Po kilku latach nieobecności dostałem zaproszenie niedoodrzucenia!
Moja kochana Babcia razem z moją mamą zaprosiły mnie na wspólny wyjazd w góry, niestety bardzo krótki...
Babcia właśnie była moim pierwszym przewodnikiem, nauczycielem tatrzańskim, wiele jej zawdzięczam....szacuneczek na zawsze....J
Dzień I
Dolina Chochołowska - Dolina Jarząbcza - Trzydniowiański Wierch – Kończysty Wierch - Starobociański Wierch - Ornak - Dolina Kościeliska
Około godz 8 wybrałem się z kwatery na Krzeptówkach. Złapałem szybko busa, dojechałem do D.Chochołowskiej. Z korzystałem z luksusu kolejki:P,
szybkim spacerkiem odszedłem do schroniska. Chwilka relaksu, herbatka i w droge....
Szlak papieski nie należy do przyjemności, droga rozjeżdżona przez traktory, okolicznych drwali itp...Po chwili rozpoczęło się właściwe podejście, moim zdaniem szlak powinien zostać zdecydowanie lepiej oznakowany, przez moment zabłądziłem
Podejście niezbyt interesujące , męczące. Po wejściu na Trzydniowiański pamiątkowa fotka, dołączyłem się do bardzo sympatycznej 3-osobowej grupki z Krakowa, serdecznie pozdrawiam!
Kolejnym celem naszej wyprawy był Kończysty Wierch. Podejście całe we mgle, widoki wręcz zerowe. Po osiągnięciu szczytu przerwa na posiłek, a także dyskusja nad kolejnym celem wyprawy. Zdecydowaliśmy się iść w stronę Starobociańskiego. Po około 30min nastąpiło delikatne przejaśnienie, było czym nacieszyć okoJ.....Jednak wciąż było straszliwie zimno brrrrr......
Po chwili relaksu wyruszyliśmy dalej, podejście sprawiało wrażenie, jednak niebyło tak wymagające jak poprzednie, zresztą pokonane było w ekspresowym tempie! Gdy weszliśmy na szczyt, powtórzył się motyw z Kończystego, widoków brak. Jednak z każdą chwilą następowała poprawa, lecz przejaśnienia były tylko chwilowe. Tak było bez przerwy.
Zaczęliśmy zbiegać ze szczytu

, po drodze mijaliśmy walczących z dosyć ostrym podejściem turystów. W sumie na szlaku było pusto. Idąc grzbietem Ornaku, robiliśmy postoje dosłownie co 10min, ciesząc się w miare atrakcyjną panoramą Smerczyńskiego, Tomanowego, Kominiarskiego........
Gdy zbliżaliśmy się pomału do zejścia w stronę Iwaniackiej Przełęczy w dole Doliny Starobociańskiej zauważyliśmy parę, dosyć pokaźnych rozmiarów ptaków drapieżnych. Kołowały na doliną wzbijając się coraz bardziej w górę, wydając przy tym niesamowity pisk.
Były one dosłownie na wyciągnięcie ręki. Naszym zdaniem mogła być to para orłów, choć mogę się mylić. Może pomożecie mi w ustaleniu gatunkuJ
Gdy zaczęliśmy schodzić w dół, dopadł nas deszczyk, trochę zmoczył, ale w pobliżu Iwaniackiej skończył padać. Zmęczeni, ale zadowoleni dotarliśmy do schroniska, wypiliśmy złocisty napój w cenie absurdalnej, udaliśmy się pomalutku do busa.........
W mojej kwaterze na Krzeptówkach byłem około 20.......Mam nadzieje, że was nie zanudziłem.....
