styl chodzenia
powiem tak ,łażę w tempie możliwie najwolniejszym dla danej trasy tak ,by wrócić wieczorem ,bo lubię się wygodnie wyspać.
To znacze ,że jeśli trasa jest krótsza lub łatwiejsza ,to i drzemkę można gdzieś uciąć i posiedzieć nad obiadem i kontemplować widoki ze szczytów.
Jeżeli trasa jest natomiast z tych dłuższych (powyżej 30km) ,to zwyczajnie trzeba iść szybciej ,by zdążyć.
Staram się w Tatrach raczej być ,niż zaliczyć tym bardziej ,że właściwie prawie wszędzie już byłem i nigdzie nie muszę koniecznie zdążyć.Zdarzało mi się wielokrotnie zmieniać plany wycieczki (i co za tym idzie również tempo) ,bo albo czyliśmy się z żoną lepiej danego dnia ,niż zaplanowana trasa ,albo pogoda zmuszała z kolei do korekty na minus ,co czasami skutkowało cudownym nieróbstwem w kolebach przy gorącej herbie.
Gwoli scisłości nie ustrzegłem się też jednak (o czym już była kiedyś mowa),tras typu 40min. do Murowańca ,albo 2.40 na Krzyżne. Nie uważam tego za najwłaściwsze ,ale jak ktoś musi lub chce się sprawdzić ,to czemu nie. O wiele to zdrowsze i bardziej pożyteczne ,niż żłopanie piwka. Na podziwianie ,kontemplację ,oddychanie duchem,wchłanianie piękna i.t.d. nie jest nigdy za późno ,o czym przekonuje Was ten ,który skosztował i jednego ,i drugiego.
To znacze ,że jeśli trasa jest krótsza lub łatwiejsza ,to i drzemkę można gdzieś uciąć i posiedzieć nad obiadem i kontemplować widoki ze szczytów.
Jeżeli trasa jest natomiast z tych dłuższych (powyżej 30km) ,to zwyczajnie trzeba iść szybciej ,by zdążyć.
Staram się w Tatrach raczej być ,niż zaliczyć tym bardziej ,że właściwie prawie wszędzie już byłem i nigdzie nie muszę koniecznie zdążyć.Zdarzało mi się wielokrotnie zmieniać plany wycieczki (i co za tym idzie również tempo) ,bo albo czyliśmy się z żoną lepiej danego dnia ,niż zaplanowana trasa ,albo pogoda zmuszała z kolei do korekty na minus ,co czasami skutkowało cudownym nieróbstwem w kolebach przy gorącej herbie.
Gwoli scisłości nie ustrzegłem się też jednak (o czym już była kiedyś mowa),tras typu 40min. do Murowańca ,albo 2.40 na Krzyżne. Nie uważam tego za najwłaściwsze ,ale jak ktoś musi lub chce się sprawdzić ,to czemu nie. O wiele to zdrowsze i bardziej pożyteczne ,niż żłopanie piwka. Na podziwianie ,kontemplację ,oddychanie duchem,wchłanianie piękna i.t.d. nie jest nigdy za późno ,o czym przekonuje Was ten ,który skosztował i jednego ,i drugiego.
Dodatkową zaletą jest to, że jak juz się szybko wejdzie to pozostaje więcej czasu na odpoczynek na szczycie/przełeczy, a zatem i kontemplowanie gór w samym ich sercudagomar pisze: Gwoli scisłości nie ustrzegłem się też jednak (o czym już była kiedyś mowa),tras typu 40min. do Murowańca ,albo 2.40 na Krzyżne. Nie uważam tego za najwłaściwsze ,ale jak ktoś musi lub chce się sprawdzić ,to czemu nie.
Ale nie mówmy o tym konkretnym przypadku. Generalnie jak się przejdzie odcinek "dojściowy" szybciej to ma się więcej czasu na górze. 
