A łaciate będzie owocem tej miłościtomtom pisze:Tomek K ->
Zgodnie z Twoja definicja milosc wyraza sie w kilometrach, ktore w zamieci przemierzasz z kolega, by dotrzec do najblizszego calodobowego
druga połowa a góry
tomtom pisze:
bullshit, zwiazek powinien opierac sie na wzajemnej tolerancji. bo milosc trwa dwa lata, a potem trzeba jakos ze soba wytrzymac.
dlaczego tak zakładasz?? Nie może przetrwać dłużej?? A może mylisz miłość z zakochaniem?? No i wielkim kretynizmem byłoby "jakoś ze sobą wytrzymywać" gdyby sie nie kochalo drógiej osoby, naprawde wielkim...
jasne ze moze dluzej !!! ktos tu poprostu zawsze musi miec inne zdanie i rózne od reszty poglądy .Olav pisze:tomtom pisze:
bullshit, zwiazek powinien opierac sie na wzajemnej tolerancji. bo milosc trwa dwa lata, a potem trzeba jakos ze soba wytrzymac.
dlaczego tak zakładasz?? Nie może przetrwać dłużej?? A może mylisz miłość z zakochaniem?? No i wielkim kretynizmem byłoby "jakoś ze sobą wytrzymywać" gdyby sie nie kochalo drógiej osoby, naprawde wielkim...
- no własnie w czym lub jak ma się wyrażać? Chyba ja czegos tu nie rozumiem....Jakby tak wziąc pod uwagę większość postow to skupiaja się one na: zakazach, ustepstwach,rezygnacji, obecnych i ewentualnych obawach- wszystko w imie miłości - i że dobrze byłoby to czy owo i szczęsliwie byłoby tak czy owak, i że miłość wymaga poświęceń! No też! Ale w przypadku pasji jaką stanowi temat tego pokoju? Zakaz wyjazdu w góry lub psucie nastroju ciągłym truciem na ten temat pod hasłem nie pojedziesz bo jak pojedziesz to mnie nie kochasz itp. jest wyrazem chyba największej miłości własnej a nie do partnera! jak na mój gust za mało jest postów o tym,że wprawdzie partner/partnerka nie lubia gór,ale nie maja nic przeciw. Potrafią zrozumieć, wspomóc, zaufać, znieść, poświęcic się, wziąc na siebie jakieś obowiązki, byc mili - to stanowi wyraz miłości do drugiej osoby. Miłość nie stawia warunków. A że czuje sie zazdrość, niepokój? To ludzkie. Ale to wyłącznie osobisty problem nad którym dobrze jest nauczyc się panować. W żadnym razie nie obarczać...A ze nauka kosztuje nieprzespane noce. No cóż może dlatego łatwiej zakazać wymuszając ustępstwa - a wszystko w imię miłości....i pózniej takie cos pokraczne wychodzimilosc wyraza sie
Izabela dokladnie, jeżeli ktoś zabrania nam oddawania sie w jakiś sposob naszej pasji, to nie jest miłośc... skrajnym przypadkiem byl koles z forum terrarystycznego, ktory poznal dziewczyne, wielka milośc rozgorzala itp. Laska wiedziala o jego pasji do ptasznikow, ale po jakimś roku powiedziala ze nadal sie boi i albo ptaszniki, albo ona - facet z pasji nie zrezygnował.
A zwiazek należy budować na zaufaniu i wykazać sie sztuką kompromisu...takze wiem, ze Kasia mi ufa, ze jak pojade, to bede na siebie uwazac, ale wiem terz, ze ze mną czy sama bedzie chciala jezdzić nad morze...
A zwiazek należy budować na zaufaniu i wykazać sie sztuką kompromisu...takze wiem, ze Kasia mi ufa, ze jak pojade, to bede na siebie uwazac, ale wiem terz, ze ze mną czy sama bedzie chciala jezdzić nad morze...
mądra Iza jak zwykla napisała prawdę, ale jest jeszcze jedna sprawa o której nikt nie mówi, sprawa odkrywania w partnerze ciągle nowych pozytywnych cech, dostrzegania wciąż na nowo piękna w tej samej kobiecie - jestem z Małgosią znacznie dłużej niż 2 lata i wciąż albo znów na nowo nie chcę niczego zmieniaćIzabela pisze:To ludzkie.
