Jagiellonia w Tatrach pisze:No więc stchórzyłeś.
O, stary, to Ty mnie jeszcze nie znasz. Czytałeś Szwejka Haszka? To tam jednym z bohaterów jest porucznik Dub, który mawiał do rekrutów - "wy mnie jeszcze nie znacie ale wy mnie poznacie!". Tako i Ty mnie poznasz bom jest człek odważny na dowód czego mogę powiedzieć, że parę razy byłem w Białymstoku a tam, wiadomo, wilcy po ulicach się snują i niedzwiedzie tyż, straszna dzicz! Wiadomo, jak to na kresach! No i ta Jagiellonia! Co jej ten biedny król Władysław zawinił? Ale dość krotochwil. Waćpan byłeś uprzejmy zacytować mój post z poradami dla Piotra i opatrzyć go dopiskiem:
Jagiellonia w Tatrach pisze:Starczy tych bredni.
Upraszam się sprawiedliwości, Drogi Panie. Jakie brednie. Toż kolega Piotr zamartwiał się jak teź dojdzie do Morskiego Oka jak starosta drogę gwoli remontu na odcinku od Palenicy do Włosienicy zamknie. No i czy ja w czymkolwiek uchyliłem prawdzie? Skłamałem choć słowo? Znają w Białymstoku jakiesik inne szlaki, znakowane farbą przez TPN i TANAP pospołu? Zgrzeszyłem najwyżej lenistwem bo nie udzieliłem wskazówek należnych jak udać się tam poruszając się perciami nieznakowanymi ale to niedozwolone a ja zawsze miałem szacunek dla prawa.
Oczywiście wchodziłaby w grę również droga powietrzna ale raczej bym nie liczył aby pan starosta uruchomił między Palenicą i Włosienicą tzw. most powietrzny przy pomocy całej flotylli helikopterów (ale domagać się możesz, Ty się chyba lubisz domagać).
A teraz odnośnie Twych propozycji. Aczkolwiek moja żądza poznawcza mimo podeszłego wieku jest przeogromna a poznanie takiego dziwadła jak Ty (excuzes moi) kusi niezmiernie, to jednak Waćpan wybacz, ale w tym czasie mam akurat inne plany, których zmienić nijak nie mogę, mimo, że smutek mój jest z tego powodu przeogromny.
Natomiast co do drugiej propozycji:
Jagiellonia w Tatrach pisze:to masz drugie wyjście. Tak łatwo się nie wykręcisz. Mianowicie będąc w Tatrach poświęcisz jeden dzień ze swego egoistycznego żywota i udasz się na przedmiotową drogę. Tam będziesz podchodził do przypadkowych osób wyedukowanych w PRL-u (chyba zauważyłeś, że na tej drodze są setki, które PRL znają z opowieści) i wyjaśniał im powody, dla których mają się stąd wynosić raz na zawsze. Wybieraj takich, dla których przejście 9 kilometrów pod górę jest prawdziwym wyzwaniem (szczególnie zwróć uwagę na tych, którzy okazują radość z przebywania w tym miejscu). Wystarczy nam potem Twoja rzetelna relacja z tych sympatycznych spotkań.
Jak mawiał Pan Zagłoba - kpisz czy o drogę pytasz? Aczkolwiek być może byłyby to interesujące rozmowy, szczególnie już z tymi nieźle zapranymi (uwielbiam rozmowy z pijakami) to niestety nie mogę bo byłoby to sprzeczne z moim poczuciem estetyki. Toż ja od tylu już lat unikam tej drogi w sezonie wysypowym stonki górskiej, bo moje poczucie smaku mi na to nie pozwala a Waćpan tu takie propozycje. To nietakt drogi Pan! Zresztą o co ja mam ich pytać. Najwyżej mógłbym ich próbować oświecić, że piwa mogą się napić bliżej domu, bigosem zatruć w pobliżu zaprzyjaźnionego szpitala a jeżeli już koniecznie to muszą łączyć ze spacerem to niech sobie te 9 kilometrów wyznaczą na którejś z pobliskich dróg i przejdą się tam i z powrotem. Blisko, wygodnie i bez kosztów. No i bez kompromitacji w rodzaju - "popatrz Hela, tam Gierlach", którego jako żywo z pod schroniska nie widać.
Na zakończenie taka krótka dywagacja. Być może już Waćpaństwo byli w Paryżu w Luwrze (a jeśli nie, to zapewne dzień ten nadejdzie). Zapewne również Państwo wiedzą, że takim najbardziej "kultowym" eksponatem jest "Mona Lisa" Leonardo da Vinci (tak, ten od kodu, pedał zresztą, pan wicepremier pewnie go nie lubi, oni zresztą wszyscy ci malarze tacy, Michał Anioł tyż, a tu pod jego malunkami papieża wybierają - zgorszenie i tyle, jedna wielka zgnilizna moralna na tym świecie). No i w tym Luwrze cała publika wali pod tą Monę Lizę w ogóle nie zwracając uwagi co po drodze można zobaczyć (zupełnie tak samo jak do Morskiego Oka w Tatrach). W hallu takie poradniczki sprzedają co by biedni ludzie wiedzieli jak trafić bo chata to duża i kręta, za jedne Euro bodajże, cena umiarkowana. No i jak myślisz Waćpan - zobaczą tą Monę Lizę? Gówno prawda jak mawiał ksiądz Tischner. Będą pod obrazem ale nie zobaczą. Dlaczego? Bo tam dość ciemno akurat (chyba było na filmie), na obrazie nałożona gruba płyta z pleksiglasu bo się ktoś z kozikiem przymierzał, a przed tym obrazem stoi sobie conajmniej 50 Japońców i każdy ma aparat fotograficzny z lampą błyskową (mimo, że to zabranione). Każdy z tych synów wschodu musi koniecznie zrobić zdjęcie obrazu i robi - a na zdjęciu widzi tylko odbłysk swojej lampy i kilku innych żółtków. Oraz ich głupie gęby. Wszystko przez ten pleksiglas.
Po co to wszystko opisuję - bo to jest toczka w toczkę jak z tym Morskim Okiem. Miejsce zaiste urokliwe ale nie w ty gwarze i hałasie, nawoływaniach zagubionych małżonków i dziatek, wrzasku niemowląt (za jakie grzechy je przytargano). Wieczorem ten rajwach się kończy i biedna służba schroniskowa wychodzi i zbiera te setki plastikowych butelek, opakowań po papierosach i ten cały syf, który to towarzycho tu zostawiło. Ale ci nieliczni, którzy zarezerwowali sobie miejsce w schronisku mogą teraz wyjść przed nie i w promieniach zachodzącego słońca zobaczyć otaczające staw góry. Podobnie rano. Ale trzeba się cholernie spieszyć bo busiki i tysiące z lekka pordzewiałych limuzyn wyjechało już z Zakopca i niebawem pierwsze "koniobusy" nawiozą pierwszą porcję zadowolonej z siebie gawiedzi na Włosienicą. A potem bedą opowiadać - "Byli my w Morskim Oku, byli, stać nas przecież. Gierlach, ten najwyższy oglądali, mówię Ci Mieciu, nie masz pojęcia jak tam pięknie. A bigos też dobry, nawet niedrogi."
No i rżnie kapela.
