Picie wody ze strumieni
Ostatnio wyczytałam, że spożywanie większej ilości zimnej wody podczas marszu nie jest korzystne ponieważ gasi pragnienie tylko na chwilę i wręcz działa osłabiająco na organizm. Tak jak już ktoś tu pisał, woda ze strumieni i woda ze śniegu nie gasi pragnienia, ponieważ zawiera minimalne ilości składników mineralnych i soli. W krótkim czasie użycie takiej wody budzi jeszcze większe pragnienie, powoduje osłabienie i brak łaknienia. Wynika to ze znacznego oziębienia żołądka oraz składu chemicznego takiej wody-zbliżonego do składu wody destylowanej, a więc szkodliwej dla organizmu. Jednak jest sposób, aby ją pozbawić tych niekorzystnych właściwości. Wystarczy dodać do wody trochę soku owocowego i postarać się, aby temperatura wody nie była niższa niż +8 C.Z napojów najbardziej polecanych w góry na pierwszym miejscu jest herbata, ewentualnie kawa (mi osobiście kawa w górach nie smakuje a jestem kawoszem) Jeśli chodzi o napoje alkoholowe to podobno początkowo pobudzają akcję serca, drażnią błonę śluzową żołądka, wywołując uczucie ciepła wewnątrz. Jednak w niespełna kwadrans potem uczucie zmęczenia wraca, w stopniu dużo wyższym. Szczególnie osłabiający wpływ na układ mięśniowy i nerwowy wywiera piwo (chmiel obniża ciśnienie krwi). Wpływa też ono usypiająco na organizm.
I cóż Wy na to panowie?
W tym momencie przypomniała mi się opowieść spotkanego gościa w drodze na Rysy, który opowiadał, jak to dzień wcześniej szedł na Kasprowy przez Myślenickie T. Tuż pod samym szczytem postanowił pokrzepić się „napojem bogów” i tak go ścięło, że najzwyczajniej w świecie usnął!
I cóż Wy na to panowie?
W tym momencie przypomniała mi się opowieść spotkanego gościa w drodze na Rysy, który opowiadał, jak to dzień wcześniej szedł na Kasprowy przez Myślenickie T. Tuż pod samym szczytem postanowił pokrzepić się „napojem bogów” i tak go ścięło, że najzwyczajniej w świecie usnął!
------------------------------------------
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
Może to i naukowo uzasadnione Iwona, ale we mnie jakoś ta strumieniowa woda gasi pragnienie doskonale! Ale faktycznie, jeśli mam wybór, wolę zabrać niegazowaną mineralkę ze sklepu,bo jest smaczniejsza. Porównanie z wodą destylowaną do akumulatorów samochodowych jest naprawdę efektowne. Jeśli to prawda, przestaję się tykać strumieni od dziś!Iwona pisze:woda ze strumieni i woda ze śniegu nie gasi pragnienia
No nie, to już jest jakaś prowokacja szyta grubymi nićmi!Iwona pisze:osłabiający wpływ na układ mięśniowy i nerwowy wywiera piwo
Wiele się naczytałem o pozornym rozgrzewaniu ciała przez alkohol i o szybkim powrocie do poprzedniej lub nawet niższej wydolności organizmu. Nigdy bym nie wypił browara na szczycie, jeśli przede mną długa droga na dół. Co innego jednak wypić go tuż przed końcem trudnej wędrówki (np. przy powrocie z 5 Stawów przez Zawrat do Kuźnic, wypić kufelek w Murowańcu). Taki kufelek daje tymczasowego speeda, ale to wystarcza żeby dojść do Zakopanego!
Z tym piwem to różnie bywa. Kiedyś w Murowańcu nocowałem w pokoju z dwoma kolesiami ze Szczecina, którzy poprzedzającego dnia przynieśli sobie z Zakopanego dwa plecaki browaru (ponad 20 puszeczek)- Tatra o ile mnie pamięć nie myli. Dzień zaczęli od dwóch puszek na łebka, po śniadaniu kontynuacja i w drogę... trasę mieli ambitną bo weszli na Świnicę od Świnickiej Przełęczy a potem pociągnęli aż do Koziej Przełęczy i spowrotem do schroniska. Ja miałem tamtego dnia marszrutę odwrotną (najpierw na Zawrat) i pamiętam, że spotkałem się z nimi na szczycie Świnicy. Chłopaki wypijali właśnie ostatnie browarki i byli tym bardzo przygnębieni. Z tego by wynikało, że jedno piwo w trakcie wędrówki może zaszkodzić, natomiast w większej ilości działa ono jak napój Asterix-a 
W sumie coś jest na rzeczy bo, jak mawia jeden mój kolega, bez paliwa to i samochód nie jeździ
W sumie coś jest na rzeczy bo, jak mawia jeden mój kolega, bez paliwa to i samochód nie jeździ

-Eeee, nie musisz zmieniać swoich przyzwyczajeńMariusz pisze:Porównanie z wodą destylowaną do akumulatorów samochodowych jest naprawdę efektowne. Jeśli to prawda, przestaję się tykać strumieni od dziś!
Mariusz pisze:No nie, to już jest jakaś prowokacja szyta grubymi nićmi!
Tiaaa, ale że nasi forumowi panowie to prawdziwi turyści,to tak naprawdę ich powyższe moje wywody nie dotyczą...
------------------------------------------
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
- Andrzej Krystoszyk
-

- Posty: 1165
- Rejestracja: pn 17 maja, 2004
- Lokalizacja: Pułtusk
Pierwsze usypia rzeczywiście, ergo trzeba zaraz drugie i wszystko jest OK. A woda ze strumienia nawet jak nie gasi to i tak gasi. Może to subiektywna wrażenie ale i tak nie rozstanę się ze zwyczajem testowania wody ze wszystkich zbiorników. A tak poważnie... pyffffkoooo dopiero w powrotnej drodze , po zejściu , a nie przed wejściem. Po kilku człowiek robi się cosik za bardzo wyrywny.
Dla mnie jeśli woda to tylko mineralna niegazowana, czasami mineralna naturalnie gazowana. Ale najlepsza pozostanie zwykła, czysta mineralna. Co do wody ze strumieni piłem ją od kiedy pamiętam, wygodne to było, bo kupowałem jedną, dwie butelki wody, jak się kończyła, to dolewałem ze strumienia i miałem mało do noszenia. Przeszło mi jednak, gdy pewnego dnia, moja lepsza połowa napiła się wody ze strumienia pod Kościelcem, co się dla niej bardzo źle skończyło (3 dni w namiocie, a raczej w szalecie).
Teraz wychodząc w dłuższą trasę mam ze sobą 3, 4 butelki wody. Ciężkie to cholerstwo, ale wole ponosić nadmiar, niż później się męczyć z odwodnienia.
Co do piwa i innych alkoholi - na bardzo lekkich trasach, albo niedaleko od końca trasy zdaża mi się jedno chlapnąć, ale żeby gdzieś wysoko, albo przed wyjściem... Piwo mnie rozleniwia, innych trunków w górach nie próbowałem.
Teraz wychodząc w dłuższą trasę mam ze sobą 3, 4 butelki wody. Ciężkie to cholerstwo, ale wole ponosić nadmiar, niż później się męczyć z odwodnienia.
Co do piwa i innych alkoholi - na bardzo lekkich trasach, albo niedaleko od końca trasy zdaża mi się jedno chlapnąć, ale żeby gdzieś wysoko, albo przed wyjściem... Piwo mnie rozleniwia, innych trunków w górach nie próbowałem.
Zawsze byłem przeciwny piciu wody ze strumieni czy przygodnych źródełek, aż do czasu kiedy to pewnego pięknego dnia, ze zmęczenia nie miałem siły sięgnąć do plecaka po butelkę i zacząłem pić... wodę ściekającą z kamieni. Od tego momentu moje opory co do picia wody ze strumieni zmalały. Oczywiście zawsze na górską wędrówkę zabieram ze sobą spory zapas mineralki, ale nie zawsze ona wystarcza i wtedy – „jak się nie ma co się lubi, to...”
Może i woda górska nie posiada mikroelementów i nie gasi pragnienia, ale niewątpliwie uzupełnia niedobór samej wody w organizmie, zawsze też można ze sobą zabrać jakieś pastylki ze Zdrovitu i rozpuścić w butelce...
PS. Nigdy nie piję wody ze stawów!
Może i woda górska nie posiada mikroelementów i nie gasi pragnienia, ale niewątpliwie uzupełnia niedobór samej wody w organizmie, zawsze też można ze sobą zabrać jakieś pastylki ze Zdrovitu i rozpuścić w butelce...
PS. Nigdy nie piję wody ze stawów!
Zaowazylem ze duzo turystow pije wode z strumyka.
Na jednym forum wyczytalem ze sa takzwani brudasy ekologiczne myja dupe w potokach .Wiec bym sie dwa razy zastanowil zanim bym nabral wode z potoku hehe.
Osobiscie widzialem jak taki gosciu kompal sie w zmazlym stawie pol bylo jszcze w lodzie, pozniej przeszedl sie wykompac na czarny gonsienicowy.Jak sie pozniej okazalo ten facet nocowal wtym samym pokoju w murowancu co ja , by z Ganska oczywiscie byl morsem.
Na jednym forum wyczytalem ze sa takzwani brudasy ekologiczne myja dupe w potokach .Wiec bym sie dwa razy zastanowil zanim bym nabral wode z potoku hehe.
Osobiscie widzialem jak taki gosciu kompal sie w zmazlym stawie pol bylo jszcze w lodzie, pozniej przeszedl sie wykompac na czarny gonsienicowy.Jak sie pozniej okazalo ten facet nocowal wtym samym pokoju w murowancu co ja , by z Ganska oczywiscie byl morsem.
Bo się nie nabiera butelki w stawie, czy tam w potoku, tylko wysoko w górach w malutkim strumyczku, co to się sączy ze skały. Wcześniej trzeba się upewnić, czy źródłem strumyczka nie jest jakiś homo sapiens powyżej.
Nie bardzo rozumiem, skąd to całe zamieszanie wokół strumykowej wody. Wbrew temu co twierdzą wszyscy naukowcy, u mnie gasi ona pragnienie bez zarzutu.
Nie bardzo rozumiem, skąd to całe zamieszanie wokół strumykowej wody. Wbrew temu co twierdzą wszyscy naukowcy, u mnie gasi ona pragnienie bez zarzutu.
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:
ja ostatnio podczas całego pobytu w Tatrach moze 3 razy kupowaem wode mineralną w schronisku (półlitrówkę na dojście do źródełka). Wrażenia z picia wody z potoku:
chochołowska - napełniałem butlę w potoku bobrowieckim, powyżej ujęcia schroniskowego. W smaku podła (słodka, bo w lesie), ale sie nie strułem, więc może być
kościeliska - Przy podejściu na Ciemniak - na granicy lasu jest żlebik gdzie ciurka woda. W smaku wyborna, lepszej chyba nie ma. NAstępne źródełko jest kawałek dalej, wydetana ścieżka w lewo od szlaku, nie iedzie przegapić.
gąsienicowa: żródełko na zejśiu żółtym z Kasprowego. Smaczna. Drugie przy podejściu na zawrat, zaraz przed łąńcuchami. Przepyszna, idąc na Orlą warto nalać sobie z 3 litry, bo źródełko wydajne.
okolice Moka: piłem wode z Czarnego Stwu. W smaku dobra, ale pewnie niezby czysta - cóż - gdy się nie ma co sie lubi ot ise lubi co się ma. Wyżej w drodze na chłopka kolejne źródełko, smak szału nie robi, ale można pić
Co do strucia - ktoś musiałby nasrać i to nie do potoku (bo zarz spłynie ale na brzegu, żeby to mogło być trujące, przegotowana kranówa zawiera więcej syfów niż dobra woda z potoczku. Polecam!
chochołowska - napełniałem butlę w potoku bobrowieckim, powyżej ujęcia schroniskowego. W smaku podła (słodka, bo w lesie), ale sie nie strułem, więc może być
kościeliska - Przy podejściu na Ciemniak - na granicy lasu jest żlebik gdzie ciurka woda. W smaku wyborna, lepszej chyba nie ma. NAstępne źródełko jest kawałek dalej, wydetana ścieżka w lewo od szlaku, nie iedzie przegapić.
gąsienicowa: żródełko na zejśiu żółtym z Kasprowego. Smaczna. Drugie przy podejściu na zawrat, zaraz przed łąńcuchami. Przepyszna, idąc na Orlą warto nalać sobie z 3 litry, bo źródełko wydajne.
okolice Moka: piłem wode z Czarnego Stwu. W smaku dobra, ale pewnie niezby czysta - cóż - gdy się nie ma co sie lubi ot ise lubi co się ma. Wyżej w drodze na chłopka kolejne źródełko, smak szału nie robi, ale można pić
Co do strucia - ktoś musiałby nasrać i to nie do potoku (bo zarz spłynie ale na brzegu, żeby to mogło być trujące, przegotowana kranówa zawiera więcej syfów niż dobra woda z potoczku. Polecam!
Iwona pisze:Ostatnio wyczytałam, że spożywanie większej ilości zimnej wody podczas marszu nie jest korzystne ponieważ gasi pragnienie tylko na chwilę i wręcz działa osłabiająco na organizm





