Samotność w górach...

Także o noclegach, mapach, pogodzie, literaturze...
Awatar użytkownika
Mariusz

-#8
Posty: 5763
Rejestracja: pn 15 wrz, 2003
Lokalizacja: Marki

Samotność w górach...

Post autor: Mariusz »

Przyszła mi dziś do głowy taka kwestia, jak samotność w górach właśnie. Ci, którzy od czasu do czasu wybierają się w Tatry na pewno stają przed dylematem - jechać samemu, czy jechać z kimś? Bywa tak, że dylemat ten przybiera bardziej problematyczną formę - jechać samemu, czy nie jechać wcale? Oczywiście są tacy (i znam ich osobiście), którym jest całkowicie obojętne - sami, czy z kimś... Albo tacy, co wprost wolą być samemu, niż biegać z drugą osobą albo w "stadzie"... :)

Niemniej z tego co wyczytałem w jakichś mądrych gazetach (lub czasopismach ;) ), człowiek to stadne zwierzę, nie bardzo przystosowane do samotności i prędzej czy później zaczyna się źle czuć i szuka towarzystwa... Mało tego - samotność albo poczucie wykluczenia z grupy człowiek odbiera jako BÓL porównywalny z tym fizycznym...

Ale wracając do tematu - ja osobiście nie przepadam za samotnym pobytem w górach, tak samo jak nie przepadam za wyjazdami z więcej niż jedną osobą - czyli para jest dla mnie OK. Czy raczej 'team', bo para kojarzy się z kobietą i mężczyzną. W zasadzie to bardzo lubię samotnie wędrować po dolinach i przełęczach, ale gorzej kiedy trzeba wrócić na kwaterę i nie ma do kogo gęby otworzyć. :roll:

W tym miejscu przychodzi mi do głowy taka rzecz: jeśli nastawiasz się na koczowanie w schroniskach, to masz marne szanse na samotność. Szanse te dodatkowo maleją odwrotnie proporcjonalnie do zatłoczenia schronisk. Kiedy śpi się w pokojach z 15 osobami (+ kolejne 10 na podłodze), kiedy zjada się jajecznicę lub dopija piwo przy 20-osobowej ławie, nie sposób uniknąć towarzystwa, które często towarzyszy ci potem na szlakach jeszcze przez parę dni.
Co innego kwatery prywatne - wracasz samotnie z gór i w swoim wynajętym pokoiku musisz się zadowolić co najwyżej głosem z radia. Ale i tu nie jest tak źle, bo z reguły kogoś tam się poznaje na szczycie (najlepiej na Giewoncie). :mrgreen:

Ja osobiście mam największego doła już pod koniec samotnego pobytu, na stacji PKP - nie dość, że trzeba wracać do szarej rzeczywistości i nie ma komu o tym pomarudzić, to jeszcze z reguły pada deszcz...
ola

-#3
Posty: 223
Rejestracja: pt 19 wrz, 2003
Lokalizacja: Bydgoszcz

Post autor: ola »

....
No cóż...teraz jak to piszę, to za oknem leje deszcz, jest zimno i pochmurno i chyba jesienny nastrój mi się udziela.
Rzeczywiście parę razy stałam przed dylematem jechac sama czy wcale. Nie dlatego, że brakuje mi znajomych tylko nie mogliśmy się dograć z urlopami (...dorosłe życie ;) ) i pewnego razu wybrałam się sama. Zanocowałam na prywatnej kwaterze na Olczy. Wychodziłam codziennie na szlak i tam samotność mi w ogóle nie przeszkadzała. Ale wieczorami.... porażka...nie było z kim pogadać, podzielić się wrażeniami, a w samotności wypita herbata z rumem , nie smakowała tak jak zawsze.
Pozdrawiam
ana

-#5
Posty: 865
Rejestracja: wt 16 wrz, 2003
Lokalizacja: Józefów

Post autor: ana »

Jak dotąd nie miałam takiego dylematu. Zawsze był ktoś,z kim mogłam wyjechać. Od kilku lat wędruję z przyjaciółką. Oczywiście w życiu różnie się układa i nagle może się okazać,że jadę sama. Czy bym wyruszyła? Pewnie tak,ale z pewnością byłoby mi bardzo źle. Dla mnie góry to także ludzie. Bardzo ważna jest dla mnie (właśnie tam) obecność drugiego człowieka.Owszem od czasu do czasu potrzebuję samotności-ale na litość Boską-nie przez dwa tygodnie! W te wakacje zdarzyło się tak,że przez niemal dwa dni byłam sama. Ciężko to przeżyłam. Nie chcę tak więcej. Znam osoby,które chodzą po Tatrach same i bardzo chwalą to sobie. Nie to,co ja... :wink:
ana
Jurek

