druga połowa a góry
Wspólne zainteresowania i upodobania to moim zdaniem podstawa udanego związku. Nie wyobrażam sobie bycia z kimś kto nie podziela naszej górskiej pasji, to przecież nie zbieranie znaczków (chociaż słyszałem o związkach, które właśnie przez znaczki się rozpadły) czy cotygodniowy wypad na karty z kolegami.
Po cholerę wiązać się z osobą, która ma odmienne zainteresowania? Dla seksu, dla pieniędzy? Takie związki na dłuższą metę nie mają prawa bytu, chyba że właśnie o to stronom chodzi – o niepisaną „umowę handlową” między dwojgiem ludzi. A gdzie w takim związku jest miejsce na dzieci?
__________________________
Po cholerę wiązać się z osobą, która ma odmienne zainteresowania? Dla seksu, dla pieniędzy? Takie związki na dłuższą metę nie mają prawa bytu, chyba że właśnie o to stronom chodzi – o niepisaną „umowę handlową” między dwojgiem ludzi. A gdzie w takim związku jest miejsce na dzieci?
__________________________
Izabela pisze:większość postow to skupiaja się one na: zakazach, ustepstwach,rezygnacji, obecnych i ewentualnych obawach
Iza -> a jaka jest wg Ciebie różnica między wymaganiem ustępstw i rezygnacją, które nie podobają Ci się u innych a poświęceniem się i wzięciem na siebie jakichś obowiązków, które wymagasz od partnera?Izabela pisze:partner/partnerka nie lubia gór,ale nie maja nic przeciw. Potrafią zrozumieć, wspomóc, zaufać, znieść, poświęcic się, wziąc na siebie jakieś obowiązki
Stary, czy ty swoim potencjalnym kandydatkom na żony rozdawałeś kwestionariusze do wypełnienia, czy co? Miłość ma to do siebie, że przychodzi zazwyczaj niespodziewanie i nie pozwala na racjonalizację i ocenę opłacalności, zbieżności zainteresowań, tudzież przeprowadzenia castingu.AdiK pisze:Po cholerę wiązać się z osobą, która ma odmienne zainteresowania?
Nie wyobrażam sobie przywiązywania jakiejkowiek wagi do zbieżności naszych pasji, jeśli się w sobie zakochaliśmy.AdiK pisze:Nie wyobrażam sobie bycia z kimś kto nie podziela naszej górskiej pasji
Mariusz -> niespodziewanie przychodzi zauroczenie a nie miłość! Jasne, że zauroczenie może przerodzić się w miłość, ale nie myl pojęć.
Ja mówię o byciu z kimś w stałym związku, o poznaniu drugiego człowieka, o planowaniu wspólnego życia. Dla mnie coś takiego jak miłość od pierwszego wejrzenia po prostu nie istnieje.
_____________________________
Życie to nie wenezuelski serial, znienacka przychodzi tylko sraczka...
Ja mówię o byciu z kimś w stałym związku, o poznaniu drugiego człowieka, o planowaniu wspólnego życia. Dla mnie coś takiego jak miłość od pierwszego wejrzenia po prostu nie istnieje.
_____________________________
Życie to nie wenezuelski serial, znienacka przychodzi tylko sraczka...
To, że się z czymś nie zgadzamy lub nie wierzymy nie znaczy, że to coś nie istnieje. Miłość pozostaje w sprzeczności z podejściem racjonalno-optymalizacyjnym, jakie AdiK opisujesz. Oczywiście to świetnie, jak się uda dograć zainteresowania. Ale z tego co widzę wokół - udaje się to raczej rzadko.AdiK pisze:Dla mnie coś takiego jak miłość od pierwszego wejrzenia po prostu nie istnieje.
P.S. qurna, o czym my tu gadamy. czy ten temat powienien aby siedzieć w pokoju "Tatry"?
Ale w to nie wierzą tylko Ci, którzy nie doświadczyli...AdiK pisze:Dla mnie coś takiego jak miłość od pierwszego wejrzenia po prostu nie istnieje.
Znowu sie off topic zrobil - tylko, zeby odpowiedzialnoścc na mnie nie spadlaMariusz pisze:P.S. qurna, o czym my tu gadamy. czy ten temat powienien aby siedzieć w pokoju "Tatry"?
