Coś śmiesznego co się wam wydarzyło w Tatrach :)
Coś śmiesznego co się wam wydarzyło w Tatrach :)
Może być też coś co widzieliście śmiesznego a niekoniecznie związane jest z waszą osobą
;D
dialog po 30km drogi niespodziewanie nadłożonej w lipcowym upale:
- słuchaj ,masz jeszcze wodę
- nie mam ,ale tam powinno coś ciurkać ,zawsze był strumyczek...
- a jak wysechł?
- nie pękaj ,to zabijemy kogoś ,kto ma wodę
Z tej samej trasy i ci sami młodzi ludzie - rzecz przed drabinką na Świnicy, czekamy w kolejce do wejścia ,aż zejdzie grono osób - najpierw kilka zakonnic w długich habitach ,potem rodzina Japończyków z dwójką dzieci - młodsze ,może dwuletnie jest przerzucone nad przepaścią przez ojca stojącego na ostatnim szczebelku drabinki do matki będącej już na galeryjce. Na koniec idzie gość w lakierkach i ortalionie. Ja czuję się jak u Mrożka ,i słyszę nagle głośne za sobą:
mamusiu ,zakonnice ,małe dzieci ,ja też potrafię!!!
Kiedyś na Gubałówce zaczepia nas rodzina:
- przepraszam ,gdzie tutaj idzie się na taką wysoką górę ,co to kuzyn był w zeszłym roku i mu się tak podobało
- pani pomyliła chyba kolejki ,trzeba wjechać na Kasprowy i na pewno chodzi o Świnicę - tłumaczę rozbawiony
- nie ,nie o Świnicę ,już mi się przypomniało - chodzi o Giewont!!
Nasz pierwszy pobyt w górach ,idziemy raźno ,a przystojny młodzieniec z naprzeciwka do mojej żony :"cześć"
- skąd go znasz ,pytam
- a ,to taki górski zwyczaj - odpowiada żona
dopóki wieczorem nie sprawdziłem ,nie wierzyłem i miałem zepsutą trasę
Mijamy grupę ludzi na łańcuchach ,jeden z nich w pewnym momencie wyciąga telefon ,chwilę słucha i krzyczy:
co mi tu pier...lisz o skarbowym ,wpuść ich albo wyp...dol do diabła i nie zawracaj głowy ,ja tu walczę o życie!!
- słuchaj ,masz jeszcze wodę
- nie mam ,ale tam powinno coś ciurkać ,zawsze był strumyczek...
- a jak wysechł?
- nie pękaj ,to zabijemy kogoś ,kto ma wodę
Z tej samej trasy i ci sami młodzi ludzie - rzecz przed drabinką na Świnicy, czekamy w kolejce do wejścia ,aż zejdzie grono osób - najpierw kilka zakonnic w długich habitach ,potem rodzina Japończyków z dwójką dzieci - młodsze ,może dwuletnie jest przerzucone nad przepaścią przez ojca stojącego na ostatnim szczebelku drabinki do matki będącej już na galeryjce. Na koniec idzie gość w lakierkach i ortalionie. Ja czuję się jak u Mrożka ,i słyszę nagle głośne za sobą:
mamusiu ,zakonnice ,małe dzieci ,ja też potrafię!!!
Kiedyś na Gubałówce zaczepia nas rodzina:
- przepraszam ,gdzie tutaj idzie się na taką wysoką górę ,co to kuzyn był w zeszłym roku i mu się tak podobało
- pani pomyliła chyba kolejki ,trzeba wjechać na Kasprowy i na pewno chodzi o Świnicę - tłumaczę rozbawiony
- nie ,nie o Świnicę ,już mi się przypomniało - chodzi o Giewont!!
Nasz pierwszy pobyt w górach ,idziemy raźno ,a przystojny młodzieniec z naprzeciwka do mojej żony :"cześć"
- skąd go znasz ,pytam
- a ,to taki górski zwyczaj - odpowiada żona
dopóki wieczorem nie sprawdziłem ,nie wierzyłem i miałem zepsutą trasę
Mijamy grupę ludzi na łańcuchach ,jeden z nich w pewnym momencie wyciąga telefon ,chwilę słucha i krzyczy:
co mi tu pier...lisz o skarbowym ,wpuść ich albo wyp...dol do diabła i nie zawracaj głowy ,ja tu walczę o życie!!
