Małżeństwo czy wolny związek? :)
Rudaruda pisze:nie krytykuje tych, którzy chcą mieć dokument, że są razem
1. dla niektórych to nie dokument - to sakrament...
2. są jeszcze tacy, którzy "są razem" dopiero po sakramencie, a nie przed - to taki dziwny świat, w którym słowa "narzeczony, narzeczona" nie oznaczają aktualnego partnera zamieszkującego pod jednym dachem, tylko kogoś kto przygotowuje się do małżeństwa...
pozdrawiam
Marcys
wiem Marcys....pochodze z bardzo wierzącej rodziny w której niektórzy członkowie byli oburzeni gdy moja starsza kuzynka mieszkała bez ślubu ze swoim ówczesnym narzeczonym....ja tylko uważam, że sakrament/dokument nie powinien być nadrzędny w stosunku do prawdziwych uczuć i nie powinien być wyznacznikiem pozycji w społeczeństwie....marcys pisze:Ruda
1. dla niektórych to nie dokument - to sakrament...
nie jestem tego pewien, zdaje mi się, że jedynym wymogiem stawianym przez kościół katolicki jest pełnoletność świadka a nie jego wyznanie...mefistofeles pisze:świadek ślubu kościelnego musi być katolikiem
tu się zgodzę na 100%mefistofeles pisze:Tak samo (a włąściwie tym bardziej) ojciec chrzestny
a ja nic takiego nie dostałem...mefistofeles pisze:Ja będąc świadkiem dostałem kartkę do spowiedzi i musiałem ją księdzu złożyc
Świadkiem może być każda osoba, która zdolna jest dać świadectwo i potwierdzić zawarcie małżeństwa. Wg Kodeksu Kanonicznego świadkiem nie mogą być osoby pozbawione używania rozumu (wg KK dzieci do 7 roku życia), ludzie chorzy umysłowo oraz ludzie jednocześnie niewidomi i głusi. Wyznanie świadka jest więc bez znaczenia. A kartki do spowiedzi to tylko widzimisię księżyAdiK pisze:jedynym wymogiem stawianym przez kościół katolicki jest pełnoletność świadka a nie jego wyznanie...
Ostatnio zmieniony wt 04 lip, 2006 przez Darkowski, łącznie zmieniany 1 raz.
marcys pisze:1. dla niektórych to nie dokument - to sakrament...
wybacz Ruda, ale uważam, że "nie czujesz" co dla niektórych znaczy przyjęcie sakramentu małżeństwa...ruda pisze:ja tylko uważam, że sakrament/dokument nie powinien być nadrzędny w stosunku do prawdziwych uczuć i nie powinien być wyznacznikiem pozycji w społeczeństwie....
wiewm wiem...Święty Węzeł Małżeński.nierozerwalny i idealny związek między kobietą i mężczyzną...ja tylko uważam, że coś takiego nie powinno być najważniejsze...ja nigdy nie marzyłam o białej sukni z welonem ani tym bardziej o ślubie...dlatego zgodzę się z Twoim stwierdzeniem, ze nie czuje co dla niektórych oznacza przyjęcie sakramentu małżeństwa....AdiK pisze:wybacz Ruda, ale uważam, że "nie czujesz" co dla niektórych znaczy przyjęcie sakramentu małżeństwa...
Nie uważam, że ja mam problem. To Ty podciągasz mój przypadek do rangi problemu, ja opisałem tylko zaistniałą rzeczywistość. Może ona stanowić problem dla przykładowego kolegi. Nie dla mnie.mefistofeles pisze:Mimo to problem Twojego kolegi jest inny niż Twój.
Nie musi, Adik ma rację. Przypadkiem chrzestnego się nie interesowałem.mefistofeles pisze:świadek ślubu kościelnego musi być katolikiem
Czy każdego człowieka, który nie utożsamia się z żadną religią tak nazywasz? Nie znasz innych określeń? Jestem bliższy agnostycyzmowi. Kościoła nie uznaję, to racja. Nie muszę, nie kręci mnie. Ale z nim nie walczę.mefistofeles pisze:Ty jesteś rozumiem ateista
Widać, odcisnął jakieś piętno w Twoim życiumefistofeles pisze:okreslenie 'nieklerykał' wywołuje we mnie mdłości przez skojarzenie z pewnym szmatławym pisemkiem przy którym 'Nie' to szczyt wyrafinwania
Ciekaw jestem co za debil to określenie wymyślił. Ja rozumię, że termin wierzący (pod względem religijnym) to taki kto się w większości poświęca swojej religii i całkowicie podporządkuje się dotkrynom swojego kościoła. O ile wiem, kościół nie definiuje takiego pojęcia jak "wierzący - niepraktykujący", to jakaś hybryda. Albo się katolikiem jest, albo wcale. A nie - tylko trochę. Jeśli Ty się za takiego uważasz (zakładam, że Cię ochrzczono jako katolika) to dla kościoła jesteś heretykiem a mi tu zakrawa hipokryzją. Hmm...mefistofeles pisze:wierzacym niepraktykującym
Zgadzam się z Tobą, długo oponowałem, pojechał tanimi tekstami, cuś o przyjaźni.... i po paru browcach w końcu zgodziłem się. W końcu co się nie robi dla przyjaciółmefistofeles pisze:nie powinen on proponowac Tobie (wiedzac jakie masz przekonania) takiej funkcji.
I pamiętaj, ja nie wojuję z kościołem i nie będę tego robić póki mi nie wejdzie w drogę
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:
Keczup - teraz nie rizumem twej nerwowości. Użyłem okreslenia 'ateista' w znaczeniu pozbawionym jakiegokolwiek pejoratywnego wyrazu, w znaczeniu 'niewierzacy'. Zas co do okreslenia 'wierzacy niepraktykujący' nie rozumiem Twego ataku na mnie bo mam w tej kwestii takie samo zdanie jak i Ty. Albo sie jest katolikiem albo nie. Tymniemniej takie podejście jest dość powszechne - niestety.
PS A cod Faktów i mitów to ktś mnie kiedyś próbował przekonywać do tego szmatławca wciskając mi go na siłę. Stad mój uraz.
PS A cod Faktów i mitów to ktś mnie kiedyś próbował przekonywać do tego szmatławca wciskając mi go na siłę. Stad mój uraz.
Nie lubię takiego czarno-białego (lub zero-jedynkowego) patrzenia na świat. Uważam, że można być katolikiem i "nie praktykować". Można wierzyć w Boga i nie chodzić do kościoła. Być może unikanie obrzędów kościelnych to grzech - ale cała wiara opiera się na tym, że wszyscy jesteśmy grzeszni. A rozliczeni gdzieś tam w niebiosach, będziemy nie z tego czy byliśmy "wierzącymi-niepraktykującymi", lecz z tego czy byliśmy dobrymi ludźmi.mefistofeles pisze:Albo sie jest katolikiem albo nie.
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:





