co czujecie jadąc w Tatry
wracając do tematu
na początku jadąc w Tatry, to też było święto. Zawsze się z nimi witałem i obowiązkowo żegnałem "do następnego razu".
Teraz właściwie to wyjeżdżam bezpłciowo, bez żadnych duchowych uniesień. Po prostu jadę i już.
Bywa tez tak, ze czasem jestem nimi bardzo zmęczony i mam ich dość.
Zresztą powodów, dla których jadę jest bardzo wiele i dużo właśnie zależy od celu wyjazdu.
na początku jadąc w Tatry, to też było święto. Zawsze się z nimi witałem i obowiązkowo żegnałem "do następnego razu".
Teraz właściwie to wyjeżdżam bezpłciowo, bez żadnych duchowych uniesień. Po prostu jadę i już.
Bywa tez tak, ze czasem jestem nimi bardzo zmęczony i mam ich dość.
Zresztą powodów, dla których jadę jest bardzo wiele i dużo właśnie zależy od celu wyjazdu.
Jak wsiadam do nocnego z Poznania to już czuję,że bedzie rewelacyjnie;wysiadam po 12h trochę niewyspana i zmietoszona,ale juz kombinuję,zeby jeszcze tego samego dnia chociażby jakis Kopieniec zaliczyć->>zazwyczaj się udaje
Zmęczenia zarwana w pociągu nocka praktycznie nie odczuwam...no może za wyjątkiem tego,że wieczorem śpioch mnie szybciej dopada 
ja jak jade to mysle ciekawe czy gospodarz wyjechal po nas
a tak serio to jade tam aby pomyslec nad swoim zyciem - troche patetycznie to brzmi - a jak jestem juz na miejscu to wiem ze wszystko sie jakos ulozy. dla mnie to takie "moje miejsce". czuje tam wielki spokoj i relaksuje sie totalnie, caly stres codziennosci odchodzi. juz niedlugo znow tam bede 
-
Gość
Tak się zastanawiam czy "romantyzm" tkwiący w większości wypowiedzi jest autentyczny czy też raczej wymuszony lękiem przed tym co pomyślą inni jeśli napiszę inaczej. Długo wytrzymywałam ale "motylki przygody" Sylwestra mnie "dobiły". Dlaczego o tym piszę? Bo nadmiernie romantyczne podejście do Tatr się cholernie źle sprawdza w trudnej sytuacji.
No i mam jedną prośbę a może apel. Jak słyszę ponoć poważnego polityka jak na forum publicznym, w sali sejmowej czy tv mówi, że na coś tam brakuje PIENIĄŻKÓW to mi chce śmiać, ale to tylko polityk a wiadomo jakich mamy polityków. Ale jak słyszę jak wiecznie się mówi lub pisze TATERKI to mam ochotę gryść i kopać. Bo Tatry (podobnie zresztą jak Alpy, Kaukaz czy Himalaje) to poważna sprawa. Jak by ktoś powiedział lub napisał, że się wybiera w Alpeczki, Kaukazek czy Himalajki to brzmiałoby to nie tylko śmiesznie ale prawie idiotycznie. A pozatym nie wiem dlaczego ale mi się TATERKI jakoś kojarzą z jakąś częścią bielizny np. majteczkami albo rodzajem kaszy - taterki w sosie grzybowym np.
No i mam jedną prośbę a może apel. Jak słyszę ponoć poważnego polityka jak na forum publicznym, w sali sejmowej czy tv mówi, że na coś tam brakuje PIENIĄŻKÓW to mi chce śmiać, ale to tylko polityk a wiadomo jakich mamy polityków. Ale jak słyszę jak wiecznie się mówi lub pisze TATERKI to mam ochotę gryść i kopać. Bo Tatry (podobnie zresztą jak Alpy, Kaukaz czy Himalaje) to poważna sprawa. Jak by ktoś powiedział lub napisał, że się wybiera w Alpeczki, Kaukazek czy Himalajki to brzmiałoby to nie tylko śmiesznie ale prawie idiotycznie. A pozatym nie wiem dlaczego ale mi się TATERKI jakoś kojarzą z jakąś częścią bielizny np. majteczkami albo rodzajem kaszy - taterki w sosie grzybowym np.
Hehe, a klarriska jeździ w górska i na szlaczyska, czasem wdrapie się na za...ste skalsko
. Tak serio to ma trochę racji. Większośc z nas odbiera/przedstawia góry bardzo cukierkowo, z dużą dozą romantyzmu, rzadko kiedy opisując ich ciemną stronę. Zatem przykładowy małolat, świeżo zalogowany na tym forum, może wyobrazić sobie góry jako przyjazne i "kochane", niekoniecznie zdając sobie sprawy z ewentualnego zagrożenia. W końcu kto z nas złażąc po skalsku, dostając gradziskiem po łbie, ze sterczącymi włosami od wyładowań, nie robił ze strachu kupska 
Re: co czujecie jadąc w Tatry
Ja co prawda,mam nie całe 1,5 godziny by tam sie znaleść,ale zawsze odczuwam mrowienie w żołądku..gregor pisze:Dla mnie wyjazd w Tatry jast niesamowitym przeżciem psychicznym.
Wyprawy organizuje w małym,2,3-max4 osobowym gronie,oczywiście zrzutka na paliwko(gaz-z wiadomych względów),wyjazd 5-6 rano.
Pod koniec października tamtego roku jechałyśmy(grono jest babskie:) na Jagnięcy w Słowackich Wysokich(polecam-bardzo ciekawe widoki na grań Łomnicy,Kieżmarski,a za plecami całe Bielskie jak na dłoni)..Już w Spiskiej Beli z ponad mgły wyłoniły się sterczące jak żylety szczyty-kurcze musiałyśmy sie na chwile zatrzymać...I tak jest za każdym razem,Tatry nigdy mi się nie znudzą!!!! I zawsze reakcja jest ta sama
Jesli pogoda dopisuje,mogłabym siedzieć na szcycie bez końca...Tam na górze maleją wszystkie ziemskie problemy,tam działaja inne siły..Takie,które dają mi niesamowitego powera na cały tydzień pracy..i w ogóle życia.Dlatego wycieczki sa niemal co tydzień,jak tylko zejdą te sniegi,które bez raków i czekana nie puszczają:) EEch,już zaczyna sie wertowanie mapek i wspólne narady z resztą towarzyszek nad przyszłym sezonem...
Powabna Klarisso. Wszak słowo "Taterki" nie oznacza lekceważenia tych pięknych gór, czy umniejszania ich potęgi. Wprost przeciwnie. Jest to próba udobruchania olbrzymów i oswojenia ich. Ewentualnie pieszczotliwe określenie - synonim zwrotu "moje kochane Tatry".klarissa pisze:Ale jak słyszę jak wiecznie się mówi lub pisze TATERKI to mam ochotę gryść i kopać.
P.S. Co nie zmienia faktu, że mi też słowo "Taterki" się nie podoba.





