Piątek 19 maja 2006:
Około godź 17:30:
Spokojnie siedzę sobie u dziewczyny, coś mnie naszło i sprawdzam pociągi do Zakopca. Rezultat - jade o 19:45 w Taterki. Jakieś dzikie połączenie (Toruń - Poznań, Poznań Kraków, Kraków - Zakopane) do tego ponad 14 i pol godz jazdy :/ Ale trudno, lepszego nie ma a czego sie dla gór nie robi :] Pozostało na biegu spakować plecak, coś zjeść i w droge :]
godź 19:45:
Juz w pociagu - nawet tani bilet, tylko 34pln. Oczywiscie wyszedl pośpiech, zapomnialem co prawda tylko o jednej rzeczy, ale jakże waznej - na komórce tylko 2 z 8 kresek baterii i nie wziąłem ładowarki :/ Będę włączać tylko po to aby wyslać sesa dopuki nie naładuje. Reszta podróży minęła spokojnie bez niespodzianek...
Sobota 20 maja 2006:
godź 10:30:
Wysiadam na stacji Zakopane...niestety ze względu na brak czasu w Toruniu muszę teraz troszkę go zmarnować i udac się po jakieś jedzonko (paprykarz, gorące kubki, te sprawy
godź 11:30:
Po informacji, że "Kolejka linowa na Kasprowy Wierch jest nieczynna do odwołania" - co było ważną informacją, bo moje lenistwo podszeptywało mi "jedź, jedź kolejką..."

południowa strona Giewontu:

a niebo było troszkę zachmurzone, ale ładne, na moje super pogoda:

Po jakimś czasie marszu natknąłem się na pierwszy śnieg :/ Mokry, troche śliski, ale pewny (foto juz po przejsciu):

godź 15:00:
Doczłapałem się bez popiechu na Kasprowy wierch, śniegu duzo więcej, niż się to z dołu wydawało. Oczywiście jakiś odpoczynek na szczycie i troche fotografowania, na początek dowód, że tam byłem





Po chwili spotkałem kolesia, który właśnie wracał ze Świnicy. Dowiedziałem się, że łańcuchy pod śniegiem i lód na skałach..."ogólnie da sie przejść, ale z plecakiem nie dasz rady". Postanowiłem nie ryzykować, zwłaszcza, że byłem już zmęczony (ponad 14 godź w pociagu a i plecak nie lekki) i zejść do Murowańca. W schronisku zameldowałem się w pokoju, zjadłem coś i "na pusto" bez plecaka zrobiłem sobie spacerek nad czarny staw. O godzinie 21:00 jak przed wejściem do Murowańca gadałem przez telefon pojawiły się dwie sylwetki na zawracie...trochje późno a i wyglądało tam średnio, aczkolwiek pewnie wchodzili od strony Doliny Pięciu Stawów.
Niedziela 21 maja 2006:
godź 7:30:
Po śniadanku zostawiłem śpiwór i karimate w przechowalni i z chłopakami z którymi byłem razem w pokoju wyruszyliśmy czarnym szlakiem na Kościelec. Szło się całkiem fajnie, śniegu nie za dużo, ale wiało coraz mocniej. Z racji, że musiałem czekać na to, aż ktoś otworzy mi przechowalnie bagażu szedłem jakieś pół godziny za chłopakami. W pewnym miejscu pojawiło się więcej śniegu i niestety zasypane było także miejsce w którym niebieskim szlakiem oddziela się ścieżka w stronę Karb'u...a Olav wspinał się dalej...

...ładny kawałek wyżej po dość stromej wspinaczce w śniegu zauważyłem w dole za soba przegapioną ścieżkę...

...postanowiłem nie wracać się, ale "ściąć sobie drogę spowrotem na szlak w strone Karbu - po drodze spotklałem pana uprawiającego typowo majowy sport:

po drodze tradycyjnie trochę zdjęć:





...i już spowrotem na ścieżce na Karb...




Na Karbie spotkałem chłopaków z pokoju, którzy szli przede mną. Wiało jak cholera, momentami trzeba było iść prawie na czworaka - było chłodno, ale świeciło słonko. W trójkę ruszyliśmy w stronę szczytu (czwarty kolega zrezygnował i został na Karbie) gdy doszliśmy do miejsca, gdzie trzeba sie podciągnąć okazało się, że na półce zbiera się woda a pod nia zrobiło się ślisko, bo zaczęła lekko przymarzać woda, która tam spłynęła. Jeden z chłopaków z naszej czwórki poszedł dalej (i zdobył tego dnia szczyt) zaś ja z drugim wycofaliśmy się...dałoby się podciągnąć, ale obawialiśmy się zejścia w dół. Ruszyliśmy spowrotem do murowańca szlakiem przez Mały Kościelec...


...ogólnie dużo łażenia w śniegu...


...a to Agaar twój ulubiony




godź 14:00:
Po powrocie do murowańca i zjedzeniu czegos ciepłego wyruszyłem w strone Zakopca przez Jaworzynkę...


godź 16:00:

Zakupiłem bilet do Torunia, ale jako, że pociąg o 21:08 dopiero, to wybrałem się na spacer do Doliny Strążyskiej pod Siklawe...










...krótko przed pociągiem jedno z ostatnich spojżeń na Tatry...

...widziałem jeszcze Tatry przez chwilkę po odjeździe pociągu, niestety żadna fotka nie wyszła
Myślę, że wyjazd mogę zaliczyć jako udany. Co prawda, Żaden cel nie został osiągnięty, ale Kasprowy na własnych nogach (kiedyś dawno na nim byłem, ale kolejką), no i przede wszystkim byłem w Taterkach, a to jest najważniejsze :] Ogólnie 2 dni na miejscu, wyjazd z domu w piatek wieczór, powrót w poniedziałek rano, koszt całkowity około 170pln. Fotki robiłem jakims Nikkon'em coolpix (nie pamietam jaki model, bede w domq, to sprawdze). Mam nadzieje, że nie zanudziłem i że fotki sie podobały
Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie!!