A co do szybkości chodzenia, to wszystko zależy od możliwości konkretnych osób. Ktoś może iść 2 razy szybciej i zobaczyć po drodze tyle samo, co osoba idąca wolniej (bo jest w stanie poświęcić otoczeniu tyle samo uwagi - ze względu na kondycję, doświadczenie, znajomośc terenu itp.). Ale od razu dostanie łatkę "biegacza". Przecież nie ma jednego właściwego tempa marszu.
Zresztą chyba nie ma tak, że jedna osoba ma tylko jeden cel górskich wyjazdów (już na wstępie chief i Iwona wskazali kilkanaście). Ale my na siłę staramy się podzielić ludzi na tych co "biegają" i na tych co "doświadczają gór".
A co do szybkości chodzenia, to wszystko zależy od możliwości konkretnych osób. Ktoś może iść 2 razy szybciej i zobaczyć po drodze tyle samo, co osoba idąca wolniej (bo jest w stanie poświęcić otoczeniu tyle samo uwagi - ze względu na kondycję, doświadczenie, znajomośc terenu itp.). Ale od razu dostanie łatkę "biegacza". Przecież nie ma jednego właściwego tempa marszu.
Zresztą chyba nie ma tak, że jedna osoba ma tylko jeden cel górskich wyjazdów (już na wstępie chief i Iwona wskazali kilkanaście). Ale my na siłę staramy się podzielić ludzi na tych co "biegają" i na tych co "doświadczają gór".
wiesz ,kiedyś tylko po to weszliśmy na Gładką (jedno z ładniejszych miejsc ) ,by 3 godziny siedzieć ,patrzeć ,czuć,słuchać. Potem zeszliśmy żmudną i monotonną w sumie trasą. W tym roku planujemy któregoś dnia to samo ,ale by wyjść tak ,by można sobie posiedzieć jeszcze dłużej. Po łańcuchach ,przepaściach,kilometrach,nawisach i drabinkach takie coś jest jak miód.
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:
no to jak już jakieś podziały to ja sam sie podzielę:początkowe części szlaku te leśne zapierniczam jak malutki samochodzik(to chyba z pracy przyzwyczajenia)MiG pisze:). Ale my na siłę staramy się podzielić ludzi na tych co "biegają" i na tych co "doświadczają gór".
no właśnie ja mam już trochę dość tego lasu więc te odcinki leśne w Tatrach staram sie pokonać jak najszybciej.Powyżej jest znacznie piękniej-to tylko moje zdanie.Ale u nas (mam na myśli Beskid N.)tego lasu jest tyle że ciężko go gdzieś "zostawić"-to też ma swój urok,aczkolwiek inny(nie znaczy gorszy).MiG pisze:A ja ostatnio w Beskidzie Niskim dwukrotnie kładłem się obok ścieżki i po prostu gapiłem na ścianę lasu.
to fakt-tatrzański praktycznie sama świerczyna a beskidzki to przepiękne buczyny czy jodłowo-dębowe,ale i to las i to.Różnicę widać jesienią choć i teraz wczesną wiosną ta świeża liściasta zieleń odcina się na tle cięmnej jodłowo-świerkowej.chief pisze:no tak, ale gatunkowo chyba jest to zupełnie inny las.
mam wrażenie, że temat nieźle zjechał na bok. Na początku dyskusji rozumiałem, że chodzi o tzw. maratończyków czyli ludzi robiących dłuuugie trasy czyli bardziej góry na sportowo aniżeli przeżywanie duchowe z podziwianiem widoków i kontemplacją przyrody. Natomiast nie rozumiem co z powyższym ma wspólnego to jakim tempem ktoś chodzi. Jeden może chodzić wolniej i robić krótkie przerwy, drugi dwa razy szybciej i dwa razy dłuższe przerwy, ale (moim zdaniem) nie ma to specjalnego związku z większym lub mniejszym dostrzeganiem piękna krajobrazu i przyrody. Osobiście nie lubię ślimaczego tempa, wolę solidnie popracować na jakimś odcinku trasy i zrobić sobie dłuższą, konkretną przerwę, ale uważam, że każdy ma prawo chodzić po górach w tempie jakie mu odpowiada i przeżywać góry na swój sposób...