-#5
Posty: 662
Rejestracja: czw 09 paź, 2003
Lokalizacja: Piotrków Trybunalski

Post autor: Jurek »

nie lubię samotności w górach, wolę dzielić przeżycia na bieżąco z kimś kto także kocha góry i nie wycofa się nagle z decyzji wyjścia o 5 rano na szlak. Niestety wiele osób deklaruje chęć marszu ale najczęściej na Krupówki albo zaledwie w dolinkę koło Zakopanego. Po długiej wycieczce radosny powrót i opowiadanie o przeżyciach rekompensuje trudy marszu i ma się ochotę na następny dzień pełen wrażeń. Dziękuję Mariuszowi i Anie za odpowiedź.
ana

-#5
Posty: 865
Rejestracja: wt 16 wrz, 2003
Lokalizacja: Józefów

Post autor: ana »

Masz rację, jest coś wspaniałego w wieczornym, powtórnym przeżywaniu dnia,który spędziliśmy w górach.
Pozdrowienia dla miłych Pań i Panów :D
Widmo Brockenu

-#4
Posty: 302
Rejestracja: pn 13 paź, 2003
Kontakt:

Post autor: Widmo Brockenu »

Zgadzam sie z wiekszoscia prezentowanych tu pogladow :)

Na szlak ide najchetniej sam... Zwlaszcza gdzies wysoko na grani samotnosc jest wrecz nieodzowna (Nie polecam jednak na lodowcach :lol: :lol: ).
Wieczorem w schronisku czy tez na kwaterze uwielbiam towarzystwo :P i mile posiady :P

Zbyszko
Awatar użytkownika
Mariusz

-#8
Posty: 5763
Rejestracja: pn 15 wrz, 2003
Lokalizacja: Marki

Post autor: Mariusz »

Jeśli jednak następnego dnia zamierzasz wyruszyć na szlak o 5:30 (celem ominięcia tłumów), to wieczorne posiadówki nie są chyba specjalnie dobre?
:)

Ja osobiście nie przepadam za schroniskowym gawędzeniem po nocy, wolę się wyspać na następny dzień - choć różnie to bywa, wiele zależy od towarzystwa...
Widmo Brockenu

-#4
Posty: 302
Rejestracja: pn 13 paź, 2003
Kontakt:

Post autor: Widmo Brockenu »

Czasem trzeba tez sobie troche luzu... Wtedy posiady! Jak jest w planie ekspedycja to do lozeczka o 22. :lol:

Pozdro!

Zbyszko

PS. w Alpach czasem trzeba wychodzic z biwaku o 2 w nocy :cry:

Nie ma wtedy zadnaych posiadow... :cry:

Dlatego kocham tATRY!!!! :lol: :lol: :lol:
Łukasz W.

-#1
Posty: 23
Rejestracja: śr 22 paź, 2003
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: Łukasz W. »

Chodzenie grupowe też ma swoje uroki, jednak preferuję samotne górskie wycieczki. Dlaczego? Dzięki temu nie muszę się martwić o to, że tempo mojego chodzenia po szlakach będzie za szybkie, bądź za wolne dla moich kompanów. Nie muszę się martwić, że moi towarzysze górskich wypraw danego dnia nie będą mieli ochoty ruszać się ze schroniska, lub pokłócą się o to, jaki odcinek trasy danego dnia zrobić. Chodząc samotnie najlepiej poznaję siebie, swoje możliwości, swoje ułomności. Nawiązuję również więcej znajomości z przypadkowo spotkanymi turystami. I chyba najważniejsze: mój kontakt z górami, z przyrodą jest bardziej intymny i niezapomniany… Łatwiej jest rozkoszować się pięknym widokiem, krajobrazem, szumem wodospadów… W ten sposób zbieram siły na następne miesiące pracy i nauki. Jeśli samotna wędrówka zaczyna być dla mnie monotonna, zawsze mogę włączyć sobie walkmana, aby posłuchać mojej ulubionej muzyki lub radia...
ana

-#5
Posty: 865
Rejestracja: wt 16 wrz, 2003
Lokalizacja: Józefów

Post autor: ana »

Preferuję wędrowanie "dwójkowe"-dzieki temu oprócz siebie- poznaję lepiej mojego towarzysza,poza tym obecność drugiej osoby absolutnie nie przeszkadza mi w kontemplowaniu tatrzańskiego piękna :)
Pozdrawiam.
aska

-#4
Posty: 408
Rejestracja: ndz 21 wrz, 2003
Lokalizacja: Otwock

Post autor: aska »

i wlasnie dzieki temu ze sobie tak 'dwojkujemy' te 'nasze' Taterki sa takie urocze :) droga Ano
ana

-#5
Posty: 865
Rejestracja: wt 16 wrz, 2003
Lokalizacja: Józefów

Post autor: ana »

ach...nie mam nic do dodania ;) :D
PS.Nie wiem,czy zauważyłaś,ale wspomniałam tutaj o szantach w Balladzie.Kiedy o tym pisałam-tłukło mi się po głowie pewne hasło reklamowe-tam wymyślone :)) :D
ola

-#3
Posty: 223
Rejestracja: pt 19 wrz, 2003
Lokalizacja: Bydgoszcz

Post autor: ola »

Aska...odezwij się częściej... jestem przekonana, że masz sporo do powiedzenia na temat Tatr :)

