stonka...
stonka...
a ja mam pytanie.kogo właściwie mozna okreslic stonką? chodże po górach, robie to bo kocham Tatry,nie mam firmowych ciuchów, wędruje 'śwoadomie'itd, ale co tak dokładnie odróżnia mnie od stonki?
zawsze mnie ciekawiło co mnie odróżnia (teoretycznie) od tzw stonki.... myslicie że oni zdają sobie sprawę, że sa określani tym mianem??
zawsze mnie ciekawiło co mnie odróżnia (teoretycznie) od tzw stonki.... myslicie że oni zdają sobie sprawę, że sa określani tym mianem??
Zapraszam do artykułu Andrzeja Sołoty "Rzecz o bywalcach gór"
opis bardziej humorystyczny ale nazywający rzecz po imieniu.
http://www.z-ne.pl/poradnik/index.php?i ... art03.html
opis bardziej humorystyczny ale nazywający rzecz po imieniu.
http://www.z-ne.pl/poradnik/index.php?i ... art03.html
Sporo też pisaliśmy o stonkersach w wątku "Pierwszeństwo w górach"...
http://tatry.bozym.com/viewtopic.php?t=464

http://tatry.bozym.com/viewtopic.php?t=464
Ciekawy i trafny artykuł.
Dodam tylko, że stonka w moim odczuciu to ludzie, którzy w góry już raczej nie wracają. Za duży wysiłek, za dużo adrenaliny, niepotrzebny strach. Jeżeli już wrócą to dla Krupówek i spacerków do dostępniejszych schronisk. Jednak tacy turyści muszą po górach odpocząć jakieś 2 - 3 kolejne lata nad morzem czy jeziorami.
Góry trzeba pokochać a dla ludzi których przeraża wysiłek fizyczny i ekspozycja jest to tylko chwilowe zauroczenie. Czeka ich zawód miłosny i powrót na plażę.
Na szczęście to określenie nie dotyczy forumowiczów. Wszyscy jesteśmy szczęśliwie zakochani.
Pozdrawiam!
Dodam tylko, że stonka w moim odczuciu to ludzie, którzy w góry już raczej nie wracają. Za duży wysiłek, za dużo adrenaliny, niepotrzebny strach. Jeżeli już wrócą to dla Krupówek i spacerków do dostępniejszych schronisk. Jednak tacy turyści muszą po górach odpocząć jakieś 2 - 3 kolejne lata nad morzem czy jeziorami.
Góry trzeba pokochać a dla ludzi których przeraża wysiłek fizyczny i ekspozycja jest to tylko chwilowe zauroczenie. Czeka ich zawód miłosny i powrót na plażę.
Na szczęście to określenie nie dotyczy forumowiczów. Wszyscy jesteśmy szczęśliwie zakochani.
Pozdrawiam!
Mam takie kontrowersyjne przemyślenie: większość z nas była kiedyś stonką.
Wiele osób zobaczyło Tatry po raz pierwszy wędrując z wycieczką szkolną po Kościeliskiej lub przemierzając drogę do Moka z grupą znajomych, nie mając pojęcia, co to Mięgusz, czy Szpiglas. Niektórzy z nich woleli jednak popatrzeć się wieczorem z Równi Krupowej na kontury Koszystej, Żółtej Turni, czy Kościelca, zamiast siedzieć z kolegami z wycieczki w knajpie na Krupówkach. Takie zagubione rodzynki w tłumie stonki. Dlatego zawsze kiedy mijam 30-osobową wycieczkę w dolinie, myślę sobie, że na pewno 1-2 osoby patrzą zahipnotyzowane na góry i za rok, dwa wrócą tu z większą wiedzą zarówno o górach jak i o pogodzie, czy ekwipunku.
Zastanawiałem się też w ten niedzielny poranek, co to tak naprawdę jest stonka. O definicję pokusił się Leszek:
Może łatwiej pokazać kto "stonką rasową" nie jest, żeby zrozumieć kto nią tak naprawdę jest. Kiedy więc przyjrzeć się bliżej, można wyłuskać wśrod tego barwnego korowodu osoby, które zachowują się troszkę inaczej:
- stronią od tłumu, idą na uboczu lub między wycieczkami
- wychodzą bardzo wcześnie w góry
- mają na sobie solidne, czasem bardzo stare buciory, często całe w błocie i rysach po kamieniach
- idą w milczeniu lub cicho rozmawiają
- nie w głowie im śmiecenie, wdzieranie się nad stawem, krzyczenie w komórkę na przełęczy
- kiedy pada deszcz, tylko oni wędrują dalej
- kiedy zapada zmrok, tylko oni zostają w schroniskach
- nie zależy im na szybkim powrocie na Krupówki
- nie robią zdjęć telefonem komórkowym, często targają ze sobą lustrzanki
Ciekawym zjawiskiem są też stonki-podszywające-się (tzw. stonkersi
), czyli uzbrojone po zęby w profesjonalny ekwipunek osobniki, które na pierwszy rzut oka idealnie pasują do wizerunku turysty-taternika. Jednak chwila obserwacji zachowania wystarczy często na szybkie zdemaskowanie ich prawdziwej natury.
Wiele osób zobaczyło Tatry po raz pierwszy wędrując z wycieczką szkolną po Kościeliskiej lub przemierzając drogę do Moka z grupą znajomych, nie mając pojęcia, co to Mięgusz, czy Szpiglas. Niektórzy z nich woleli jednak popatrzeć się wieczorem z Równi Krupowej na kontury Koszystej, Żółtej Turni, czy Kościelca, zamiast siedzieć z kolegami z wycieczki w knajpie na Krupówkach. Takie zagubione rodzynki w tłumie stonki. Dlatego zawsze kiedy mijam 30-osobową wycieczkę w dolinie, myślę sobie, że na pewno 1-2 osoby patrzą zahipnotyzowane na góry i za rok, dwa wrócą tu z większą wiedzą zarówno o górach jak i o pogodzie, czy ekwipunku.
Zastanawiałem się też w ten niedzielny poranek, co to tak naprawdę jest stonka. O definicję pokusił się Leszek:
Ja bym to ujął tak: nieco pogardliwe określenie stonka dotyczy masowego ruchu turystycznego, który "przewala się" codziennie dolinami, dociera na szczyty i przełęcze, pokrywa każdy kawałek szlaku. W najbardziej ogólnym znaczeniu - tak z lotu ptaka - wszyscy jesteśmy stonką. Zwłaszcza w lipcu i sierpniu - nie ma na to rady.Leszek pisze:Stonka idzie w góry:
- nie bardzo wie gdzie, ale słyszała że tam jest fajnie, potem zazwyczaj jest rozczarowana,
- zrobić zdjęcie na tle tej spiczastej góry przy Morskim Oku,
- bo sprzedają tam piwo
- wysłać SMS z Rysów lub Giewontu
- itp
Wrogiem turystyki są na pewno:
- możliwość dojechania do niektórych schronisk
- ekskluzywne warunki w większości schronisk (widzieliście łazienki
na Ornaku ?)
- kolejka na Kasprowy czynna całym rokiem
- pęd miejscowych władz do rozbudowy kurortu Zakopane
Może łatwiej pokazać kto "stonką rasową" nie jest, żeby zrozumieć kto nią tak naprawdę jest. Kiedy więc przyjrzeć się bliżej, można wyłuskać wśrod tego barwnego korowodu osoby, które zachowują się troszkę inaczej:
- stronią od tłumu, idą na uboczu lub między wycieczkami
- wychodzą bardzo wcześnie w góry
- mają na sobie solidne, czasem bardzo stare buciory, często całe w błocie i rysach po kamieniach
- idą w milczeniu lub cicho rozmawiają
- nie w głowie im śmiecenie, wdzieranie się nad stawem, krzyczenie w komórkę na przełęczy
- kiedy pada deszcz, tylko oni wędrują dalej
- kiedy zapada zmrok, tylko oni zostają w schroniskach
- nie zależy im na szybkim powrocie na Krupówki
- nie robią zdjęć telefonem komórkowym, często targają ze sobą lustrzanki
Ciekawym zjawiskiem są też stonki-podszywające-się (tzw. stonkersi
-
Widmo Brockenu
-

- Posty: 302
- Rejestracja: pn 13 paź, 2003
- Kontakt:
Swietny komentarz Mariusza! hahhhahhhaaaaa!
Starajac sie trafic w sedno sprawy, krótko i tresciwie podaje moja definicje stonki:
osobnik (-czka) wystepujacy(a) masowo na szlakach turystycznych w Tatrach , nie bardzo wiedzacy po co i na co tam sie znalazl(a).
Stonke rozpoznaje sie przede wszystkim po specyficznym behawiorze...
