Eee tam. Wszyscy wiedzą, że nie masz to ponad białostockie barany. Królewskie, jagiellońskie, o dowcipie mocy żubra.Jagiellonia w Tatrach pisze:Największy nam znany pochodzi z Poznania.
Blokada drogi do Morskiego :)))
-
Gość
-
Jagiellonia w Tatrach
-

- Posty: 473
- Rejestracja: ndz 20 lis, 2005
- Lokalizacja: Białystok
Droda Klarisso.klarissa pisze:Eee tam. Wszyscy wiedzą, że nie masz to ponad białostockie barany. Królewskie, jagiellońskie, o dowcipie mocy żubra.Jagiellonia w Tatrach pisze:Największy nam znany pochodzi z Poznania.
Może i my przygłupie żubry.
Ale dajmy na to, że istotnie Ty, jako i tu piszący te góry miłujesz.
Wyobraź sobie, że dożywszy 60-tki zapragniesz wizyty nad Czarnym Stawem pod Rysami. Siły już nie te ale nie na tyle złe aby dojechawszy do Palenicy w któryś wrześniowy poranek nie podejść tych 9 kilometrów szosą i kawałek do góry.
A tu nagle wychodzi pewien jegomość i Ci oznajmia, że dla takich jak Ty wstęp wzbroniony, a jak chcesz to przez Zawrat.
Jeżeli te góry naprawdę miłujesz to co mu odpowiesz ?
Dla nas te miejsce to coś więcej niż dla barana i my się na stare lata wygonić stamtąd nie damy, a że Żubr uparty, no cóż taka jego natura.
Młody jesteś Jagiellonio i tylko to tłumaczy Twoją, wybacz, niedojrzałość by nie powiedzieć wręcz, głupotę.Jagiellonia w Tatrach pisze:Siły już nie te ale nie na tyle złe aby dojechawszy do Palenicy w któryś wrześniowy poranek nie podejść tych 9 kilometrów szosą i kawałek do góry.
A tu nagle wychodzi pewien jegomość i Ci oznajmia, że dla takich jak Ty wstęp wzbroniony, a jak chcesz to przez Zawrat.
Czy wiesz co to jest starzenie się (nie chodzi o biologiczną definicję)? Otóż jest to ustawiczna świadomość kolejnych ograniczeń. Można je powstrzymywać przez dbanie np. o dobrą kondycję ale to tylko półśrodki, w końcu przędzej czy później słabość człowieka dopadnie. I należy się z tym umieć godzić z pokorą i godnością. Zejdźmy z tej nieszczęsnej drogi bo ona wyraźnie mąci Ci umysł.
No to wyobraź sobie, że kiedyś się wchodziło leciutko i bez wysiłku na Lodowy. Klasycznie, czyli przez "konia" ale i też mało widocznymi trawersami od strony przełęczy Lodowej czy z dna Jaworowej. Wiele razy. Aż do dnia, w którym zauważysz, że "pompka" ci coś na tych wysokościach zaczyna szwankować. I co - wynajmierz kulisów aby cię wnieśli? No dobrze, obniżę pułap do przełęczy Lodowej. Jest ok! Ale zegarek cyka - przychodzi taki dzień, że i tam jest za wysoko. Trudno, z pod schroniska zwanego "Terinką" też ładny widok. Na drogi młodości. Te, które się udało przejść i te, które okazywały się być za trudnymi. A również i te, na które nigdy się nie miało dość odwagi a również i umiejętności. No i dotąd tak sobie jak narazie chadzam. Ale wiem doskonale, że nieuchronnie przyjdzie dzień, w którym zdołam dojść tylko stóp ściany stawiarskiej. A potem taki, że już tylko do schroniska Zamkovskich. Bo nogi już będą zbyt słabe i krok niepewny i kijki już niewiele pomogą. A potem tylko do wodospadów aż wreszcie tylko zdoła się wjechać na Hrebienok by spojrzeć w dół. I nie będę się przeciw temu buntował, choć już będę wiedział, że już nigdy nie spojrzę na zachodnią ścianę Łomnicy. Ale będę wiedział, że ona tam jest, tak samo piękna jak była gdy miałem tych lat 18 czy 20.