Pozdrawiam
aska

-#4
Posty: 408
Rejestracja: ndz 21 wrz, 2003
Lokalizacja: Otwock

Post autor: aska »

olu, bede sie odzywac :) mam nadzieje ze czesciej. A czy mam cos do powiedzenia na temat Tatr.... coz... :) pozdrawiam serdecznie
Kaśka

-#3
Posty: 105
Rejestracja: pt 26 mar, 2004

Post autor: Kaśka »

Odgrzebałam stary temat...
Jurek pisze:nie lubię samotności w górach, wolę dzielić przeżycia na bieżąco z kimś kto także kocha góry i nie wycofa się nagle z decyzji wyjścia o 5 rano na szlak.
Zdecydowanie jestem tego samego zdania. W czasie wedrówki samotność może nie przeszkadzać, ale wieczorem to już inna sprawa. Na dodatek druga osoba często działa motywacyjnie - nie ma wtedy, że mi sie nie chce czy że zmęczenie czy...
Najlepiej czuję się wedrując w niewielkim gronie. Do tej pory były to przeważnie wyjazdy w dwie osoby i chyba takie wyjazdy lubie najbardziej - co nie znaczy, że żle mi się drepcze z grupą 3 czy 5 osób :D
Awatar użytkownika
dagomar

-#7
Posty: 4327
Rejestracja: wt 17 sie, 2004
Lokalizacja: Tomaszów Maz.
Kontakt:

Post autor: dagomar »

W porównaniu z Wami jestem w tym dobrym położeniu ,że dzielę swe zafascynowanie Tatrami z żoną ,dzięki czemu na szlaku jest chyba przyjemniej ,zdarza się poznać też jakieś niewielkie towarzystwo ,chwilę pogadać ,ale iść długo w większej grupie - tego sobie nie wyobrażam.
Natomiast dopuszczam wędrówki samotne.
andaluzja

-#3
Posty: 120
Rejestracja: śr 06 paź, 2004
Lokalizacja: Wa-wa

Post autor: andaluzja »

Zawsze jeździłam w góry z kolegą. Czuję się bezpieczniej, jeśli wiem, że ktoś idzie gdzieś niedaleko mnie. Natomiast nie wyobrażam sobie chodzenia po górach w większej grupie.Dodam jeszcze, ze w tym roku we wrześniu pojechałam sama, ale w Zakopanem czekał "kolega"- poznaliśmy się przy pomocy maili. I powiem Wam- to byłoby straszne przeżycie, gdyby nie drugi kolega, który przyjechał z dwoma swoimi przyjaciółmi. Jego przyjaciele byli pierwszy raz, natomiast on wiele lat chodzi po górach, więc mogliśmy razem udać się na wędrówki ( kolegom też zorganizowaliśmy czas ) :-). Co do mojego " mailowego" znajomego- wydawało mi się,że jak ktoś kocha góry,to będzie skupiał się na wędrówkach po Tatrach a nie myślał o głupotach i tym samym mnie wyprowadzał z równowagi- i to jeszcze na szlaku !! Mam nadzieje, że wiecie o czym mówię :-) Wytrzymałam z nim jeden dzień na szlaku- i tak to wyglądało.
Hogarth

-#4
Posty: 464
Rejestracja: ndz 18 lip, 2004
Lokalizacja: Bytom

Post autor: Hogarth »

andaluzja pisze:wydawało mi się,że jak ktoś kocha góry,to będzie skupiał się na wędrówkach po Tatrach a nie myślał o głupotach i tym samym mnie wyprowadzał z równowagi- i to jeszcze na szlaku !! Mam nadzieje, że wiecie o czym mówię

a ja to nawet nie domyślam się, o co mogło chodzić..... :think:

ale przeciez nie wszyscy są tacy.....
andaluzja

-#3
Posty: 120
Rejestracja: śr 06 paź, 2004
Lokalizacja: Wa-wa

Post autor: andaluzja »

Oczywiście, ze nie wszyscy tacy są :-) Poprostu to był mój pierwszy wyjazd z kimś nowym i bardzo się zawiodłam, co nie znaczy, że definitywnie zamykam się na nowe osoby w górach- nic z tych rzeczy :-)
Hogarth

-#4
Posty: 464
Rejestracja: ndz 18 lip, 2004
Lokalizacja: Bytom

Post autor: Hogarth »

no, to właśnie chciałem usłyszec..


Ja w góry zawsze chodziłem dwójkami, dotychczas po prostu dobierałem ludzi pod względem warunków szybkościowo- wytrzymałościowych... I miałem takich dwóch stałych ludzi..jednego na Tatry a drugiego na Beskidy... Raz poszedłem w ciemnoz ludźmi na których się nie poznałem na Granaty i dwóch musiało dostać w mordę bo uparli sie schodzić Dragem podczas burzy, jaka się rozpętała...

A teraz mam zamiar rzucic moje dotychczasowe podejście...zabrać pewną miłą i piękną dziewczynę i iść Jej tempem i Jej trasami... :)
Ostatnio zmieniony ndz 24 paź, 2004 przez Hogarth, łącznie zmieniany 1 raz.
ODPOWIEDZ