kiedy to było a może "velka kalamita"to wasza sprawa.Raczej bym się nie przyznawał-tylko czy to śmieszne jest?Keczup pisze:Moi kumple robili zawody, kto puści głośniejszego bąka na szlaku do Polskiego Grzebienia, po wychlaniu w przeddzień kraty słowackich browarków. Efekty były nie do opisania, musiałbym byc poetą. No dobra, ja też w tym uczestniczyłem. Stare konie a takie głupie
"
ja miałat takie zabawne zdarzenie. byłam z osobą towarzyszącą gdzieś tam i jak zwykle schodziliśmy na kasprowy a potem na dol do domu. na szlaku pusciotko bo pogoda kiepska i wszyscy czekali na kolejke. my postanowilismy zejc. po 10 minutach zachcialo mi sie siusiu a wracac ni jak. wiec patrze w przod pusto, patrze w tyl ida 2 panowie. mysle poczekam bo mnie beda podladac. poczekalam, panowie przeszli i ... dalej poszlam. po 10 minutach panowie stali wiec z usmiechem minelam ich i poszlam dalej w dol troszke rozmarzona
panowie nas szybciutko dognonili a ze ja - osoba gadatliwa- to zaczela sie rozmowa. rozmawialismy o tym i tamtym (to własnie ci panowie nastraszyli mnie niedzwiadkami itp) jak juz bylismy prawie na dole panowie spytali gdzie mieszkamy, wiec powiedziałam ze w bialej niedaleko terespola a oni w smiech. mysle ale zabawne ciekawe z jakiej pipidowy wy jestescie. okazalo sie ze panowie mieszkaja 20 km ode mnie-alez ten swiat mały nie
a raczej gory. ach ci panowie. i tak połączyła nas chec skorzystania z toalety na lonie natury 
Na Kasprowym pani w dlugiej spodnicy na nartach.... Nakrecona kamera mojego znajomego-naprawde niecodzienny widok....
I jest ta polana na szlaku na Malolaczniak, gdzie rozposciera sie wspanialy widok na Giewont i skad na szczyt jeszcze spory kawal drozki.... A turysci mowia "juz prawie jestesmy"- wtedy pojawia mi sie zawsze usmiech na twarzy heheheh hihihihih nie wiedza co ich czeka hihihihihi
I jest ta polana na szlaku na Malolaczniak, gdzie rozposciera sie wspanialy widok na Giewont i skad na szczyt jeszcze spory kawal drozki.... A turysci mowia "juz prawie jestesmy"- wtedy pojawia mi sie zawsze usmiech na twarzy heheheh hihihihih nie wiedza co ich czeka hihihihihi
Będzie jak w 'Pamiętniku znalezionym w Saragossie'
Był początek maja po stanie wojennym.
Wyszedłem z wojska i aby się odchamić pojechałem w Tatry Zachodnie.
Wędrowałem tam spokojnie po Stołach, Mylnych, Smreczyńskich z pewną spotkaną damą z Małopolski.
Otuż, owa pani opowiedziała mi historię z Wołowca:
- dwa dni wcześniej wedrowałe we mgle i śniegu, i zabłądziła pod szczytem. Trochę się spietrała, bo jest gdzie polecieć.
Była blisko paniki.
Różne myśli galopują przez głowę i nagle:
- Hejnał Mariacki !
- mam omamy słuchowe, jest przed 15 - co się dzieje - trąby anielskie?
I z tak nierozstrzygnietą zagadką rozstałem się z damą z Małopolski.
Ja, wia dworzeć autobusowy ruszyłem do 5 Stawów by spotkać się w końcu tam z niejakim Nanusiem z Wielkopolski.
W Pięciu Stawach o 7.00 ktoś na zewnątrz gra na trąbce wojskową pobudke.
Był to czerstwy starszy pan , który z kolegami obchodził swoje święto w Roztoce i 5 Stawach.
Obchodził święto zjeżdżając na nartach z Kosturów i pogrywając co raz na trąbce.
Jak się okazało to on grał pod Wołowcem narcirzom-goprowcom na zakończenie sezonu.
Poza tym pan ów pokazał jak wspaniale brać tusz po powrocie z wyprawy pod prysznicem w Piątce - woda 2-5 stopni, ciało rozgrzane - sauna.
Wspaniałe uczucie lekkości.
To tyle ...
MK z Wielkopolski
Był początek maja po stanie wojennym.
Wyszedłem z wojska i aby się odchamić pojechałem w Tatry Zachodnie.
Wędrowałem tam spokojnie po Stołach, Mylnych, Smreczyńskich z pewną spotkaną damą z Małopolski.
Otuż, owa pani opowiedziała mi historię z Wołowca:
- dwa dni wcześniej wedrowałe we mgle i śniegu, i zabłądziła pod szczytem. Trochę się spietrała, bo jest gdzie polecieć.
Była blisko paniki.
Różne myśli galopują przez głowę i nagle:
- Hejnał Mariacki !
- mam omamy słuchowe, jest przed 15 - co się dzieje - trąby anielskie?
I z tak nierozstrzygnietą zagadką rozstałem się z damą z Małopolski.
Ja, wia dworzeć autobusowy ruszyłem do 5 Stawów by spotkać się w końcu tam z niejakim Nanusiem z Wielkopolski.
W Pięciu Stawach o 7.00 ktoś na zewnątrz gra na trąbce wojskową pobudke.
Był to czerstwy starszy pan , który z kolegami obchodził swoje święto w Roztoce i 5 Stawach.
Obchodził święto zjeżdżając na nartach z Kosturów i pogrywając co raz na trąbce.
Jak się okazało to on grał pod Wołowcem narcirzom-goprowcom na zakończenie sezonu.
Poza tym pan ów pokazał jak wspaniale brać tusz po powrocie z wyprawy pod prysznicem w Piątce - woda 2-5 stopni, ciało rozgrzane - sauna.
Wspaniałe uczucie lekkości.
To tyle ...
MK z Wielkopolski





