co czujecie jadąc w Tatry
co czujecie jadąc w Tatry
Dla mnie wyjazd w Tatry jast niesamowitym przeżciem psychicznym.Już sam start samochodem to jedna jedyna myśl nareszcie,póżniej gdy jestem na miejscu to jest zawsze Matirix i ten pęd w góry.Wtedy jestem nie do zatrzymania,ja poprostu muszę poczuć skałe,macie to samo?
nie umiem określic, co dokładnie czuje ale jest to niesamowicie ciepłe uczucie, które rozsadza mnie od środka...jestem bardzo szczęśliwa...i jade w Tatry z poczuciem, że wracam do nich tak jak powraca się do domu po dość długiej podróży...uwielbiam wracać w Tatry...ale nienawidze ich opuszczać... 
//przeniosłem do Tatr - mef
//przeniosłem do Tatr - mef
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:
hehehe...nio ale ja naprawde mam coś takiego, że nawet jak stoje w korku na zakopiance to juz mnie nosi i nie moge wysiedzieć spokojnie w samochodzie....a jak juz jestem w Zakopcu to normalnie istna ekstaza połączona ze wzruszeniem....PrzemekP pisze: no moze nie rozsadza mnie od środka tak jak rudą
Na tydzień przed wyjazdem "maszeruję" po szlakach w wyobraźni, w pociągu zazwyczaj jest ciemno więc sobie smsuję z tymi,z którymi za "chwilę" będę w górach...ale dla odmiany na dzień przed powrotem i w dniu wyjazdu z gór jestem raczej roszczeniowo nastawiona na wszystko i wszystkich..nad czym niestety muszę popracować 
Re: co czujecie jadąc w Tatry
Ja na razie czuje ciezar na klacie
Pocharatalem sobie nieco zebra na kursie w Betlejemce i mam potluczone
Mam tylko nadzieje, ze przed majowym weekendem bede znow jak mlody bog...
-
Gość
A ja odczuwam coś w rodzaju politowania i obrzydzenia dla siebie samej, że znowu dałam się opanować głupocie i idiotyzmowi. Bo po jaką cholerę - toż tam wiecznie deszcz leje a i śnieg w lecie się trafi. W dodatku trzeba tachać ciężki plecak a w nim całe mnóstwo niepotrzebnych gratów. Bo trzeba zabrać sweter czy polar i kurtkę od deszczu a tu jak na złość ani kropli deszczu a nosić trzeba. A jak nawet zacznie lać to i tak przemoknie, przewieje i będzie zimno. Klamory na ścieżkach ruchome, można nogę skręcić, dlaczego, do cholery, asfaltu nie położyli skoro tam ludzie chodzą. Jeszcze w dodatku można się zabić. I to ma być przyjemność? To jest, proszę Państwa, samoudręczanie się. Ale pojechać trzeba...
Ja czuję wtedy, że naprawdę żyję. Przyroda, cisza to jest to, co tygryski lubią najbardziej. 
Jak dobrze pójdzie, to może uda mi się we wrześniu wyjechać. Oby.
Jak dobrze pójdzie, to może uda mi się we wrześniu wyjechać. Oby.
Ostatnio zmieniony czw 13 kwie, 2006 przez Hannibal, łącznie zmieniany 1 raz.
- diablak1223
-

- Posty: 615
- Rejestracja: pt 15 kwie, 2005
- Lokalizacja: wawa
ogromna radosc
(hehehe to chyba nie jest zbyt orginalne stwierdzenie na tym forze
)
... chyba miewam farta, bo pogoda czesto jest jak marzenie, plecak nie jest za ciezki, a jesli co zmoknie, to wyschnie przy komniku w kt porzadnym schronie
wyjazdow nie lubie, zwlekam na ostatnia chwile/ostatni pociag. i ledwo co wsiade, wyciagam mape i "jezdze palcem po" zerkajac na to gdzie bylam a gdzie nastepnym razem moznaby
jednym slowem wyjezdzajac mysle o powrocie.
... chyba miewam farta, bo pogoda czesto jest jak marzenie, plecak nie jest za ciezki, a jesli co zmoknie, to wyschnie przy komniku w kt porzadnym schronie
wyjazdow nie lubie, zwlekam na ostatnia chwile/ostatni pociag. i ledwo co wsiade, wyciagam mape i "jezdze palcem po" zerkajac na to gdzie bylam a gdzie nastepnym razem moznaby
jednym slowem wyjezdzajac mysle o powrocie.





