o bosze znowu te tatry?
o bosze......... gdzię ty łazisz
o bosze...........spadniesz
o bosze .....gośka czemu ty mnie nie słuchasz
o bosze ...........na następny rok jedziemy gdzie indziej...
ta mówił dziad do obrazu
Hehe, pryska powyżej Czarnego Stawu pod Rysami, bynajmniej w przypadku mojej męczyduszy. Zatem wynegocjowałem, że pozostanie tym razem w słonecznym RadumiuAlien pisze:a gdzie ten romantyzm, o ktory w takich okolicznosciach przyrody tak latwo?

Heh, dokładnie ta sama sytuacja co u mnie, to samo imie co u mnie - moja druga jaźń?Tomko pisze:Bardzo dawno temu (tak dawno że aż nieprawda) tez miałem podobne dylematy - na szczęście wszystko potoczyło sie tak, jakbym sam sobie to wyśnił.
I teraz - praktycznie jednocześnie - lub na zmianę - rzucamy hasło - wyjazd - i obojgu cieszą sie oczka.
Ja staram sie ostatnio jezdzic chociaz raz na miesiąc ... na jednodniowy wypad. Moja zona ma chore kolana i chodzic po górach nie moze, wiec chodze po prostu sam. W sumie miłoby było z kimś, ale mało kto akceptuje moje zwyczaje, tzn. jednodniowe wyjazdy o 6.00 rano z Krakowa.Iwona30 pisze:No własnie.....Ten temat przyszedł mi na myśl przy okazji "Jak długo wytrzymujecie bez Tatr?".
