Ty nie radz kobiecie tylko niespodzianke sprawHannibal pisze:Tam znajdziesz, co potrzeba.
WEGETARIANIZM
Hej:)
Nowa jestem, przyznaję- nie czytalam watku od poczatku do konca... ale-> napisze tylko, ze- od 12 roku zycia <sic!> czyli od 9ciu lat, nie jadłam miesa <w tym ryb i jajek- tzn tych jajek w "czystej formie">, galaretek, serków,kremów itp świnstw, do ktorych dodaje sie zelatyne, podpuszczke czy co tam jeszcze... A wyniki, np krwi? Mam podobno lepsze od tych, ktorzy jedzą mieso, lekarze sami sie dziwia... moze to przypadek...
pozdrawiam:)
ania
Nowa jestem, przyznaję- nie czytalam watku od poczatku do konca... ale-> napisze tylko, ze- od 12 roku zycia <sic!> czyli od 9ciu lat, nie jadłam miesa <w tym ryb i jajek- tzn tych jajek w "czystej formie">, galaretek, serków,kremów itp świnstw, do ktorych dodaje sie zelatyne, podpuszczke czy co tam jeszcze... A wyniki, np krwi? Mam podobno lepsze od tych, ktorzy jedzą mieso, lekarze sami sie dziwia... moze to przypadek...
pozdrawiam:)
ania
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:
Wiem, to sobie trudno wyobrazic chyba...
Co jadłam? Wszystko poza miesem w kazdej postaci; nie jestem weganka- pije mleko. Jem duzo warzyw, soje itd i mam swiadomosc, ze witaminy gorzej przyswajaja sie z tych produktow. Ale- jak widac, jestem przykladem, ze mieso nie jest konieczne- i bynajmniej nie zamierzam nikogo nawrcac, po prostu moj wybor... i poki co, tak zostanie:)
Co jadłam? Wszystko poza miesem w kazdej postaci; nie jestem weganka- pije mleko. Jem duzo warzyw, soje itd i mam swiadomosc, ze witaminy gorzej przyswajaja sie z tych produktow. Ale- jak widac, jestem przykladem, ze mieso nie jest konieczne- i bynajmniej nie zamierzam nikogo nawrcac, po prostu moj wybor... i poki co, tak zostanie:)
W miastach/hipermarketach jedzenie to faktycznie sama chemia. Z resztą prawie wszystko w dzisiejszych czasach do chemia.ruda pisze:wiekszość mięsa kupowanego w hipermarketach zawiera wiecej chemikaliów niż farba do włosów więc już wole wybrać się do sklepu z ekologiczną i zdrową żywnością niż truć się mięsem...
A czy ktoś z Was miał okazje jadać własne wyroby?
Np. rosół z kury (która wiemy gdzie żyła i jak ją odżywiano), tak samo mięso ze świni... warzywa z ogródka...
To jest dopiero jedzenie, prawdziwe, takie, że wiemy, że na pewno się nie zatrujemy (ale mi się rymło
Mniam, mniamAdiK pisze:A co myślicie o dziczyźnie?
ruda pisze:w jednej kromce jest ok. 19kcal kiedy w normalnej kromce chleba białego ok.100kcal...
NatasHka pisze:4 kg marchwi do sokowirowki,1 kg jablek, 3 kg burakow,jakas kapusta, ogorek,pomidory, brokul, por i cos jeszcze na jakas zupke,z mrozonek to szpinak, jakas fasolka,
Kończąc... Jedzta co chceta
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:
Przeciez zartuję. to nie jest tak, ze do kazdego posilku jem kawalek czekolady:P Po prostu ja lubie... a co do tłuszczy- ze zwierzecych uznaje tylko mleko i sery < chociaz tez nie wszystkie>, wiec masz racje- trace duzo. ale zyje, jest mi tak dobrze:)Hannibal pisze:Na samej czekoladzie to daleko nie zajedziesz.
pzdr
Mati, mam traumę z dziecinstwa, dlatego nie jem miesa.
Opory mialam juz w przedszkolu... A czy mi nie smakuje? Pamietam jeszcze troche smak miesa, <chociaz niektorych nie jadlam nigdy> to nie jest tak, że ono mi nie smakuje. Po prostu nie mogłabym skupic sie na smaku, odrzuca mnie na samą myśl, że "to" żyło. Wiem, że lubilam ryby i pieczeń- i tylko na to moglabym miec teoretycznie ochote. Nie wyobrazam sobie,ze moglabym zjesc "wnetrznosci"- tego jeszcze nie jadlam...
Czyli- gdyby smak ryby byłby własciwy np. marchewce- zjadłabym ją. ( marchewkę czyli rybę) Dziwne porównanie, ale tylko tak potrafię to wytłumaczyc;)
Opory mialam juz w przedszkolu... A czy mi nie smakuje? Pamietam jeszcze troche smak miesa, <chociaz niektorych nie jadlam nigdy> to nie jest tak, że ono mi nie smakuje. Po prostu nie mogłabym skupic sie na smaku, odrzuca mnie na samą myśl, że "to" żyło. Wiem, że lubilam ryby i pieczeń- i tylko na to moglabym miec teoretycznie ochote. Nie wyobrazam sobie,ze moglabym zjesc "wnetrznosci"- tego jeszcze nie jadlam...
Czyli- gdyby smak ryby byłby własciwy np. marchewce- zjadłabym ją. ( marchewkę czyli rybę) Dziwne porównanie, ale tylko tak potrafię to wytłumaczyc;)
"W miastach/hipermarketach" - co to jest?Agaar pisze: W miastach/hipermarketach jedzenie to faktycznie sama chemia. Z resztą prawie wszystko w dzisiejszych czasach do chemia.
A czy ktoś z Was miał okazje jadać własne wyroby?
Np. rosół z kury (która wiemy gdzie żyła i jak ją odżywiano), tak samo mięso ze świni... warzywa z ogródka...
To jest dopiero jedzenie, prawdziwe, takie, że wiemy, że na pewno się nie zatrujemy (ale mi się rymło)
Coś mi się zdaje, że dla wielu z was w miastach to tylko w super- i hipermarketach można coś kupić. Otóż się mylicie. Ja to już nie pamiętam kiedy osatnio byłem w hipermarkecie.
A w stolicy jest trochę sklepów, gdzie można dostać produkty mięsne i wędliny bez żadnej chemii. No tylko trzeba wiedzieć, gdzie je kupować. Trochę poszukać, a nie iść do pierwszego lepszego sklepu.
Ja staram się robić parę rzeczy samodzielnie. Oczywiście własne piwo
A warzywka też co lato mam. Podobnie jest owocami z moich sadów.
jak dla mnie to nie jest nic nadzwyczajnego policzyć kalorie spożywanych potraw...i nie widzę w tym nic złegoAgaar pisze: Dziewczyno... bez przesady.... Liczyć kalorie - to jest chore
nio proszę...wegetarianizm nie jest taki zły na jaki może dla kogoś wyglądać...kit-e-kat pisze: A wyniki, np krwi? Mam podobno lepsze od tych, ktorzy jedzą mieso, lekarze sami sie dziwia... moze to przypadek...
Agaar pisze:Kończąc... Jedzta co chceta
nie no meffi Twój realizm jest wręcz porażający...mefistofeles pisze:I tak kiedyś umrzeta
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:




