nie cche mi się o tym gadać bo to długa historia..ale ogólnie to chodzi o to, że rodzice mi powiedzieli, że na wakacje nigdzie nie pojade jeżeli chce iść na studia do innego miasta...świetnie...ja już chce żeby był październik....przynajmniej nie będzie mnie w Kielcach....andy67 pisze:Dopiero ZA ROK ? A cóż stoi na przeszkodzie-matury już się skończyły
gdy nie mogę jechac w Tatry...
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:
Jak nie ma innej, to dlaczego i takiej się nie podjąć.ruda pisze: (...) jedyną oferte jaką mogłabym mieć to mordercza praca w Murowańcu...
No cały lipiec. A sierpień albo wrzesień?ruda pisze:zresztą przez cały lipiec muszę być dyspozycyjna bo mam rekrutacje i nie znam dnia ani godziny kiedy będę musiała ewentualnie jechać do KrK..
ale jeżeli chodzi o Murowańca to umowe mogłabym podpisać na całe trzy miesiące czyli lipiec sierpień i wrzesień...
inne ofert też obejmują te trzy miesiące...ale niestety nie mam doświadczenia i nawet nikt nie chciał mnie zatrudnić jako pomoc w pensjonacie...w Kielcach nie ma żadnych ofert pracy...oprócz roznoczenia ulotek..przez tydzien zarobilabym 50zł....jedna wielka porażka..a obiecywali mi, ze po maturze będe mogła odpocząć...nio to odpoczywam sobie w Kielcach...

inne ofert też obejmują te trzy miesiące...ale niestety nie mam doświadczenia i nawet nikt nie chciał mnie zatrudnić jako pomoc w pensjonacie...w Kielcach nie ma żadnych ofert pracy...oprócz roznoczenia ulotek..przez tydzien zarobilabym 50zł....jedna wielka porażka..a obiecywali mi, ze po maturze będe mogła odpocząć...nio to odpoczywam sobie w Kielcach...
probelm tych mieskzajacych nad morzem jest taki, że chcą ludzi mających już jakieś doświadczenie...czytałam o tym artykuł w GW nio i niestety ale pracodawcy nie chcą przyjmować do pracy maturzystów, którzy szukają dorywczej pracy...andy67 pisze:A nad morzem ofert pracy wakacyjnej jest "do bólu" i podobno brak chętnych-bo wiele osób jednak wyjechało do Anglii czy innych krajów Unii.
Chodziło mi tylko o to, że nie do każdej pracy nad morzem potrzebne jest Bóg wie jakie doświadczenie. Są prace na pewno prostsze, gdzie ruda bez problemu by się "umieśniła". No ale jeśli ktoś będzie szedł do pracodawcy z naburmuszoną miną, to nawet doktorat mu nie pomoże. Najważniejsza w takim przypadku jest prezencja, dobra i sensowna gadka, no i jako-taki wygląd. Trochę się zakręci i ręczę, że coś znajdzie. Ale trzeba po prostu chcieć.
Przepraszam Ruda, że się wtrącam w Twoje sprawy ale może akurat rada ojca dwóch córek na coś się przyda.
Jak zrozumiałem Twoje relacje to Twoi Rodzice zastosowali taki mały szantażyk - skoro chcesz studiować poza Kielcami to wybij sobie z głowy Tatry w lecie. Tak?
Jeśli tak, to odpowiedz na pytanie (jeśli zechcesz) czy kierunek na którym chcesz się kształcić funkcjonuje w Kielcach. Jeśli go tam nie ma to musisz spokojnie porozmawiać z Rodzicami o swoich racjach. Jeśli natomiast jest to się Ty spokojnie zastanów czy Ci warto do tego Krakowa uciekać (bo to o Kraków chyba chodzi). Ja studiowałem w tym samym mieście gdzie mieszkałem i wcale z tego powodu nie czułem się pokrzywdzony, można powiedzieć, że wręcz odwrotnie a wcale nie byłem maminsynkiem.