Powiesz jaka różnica między tym Lodowym a Mięguszowieckim czy Rysami wznoszącymi się nad Morskim Okiem. Ano taka, że tam, do Zimnej Wody, dochodzę w warunkach pozwalających mi słyszeć szum wiatru, falowanie traw i szmer potoków. A nie wśród rozwrzeszczanej gawiedzi, wąchając opary śmierdzącego asfaltu, słuchając wrzasku furmanów katujących często nieludzko przeciążone konie. Ja tego po prostu nie chcę ani widzieć ani słyszeć i w dodatku mieć świadomość jak to dla głupiego szmalu zapaskudzono być może najpiękniejsze miejsce w Tatrach. Nadal niekiedy bywa one takim, np. w listopadzie, gdy chłód, czasami deszcz oraz krótki dzień wywabią gawiedź z tamtych stron.
Oczywiście wiem też, że w tym samym tłumie można spotkać i tych dla których jest to po prostu jednak najszybsza możliwość dostania się do tamtejszych dróg górskich. Żaden jednak z nich nie udaje, że sprawia mu to przyjemność.
Zrozumiałeś coś z tego? Boję się, że nie wiele. I nie lituj się nade mną, że być może już nigdy czegoś tam nie zobaczę. To mój świadomy wybór, między innymi dlatego, że nie mam zamiaru robić z siebie widowiska kusztykając jak ostatni dziad. Chodzenie po górach to też rodzaj sportu - trzeba wiedzieć kiedy skończyć z czynnym jego uprawianiem. Bo jest czas szczytów i czas dolin i trzeba wiedzieć gdy jest wskazówka zegara.
-
Jagiellonia w Tatrach
-

- Posty: 473
- Rejestracja: ndz 20 lis, 2005
- Lokalizacja: Białystok
"A nie wśród rozwrzeszczanej gawiedzi, wąchając opary śmierdzącego asfaltu, słuchając wrzasku furmanów katujących często nieludzko przeciążone konie. "czy to aby nie przesada? Wiadomo,że są dni kiedy droga ta tak wygląda, ale bywają okresy kiedy i tu słychać śpiew ptaków itd.Nawet tego doświadczyliśmy, kiedy, będąc w czerwcu na wakacjach szliśmy o wczesnej porze do MOKA. Żona w siódmym miesiącu ciąży dotarła tylko do schroniska, a mąż poszedł dalej. Siódmy miesiąc ciąży to coś jak starość, bolą i puchną nogi, szybko się męczy, mimo dobrej kondycji i kręgosłup doskwiera, ale kiedy żona dotarła pustą, prawie drogą do schroniska była szczęśliwa, bo mogła popatrzeć na Mięguszowieckie, Mnicha, popatrzeć jak woda w stawie skrzy się w słońcu i posłuchać ptaków w lesie. Ludzi było niewielu, przważnie turyści, którzy nie zatrzymywali się i szli na Rysy i nawet żona pomyślała , co by to było , gdyby zaczęła rodzić... tak tu pusto i żywej duszy, ale nie urodziła. Poczekała na męża i razem wrócili do Zakopanego, już późnym popłudniem,a turystów było tylko trochę więcej. I tak to z tym "śmierdzącym asfaltem" bywa....
Wiesz co, trzeba nie mieć po kolei w głowie aby w siódmym miesiącu ciąży koniecznie pchać się w Tatry. To chyba jakaś dewiacja. Pojechalibyście na Cyrhle abo coś w tym rodzaju.Jagiellonia w Tatrach pisze:Siódmy miesiąc ciąży to coś jak starość, bolą i puchną nogi, szybko się męczy, mimo dobrej kondycji i kręgosłup doskwiera, ale kiedy żona dotarła pustą, prawie drogą do schroniska była szczęśliwa, bo mogła popatrzeć na Mięguszowieckie, Mnicha, popatrzeć jak woda w stawie skrzy się w słońcu i posłuchać ptaków w lesie.