Dokładnie. I druga połówka nie musi wcale podzielać naszej pasji - wystarczy, ze to rozumie i akceptuje.Mariusz pisze:AdiK napisał(a):
Nie wyobrażam sobie bycia z kimś kto nie podziela naszej górskiej pasji
Nie wyobrażam sobie przywiązywania jakiejkowiek wagi do zbieżności naszych pasji, jeśli się w sobie zakochaliśmy.
Mnie tez sie udało: sporo zainteresowań mamy wspólnych (muzyka,rower, biegi....) ale również sa pasje, których nie podzielamy i w niczym to nie przeszkadza. Ja mam góry-jeżdże w nie kiedy tylko ,mogę (przeważnie weekendy) i on wtedy przejmuje wszystkie obowiązki. Jedyne co, to obawia sie o moje bezpieczeństwo, dlatego też nie moge jeździć sama, zwłaszcza w Tatry (choc bardzo lubięCzesiek pisze:To mnie się udało.![]()
![]()
Góry, rower...
dlatego napisałem – „Dla mnie”Mariusz pisze:To, że się z czymś nie zgadzamy lub nie wierzymy nie znaczy, że to coś nie istnieje
nie zgadzam się – miłość jest kompatybilnaMariusz pisze:Miłość pozostaje w sprzeczności z podejściem racjonalno-optymalizacyjnym
taki smog czy jakaś gęsta mgła nad Wa-wąMariusz pisze:Ale z tego co widzę wokół
_________________________________________
Mariusz pisze:czy ten temat powienien aby siedzieć w pokoju "Tatry"?
jeśli treść tych postów znajduje się pod kreską oddzielającą „pisanie na temat” od „off topica”, to połowa tego pokoju powinna by się znaleźć w koszu...Olav pisze:Znowu sie off topic zrobil
AdiK napisał:
1.ustępstwo, rezygnacja - to: zaniechanie swojej pasji, samorealizacji dla tzw. świętego spokoju - zdziadzienie inaczej....stajesz sie Dulskim i pozostaja ci spacery wokół stołu.
2. kocham swojego partnera i staram się go zrozumieć..i mimo,że mi to nie pasi - nie próbuje mu wmówić,że: wypływanie bladym świtem na środek jakiegoś jeziora w celu złapania sniętej ryby to idiotyzm i w związku z tym postanawiam mu to wybic z głowy i cieszę się że za kilka lat zrobiłam z tym porządek.A na pocieszenie kupuje mu plastikową rybke i dziecięcą wędkę niech sobie nieboga połowi w miednicy i tym samym rogrzeszam własne sumienie...Reasumując :kocham - stać mnie na ustępstwo Tak więc to ja się poświęcam a nie on!
3.Z kolei, po latach małżeństwa odkrywam w sobie niespodziewaną miłość do gór.Oczekuję - nie wymagam!że zostanę zrozumiana. Staram sie wyjaśnić dlaczego tak bardzo mi na tym zależy. On widzi moje samozaparcie, determinację i co tu kryć wręcz cięzką pracę nad sobą żeby zajęciu podołać. Myślę,że nawet to docenia i zauważam,że mu imponuję - w sumie niezła wolta Jeżeli wyjeżdżam w góry ustalamy obowiązki, które bezwzględnie muszę wykonać, a które on wykona za mnie. Gdyby okazało się jednak,że nie rozumie co mu komunikuję na zasadzie nie bo nie - to wtedy idę na noże. I nie chodziłoby mi już o samą pasję,ale nie wybaczyłabym sobie,że żyję z dupkiem....
4.Uznaję obopólną czy też jednodnostronną CZASOWĄ rezygnację z pasji itp. w warunkach wyższej konieczności, które(warunki) tak czy inaczej w każdej rodzinie się zdarzają - bo małżeństwo to nie ciągła bajka ...i jak rzecze pewien znany mi i lubiany mędrzec - nikt nie obiecywał,że będzie lekko a życie usłane różami
I jeszcze jedno AdiK-u
Jeżeli odebrałeś to tak,że mnie u innych nie podobają się ustepstwa i rezygnacje - to sie mylisz!Nie śmiałabym nikogo oceniać. Ja tylko przeanalizowałam posty,zauważyłam i podkreśliłam to co się innym nie podoba, doskwiera , przeszkadza a nawet rani...i wyciagnęłam wnioski
Mariusz napisał:
We wspólnym życiu,to co na początku zdawało się nieistotne, póżniej przybiera na znaczeniu...i właśnie wtedy "wychodzi" jacy tak naprawdę dla siebie jesteśmy....i czy potrafimy nie tylko brać ale i dawać.
