tomtom pisze:niestety zwiazek to sztuka kompromisu (lub bicia bez zostawiania sladow, zalezy od podejscia) i czesto sie zdarza, ze trzeba pojechac z ukochana do Łeby, choc partner do gorolazenia namawia na gory. polaczenie wszystkiego w jednej osobie tez nie zalatwia sprawy, bo ktos musi pilnowac cholernych bachorow, kiedy my sie szwendamy.
Skąd wiedziałeś!... ja Ci przecież nic wtedy o Łebie nie mówiłem
Izabela pisze:
Bo cały problem jest właśnie w tym,żeby stać nas było na pozwolenie pozostania drugiej osobie tym kim jest....bo inaczej to wszystko jest mniej czy wiecej popaprane...choćbyśmy nie wiem jak starali się robić dobrą minę do złej gry. Tak sądzę.
Druga połowa w górach szczerze musze powiedzieć że niewiem jak to jest bo nigdy jeszcze nie byłem w górach ze swoja ukochaną Ale mam nadzieje że to się zmieni i to w tym roku chociaz ona także kocha góry A będac w górach z koleżankami wyglądało to bardzo różnie za niektórymi trzeba było biegać a nie które było trzeba popedzać ale jesteśmy tylko ludźmi:)
I właśnie sztuką jest pogodzić miłość do partnera (i nieistotne czy to partner czy partnerka-to temat z innej strony) z miłością do gór.Obstaję przy swoim czasami trochę siły trzeba(nie myl z przemocą.
Agaar pisze:Co do tematu... Fajnie jest jeździć w góry z drugą połową.
Tzn. tak mi się wydaje, bo nigdy nie miałam jeszcze okazji. Tyle, że na pewno jest to strach... Ogromny strach.
Ale stanąć na szczycie i mieć koło siebie ukochaną osobe...to musi być piękne smile
nie jest tak pieknie jakby sie wydawało - niestety. ja wolalam jezdzic z przyjaciolmi
ale facet cie nie ogrzeje jak zimno i sie spi pod namiotem
-ale seksistowsko zabrzmiało A w ogóle to co piszesz nie jest takie znów pewne patrząc na marsze pewne...
dla mnie calkiem normalnie zabrzmialo, seksistowsko? hmmm po ciezkim dniu niektore rzeczy to sama przyjemnosc , marsze? hmmm dwa ... miedzy nogami to stanowczo za duzo
i jak zwykle sprowadza sie wszystko do dupy :| Ale to prawda, ze ukochana osoba moze być przyjacielem, ale niekoniecznie takim przyjacielem z ktorym sie w góry jeździ...
No wiesz - ja wiem, ze moja Kasia jest jednoczesnie moim najlepszym przyjacielem...ale na jakies ryzykowne wspinanie bym jej nie zabral, gdyż martwilbym sie zbyt bardzo o nią w tym czasie...a takie coś moze doproadzic do tego, ze nie bede uwazac na siebie i spadne
to niedobrze. jak Twoja Kasia zacznie Ci sprawiac trudnosci, to komu pojdziesz sie wyplakac - najlepszemu przyjacielowi? Czy moze przyjdziesz pozwierzac sie na forum?