę” sakw zapakowałem wszystko co miało dać mi pełną niezależność czyli namiot , śpiwór , karimatę ,butlę gazową ,odzież...itd. ....
oraz 2 kg różnych narzędzi które mogły by się przydać podczas ewentualnych napraw roweru J
Pomimo wielu starań i odrzucania niepotrzebnych „akcesoriów” masa bagażu niestety pozostała na poziomie 17.5 kg i wraz z rowerem wynosiła 38 kg L
Chcąc uniknąć dużego ruchu na głównych trasach wiodących z Wrocławia nad morze zaplanowałem że pojadę trasą nieco dłuższą ale zdecydowanie bardziej przyjazną dla rowerzysty. (Wrocław , Trzebnica , Żmigród, Rawicz, Góra , Wschowa ,Wolsztyn ,Nowy Tomyśl, Międzychód ,Drezdenko , Dobiegniew , Choszczno , Suchań , Stargard Szeciński , Sowno , Goleniów , Stepnica , Wolin , Świnoujście)
DZIEŃ PIERWSZY (Wrocław – Choszczno)
Trasę rozpocząłem we Wrocławiu jeszcze przed wschodem słońca .

PRZED STARTEM
Początkowo jazdę utrudniała koleina wygnieciona przez koła Tirów i chwilowe „oślepienia” przez światła samochodów nadjeżdżających z przeciwnej strony.
Rawiczu przywitało mnie słonko które jak się później okazało , miało być głównym moim „wrogiem” .
KOLARZE NAPOTKANI KOŁO WSCHOWY.
Wczesno-poranne rześkie powietrze pozwoliło przejechać pierwsze 143 km ze śr 32.2 km/h
Jednak już niedługo zaczęły się pierwsze „schody”. Najpierw odezwał się układ trawienny który przestał tolerować mieszankę wody glukozy i Snickersów.
POSTÓJ W LESIE
Trasa zmieniła swój profil z płaskiej wyżyny na coraz bardziej pagórkowaty teren polodowcowy. Kolejne podjazdy choć nie duże (bez bagaży pozostałyby „niezauważone”) coraz bardzie dawały się we znaki.
WIATRAK KOŁO NOWEGO TOMYŚLA
Wzmagający się wiatr z północy i coraz mocniej operujące z góry słońce (32 st w cieniu ) i gorące ,falujące powietrze z przesuwającego się 30cm pode mną rozgrzanego chyba do 60-70 st. asfaltu stwarzało naprawdę ZABÓJCZĄ ATMOSFERĘ. Czułem że nie mam już szans na pobicie swojego rekordu 342 km w jednym dniu.
Pozostało tylko przejechać„ile się da” . Widzę jak systematycznie słabnę i spada średnia prędkość...201.78 km pokonuje w czasie 6:27:28 .
Po osiągnięciu 268 km moja śr wynosi 30.7 i wtedy decyduję się na dłuższą przerwę w lesie.
Ponad godzinny postój w lesie troszkę pozwala się zregenerować.
Decyduje jeszcze przejechać parę km.
Na 300 km licznik pokazuje czas jazdy 9:55:06.
To o 1 min i 42 sek czas szybszy od tego który udało mi się zrobić przed dwoma laty na poprzednim rowerze bez bagażu.
Niedługo póżniej ostatnie zakupy
przed wieczornym biwakiem(trzeba coś zjeść na kolacje i śniadanie) i po kilkunastu km
zatrzymuje się nad jeziorem tuz przed miejscowością Choszczno.
Świeżo zagotowana herbatka ma smak niemalże boskiego napoju.
Niebawem zostaje zaproszony przez starszego pana o podobnych do moich zainteresowaniach do przespania się na terenie jego sadu.
Dzień kończę wynikiem 317.62 km.
DZIEŃ DRUGI ( Choszczno- Świnoujście- Pobierowo)
Pobudka przed 6 ,pakowanie serwis rowerka i około 9 , serdeczne długie pożegnanie i start.
OSTATNIE CHWILE W SADZIE
.Troche bładze w Stargardzie Szczecińskim a potem w Goleniowie ale po pokonaniu około 160km ,
MOST NA WOLIN
przed godz. 15...
... nareszcie zaczynam zwiedzanie Świnoujścia.