Pozdrawiam
Izabela
-Iza -> a jaka jest wg Ciebie różnica między wymaganiem ustępstw i rezygnacją, które nie podobają Ci się u innych a poświęceniem się i wzięciem na siebie jakichś obowiązków, które wymagasz od partnera?
1.ustępstwo, rezygnacja - to: zaniechanie swojej pasji, samorealizacji dla tzw. świętego spokoju - zdziadzienie inaczej....stajesz sie Dulskim i pozostaja ci spacery wokół stołu.
2. kocham swojego partnera i staram się go zrozumieć..i mimo,że mi to nie pasi - nie próbuje mu wmówić,że: wypływanie bladym świtem na środek jakiegoś jeziora w celu złapania sniętej ryby to idiotyzm i w związku z tym postanawiam mu to wybic z głowy i cieszę się że za kilka lat zrobiłam z tym porządek.A na pocieszenie kupuje mu plastikową rybke i dziecięcą wędkę niech sobie nieboga połowi w miednicy i tym samym rogrzeszam własne sumienie...Reasumując :kocham - stać mnie na ustępstwo Tak więc to ja się poświęcam a nie on!
3.Z kolei, po latach małżeństwa odkrywam w sobie niespodziewaną miłość do gór.Oczekuję - nie wymagam!że zostanę zrozumiana. Staram sie wyjaśnić dlaczego tak bardzo mi na tym zależy. On widzi moje samozaparcie, determinację i co tu kryć wręcz cięzką pracę nad sobą żeby zajęciu podołać. Myślę,że nawet to docenia i zauważam,że mu imponuję - w sumie niezła wolta Jeżeli wyjeżdżam w góry ustalamy obowiązki, które bezwzględnie muszę wykonać, a które on wykona za mnie. Gdyby okazało się jednak,że nie rozumie co mu komunikuję na zasadzie nie bo nie - to wtedy idę na noże. I nie chodziłoby mi już o samą pasję,ale nie wybaczyłabym sobie,że żyję z dupkiem....
4.Uznaję obopólną czy też jednodnostronną CZASOWĄ rezygnację z pasji itp. w warunkach wyższej konieczności, które(warunki) tak czy inaczej w każdej rodzinie się zdarzają - bo małżeństwo to nie ciągła bajka ...i jak rzecze pewien znany mi i lubiany mędrzec - nikt nie obiecywał,że będzie lekko a życie usłane różami
I jeszcze jedno AdiK-u
Mariusz napisał:
Oczywiście! Chociaż jeżeli zdarzy się,że dodatkowo one łączą to jest to juz całkowity odlot...Nie wyobrażam sobie przywiązywania jakiejkowiek wagi do zbieżności naszych pasji, jeśli się w sobie zakochaliśmy.
We wspólnym życiu,to co na początku zdawało się nieistotne, póżniej przybiera na znaczeniu...i właśnie wtedy "wychodzi" jacy tak naprawdę dla siebie jesteśmy....i czy potrafimy nie tylko brać ale i dawać.
Pozdrawiam
Izabela
Ostatnio zmieniony pt 24 lut, 2006 przez Izabela, łącznie zmieniany 1 raz.
Iza -> dzięki za wyczerpującą odpowiedź. I jeszcze tylko jedno pytanie – to co opisałaś powyżej to rzeczywistość w której żyjesz, czy tylko marzenia? I nie odbierz tego pytania jako ironię, naprawdę jestem ciekaw, bo jeśli udaje Ci się realizować taki model życia o jakim piszesz, to naprawdę szczęściara z Ciebie.
PS. Ja też nie mam co narzekać - moja małżonka podziela moje zainteresowania, przynajmniej na razie podziela.
Pozdrawiam:
AdiK
PS. Ja też nie mam co narzekać - moja małżonka podziela moje zainteresowania, przynajmniej na razie podziela.
OK.Izabela pisze:Jeżeli odebrałeś...
Pozdrawiam:
AdiK



