Narkotyk gór

Także o noclegach, mapach, pogodzie, literaturze...
ODPOWIEDZ
ana

-#5
Posty: 865
Rejestracja: wt 16 wrz, 2003
Lokalizacja: Józefów

Narkotyk gór

Post autor: ana »

Temat-to oczywiście tytuł książki Rafała Malczewskiego.Jest to zbiór opowiadań "z dreszczykiem".
Wawrzyniec Żuławski w "Skalnym lecie" opisał swój samotny nocleg w okolicy Litworowego Stawu. Noc w głębi gór, daleko od cywilizacji,stała się dla autora pretekstem do rozważań na temat zjawisk niewyjaśnionych w Tatrach. Przytacza w tekście różne historie z tą tematyką związane. Tym,którzy nie czytali-polecam. Wspomniałam o tym,ponieważ jestem ciekawa,czy przytrafiły sie Wam w Tatrach jakieś dziwne historie,które trudno wytłumaczyć? Pytanie śmieszne,ale czy rzeczywiście :wink:
Kiedy wieje wiatr,pada deszcz-nie trudno o przewidzenia,przesłyszenia. Kilka lat temu,kiedy wracałam podczas ulewy doliną-cały czas wydawało mi się,że ktoś za mną idzie.Oglądałam się,ale nikogo nie było. Czułam się cokolwiek dziwnie :lol:
ana
Jurek

-#5
Posty: 662
Rejestracja: czw 09 paź, 2003
Lokalizacja: Piotrków Trybunalski

Post autor: Jurek »

Szedłem od Kasprowego przez Czerwone Wierchy wiedząc o nie wyjaśnionych zaginięciach w tym łatwym przecież rejonie Tatr i nic się nie wydarzyło ale miałem dreszczyk na plecach.
Awatar użytkownika
Mariusz

-#8
Posty: 5763
Rejestracja: pn 15 wrz, 2003
Lokalizacja: Marki

Post autor: Mariusz »

Noc w głębi gór, gdzieś między kosówką na przełęczy w Zachodnich doprowadziła by mnie chyba do paraliżu ze strachu... hehe... Nie żebym był aż tak strachliwy, jednak jak to się mówi "strach ma wielkie oczy", a jak człowiek zaczyna sobie rozpamiętywać różne opowieści o tatrzańskich zjawach, dziwożonach, Złym albo nawet o niedźwiedziach, leżąc samemu w środku gór, to wszystko się wydaje takie rzeczywiste...

Kiedyś wybraliśmy się z moim tatrzańskim (i nie tylko) przyjacielem na Sarnie Skały na zachód słońca. Zachód był piękny (nawet zdjęcia wyszły super), ale trzeba było wracać lasami po ciemku. Szliśmy bardzo szybkim krokiem (Robert Korzeniowski bez szans), w ciszy, nic do siebie nie mówiąc i oglądając się co chwila za siebie. Mam pewność że coś za nami szło w odległości kiludziesięciu metrów - bo jak wytłumaczyć regularne trzaski gałązek co jakiś czas za plecami? Byłem pewien, że zaraz zobaczę wśród ciemnych krzaków czerwone oczy... Wyobraźnia podpowiadała różne niesamowite rzeczy i gdyby ktoś dla żartu krzyknął nam za plecami "BU!" to chyba w Zakopanem bylibyśmy w 30 sekund...
:lol:

Innym razem wybraliśmy się na przechadzkę dookoła Morskiego Oka koło 22:00 przed snem. Gdzieś tak w połowie drogi, przy rozwidleniu na Czarny Staw przypomniało nam się, że dzień wcześniej po schroniskowym śmietniku buszował niedźwiedź. Nagle wydało nam się, że wszystkie kosodrzewiny zaczynają się trząść i słychać sapanie...
Czy wiecie jak szybko można biec po tych skalniakach dookoła Moka...
8)
Jurek

-#5
Posty: 662
Rejestracja: czw 09 paź, 2003
Lokalizacja: Piotrków Trybunalski

Post autor: Jurek »

spałem jeden raz w starym schronisku nad Morskim Okiem i nagle o północy zza okna dobiegł wielki rumor jakby ktoś rorzucał wszystko wokół siebie. To niedźwiadek przyszedł na spóźnioną kolację i powywalał wszystkie kosze ze śmieciami w okolicy schroniska
ola

-#3
Posty: 223
Rejestracja: pt 19 wrz, 2003
Lokalizacja: Bydgoszcz

Post autor: ola »

No cóż ja naczytałam się w Nyce...jak to zagubieni w krętych korytarzach jaskini mylnej ginęli ludzie... i nie ukrywam, że będąc tam skrupulatnie przestrzegałam oznakowania szlaku. Miałam wtedy jakieś 12 lat i bardzo się bałam, że zostanę w tej jaskini na zawsze....

Drugi poważny dreszcz emocji przezyłam będąc pierwszy raz w górach. Spadł wówczas wtedy jakiś tursyta z Giewnotu. Od tamtej pory nie lubię tej góry...i tylko raz na nią weszłam z duszą na ramieniu.
Awatar użytkownika
Mariusz

-#8
Posty: 5763
Rejestracja: pn 15 wrz, 2003
Lokalizacja: Marki

Post autor: Mariusz »

Wiecie co, kiedyś miałem fajną akcję w Mylnej... Od samego rana dogryzałem kumplowi, który uparł się żebyśmy wzięli dwie latarki. Moja była bardzo mocna i niezawodna, a on miał takie maleństwo lekko rozgruchotane.
Poszliśmy do Jaskini Mylnej, a że lał deszcz to byliśmy w niej sami (nikt inny nie dotarł). Oglądaliśmy piękne korytarze i komnaty w jasnym świetle mojej latarki aż.... pękło włókno w żarówce i zgasła na amen...
:shock:
Nie wyobrażam sobie wyjścia z Mylnej bez latarki, kto był to wie. Ciemność 100%. No i oczywiście okazało się, że latarka kolegi uratowała nas z opresji, bo pewnie musielibyśmy siedzieć tam sporo godzin, aż ktoś by się doczłapał...
konradow

-#1
Posty: 12
Rejestracja: ndz 19 paź, 2003
Lokalizacja: Myślenice

Post autor: konradow »

Też miałem niedawno taką małą przygodę, gdy schodziłem z Sławkowskiego Szczytu. Kosówka się już kończyła, zaczynał się las i coraz bardziej ściemniało się. Od tego momentu praktycznie do samego Smokovca towarzyszyło mi jakieś porykiwanie z lasu. Byłem pewny, że to niedźwiedź, chociaż równie dobrze mógł być to jeleń. Ale na pewno niezbyt przyjemnie idzie się wtedy przez ciemny las. Co ciekawe, gdy tydzień później schodziłem z Krywania sytuacja się powtórzyła - znowu coś ryczało w lesie.
ana

-#5
Posty: 865
Rejestracja: wt 16 wrz, 2003
Lokalizacja: Józefów

Post autor: ana »

W ogólniaku(czyli sto lat temu :) ) pojechaliśmy na wycieczkę w Gorce. Trzeciego dnia wyruszyliśmy.Szliśmy grupkami. W jednej z nich byłam ja, pisząca tutaj czasami Asia i jeszcze trzy nasze koleżanki. Cel-Turbacz,pora roku-jesień.Jakoś tak wyszło,że wyprzedziłysmy pozostałych uczestników tej wyprawy o jakieś pół godziny. Idziemy lasem-a tu nagle ryk.Stanęłyśmy,jak wryte. Pocieszałm się ,że to może krowa,ale stałyśmy w środku lasu i nie było takiej możliwości, by to była jakaś Mećka czy Łaciata. No nic- idziemy dalej.Za chwilę sytuacja powtórzyła się.Stanęłyśmy-ryk nie ustawał. Zaproponowałam,żeby wrócić się do tych,którzy idą za nami.Karolina(koleżanka)podgrzała atmosferę snując taka wizję:"Wyobrażacie sobie jutrzejsze nagłówki gazet-Pięć dziewczyn rozszarpanych przez niedźwiedzia"... :)) i zaniemówiłyśmy...
Według wszelkiego prawdopodobieństwa-były to jelenie.Wrażenie niesamowite.
PS.Konradow-to Ty masz w Tatry "rzut beretem".Pewnie godzinka i jesteś na miejscu? Zazdroszczę,pozdrawiam :)
Ostatnio zmieniony wt 21 paź, 2003 przez ana, łącznie zmieniany 2 razy.
Awatar użytkownika
Mariusz

-#8
Posty: 5763
Rejestracja: pn 15 wrz, 2003
Lokalizacja: Marki

Post autor: Mariusz »

Ja z kolei dwukrotnie słyszłem rykowisko jeleni, chodząc po górnych partiach Kościeliskiej i Chochołowskiej - zawsze pierwsze skojarzenie było: niedźwiedź, ale przecież miśki nie wydają takich dźwięków siedząc sobie w lesie i obgryzając gałązki. :)
konradow

-#1
Posty: 12
Rejestracja: ndz 19 paź, 2003
Lokalizacja: Myślenice

Post autor: konradow »

ana pisze: PS.Konradow-to Ty masz w Tatry "rzut beretem".Pewnie godzinka i jesteś na miejscu? Zazdroszczę,pozdrawiam :)
Zgadza się. Tylko 70 km do raju :)
Tasior

-#1
Posty: 28
Rejestracja: wt 28 wrz, 2004

Post autor: Tasior »

W te wakacje byłem na Rysach. Wchodziłem i schodziłem szybciej od innych. Często bywa, że większość przy łańcuchach posuwa się krokami po 2 cm. Mijałem ich jak się dało, oczywiście ze zdrowym rozsądkiem. Przy schodzeniu obok łańcuchów(był bezpieczny fragment), zachaczyłem o kamień. Serce stanęło mi w gardle. A ja tylko słyszę jak kamień (wielkości dłoni) odbija się i zsuwa się w dół. Myslę-tylko żeby nikt nie dostał w głowę. Uratował mnie(złapał kamień) jakiś starszy Pan. Głupio mi było. Pewnie dlatego że szedłem obok łańcuchów. Ale nie zapomne tego napięcia gdy czekałem, az kamień zatrzyma się. Później, już przy Czarnym Stawie, znowu nogą zachaczyłem o jakiś kamień. Ale wtedy popisałem sie refleksem i go złapałem.
seba

-#4
Posty: 255
Rejestracja: ndz 08 lut, 2004
Lokalizacja: Chodzież

Post autor: seba »

Tasior - mym idolem jesteś...
...tylko daj znać wcześniej , jak po górasz biegasz...co bym mógł wcześniej kombinować jak tu kamulcem w łep nie dostać....
seba
p.s. jak tak biegasz po tych górach , to coś ogladasz, czy tak tylko sobie biegniesz?
andaluzja

-#3
Posty: 120
Rejestracja: śr 06 paź, 2004
Lokalizacja: Wa-wa

Post autor: andaluzja »

Z tymi łamaniem gałazek i trzaskami chyba każdy miał do czynienia. Idąc w stronę iwaniackiej , uslyszałam o bok w lesie jak coś ewdentnie chodzi i łamie gałęzie. Oczywiście od razu doroiłam sobie teorię, ze jest piękan pogoda, swieci słońce, więc na pewno niedźwiedź idzie w moją stronę, bo chce się trochę powygrzewać na słońcu :-)) ta wizja dodała mi sił i szybkości w pkonaniu tego odcinka szlaku :-)
Pozdrawiam
Awatar użytkownika
Szarotka

-#9
Posty: 14769
Rejestracja: sob 07 lut, 2004
Lokalizacja: Pięknoduchowo

Post autor: Szarotka »

Na szczęście nie miałam spotkania z niedzwiadkiem, wiem jednak że jak idzie się samemu szlakiem to faktycznie wyobraźnia działa.Kiedyś wybrałam się na Czerwone Wierchy (z Kościeliskiej), miły pan w budce z biletami "pocieszył" mnie ,że wchodzę do parku jako pierwsza tego dnia.Oj długo oglądałam się na trasie czy wreszcie idzie ktoś za mną.Wreszcie będąc już w okolicy ,gdzie dochodzi szlak z Tomanowej w oddali zobaczyłam ludka-ufff.Potem wędrując już szczytami wydawało mi się,że gdzieś po słowackiej stronie musi być wodospoad-szum był niesamowity ale choć wytężałam usilnie wzrok,nigdzie takowego nie widziałam.Długo jednak nie musiałm czekać na rozwiązanie zagadki,jak tak się oglądałam to zobaczyłam,ze trawa za mną dziwnie się pokłada a potem.....wiatr wspinający się po słowackiej stronie uderzył mi w plecy z dość sporą siłą.Dziwne ale wtedy poczułam ulgę bo wreszcie poznałam prawdziwe źródło dziwnych odgłosów,co nie zmienia faktu,że oczywiście przyspieszyłam kroku.
Z wiatrem to mam jeszcze jedno górskie wspomnienie.Byłam w Taterkach po raz pierwszy z koleżanką.Była też z nami moja przyjaciółka z mężem.Pierwszego dna zabrali nas na Kasprowy (Skupniów Upłaz-Murowaniec-Kasprowy)Z racji tego,że koleżanka okazała się najsłabsza w grupie pozwoliłyśmy naszej parce sporo nas wyprzedzić a my szłyśmy sobie swoim krokiem.Wszystko było pięknie do czasu jak w połowie wejścia na Kasprusia nie zaczęło wiać niemiłosiernie i na dodatek sypać śniegiem.Moja towarzyszka ma tzw.wiatrowstręt (potrafi całej nocy nie przespać ze strachu,gdy za oknem wieje)wiec możecie sobie wyobrazić co zaczęło się dziać :aciu: Wiatrzycho porwało na nas płaszcze foliowe,koleżanka się zaparła i prawie płacze,parka naszych opiekunów już dawno poza zasięgiem wzrokowym(tel.komórkowych brak),cofnąć się nie możemy bo ci na górze zgłupieją gdzie nas wcięło...Każdy kolejny krok do góry okupiony był psychologicznym podejściem.Uff nigdy potem nie zdarzyło mi się kogoś aż tak bardzo kogoś prosić i przekonywać do paru kroczków naprzód.Dla mnie wiat nie był groźny tylko tak jak powiedziałam -koleżanka panicznie boi się wiatru.Dopiero potem na ciepłej kwaterze dotarło do mnie jak bardzo się bała.Stwierdziła z całą powagą,że tam na górze widziała autentycznie swój koniec...Cała przygoda zakończyła się pomyślnie-dotarłyśmy na szczyt i potem razem z całą grupką innych ludków zeszłyśmy do Kuźnic.Za tę wycieczkę mam prezent w postaci klepsydry i wspomnienia,których na pewno nie zapomnę...
Znowu się rozpisałam i wyszedł mi tasiemiec-sorrki-ale ja chyba nie umiem się streszczać jeśli chodzi o góry... ;)
Awatar użytkownika
dagomar

-#7
Posty: 4327
Rejestracja: wt 17 sie, 2004
Lokalizacja: Tomaszów Maz.
Kontakt:

Post autor: dagomar »

Już kiedyś napisałem ,że najbardziej zimny pot spływał mi po plecach w czasie schodzenia ,skądinąd wcale nietrudnym szlakiem z Rohatki do Zbójnickiego. Problem w tym ,że było oblodzenie i mżawka ,że choć oko wykol. Po łańcuchu wciągnęliśmy się nez większego trudu ,ale zejście na drugą stronę koszmarne .Każdy krok poprzedzało łupanie kijkiem glazury i nadzieja ,że dobrze idziemy ,bo tam oznaczenia szlaku są raczej rzadkie i mizerne.
ODPOWIEDZ