blues
Ha, zarąbisty lokalik, byłem tam w 99'. Stamtąd nie chce się wychodzić. Blues, fakt, tam dominuje. Na nieszczęście byłem wtedy kierowcą. Więc nie mogłem się oddać bluesowi tak jak bym chciałkoniu pisze:Uwielbiam DŻEM ale ten z Ryśkiem dużo by gadać. W te wakacje mieszkałem w Cisnej. Jest tam taka knajpka Siekierezada cały czas grali DŻEM nastrój bomba do tego góry żyć nie umierać
hmm, blues - łza się w oku kręci. Z tym, że ja jestem jeszcze z ery tego starego bluesa, czarnego, nowoorleańskiego. W zasadzie niemożliwego do wykonania przez białego muzyka i pieśniarza. Nie wiem o co tu chodzi ale białym jakoś to niewychodzi, Polakom też. W latach 50-ych i 60-ych było sporo kapel grających takich oldtime'owy jazz ale to wszystko była jednak imitacja. Zresztą na pocieszenie mogę powiedzieć, że żadnej innej europejskiej nacji też to nie wyszło. Co dziwniejsze, wygląda na to, że dotyczy to tylko Murzynów amerykańskich. Miałem niedawno możliwość posłuchania (i pooglądania bo na kasetach video) kilku jazzowych zespołów z Kenii grających stary jazz, podobno takich z górnej półki. No i co - tragedia, kompletne nieporozumienie, Michał Wiśniewski...
Podejrzewam, że jestem tu jedynym, który miał okazję słuchać i widzieć na żywo takie gwiazdy jak Louisa Armstronga czy Sidneya Becheta (mówię tylko o tych z kręgu bluesa, tych z modern jazzu, których słyszałem na żywo było znacznie więcej) oraz takie big-bandy jak Duke Ellingtona czy Count Basie'go, które, owszem, grały tematy standardy bluesowe ale jakby nieco inaczej.
Nie wiem czy ktoś to zauważył - tematy bluesowe świetnie się nadają do nucenia pod nosem w trakcie górskiej wycieczki - szczególnie przy długich i nudnych podejściach.
Podejrzewam, że jestem tu jedynym, który miał okazję słuchać i widzieć na żywo takie gwiazdy jak Louisa Armstronga czy Sidneya Becheta (mówię tylko o tych z kręgu bluesa, tych z modern jazzu, których słyszałem na żywo było znacznie więcej) oraz takie big-bandy jak Duke Ellingtona czy Count Basie'go, które, owszem, grały tematy standardy bluesowe ale jakby nieco inaczej.
Nie wiem czy ktoś to zauważył - tematy bluesowe świetnie się nadają do nucenia pod nosem w trakcie górskiej wycieczki - szczególnie przy długich i nudnych podejściach.
Możliwe jeszcze nie miałem okazji słuchać ich koncertu na żywochief pisze:Nagrania studyjne Dżemu (no, może poza "Cegłą") nie bardzo mnie rajcowały. Dżem to tylko koncerty, to była prawdziwa uczta, niezależnie od jakości sprzętu nagłaśniającego, zawsze dawali super koncert.