Zbyszko
Starajac sie trafic w sedno sprawy, krótko i tresciwie podaje moja definicje stonki:
osobnik (-czka) wystepujacy(a) masowo na szlakach turystycznych w Tatrach , nie bardzo wiedzacy po co i na co tam sie znalazl(a).
Stonke rozpoznaje sie przede wszystkim po specyficznym behawiorze...
Zbyszko
"......kto jest bez winy , niech pierwszy rzuci kamieniem..."
Dado napisał :
jak w Dolinie Białego kumple się gdzieś zapodziali. Straszne, wysokie góry, a ich nie ma!!! Na pewno w przepaść wpadli :placze: !!!! Och jak bym miał wówczas komórkę - pewnie zaraz bym po ratunek dzwonił...
Taaaa...miało się takich przygód trochę...
seba :ciii:
Dado napisał :
i to jest racja , ja np.zimą 1997 mało nie doprowadziłem do akcji TOPR-u,Każdy z nas był kiedyś choćby przez chwilkę stonką
jak w Dolinie Białego kumple się gdzieś zapodziali. Straszne, wysokie góry, a ich nie ma!!! Na pewno w przepaść wpadli :placze: !!!! Och jak bym miał wówczas komórkę - pewnie zaraz bym po ratunek dzwonił...
Taaaa...miało się takich przygód trochę...
seba :ciii:
ja swoje pierwsze eskapady odbywalem z klasa:
1.
8 kl podstawowki ... i MO ... chyba byl to pazdziernik i wracajac na asfalcie czepialismy sie furmanek i jezdzilismy na lodzie ... mialem takie fajne trepy ... ze gwozdz w podeszwie mi wylazl i wywiercil dziure w stopie
2.
ogolniak ... chyba kolo 2 kl ... na pewno Koscieliska z Mrozna i Raptawicka ... Gubalowka ... oczywiscie w adidaskach .. hehe ...
PS. na tych wycieczkach to bardziej niz gory interesowaly mnie kolezanki z klasy
1.
8 kl podstawowki ... i MO ... chyba byl to pazdziernik i wracajac na asfalcie czepialismy sie furmanek i jezdzilismy na lodzie ... mialem takie fajne trepy ... ze gwozdz w podeszwie mi wylazl i wywiercil dziure w stopie
2.
ogolniak ... chyba kolo 2 kl ... na pewno Koscieliska z Mrozna i Raptawicka ... Gubalowka ... oczywiscie w adidaskach .. hehe ...
PS. na tych wycieczkach to bardziej niz gory interesowaly mnie kolezanki z klasy
Pamiętam jak już będąc dość wielkim dzieckiem, lat 15-16 odłączyłem się od ekipy i pognałem z gesiej szyi do Murowańca zielonym szlakiem. Pierwszy raz w Tatrach, sam - raj. A tu nagle jak nie lunie, moje zamszowe buciki zamieniły się w "oddychające" flaki pełne błotka, miss mokrego podkoszulka, +kilka kilo mokrych dzinsów, szlak w głębokim lesie miejscami zanikający, żywej duszy, wyobraźnia oczywiście - panika jednym słowem, zgubiłem się. Drugi szlak się pojawił - zgłupiałem, jakbym miał komórę to bym nawet po ostanie namaszczenie zadzwonił do jakiego proboszcza, ale nie miałem.
Na tym etapie moja wyobraźnie wszelkie szmery dochodzące z lasu interpretowała jednoznacznie jako właśnie szykujące się do ataku na mnie stado wilków, niedźwiedzi, albo czegokolwiek...
Pół szlaku prawie przebiegłem tonąc w błotku, w pełnym lasie, dobiegłem w końcu do Murowańca. (to było moje 1 spotkanie z nim). Teraz sobie wybrażam jaką musiałem wzbudzić totalną polewkę swoim wyglądem, ale ja bym ich tam jescze całował, że w końcu jacyś ludzie - byłem lekko spanikowaną zagubioną stoneczką. :tiaaa:
Na tym etapie moja wyobraźnie wszelkie szmery dochodzące z lasu interpretowała jednoznacznie jako właśnie szykujące się do ataku na mnie stado wilków, niedźwiedzi, albo czegokolwiek...
