można jeździć rozsądnie i ostrożnie, ale zawsze istnieje obawa, że ktoś pędzący za nami nie zmieści się przy wyprzedzaniu i zamiast na czołówkę wjedzie nam prosto w dupę, albo w najlepszym wypadku zepchnie na krawężnik lub do rowu.
dagomar pisze:przynajmniej metr od krawędzi jezdni
może nie aż metr , ale to rzeczywiście chyba jedyna metoda jazdy przy obecnych dziurach na drogach i kratkach ściekowych osadzonych 10cm poniżej płaszczyzny jezdni. Taka jazda daje przynajmniej możliwość jakiegoś manewru przy natrafieniu na dziury, a i często samochody zamiast wyprzedzić takiego rowerzystę na trzeciego dosłownie na styk, przyhamują i odczekają...
taka jazda to też duże szanse na trąbienie za naszymi plecami...
PS. oświadczam, że nie biorę odpowiedzialności za ewentualne szkody na zdrowiu i sprzęcie spowodowane w/w sposobem jazdy...
tak ,trąbią ,ale trzeba by chorego idioty ,żeby złośliwie wjechał nam w dupę ,samo trąbienie nie przeszkadza w jeździe ,natomiast jestem również kierowcą dużo jeżdżącym samochodem i muszę was zapewnić ,że ci ,którzy trąbią w tej sytuacji to najgorsze pierdoły za kółkiem i z pewnością ,gdyby jechać bliżej krawędzi jezdni i dać im szansę na wyprzedzenie ,toby się nie zmieścili ,a bidny rowerzysta w rowie zastanawiał by się ,czy trzeba ,czy nie trzeba zakładać kask na głowę.
Sobiesław Zasada już w latach '70 pisał, zeby nie trąbić na rowerzystów bo większosć z nich słysząc klakson skręca w lewo próbując się obrócić. Chociaż jako rowerzysta nie mam nic przeciwko jak ktoś na mnie delikatnie trąbnie z dużej odległosci (oczywiscie za miastem) - wtedy nie jestem zaskoczony wyprzedzającym mnie autem.
Miałem na myśli osoby posiadające wyobaźnię, choćby w wersji basic.
Wiesz, też bym chciał, żeby to przemówiło to jak największej rzeszy osób. Ale rzeczywistość jest w tym przypadku strasznie ponura.
Choć jakby nawet jedna osoba się "nawróciła" to już byłby to sukces.