Teraz odnośnie pracy na wakacje. Andy twierdzi, że nad morzem jest jej full. Może w Gdańsku i okolicy, bo na Środkowym Wybrzeżu jakby mniej a może nawet wcale. A jeśli nawet gdzieś jest to często bywa tak, że oczekuje się 24-godzinnego dnia pracy; oczywiście raczej tylko od żeńskiego personelu (choć bywa i że od męskiego też).
No i znowu pytanie - czy te ew. zarobione pieniądze to Twoje "być albo nie być"? Bo jeśli nie, to taka robota przy plackach, rybach czy miotle jest nic nie warta. Warta natomiast jest jedynie ta, przy której zdobywasz jakieś doświadczenia dla przyszłego zawodu lub... uczysz się języka.
Mam wrażenie, że chyba wiesz, że dla młodego człowieka w Polsce dzisiaj umiejętność języka angielskiego staje się standardem a jeszcze lepiej gdy zna się jeszcze drugi i trzeci (najchętniej widziane - niemiecki i rosyjski). Znając trzy języki przebierasz w ofertach pracy. Dlatego jeśli już chcesz pracować to pomyśl czy nie masz w Anglii lub Irlandii jakiegoś "zaczepienia" (rodzina, starsza koleżanka itp) i leć do Londynu lub Dublina. Myjąc gary w Kołobrzegu lub Sopocie uczysz się tylko mycia garów, natomiast tam jeszcze przy okazji szlifujesz język - jakieś podstawy pewnie ze szkoły masz.
Powodzenia
Jak zrozumiałem Twoje relacje to Twoi Rodzice zastosowali taki mały szantażyk - skoro chcesz studiować poza Kielcami to wybij sobie z głowy Tatry w lecie. Tak?
Jeśli tak, to odpowiedz na pytanie (jeśli zechcesz) czy kierunek na którym chcesz się kształcić funkcjonuje w Kielcach. Jeśli go tam nie ma to musisz spokojnie porozmawiać z Rodzicami o swoich racjach. Jeśli natomiast jest to się Ty spokojnie zastanów czy Ci warto do tego Krakowa uciekać (bo to o Kraków chyba chodzi). Ja studiowałem w tym samym mieście gdzie mieszkałem i wcale z tego powodu nie czułem się pokrzywdzony, można powiedzieć, że wręcz odwrotnie a wcale nie byłem maminsynkiem.
Teraz odnośnie pracy na wakacje. Andy twierdzi, że nad morzem jest jej full. Może w Gdańsku i okolicy, bo na Środkowym Wybrzeżu jakby mniej a może nawet wcale. A jeśli nawet gdzieś jest to często bywa tak, że oczekuje się 24-godzinnego dnia pracy; oczywiście raczej tylko od żeńskiego personelu (choć bywa i że od męskiego też).
No i znowu pytanie - czy te ew. zarobione pieniądze to Twoje "być albo nie być"? Bo jeśli nie, to taka robota przy plackach, rybach czy miotle jest nic nie warta. Warta natomiast jest jedynie ta, przy której zdobywasz jakieś doświadczenia dla przyszłego zawodu lub... uczysz się języka.
Mam wrażenie, że chyba wiesz, że dla młodego człowieka w Polsce dzisiaj umiejętność języka angielskiego staje się standardem a jeszcze lepiej gdy zna się jeszcze drugi i trzeci (najchętniej widziane - niemiecki i rosyjski). Znając trzy języki przebierasz w ofertach pracy. Dlatego jeśli już chcesz pracować to pomyśl czy nie masz w Anglii lub Irlandii jakiegoś "zaczepienia" (rodzina, starsza koleżanka itp) i leć do Londynu lub Dublina. Myjąc gary w Kołobrzegu lub Sopocie uczysz się tylko mycia garów, natomiast tam jeszcze przy okazji szlifujesz język - jakieś podstawy pewnie ze szkoły masz.
Powodzenia