Pół szlaku prawie przebiegłem tonąc w błotku, w pełnym lasie, dobiegłem w końcu do Murowańca. (to było moje 1 spotkanie z nim). Teraz sobie wybrażam jaką musiałem wzbudzić totalną polewkę swoim wyglądem, ale ja bym ich tam jescze całował, że w końcu jacyś ludzie - byłem lekko spanikowaną zagubioną stoneczką. :tiaaa:
Czy ja byłem kiedyś stonką
Co prawda jeździłem w góry ale na obozy narciarskie. Nie wchodziłem na szlaki tylko autokarem pod wyciąg i heja na górę.
Przez około 12 lat jeździłem na nartach ( 2 ostatnie jako kierownik techniczny
) i po "zrobieniu" ściany na Szrenicy (czarna trasa zjazdowa - podobna jedna z najtrudniejszych) stwierdziłem basta.
Postanowiłem zacząć chodzić po górach.
Moja pierwsza piesza wyprawa w góry odbyła się z kolesiem, który kilka razy już wędrował. Postanowiliśmy pojechać w Karkonosze (luty) i przejść w dwa dni trasę: Karpacz - nocleg w Odrodzeniu - Szklarska.
Miałem plecak
,kurtkę zimową, buty za kostkę, kuchenkę, wyżywienie itd. Nie licząc zachowania się kolesia (opisywałem to w jednym z postów) to wyprawa odbyła się zgodnie z planem.
Co prawda jeździłem w góry ale na obozy narciarskie. Nie wchodziłem na szlaki tylko autokarem pod wyciąg i heja na górę.
Przez około 12 lat jeździłem na nartach ( 2 ostatnie jako kierownik techniczny
Postanowiłem zacząć chodzić po górach.
Moja pierwsza piesza wyprawa w góry odbyła się z kolesiem, który kilka razy już wędrował. Postanowiliśmy pojechać w Karkonosze (luty) i przejść w dwa dni trasę: Karpacz - nocleg w Odrodzeniu - Szklarska.
Miałem plecak
Ja tez od poczatku sie zastanawialam czy nie jestem stonka (przypomne- pierwszy raz w gorach) , bo przed wyjazdem troche sie nasluchalam i przeczytalam ze dwa artykuly klasyfikujace ludnosc przemierzajaca gory. Jako osoba poczatkujaca uznalam , ze pycha byloby uznanie sie od razu za turystke. Bylam uswiadomiona co do ubioru i zachowania, ale tez nie wiedzialam dokladnie wszystkiego ( np. nie mialam swojej mapy tylko sluchalam co tego, co akurat zaplanowal moj kompan), dlatego bardzo milo mi sie zrobilo, gdy idac Koscieliska uslyszalam "czesc" od idacej z naprzeciwka pary ( mieli ogromne plecaki i pewnie zmierzali na Ornak). Jak wiadomo ten szlak jest pelen spacerowiczow, dlatego poczulam sie wyrozniona, ze w calym tym tlumie akurat my zostalismy zauwazeni
Po obserwacjach stonek i przeczytaniu wypowiedzi Forumowiczow ( cos jakby "stonka w pigulce"
) mysle , ze "zdalam egzamin", bo nijak sie do stonkowych charakterystyk nie moge dopasowac. Z czystym sumieniem moge powiedziec, ze nawet jesli bylam stonka, to nikt tego nie zauwazyl 
Po obserwacjach stonek i przeczytaniu wypowiedzi Forumowiczow ( cos jakby "stonka w pigulce"
Szczerze powiedziawszy to nazwa "stonka" jakoś mi nie leży.Kojarzy mi się to zaraz z podziałami i dyskryminacją,a to ostatnia rzecz z jaką utożsamiam góry.Jasne,że ja też nie przepadam za ludkami na obcasikach wybywającymi z kwater (po nieprzespanej nocy )o godzinie 12 z zamiarem zdobycia Kasprowego.To jednak wciąż ludzie.....niech sobie są,byleby nie zakłócali mojego sakrum w górach głupimi odzywkami typu"gdzie narty do tych kijków?"Tak naprawdę to mi ich żal,bo im nie jest dane zobaczyć tego,co nam..
Pozdrawiam
Iwona
Pozdrawiam
Iwona
------------------------------------------
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
-
Widmo Brockenu
-

- Posty: 302
- Rejestracja: pn 13 paź, 2003
- Kontakt:
-
Widmo Brockenu
-

- Posty: 302
- Rejestracja: pn 13 paź, 2003
- Kontakt:







