załamanie pogody
załamanie pogody
Ciekawe ,jaką mieliście najgorszą pogodę na szlaku ?
Mnie osobiście za najgorsze ,co może człowieka spotkać latem w górach ,do pewnego momentu ,wydawało się ,że deszcz ,może trochę śniegu ,czy mrozu. Aż przyszedł dzień gdy rozpoczęliśmy ambitną drogę z Murowańca na Liliowe z zamiarem przejścia Perci możliwie jak najdalej. Przyszło załamanie pogody (może 20 min. to trwało) Wróciliśmy od Świnicy ,ale mieliśmy ogromne problemy ,żeby dotrzeć do budynku kolejki na Kasprowym. Przy mrozie i huraganowym wietrze rzucało jakąś mokrą mgłą ,która tworzyła wszędzie natychmiast lodową skorupę .Zejść na dół po lodzie się baliśmy ,granią na czworakach od biedy się szło ,wyprostować się nie było można ,bo wiatr chciał nas zepchnąć. Doszliśmy po omacku ,przemarznięci mimo b.dobrego zaopatrzenia w ciuchy i to na tak prostej drodze.
Mnie osobiście za najgorsze ,co może człowieka spotkać latem w górach ,do pewnego momentu ,wydawało się ,że deszcz ,może trochę śniegu ,czy mrozu. Aż przyszedł dzień gdy rozpoczęliśmy ambitną drogę z Murowańca na Liliowe z zamiarem przejścia Perci możliwie jak najdalej. Przyszło załamanie pogody (może 20 min. to trwało) Wróciliśmy od Świnicy ,ale mieliśmy ogromne problemy ,żeby dotrzeć do budynku kolejki na Kasprowym. Przy mrozie i huraganowym wietrze rzucało jakąś mokrą mgłą ,która tworzyła wszędzie natychmiast lodową skorupę .Zejść na dół po lodzie się baliśmy ,granią na czworakach od biedy się szło ,wyprostować się nie było można ,bo wiatr chciał nas zepchnąć. Doszliśmy po omacku ,przemarznięci mimo b.dobrego zaopatrzenia w ciuchy i to na tak prostej drodze.
No, ja jakoś jeszcze nie przeszłam ekstremalnych warunków w Taterkach.Przemoknąć do suchej nitki-głównie buty kiedyś mi się udało ,no i raz "zdobyłam" w śnieżycy (ale niezbyt groźnej-wg.mnie) Kasprowy.Zawsze intrygowały mnie opowieści o tym,że w lipcu-sierpniu może nastąpić takie załamanie pogody,iż w Wysokich Tatrach pada śnieg 
------------------------------------------
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
Mnie też intrygowały, powiem nawet, że nie bardzo chciało mi się w nie wierzyć...Iwona pisze:Zawsze intrygowały mnie opowieści o tym,że w lipcu-sierpniu może nastąpić takie załamanie pogody,iż w Wysokich Tatrach pada śnieg.
A co do najgorszej pogody:
- chmury i mgła na Starorobociańskim że oko wykol (skończyło się na przymusowym zejściu "na pałę" do Dol. Starorobociańskiej),
- deszcz na Salatinie (6h porządnej ulewy - kurtka gore-tex wytrzymuje to, plecak i to co w środku - nestety nie
- świeży śnieg w lipcu - patrz relacja z wyjazdu
MiG
Miałam takie załamanie pogody rok temu w lipcu wchodząc na Czerwone. przy żlebie podczas podejścia na Małączniak w jednej minucie zrobiła się taka mgła, że nie widziałam nic na odległość kilkudziesięciu centymetrów. Dodam jeszcze, że na Małołączniaku nic nie było widać przez tę mgłę. Miałam świadomość, ze stoję na szczycie, a wokoło jest biało- poprostu nicość - powiem Wam, że to było bardzo dziwne wrażenie- taka pustka naokoło mnie. Chociaż z drugiej strony fascynujące...
no to teraz ja...