Aha, a więc jednak tak wygląda, przyznałeś to bez bicia. No i czy nie uważasz, że jest to wystarczający powód aby się na to nie godzić, chociażby w taki sposób aby się od tego separować a przynajmniej głośno nie pochwalać.Jagiellonia w Tatrach pisze:"A nie wśród rozwrzeszczanej gawiedzi, wąchając opary śmierdzącego asfaltu, słuchając wrzasku furmanów katujących często nieludzko przeciążone konie. "czy to aby nie przesada? Wiadomo,że są dni kiedy droga ta tak wygląda
Zresztą będzie i tak po Twojemu bo prędzej Giewont sam się przesunie za Nowy Targ niż władze Zakopanego dopuszczą aby cokolwiek złego się stało tej fabryczce pieniędzy związanej z tym całym morskoocznym bajcyglem i tingeltanglem (burdelem). I wiesz co - to mnie nawet trochę przekonuje. Bo te pokraczne "koniobusy" jednak stanowią podstawę utrzymania kilkunastu rodzin z Białki Tatrzańskiej i skoro rozmaite tłuste i leniwe babska oraz skacowani faceci chcą płacić bo im się nie chce przejść tych kilku kilometrów to niech płacą i byłbym zadowolony gdyby płacili nawet i dwa lub trzy razy więcej niż obecnie.
Janek pisze:Pani ma się dostać na Rysy lub Gierlach.
Janek pisze:w dwudziestoleciu międzywojennym a szlaki na Gierlach zlikwidowano jeszcze przed I wojną
Drogi Janku, nie chcę być złośliwy, ale Ty, rodowity pyrus i tak zmiękczasz nasz Gerlach na Gierlach? A może to ja jestem niedouczony i przegapilem zmianę nazwy Gerlacha....Janek pisze:No i bez kompromitacji w rodzaju - "popatrz Hela, tam Gierlach", którego jako żywo
Pozdrawiam.
Przykro mi Krzychu ale nim się zacznie być złośliwym to warto zajrzeć do źródeł. Czy dla Ciebie Wielka Encyklopedia Tatrzańska Zofii i Witolda Paryskich jest wiarygodna? Dla mnie tak. No to zobacz to hasło w WET (wersja multimedialna). GIERLACH, Krzychu, nie Gerlach. I po co Ci to było? Zostaw złośliwości Jagiellonii, jest w nich "mistrzem".
Gierlach (2663, 2654); Gerlach lub Gerlachovský štít; Gerlsdorfer Spitze; FerenczJózsef-csúcs;Gerlachfalvi-csúcs. S. Najwyższy szczyt i zarazem jeden z najpotężniejszych masywów w Tatrach i w ogóle w Karpatach. Wznosi się nad Doliną Białej Wody, Batyżowiecką i Wielicką. Masyw G. sięga ku pn. po Litworową Przełęcz, a właściwie jeszcze dalej, aż po Polski Grzebień; ku pn.-zach. po Batyżowiecką Przełęcz, a ku pd. schodzi dwoma olbrzymimi ramionami, obejmującymi głęboko wydrążony Gierlachowski Kocioł, nadający górze jej charakterystyczny od południa wygląd.
W masywie G. wyodrębniają się dwa gł. szczyty: Zadni Gerlach (ok. 2638 m) oraz najwyższy, właściwy Gierlach (2663, 2654), zwany czasem Wielkim Gierlachem, podczas gdy nazwa Gierlach oznacza cały masyw. Wielki Gierlach wznosi się w potężnej bocznej grani, która od gł. grzbietu Tatr odgałęzia się w Zadnim Gierlachu ku pd.-wsch. Zadni Gierlach jest oddzielony od reszty masywu Gierlachu wybitną Przełęczą Tetmajera. W masywie G. znajduje się poza tym wiele drugorzędnych wzniesień i przełączek o własnych nazwach.
Przez dłuższy czas nie wiedziano, że G. jest najwyższym szczytem tatrz.; za taki uchodził Krywań, a potem Łomnica lub Lodowy Szczyt. Wprawdzie już pomiary Ludwika Greinera z 1837-38, ogłoszone w 1839, wykazały pierwszeństwo G., ale jeszcze do ok. 1865 Łomnica uchodziła powszechnie za najwyższą.Na pd. stoki G. zapędzali się za kozicami strzelcy ze Spisza już ok. 1800, a może nawet wcześniej, ale nie jest prawdopodobne, aby już wtedy weszli na sam wierzchołek. Pierwszym zdobywcą G. jest późniejszy przewodnik Johann Still, który dokonał tego wejścia z czterema towarzyszami, strzelcami na kozice, już w 1834. Lista najdawniejszych znanych wejść na G. przedstawia się następująco:
1) Gelhof (szwagier Stilla), Martin Spitzkopf-Urban, Johann Still i jeszcze dwóch strzelców o nieznanych nazwiskach, w 1834.
2) Zygmunt Bośniacki i ks. Wojciech Grzegorzek (zapewne z zakop. przewodnikami) 11 VIII 1855.
3) Oficerowie austr. przy pomiarach kartogr. w 1868 (zapewne z miejscowymi strzelcami).
4) Nieznany turysta niem. i przew. Martin Spitzkopf-Urban w końcu lat 1860.
5) Franz Holst i przew. Johann Still, VIII 1872.
6) Hugo Elsner, Theodor Steinberg, przew. Johann Still i tragarz (późniejszy przewodnik) Samuel Horvay, 7 VIII 1874.
7) Mór Déchy, Anton Döller, Paul Schwartz, Josef Schäferling, przew. Johann Still i tragarz Samuel Horvay, 31 VIII 1874.
Ks. Józef Stolarczyk oraz przew. Wojciech Gąsienica-Kościelny, Wojciech Giewont, Wojciech Roj i Szymon Tatar starszy, 22 IX 1874.
Od 1875 Gierlach stał się szczytem często odwiedzanym. Z czasem wejście na G. udostępniono zakładając na dwóch drogach klamry i łańcuchy. Graniami i ścianami taternicy poprowadzili wiele nowych dróg o różnych stopniach trudności. W zimie pierwsi na G. byli Janusz Chmielowski, Károly Jordán oraz przew. Klemens Bachleda, Johann Franz senior i Paul Spitzkopf sen., 15 I 1905.
Gierlach nazywano dawniej również Gerlach i Gierlachowski Szczyt oraz (zupełnie błędnie) Garłuch lub Garłuchowski Szczyt. Nazwę Garłuch wywodzono niesłusznie od gardła lub od przeinaczonej na Garłuchów nazwy wsi Gierlachów, a inni bezpodstawnie uważali formę Garłuch za staropolską. Tymczasem nazwa Gierlach i Gierlachowski Szczyt pochodzi po prostu od wsi spiskiej » Gierlachów. Gierlach bywa też dodatkowo określany epitetem Król Tatrzański lub Król Tatr (a Łomnica: Królowa Tatrzańska lub Królowa Tatr).W 1896 Węgrzy przemianowali G. na Szczyt Franciszka Józefa (Franz Josef-Spitze, Ferencz József-csúcs), Polacy w 1918 na Szczyt Polski, Czesi i Słowacy w 1918 na Štít Legionářů (Štít Legionárov) a w 1949 Słowacy przemianowali G. na Stalinov štít. W obcych językach były też i in. projekty, a nawet mniej lub bardziej oficjalne uchwały, jednakże w języku pol. żadna z tych nazw nie była nigdy oficjalna, ani też szerzej stosowana, a w obcych językach również wyszły one z użycia, chociaż sporadycznie niektóre z nich jeszcze się pojawiają.
Lit. - Józef Stolarczyk: Wycieczka na szczyt Gierlachu. "Pam. TT" 1876. - Walery Eljasz: Wycieczka na Gierlach. "Kłosy" 1876. - Zob. też przy haśle Still
Gierlach (2663, 2654); Gerlach lub Gerlachovský štít; Gerlsdorfer Spitze; FerenczJózsef-csúcs;Gerlachfalvi-csúcs. S. Najwyższy szczyt i zarazem jeden z najpotężniejszych masywów w Tatrach i w ogóle w Karpatach. Wznosi się nad Doliną Białej Wody, Batyżowiecką i Wielicką. Masyw G. sięga ku pn. po Litworową Przełęcz, a właściwie jeszcze dalej, aż po Polski Grzebień; ku pn.-zach. po Batyżowiecką Przełęcz, a ku pd. schodzi dwoma olbrzymimi ramionami, obejmującymi głęboko wydrążony Gierlachowski Kocioł, nadający górze jej charakterystyczny od południa wygląd.
W masywie G. wyodrębniają się dwa gł. szczyty: Zadni Gerlach (ok. 2638 m) oraz najwyższy, właściwy Gierlach (2663, 2654), zwany czasem Wielkim Gierlachem, podczas gdy nazwa Gierlach oznacza cały masyw. Wielki Gierlach wznosi się w potężnej bocznej grani, która od gł. grzbietu Tatr odgałęzia się w Zadnim Gierlachu ku pd.-wsch. Zadni Gierlach jest oddzielony od reszty masywu Gierlachu wybitną Przełęczą Tetmajera. W masywie G. znajduje się poza tym wiele drugorzędnych wzniesień i przełączek o własnych nazwach.
Przez dłuższy czas nie wiedziano, że G. jest najwyższym szczytem tatrz.; za taki uchodził Krywań, a potem Łomnica lub Lodowy Szczyt. Wprawdzie już pomiary Ludwika Greinera z 1837-38, ogłoszone w 1839, wykazały pierwszeństwo G., ale jeszcze do ok. 1865 Łomnica uchodziła powszechnie za najwyższą.Na pd. stoki G. zapędzali się za kozicami strzelcy ze Spisza już ok. 1800, a może nawet wcześniej, ale nie jest prawdopodobne, aby już wtedy weszli na sam wierzchołek. Pierwszym zdobywcą G. jest późniejszy przewodnik Johann Still, który dokonał tego wejścia z czterema towarzyszami, strzelcami na kozice, już w 1834. Lista najdawniejszych znanych wejść na G. przedstawia się następująco:
1) Gelhof (szwagier Stilla), Martin Spitzkopf-Urban, Johann Still i jeszcze dwóch strzelców o nieznanych nazwiskach, w 1834.
2) Zygmunt Bośniacki i ks. Wojciech Grzegorzek (zapewne z zakop. przewodnikami) 11 VIII 1855.
3) Oficerowie austr. przy pomiarach kartogr. w 1868 (zapewne z miejscowymi strzelcami).
4) Nieznany turysta niem. i przew. Martin Spitzkopf-Urban w końcu lat 1860.
5) Franz Holst i przew. Johann Still, VIII 1872.
6) Hugo Elsner, Theodor Steinberg, przew. Johann Still i tragarz (późniejszy przewodnik) Samuel Horvay, 7 VIII 1874.
7) Mór Déchy, Anton Döller, Paul Schwartz, Josef Schäferling, przew. Johann Still i tragarz Samuel Horvay, 31 VIII 1874.
Od 1875 Gierlach stał się szczytem często odwiedzanym. Z czasem wejście na G. udostępniono zakładając na dwóch drogach klamry i łańcuchy. Graniami i ścianami taternicy poprowadzili wiele nowych dróg o różnych stopniach trudności. W zimie pierwsi na G. byli Janusz Chmielowski, Károly Jordán oraz przew. Klemens Bachleda, Johann Franz senior i Paul Spitzkopf sen., 15 I 1905.
Gierlach nazywano dawniej również Gerlach i Gierlachowski Szczyt oraz (zupełnie błędnie) Garłuch lub Garłuchowski Szczyt. Nazwę Garłuch wywodzono niesłusznie od gardła lub od przeinaczonej na Garłuchów nazwy wsi Gierlachów, a inni bezpodstawnie uważali formę Garłuch za staropolską. Tymczasem nazwa Gierlach i Gierlachowski Szczyt pochodzi po prostu od wsi spiskiej » Gierlachów. Gierlach bywa też dodatkowo określany epitetem Król Tatrzański lub Król Tatr (a Łomnica: Królowa Tatrzańska lub Królowa Tatr).W 1896 Węgrzy przemianowali G. na Szczyt Franciszka Józefa (Franz Josef-Spitze, Ferencz József-csúcs), Polacy w 1918 na Szczyt Polski, Czesi i Słowacy w 1918 na Štít Legionářů (Štít Legionárov) a w 1949 Słowacy przemianowali G. na Stalinov štít. W obcych językach były też i in. projekty, a nawet mniej lub bardziej oficjalne uchwały, jednakże w języku pol. żadna z tych nazw nie była nigdy oficjalna, ani też szerzej stosowana, a w obcych językach również wyszły one z użycia, chociaż sporadycznie niektóre z nich jeszcze się pojawiają.
Lit. - Józef Stolarczyk: Wycieczka na szczyt Gierlachu. "Pam. TT" 1876. - Walery Eljasz: Wycieczka na Gierlach. "Kłosy" 1876. - Zob. też przy haśle Still
Janku, encyklopedia, którą wymieniłeś jest biblią dla wielu miłośników Tatr. Niemniej jednak wszystkie moje mapy, słowniki z Kopalińskim włącznie podają, że Gerlach.Janek pisze:Czy dla Ciebie Wielka Encyklopedia Tatrzańska Zofii i Witolda Paryskich jest wiarygodna? Dla mnie tak.
Moi nauczyciele, profesorowie też mnie uczyli o Gerlachu. Górale, których znam mówią Gerlach, na Chramcówkach jest hotel Gerlach. Te wszystkie źrodła, na które się powołuję powyżej są dla mnie wiarygodne.
Gdyby zająć się etymologią Gerlacha ( sam podałeś cytuję: Gerlach lub Gerlachovský štít; Gerlsdorfer Spitze; FerenczJózsef-csúcs;Gerlachfalvi-csúcs ) to też pewnie byłby Gerlach.
Ciekawe co na ten temat sądzą inni forumowicze.
Tak jak pisze Janek - zamieszkujący Gerlachov Spiszacy nazywali swą miejscowość Gerlsdorf. Szczyt wznoszący się w pobliżu nazwali Gerlsdorfer Spitze - po polsku - Gierlachowski Szczyt. Słowackim tłumaczeniem tej nazwy jest: Gerlachovsky Stit - nazwa najczęściej spotykana teraz na Słowacji.
Należy podkreślić, że według purystów językowych często używana polska nazwa Gerlach - nie jest prawidłowa. Powinno się mówić "Gierlach" a nie Gerlach, tak jak mówimy "Gienek" a nie "Genek", lub "Giewont" a nie "Gewont".
Pozdrawiam
Izabela
Należy podkreślić, że według purystów językowych często używana polska nazwa Gerlach - nie jest prawidłowa. Powinno się mówić "Gierlach" a nie Gerlach, tak jak mówimy "Gienek" a nie "Genek", lub "Giewont" a nie "Gewont".
Pozdrawiam
Izabela
Nie tylko Paryski ale i Nyka a również i Cywiński a także Chmielowski, Żuławski, J.A. Szczepański i wielu innych. A redaktorów tych atlasów się powinno wyrzucić na zbity pysk za bezmyślne przepisywanie z żródeł czeskich lub słowackich.Krzych pisze:Niemniej jednak wszystkie moje mapy, słowniki z Kopalińskim włącznie podają, że Gerlach.
A GERLACH to mi się kojarzy wyłącznie z producentem noży, widelców i łyżek.
W Wielkopolsce Genia, Geniu, tak jak chyba wszystko w języku polskim, czytamy tak jak piszemy. Nie zmiękczamy.Izabela pisze:Powinno się mówić "Gierlach" a nie Gerlach, tak jak mówimy "Gienek" a nie "Genek", lub "Giewont" a nie "Gewont".
Ale nie o wymowę tu chodzi, lecz o pisownię.
Na mapach, w zdecydowanej większości słowników i przewodników występuje jednak Gerlach.
Pozdrawiam
Krzysztof
A może by tak konkrety. Które słowniki, których autorów przewodniki. Pyszczyć bez podawania faktów łatwo.Krzych pisze:w zdecydowanej większości słowników i przewodników występuje jednak Gerlach
Na Chwaliszewie może i Genia ale na Pradze (warszawskiej) Gieniuchna. A stolica ma zawsze rację.
Precz z Gerlachem. Gerlachowi mówimy nie. Nie będą nam Słowacy dyktować jak się mówi. Jak powtarza wiecznie i do znudzenia Jagiellonia w Tatrach - Polska to wolny kraj i żaden słowacko-niemiecki Gerlach nie jest nam potrzebny.