Czuję jednak ze to nie tylko ja oglądam , lecz odwrotnie , to ja jestem oglądany.
Następnie odwiedzam Międzyzdroje
,Wisełke , Międzywodzie ,Dziwnów
, Dziwnówek , Łukęcin i przed godz. 20 jestem w Pobierowie.
Tu zamierzam się przespać. Czasu mam jednak jeszcze sporo wiec „zagladam” jeszcze do pobliskiego Pustkowa. W Pobierowie zajeżdżam na jedno z umiejscowionych w lesie pól namiotowych i dostaje zgodę na przenocowanie. Pani właścicielka widzać mój rower od razu zaproponowała mi że na noc może mi schować rower w swoim pomieszczeniu. Bardzo mnie to uradowało bo nie uśmiechało mi się spanie z rowerem „uwiązanym do palca u nogi” J
Zanim jednak rower został schowany przez dwie godz miałem towarzystwo kilku dzieci i dorosłych ciekawych „co jak i dlaczego”. Dzień kończę ze stanem licznika 224 km , czasu nie znam bo dzieci na polu namiotowym „skutecznie unicestwiły” wyniki z tego dnia.J
Pomimo zabezpieczania skóry zauważam – czuję że trochę mnie „przypaliło słonko”.
Niedobrze!!! L
DZIEŃ TRZECI (Pobierowo – Łazy)
Pobudka o 6:00 , pakowanie , śniadanie .
Przy odbiorze rowerka dostaję miłą informację ze nocleg nic mnie nie kosztuje J
Około 8:20 ruszam w dalszą drogę przez Trzęsacz
, Rewal
, Niechorze
, Pogorzelicę, Trzebiatów,
Mrzeżyno ,
Dźwirzyno do Kołobrzegu .
W Kołobrzegu od mola jadę drogą dla rowerów która w dużej swej cześci jest malowniczo ułożoną serpentyną wzdłuż nadmorskich wydm.
Potem trafiam na stare lotnisko z zamaskowanymi ziemią hangarami i rozległymi pasami startowymi .
Dalej już poza granicami Kołobrzegu wpadam na trasę do Koszalina. Bokiem mijam Ustronie Morskie .Na tym odcinku trasy napotkałem tak silny wiatr które nie tylko hamował mnie ale skutecznie wyginał śmigła postawionych tutaj ponad 20 elektrowni wiatrowych które swym ogromem i majestatycznym ruchem robią fantastyczne wrażenie.
Przed wjazdem do Koszalina skręcam na Mielno. Nie mogę jechać szosą ... trzeba jechać drogą dla rowerów ,
co jest dla mnie szczególnie „upierdliwe” bo moja prędkość jest zbyt duża jak na panujące tu zwyczaje do tego jeżdżą jak „święte krowy” i pełno szwędających się pieszych.
W Mielnie poruszanie się rowerem to kolejna porażka samochody tworzą jeden wielki kilometrowy korek , między nimi śmigają skutery, a na chodniku jest jak ulu więc o jeździe nie ma mowy.
Swoją drogą zastanawiam się jak Ci ludzie tu wypoczywają skoro zagęszczenie przekracza takie z centrum dużego miasta w godzinach szczytu.
W przyległym do Mielna Unieściu ograniczam się do zrobienia 3 fotek i czym prędzej „spadam z tego ula”.
Niebawem ląduje w dużo spokojniejszych Łazach gdzie nareszcie mogę zjeść ulubionego świeżego dorszyka w cieście naleśnikowym . Mniam , Mniam.
Cena 20 zł jest na pewno mniej „radosna” ale ostatecznie nie co dzień tutaj jadam J
Po wyjściu ze smażalni na odkryte słońce stwierdzam że z moją skórą dzieje się cos niedobrego bo czuje pieczenie , swędzenie i kłucie na raz .Póki jechałem i owiewało mnie powietrze nie czułem tego tak bardzo.
Myślę...
-Jutro ma być podobny jak od trzech dni upał ....chyba tego nie przeżyję L
Niestety ...czas wracać do domku .
Przez Suchą Koszalińska i Sianów wracam do Koszalina skad o godz 0:30
ruszam do Wrocławia. Ostatnie miłe akcenty to ze bilet za rower kosztuje tylko 4.50 , a wagon do przewozu rowerów jest naprawdę na europejskim poziomie.
Razem przejechałem w ciagu 3 dni 704 km
Etap z Wrocławia do Świnoujścia przeznaczyłem na sprawdzenie swoich możliwości .
Do celowo uszytych na tą „wyprawę” sakw zapakowałem wszystko co miało dać mi pełną niezależność czyli namiot , śpiwór , karimatę ,butlę gazową ,odzież...itd. ....
oraz 2 kg różnych narzędzi które mogły by się przydać podczas ewentualnych napraw roweru J
Pomimo wielu starań i odrzucania niepotrzebnych „akcesoriów” masa bagażu niestety pozostała na poziomie 17.5 kg i wraz z rowerem wynosiła 38 kg L
Chcąc uniknąć dużego ruchu na głównych trasach wiodących z Wrocławia nad morze zaplanowałem że pojadę trasą nieco dłuższą ale zdecydowanie bardziej przyjazną dla rowerzysty. (Wrocław , Trzebnica , Żmigród, Rawicz, Góra , Wschowa ,Wolsztyn ,Nowy Tomyśl, Międzychód ,Drezdenko , Dobiegniew , Choszczno , Suchań , Stargard Szeciński , Sowno , Goleniów , Stepnica , Wolin , Świnoujście)
DZIEŃ PIERWSZY (Wrocław – Choszczno)
Trasę rozpocząłem we Wrocławiu jeszcze przed wschodem słońca .

PRZED STARTEM
Początkowo jazdę utrudniała koleina wygnieciona przez koła Tirów i chwilowe „oślepienia” przez światła samochodów nadjeżdżających z przeciwnej strony.
Rawiczu przywitało mnie słonko które jak się później okazało , miało być głównym moim „wrogiem” .
KOLARZE NAPOTKANI KOŁO WSCHOWY.
Wczesno-poranne rześkie powietrze pozwoliło przejechać pierwsze 143 km ze śr 32.2 km/h
Jednak już niedługo zaczęły się pierwsze „schody”. Najpierw odezwał się układ trawienny który przestał tolerować mieszankę wody glukozy i Snickersów.
POSTÓJ W LESIE
Trasa zmieniła swój profil z płaskiej wyżyny na coraz bardziej pagórkowaty teren polodowcowy. Kolejne podjazdy choć nie duże (bez bagaży pozostałyby „niezauważone”) coraz bardzie dawały się we znaki.
WIATRAK KOŁO NOWEGO TOMYŚLA
Wzmagający się wiatr z północy i coraz mocniej operujące z góry słońce (32 st w cieniu ) i gorące ,falujące powietrze z przesuwającego się 30cm pode mną rozgrzanego chyba do 60-70 st. asfaltu stwarzało naprawdę ZABÓJCZĄ ATMOSFERĘ. Czułem że nie mam już szans na pobicie swojego rekordu 342 km w jednym dniu.
Pozostało tylko przejechać„ile się da” . Widzę jak systematycznie słabnę i spada średnia prędkość...201.78 km pokonuje w czasie 6:27:28 .
Po osiągnięciu 268 km moja śr wynosi 30.7 i wtedy decyduję się na dłuższą przerwę w lesie.
Ponad godzinny postój w lesie troszkę pozwala się zregenerować.
Decyduje jeszcze przejechać parę km.
Na 300 km licznik pokazuje czas jazdy 9:55:06.
To o 1 min i 42 sek czas szybszy od tego który udało mi się zrobić przed dwoma laty na poprzednim rowerze bez bagażu.
Niedługo póżniej ostatnie zakupy
przed wieczornym biwakiem(trzeba coś zjeść na kolacje i śniadanie) i po kilkunastu km
zatrzymuje się nad jeziorem tuz przed miejscowością Choszczno.
Świeżo zagotowana herbatka ma smak niemalże boskiego napoju.
Niebawem zostaje zaproszony przez starszego pana o podobnych do moich zainteresowaniach do przespania się na terenie jego sadu.
Dzień kończę wynikiem 317.62 km.
DZIEŃ DRUGI ( Choszczno- Świnoujście- Pobierowo)
Pobudka przed 6 ,pakowanie serwis rowerka i około 9 , serdeczne długie pożegnanie i start.
OSTATNIE CHWILE W SADZIE
.Troche bładze w Stargardzie Szczecińskim a potem w Goleniowie ale po pokonaniu około 160km ,
MOST NA WOLIN
przed godz. 15...
... nareszcie zaczynam zwiedzanie Świnoujścia.
Czuję jednak ze to nie tylko ja oglądam , lecz odwrotnie , to ja jestem oglądany.
Następnie odwiedzam Międzyzdroje
,Wisełke , Międzywodzie ,Dziwnów
, Dziwnówek , Łukęcin i przed godz. 20 jestem w Pobierowie.
Tu zamierzam się przespać. Czasu mam jednak jeszcze sporo wiec „zagladam” jeszcze do pobliskiego Pustkowa. W Pobierowie zajeżdżam na jedno z umiejscowionych w lesie pól namiotowych i dostaje zgodę na przenocowanie. Pani właścicielka widzać mój rower od razu zaproponowała mi że na noc może mi schować rower w swoim pomieszczeniu. Bardzo mnie to uradowało bo nie uśmiechało mi się spanie z rowerem „uwiązanym do palca u nogi” J
Zanim jednak rower został schowany przez dwie godz miałem towarzystwo kilku dzieci i dorosłych ciekawych „co jak i dlaczego”. Dzień kończę ze stanem licznika 224 km , czasu nie znam bo dzieci na polu namiotowym „skutecznie unicestwiły” wyniki z tego dnia.J
Pomimo zabezpieczania skóry zauważam – czuję że trochę mnie „przypaliło słonko”.
Niedobrze!!! L
DZIEŃ TRZECI (Pobierowo – Łazy)
Pobudka o 6:00 , pakowanie , śniadanie .
Przy odbiorze rowerka dostaję miłą informację ze nocleg nic mnie nie kosztuje J
Około 8:20 ruszam w dalszą drogę przez Trzęsacz
, Rewal
, Niechorze
, Pogorzelicę, Trzebiatów,
Mrzeżyno ,
Dźwirzyno do Kołobrzegu .
W Kołobrzegu od mola jadę drogą dla rowerów która w dużej swej cześci jest malowniczo ułożoną serpentyną wzdłuż nadmorskich wydm.
Potem trafiam na stare lotnisko z zamaskowanymi ziemią hangarami i rozległymi pasami startowymi .
Dalej już poza granicami Kołobrzegu wpadam na trasę do Koszalina. Bokiem mijam Ustronie Morskie .Na tym odcinku trasy napotkałem tak silny wiatr które nie tylko hamował mnie ale skutecznie wyginał śmigła postawionych tutaj ponad 20 elektrowni wiatrowych które swym ogromem i majestatycznym ruchem robią fantastyczne wrażenie.
Przed wjazdem do Koszalina skręcam na Mielno. Nie mogę jechać szosą ... trzeba jechać drogą dla rowerów ,
co jest dla mnie szczególnie „upierdliwe” bo moja prędkość jest zbyt duża jak na panujące tu zwyczaje do tego jeżdżą jak „święte krowy” i pełno szwędających się pieszych.
W Mielnie poruszanie się rowerem to kolejna porażka samochody tworzą jeden wielki kilometrowy korek , między nimi śmigają skutery, a na chodniku jest jak ulu więc o jeździe nie ma mowy.
Swoją drogą zastanawiam się jak Ci ludzie tu wypoczywają skoro zagęszczenie przekracza takie z centrum dużego miasta w godzinach szczytu.
W przyległym do Mielna Unieściu ograniczam się do zrobienia 3 fotek i czym prędzej „spadam z tego ula”.
Niebawem ląduje w dużo spokojniejszych Łazach gdzie nareszcie mogę zjeść ulubionego świeżego dorszyka w cieście naleśnikowym . Mniam , Mniam.
Cena 20 zł jest na pewno mniej „radosna” ale ostatecznie nie co dzień tutaj jadam J
Po wyjściu ze smażalni na odkryte słońce stwierdzam że z moją skórą dzieje się cos niedobrego bo czuje pieczenie , swędzenie i kłucie na raz .Póki jechałem i owiewało mnie powietrze nie czułem tego tak bardzo.
Myślę...
-Jutro ma być podobny jak od trzech dni upał ....chyba tego nie przeżyję L
Niestety ...czas wracać do domku .
Przez Suchą Koszalińska i Sianów wracam do Koszalina skad o godz 0:30
ruszam do Wrocławia. Ostatnie miłe akcenty to ze bilet za rower kosztuje tylko 4.50 , a wagon do przewozu rowerów jest naprawdę na europejskim poziomie.
Razem przejechałem w ciagu 3 dni 704 km
No, MrRobot, kopara mi opadła. Niezły wyczyn jak na trzy dni w dodatku z ekwipunkiem i w samotności. Zawsze chciałem kiedyś przejechać wybrzeże (od Uznam do Jastarni) rowerem ale nie miałem z kim. Gorzej z moim rowerem. Chyba bym miał kłopot z zamocowaniem sakw bo to szosówka, choć po przejściach. Wielkie gratki. Pozdrawiam 
Wielkie dzieki za miłe słowaKeczup pisze:..Niezły wyczyn ..
..Wrazie czego mam jeszcze zaległą do zwiedzenia część od Łazów na wschód ...można by pomyśleć o wspólnej wyprawie.Keczup pisze:..Zawsze chciałem kiedyś przejechać wybrzeże (od Uznam do Jastarni) rowerem ale nie miałem z kim.
Pozdrawiam
Krzysiek z Wrocka
zacząłem znowu kręcić kilometry. Powoli trzeba do formy wracać bo ostatnio zaniedbana z powodu jakichś tam kłopotów. Jeśli się odbiję i zdołam podołać wszystkim planom, w tym górskim, to napewno się odezwę.

Ty jeżdzisz jak typowy szosowiec. Rozumiem, taka średnia na setkę, ale to? I to w pojedynkę? Ty musiałeś gdzieś kiedyś jeździć jako zrzeszony, przyznaj sięMrRobot pisze:Po osiągnięciu 268 km moja śr wynosi 30.7
Nigdy nie jeździłem jako zrzeszony .Jestem typowym samoukiem.Keczup pisze:Ty musiałeś gdzieś kiedyś jeździć jako zrzeszony, przyznaj się
Wcześniej jeździłem na szosówce i miałem "skłonność" do "czepiania się" z prawdziwymi kolarzami.
Potem miałem kilkuletnią przerwę bo bardziej zaczęło pociągać mnie.... nurkowanie.
Teraz od 3 sezonów jeżdzę w miarę systematycznie (kilka tys km /sezon) na rowerach poziomych. Jako osoba niezrzeszona w niedzielę spotykam sie z ludzmi z Klubu Turystyki Rowerowej "REWOR" z Wrocławia.
http://www.rewor.strefa.pl/
http://www.chandcyklista.tvk.wroc.pl/
Jednak wiekszość km "nabijam"teraz sam... bo na ostatnim swoim rowerze jestem dla wiekszości "nieosiagalny" (przepraszam za "samochwalstwo") . Część ludzi znajac moje wyniki, na "wszelki wypadek" , wolą się ze mną nie umawiać bo obawiają sie ze będę starał sie ich "zajechać". Ja jednak stosuje zasadę że szybko jeżdze sam a w towarzystwie zwykle jadę z tyłu...(lub wbrew przepisom drog. z boku)
...no może czasem wyskocze sobie na chwilkę kilkaset metrów do przodu ale zawsze potem zwaniam , zatrzymuje sie , czekam
(Mógłby to potwierdzic Czesiu ,z którym notabene znamy sie od lat w realu , ale teraz chyba odpoczywa w Taterkach
Zdradź tajemnicę, to tylko kondycha czy i magiczny rower, na którym zapewne masz większe osiągi niż na klasycznym - szosowym?MrRobot pisze:obawiają sie ze będę starał sie ich "zajechać".
Miałem epizod jako zrzeszony lecz zbyt krótko bo klub zawieszono na dłuższy czas. Potem do niego już nie wróciłem. Jeździłem dużo indywidualnie, również często podczepiając się pod kolarzy. Moja specjalizacja raczej górska (w sensie takim, że jeżdżę kolarzówką a nie góralem ale dobrze się czuję na niej na wzniesieniach). Potem dwuletnia przerwa. Dopiero teraz staram się, choćby częściowo, do formy powrócić. Pozdrawiam