Iza madrze gada (jak zwykle). Ja sie tylko wtocze z trzema groszami: czasem warto sprawdzic, czy realizacja pasji jest tylko i wylacznie wlasnie realizacja, tak na wszelki wypadek - zawsze lepiej byc rzeznikiem niz baranem.
Olav ->
Ja tak nie zakladam, madrzy naukowcy wyliczyli te dwa lata. Oczywiscie rosyjscy naukowcy policzyli, ze gdyby polaczyc wszystkie nici istniejace na calym swiecie, to powstalby sznurek dlugi ze o ja pierdole, ale praktyka sugeruje, ze cos w wyliczeniu jest, w zwiazku z czym takiemu Sylwestrowi pozostaje mi tylko zazdroscic odchylow od normy.
A jak juz przy zwiazkach i rozwiazkach jestesmy - nigdy nie nalezy zapominac, ze nagly kolaps wielkiej milosci moze nastapic w ciagu godziny, a wtedy okazuje sie, iz lepiej jednak oddzielac best frienda od partnera...
Olav ->
Ja tak nie zakladam, madrzy naukowcy wyliczyli te dwa lata. Oczywiscie rosyjscy naukowcy policzyli, ze gdyby polaczyc wszystkie nici istniejace na calym swiecie, to powstalby sznurek dlugi ze o ja pierdole, ale praktyka sugeruje, ze cos w wyliczeniu jest, w zwiazku z czym takiemu Sylwestrowi pozostaje mi tylko zazdroscic odchylow od normy.
A jak juz przy zwiazkach i rozwiazkach jestesmy - nigdy nie nalezy zapominac, ze nagly kolaps wielkiej milosci moze nastapic w ciagu godziny, a wtedy okazuje sie, iz lepiej jednak oddzielac best frienda od partnera...
tomtomie własnie wróciłem z kolegą ze spożycia łaciatego tzn. owocu miłościtomtom pisze:a gdybys tak skonstatowal, ze z miloscia koniec i mial juz dwojke dzieci?
Powiedz mi jak to z tą miłością jest. Czy według Ciebie można ją przedstawić za pomocą wykresu pewnej stałej ustalonej na maksymalnym poziomie? Według mnie miłość śmiało można opisać np. funkcją sinusoidalnie zmienną a wiem co mówie ponieważ mieszkam z moją połówką na własnych śmieciach już dziesięć lat a dwójke dzieci też mam. Powiedz mi po czym można stwierdzić, że z miłością już koniec. Skąd wiesz, ze nie jest to tylko chwilowe osiągniecie minimum a uwierz mi że takich momentów miałem kilka. Wierzyłem w to, że po nich może być tylko lepiej i zapewniam Cię, że na wierze się nie skończyło
Wczoraj było za dużo matematyki ale to wina łaciatego.
Ostatnio na forum cos dużo się mówi o miłości
i mam takie wrażenie, że niektórzy mylą miłość z okresem zauroczenia. Okres ten jest bardzo ważny ale nie może trwać wiecznie... najpiękniejsze jest jednak to, że może powracać. Według mnie po nim można mówić dopiero o miłości... „miłości z przejściami” scementowanej dobrym i złym (szczególnie tym złym). Coś z okresu zauroczenia oczywiście pozostaje ale nie może być tak samo intensywne... natura o to zadbała. Wyjaśnię Ci to tomtomie na pewnym przykładzie:
Wyobraź sobie że dane Ci było mieć ORGAZM CIĄGŁY.... fajna sprawa na pierwszy rzut oka...ale jestem przekonany, że jaja byś sobie obciął jeszcze tego samego dnia
.
Z ZAUROCZENIEM jest podobnie tylko, ze bez jaj jakoś przeżyjesz a bez głowy i serca nie za bardzo
Ostatnio na forum cos dużo się mówi o miłości
Wyobraź sobie że dane Ci było mieć ORGAZM CIĄGŁY.... fajna sprawa na pierwszy rzut oka...ale jestem przekonany, że jaja byś sobie obciął jeszcze tego samego dnia
Z ZAUROCZENIEM jest podobnie tylko, ze bez jaj jakoś przeżyjesz a bez głowy i serca nie za bardzo
Drogi kolego, nie ucz ojca jak dzieci robic. Z miloscia jest troche jak z kotem Schrodingera - jest taki moment nieoznaczonosci, gdy nie wiadomo azali to milosc azali juz/jeszcze nie (bo odmiennie niz u kota, do/od milosci dazyc mozna w rozne strony).
Przede wszystkim, moj ulubiony podkarpatczyku, mylisz pojecia. Funkcja, ktora raczyles opisac funkcja sinusoidalnie zmienna niestety nie da sie opisac prostym f(x) = milosc. Rozsadniej byloby napisac, ze f(x) = bycie ze soba, gdzie x = milosc. W ten sposob, jezeli x osiagnie wartosc zerowa, nastepuje moment stagnacji, nazwijmy go roboczo slizganiem sie po falach morza przyczynowosci, natomiast przy wartosciach ujemnych mamy gwaltowny zjazd sinusoidy do wartosci a = spanie na sofie, b = spanie na wycieraczce, c = mieszkanie katem u kolegow i tak dalej. Powiem Ci w zaufaniu, ze wtedy sinusoide trzeba mocno popychac, zeby laskawie zechciala sie podniesc powyzej zera
Tyle matematyki, teraz troche chemii. Wiadomo, ze reakcje chemiczne czesto gesto potrzebuja katalizatorow. Przyjmijmy wiec:
zauroczenie = cm
udany seks = us
cm+us+C2H5OH => milosc
milosc = m
zadowalajace perspektywy standardu wspolnego zycia = zpsw
m + zpsw => podstawowa komorka spoleczna (pks)
dzieci = dz
znudzenie = z
puszczanie sie katem = psk
inne formy kryzysowe = ifk
pks+ z+psk+ifk => koniec milosci (km), jednak
jednak km wcale nie => rozstanie, bo
km =(dz)> duzy problem do rozwiazania.
a orgazm i sex w ogolnosci mnie nudzi
Przede wszystkim, moj ulubiony podkarpatczyku, mylisz pojecia. Funkcja, ktora raczyles opisac funkcja sinusoidalnie zmienna niestety nie da sie opisac prostym f(x) = milosc. Rozsadniej byloby napisac, ze f(x) = bycie ze soba, gdzie x = milosc. W ten sposob, jezeli x osiagnie wartosc zerowa, nastepuje moment stagnacji, nazwijmy go roboczo slizganiem sie po falach morza przyczynowosci, natomiast przy wartosciach ujemnych mamy gwaltowny zjazd sinusoidy do wartosci a = spanie na sofie, b = spanie na wycieraczce, c = mieszkanie katem u kolegow i tak dalej. Powiem Ci w zaufaniu, ze wtedy sinusoide trzeba mocno popychac, zeby laskawie zechciala sie podniesc powyzej zera
Tyle matematyki, teraz troche chemii. Wiadomo, ze reakcje chemiczne czesto gesto potrzebuja katalizatorow. Przyjmijmy wiec:
zauroczenie = cm
udany seks = us
cm+us+C2H5OH => milosc
milosc = m
zadowalajace perspektywy standardu wspolnego zycia = zpsw
m + zpsw => podstawowa komorka spoleczna (pks)
dzieci = dz
znudzenie = z
puszczanie sie katem = psk
inne formy kryzysowe = ifk
pks+ z+psk+ifk => koniec milosci (km), jednak
jednak km wcale nie => rozstanie, bo
km =(dz)> duzy problem do rozwiazania.
a orgazm i sex w ogolnosci mnie nudzi