- mgła na Giewoncie,,,stałem koło krzyża i dotykałem go ale widziałem tylko cień...fantastycznie się schodziło....
- super pogoda na Granatach, wychodzę na przełecz nad buczynowa dolinką i nagle snieg i wietrzysko wali.... schodziłem kulczakiem a w kominku spływały potoki zimnej wody.... potem na kwaterach pół litra wódki (bleee) i jakoś nie miałem zapoalennia płuc....
- 3 sierpnia 2004 - ładnie i ciepło i nagle śnieg na Wołowcu...
zapomniałem o Skrzycznem w Beskidzie Ślaskim...zjeżdżamy kolejką na dół. bo spieszylismy sie na pks i nagle burza.... mądry Hoggi skoczył z krzesełka i troche się potłukł a mój kumpel jechał na dół ledwie żywy...ze strachu... a trzaskało wtedy niemiłosiernie...
- mgła na Giewoncie,,,stałem koło krzyża i dotykałem go ale widziałem tylko cień...fantastycznie się schodziło....
- super pogoda na Granatach, wychodzę na przełecz nad buczynowa dolinką i nagle snieg i wietrzysko wali.... schodziłem kulczakiem a w kominku spływały potoki zimnej wody.... potem na kwaterach pół litra wódki (bleee) i jakoś nie miałem zapoalennia płuc....
- 3 sierpnia 2004 - ładnie i ciepło i nagle śnieg na Wołowcu...
zapomniałem o Skrzycznem w Beskidzie Ślaskim...zjeżdżamy kolejką na dół. bo spieszylismy sie na pks i nagle burza.... mądry Hoggi skoczył z krzesełka i troche się potłukł a mój kumpel jechał na dół ledwie żywy...ze strachu... a trzaskało wtedy niemiłosiernie...
Ja tak miałam w zeszłym roku na Szpiglasowym Wierchu. A przez chwilę pojawił się w prześwicie chmur Mnich. Nic nie widziałam ale przezycie było super.andaluzja pisze:Miałam świadomość, ze stoję na szczycie, a wokoło jest biało
No i tegoroczy lipcowy śnieg, przez który nie udało mi się wejść na Zawrat
Zadymka była straszna, widoczność chwilami do 50m, śniegu może 15 cm ale bardzo ślisko.
We wrześniu idąc z Wołowca na Kończysty wierch,1/3 trasy byłem zmuszony pokonać na czworaka
a na przełęczch nawet troszkę schodzić ze szlaku(tam gdzie było to możliwe) żeby mnie wiaterek nie zciągnął w dół ...
Przeżycie było niesamowite jeden wielki huk wiatru i zrobiło się okropnie zimno.
na dodatek jak się potem okazałona szlaku byłem sam jak palec
Pozatym przezyciem niemiałem chyba więcej przygód typu pogoda..nielicząc oczywiście kilku razy kiedy to wracałem kompletnie przemoczony.. ale za każym razem szczęśliwy
na dodatek jak się potem okazałona szlaku byłem sam jak palec
Pozatym przezyciem niemiałem chyba więcej przygód typu pogoda..nielicząc oczywiście kilku razy kiedy to wracałem kompletnie przemoczony.. ale za każym razem szczęśliwy
14 i 15 lipca 2004 (patrz moja relacjaIwona pisze:kiedy dokładnie,bo też byłam w lipcu ale mnie ominęły takie atrakcje
Jeśli jest dużo śniegu to tak, ale w momencie kiedy jest ślisko a pokrywa śniegowa niestabilna możesz sobie zafundować piękny zjazddagomar pisze:Wydaje mi się ,że jeśli chodzi o żleby typu Zawrat ,to najlepiej wchodzi się właśnie po śniegu środkiem.
MiG
Ostatnio zmieniony sob 23 paź, 2004 przez MiG, łącznie zmieniany 1 raz.
Kilka lat temu wyszedłem z kolegą w kierunku Koziej Przełęczy. Była cudowna pogoda aż do pierwszych łańcuchów. Deszcz zaczął padać niespodziewanie, był tak mocny że wokół po chwili zewsząd tryskały fontanny wody z okolicznych ścian a ścieżki i żleby zamieniły się w małe rwące potoki. Nigdy przedtem czegoś takiego nie widziałem, trwało to tak z 15 minut, ludzie "poprzyklejani" do ścian, nie było sposobu żeby iść dalej po śliskim podłożu. Nagle deszczysko przestało padać ale woda jeszcze ściekała długą chwilę zanim wszystko się uspokoiło. Była znów ładna pogoda, gdzieniegdzie parę chmurek i do końca marszu już bez niespodzianek.
pozdr
Jurek
pozdr
Jurek
A mnie w górach (mówię o sezonie letnim lub wczesnojesiennym) spotykał już wielokrotnie śnieg, grad, deszcz, mżawka, mgła, halny, orawski, etc., etc.
Tylko chyba raz wycofałem się, to znaczy wycofaliśmy się, bo byłem wtedy z ojcem, gdy wiał właśnie orawski. Szliśmy Chochołowską, na Grzesia, Rakonia i Wołowca. Mieliśmy w planach iść jeszcze dalej, ale na samym Wołowcu tak wiało, że rzeczywiście ciężko było iść. Ale miałem wtedy chyba coś ok. 14 lat. Teraz myślę, żebym poszedł dalej.
Tylko chyba raz wycofałem się, to znaczy wycofaliśmy się, bo byłem wtedy z ojcem, gdy wiał właśnie orawski. Szliśmy Chochołowską, na Grzesia, Rakonia i Wołowca. Mieliśmy w planach iść jeszcze dalej, ale na samym Wołowcu tak wiało, że rzeczywiście ciężko było iść. Ale miałem wtedy chyba coś ok. 14 lat. Teraz myślę, żebym poszedł dalej.
wycofywałem się ,tak liczę ,cztery razy ,w tym trzy z Małej Wysokiej. Żona w tym roku powiedziałe ,że już tam nie pójdzie ,bo to jakiś znak. Jak tam wchodzimy ,to albo cholerna burza ,albo lód. Jakaś taka pechowa. Ten czwarty raz nie chciałem zejść Zawratem i obraliśmy okrężną trasę OP. Nie wiem dlaczego ,ale opanowało mnie bardzo silne przeczucie ,że tam nie mogę iść. Do dziś jestem pewien ,że zrobiliśmy dobrze ,choć nie da się tego nijak racjonalnie wyjaśnić (tak w ogóle jestem inżynierem ,facetem konkretnym). To było tak silne ,że żadna siła by mnie tam nie zaciągnęła ,wręcz pewność i nieuchronność czegoś tragicznego ,co nastąpi ,jeżeli tam wejdę.
wraz z przyjaciolmi mielismy zalamanie pogody na trzydniowanskim. wejscie na gore ok. lekka mrzawka ale to normalne. na gorze masakra. szlismy za soba a nie widzielismy sie wcale. musielismy caly czas cos mowic aby nikt nie zszedl na boczek. i pytanie idzemy dalej czy schodzimy druga stona? schodzenie bylo jeeszcze gorsze. w penym momencie jednen z wspoltowarzyszy stwierdzil ze tam chyba nie ma zadnej sciezki tylko potok. jak magla jakos tam opadla, a moze to byla chmura to zaczelo juz nie mrzyc tylko lac. o matko, dla mnie super ale reszta nie przyzwyczajona. przyznam ze mialam stracha. wszystko mokre, skakac trzeba aby nie ugrzasc a za mna 3 niwikow a na koncu stary piechor. wtedy to dopiero byl czas na przemyslenia 





