jerry,
U2 słucham (regularnie) od 1992, ale pamiętam, jak W.Mann w programie
Non Stop Kolor kilka lat wcześniej prezentował film
Rattle&Hum,który dokumentuje trasę U2 po USA...już wtedy coś we mnie drgnęło...może dlatego,że Bono świetnie się prezentował

Film mam na kacecie VHS - zdarty do nieprzytomności
Co do koncertu - to był on dla mnie wielkim przeżyciem. Wiesz,usłyszeć "na żywo":
Where the streets have no name,
With or without you czy
I will follow...to dopiero było. Przyznam się, że kilka razy dość mocno się wzruszyłam. Do domu wróciłam głęboką nocą,jak się okazało - cała poobijana,w siniakach, ponieważ część koncertu spędziłam z brzuchem przyklejonym do barierki.Oczywiście skończyło się to wyciąganiem i któtką wizytą w polowym ambulatorium (straciłam ze dwie piosenki),ale potem było już suuuuper
Pierwotnie ten koncert miał się odbyć w Chorzowie (miałam tam wykupiony bilet),ale coś sie pozmieniało i Panowie zagrali w Warszawie, w związku z tym - trzeba było wymieniać bilety.
Chyba mogę śmiało powiedzieć, że Irlandią zainteresowałam się dzięki U2 właśnie. Bardzo,bardzo chciałabym móc ją kiedyś odwiedzić. Podejrzewam,że Guinness...smakuje tam najlepiej

:zdrowko:
