Kolarski faworyt
Kolarski faworyt
Mając na uwadze Wasze rowerowe zamiłowanie, zapewne także śledzicie rok w rok przynajmniej jedną z trzech najważniejszych Wielkich Pętli. Jeśli tak to na pewno macie określonego kolarskiego faworyta. Ciekaw jestem kogo i za jakie wyczyny najbardziej uważacie. Nie mam na myśli kolarzy wyłącznie żyjących. Dla mnie osobiście niesamowitym kolarzem, klasą samą w sobie, był Marco Pantani. Moim zdaniem jego śmierć była jedną z największych strat dla światowego kolarstwa. Może się zdziwicie, ale do Pantaniego mam większy sentyment niż do Induraina czy nawet Amstronga. Cyklista ten potrafił nie tylko niesamowicie wspinać się godzinami pod toporne wzniesienia zostawiając peleton w tyle. Ale także miał nieocenioną technikę zjazdów. Nie zapomnę jednego z etapów w Giro d' Italia sprzed paru laty, i słynnego pojedynku Pantani-Urlich w strugach deszczu z prędkościami dobijającymi nawet do 110 km/h. Ci dwaj kolarze zostawiając daleko za sobą peleton, konkurowali na zasadzie - kto pierwszy padnie na glebę. Kojarzyło się to niczym z kamikazze. Pantani okazał się lepszy, ryzykując życie wpadał w zakręty z prędkością nawet 90 km/h. Urlich musiał mu ustąpić. Całe szczęście obydwaj dojechali cali do mety. Kto wygrał, wiadomo.
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:
nie zawszemefistofeles pisze:Salek napisał(a):
Urlich
zawsze drugi...
raz wygral tdf a wygral tez i vuelte
dla mnie oczywiscie Pantani oraz Claudio Capucci
zawsze dopingowalem tych co jezdza najlepiej w gorach i tam mecza lidera
do momentu kiedy pojawil sie Armstrong i jako lider meczy cala reszte
od tego czasu kolarstwo stalo sie mniej zaskakujace
oraz Kasi (Rybki).Salek pisze:no i nie zapominajmy o Cześku i Romanie
Dla mnie największym autorytetem zawsze był (gra w kapsle
i jest Ryszard Szurkowski, były listonosz (były - jak i ja
Poza tym to mój ziomek-krajan - jak kto woli. Na Nim się wychowałem i dzięki Niemu jeżdżę dzisiaj jak...
Szkoda tylko, że zdradził Dolmel, Wrocław, Milicz i mnie... na rzecz stolycy i poloneza...
Jacques Anquetil: roku 57' oraz kolejno 61-64 - wygrane etapy Tour de France. Może w porównaniu z Amstrongiem nie robi wrażenia pod względem wygranych wyścigów francuskiego touru i nie tylko. Jednak zrobił jedną z wielkich rzeczy i zasłynął tym na zawsze. Kiedyś do rąk wpadł mi artykuł o tym niesamowitym cykliście, kiedy to po wygranym etapie touru (ponad 200 km po górach, bodajże w Alpach) załapał się jeszcze tego samego dnia na nocny wysoko opłacany jendoetapowy wyścig około trzystukilometrowy
i sobie poporstu wygrał. Coś niesamowitego. Postaram się odnaleźć żródło to zapodam. Pozdrówka, maniacy pedałowania
.
Pamiętaj, Czesiek, że Szurkowski był wielki na skalę naszego byłego obozu i nie miał możliwości zmierzyć się z innymi zawodowcami. Bo przecież oficjalnie jako amator (jak i inni sportowcy z demoludów) w istocie był kolarzem zawodowym. Fakt, że był swego czasu na pewno najlepszym zawodowcem "socjalistycznym" i prawdziwi amatorzy z zachodniej Europy nie byli dla niego konkurencją.
Pamiętam, że startował w jakimś wyścigu (może Paryż-Nicea) m.in. z Eddie Merxem, ale był już poza szczytem swojej kariery, a i wyścig mało prestiżowy.
Pamiętam, że startował w jakimś wyścigu (może Paryż-Nicea) m.in. z Eddie Merxem, ale był już poza szczytem swojej kariery, a i wyścig mało prestiżowy.
To o nie kwestię wiary w jego czystość chodzi. To, że jeździ nakoksowany jest jasne jak słońce - gdzieś o tym pisano i mówiono na jednej z relacji wielkiej pętli. Środki, które on bierze (a bierze bo musi - porfilaktycznie) poniekąd wspomagają. Są niezwykle nowoczesne i bardzo drogie, ale nie ma ich jeszcze na liście środków niedozwolonych. Pewnie kiedyś się znajdą i jest prawdopodobieństwo, że mit Amstronga zginie wraz z jego czystością.Salek pisze:Ja nie będę orginalny i powiem Armstrong. Podziwiam go i nie wierzę w ostatnie doniesienia dopingowe
Właśnie się rozpoczęła moja ulubiona Wielka Pętla. Komentatorzy przytoczyli ciekawą historię Toma Simpsona.
Tom Simpson (ur. 30 listopada 1937 w Haswell, hrabstwo Durham; zm. 13 lipca 1967 na Mont Ventoux) był angielskim kolarzem szosowym.
Simpson jest zaliczany do najlepszych kolarzy brytyjskich wszech czasów, ma smutną sławę z powodu swojej tragicznej śmierci na zboczach Mont Ventoux podczas Tour de France w 1967 roku. Simpson podczas podjazdu na nasłoneczniony szczyt "Prowansalskiego Olbrzyma" spadł z roweru, po czym ponownie na niego wsiadł, aby zaraz potem stracić przytomność i ostatecznie upaść na jezdnię. Okazało się krótko potem, że przed etapem, oraz w trakcie Simpson był pod wpływem koktajlu amfetamino-alkoholowego. Dopiero w rok później zaczęto badać kolarzy pod kątem dopingu. Dziś na miejscu śmierci Toma Simpsona stoi pomnik, pod którym wielu kolarzy zostawia różne przedmioty (np. bidony, czapeczki kolarskie itp.)
Simpson był pierwszym Brytyjczykiem (1962), który nosił żółtą koszulkę lidera Tour de France. Jednocześnie, jest on do dziś jedynym Brytyjczykiem, który zdobył tytuł Mistrza Świata w wyścigu ze startu wspólnego w 1965 roku. Potrafił także zwyciężać w klasykach, wygrał 3 z 5-ciu "monumentów kolarstwa": w 1961 wygrał wyścig Dookoła Flandrii, w 1964 Mediolan-San Remo oraz w 1965 Giro di Lombardia.
źródło: Wikipedia
Jak ponoć skomentował to Jacques Anquetil: "Gdybyśmy nic nie brali, to średnia prędkość na całym etapie wynosiłaby 25 km/h".
Cholera, brudne to kolarstwo
Tom Simpson (ur. 30 listopada 1937 w Haswell, hrabstwo Durham; zm. 13 lipca 1967 na Mont Ventoux) był angielskim kolarzem szosowym.
Simpson jest zaliczany do najlepszych kolarzy brytyjskich wszech czasów, ma smutną sławę z powodu swojej tragicznej śmierci na zboczach Mont Ventoux podczas Tour de France w 1967 roku. Simpson podczas podjazdu na nasłoneczniony szczyt "Prowansalskiego Olbrzyma" spadł z roweru, po czym ponownie na niego wsiadł, aby zaraz potem stracić przytomność i ostatecznie upaść na jezdnię. Okazało się krótko potem, że przed etapem, oraz w trakcie Simpson był pod wpływem koktajlu amfetamino-alkoholowego. Dopiero w rok później zaczęto badać kolarzy pod kątem dopingu. Dziś na miejscu śmierci Toma Simpsona stoi pomnik, pod którym wielu kolarzy zostawia różne przedmioty (np. bidony, czapeczki kolarskie itp.)
Simpson był pierwszym Brytyjczykiem (1962), który nosił żółtą koszulkę lidera Tour de France. Jednocześnie, jest on do dziś jedynym Brytyjczykiem, który zdobył tytuł Mistrza Świata w wyścigu ze startu wspólnego w 1965 roku. Potrafił także zwyciężać w klasykach, wygrał 3 z 5-ciu "monumentów kolarstwa": w 1961 wygrał wyścig Dookoła Flandrii, w 1964 Mediolan-San Remo oraz w 1965 Giro di Lombardia.
źródło: Wikipedia
Jak ponoć skomentował to Jacques Anquetil: "Gdybyśmy nic nie brali, to średnia prędkość na całym etapie wynosiłaby 25 km/h".
Cholera, brudne to kolarstwo
Ból polega na tym, że problem dotyczy całego sportowego światka. Gdybyśmy się obrazili i byli w tym konsekwentni to nie oglądalibyśmy nie tylko TdF ale i MŚ w piłce nożnej, MŚ w lekkiej atletyce, olimpiad, itd...andy67 pisze:Taki "sport" to ja mam gdzieś i nie obchodzi mnie w najmniejszym stopniu który koksiarz wygra w tym roku.
Fakt, w kolarstwie branie środków wspomagających jest nieco częściej zauważalne. Ale tylko dlatego, że jest to sport najbardziej ze wszystkich wycieńczający. Nie maraton, nie triathlon, a właśnie wielkie pętle.
P. S. Co nie ma oznaczać, że bronię kolarzy.
Nie uogólniaj - tak właśnie bronią się kolarze (czy koksiarze?) albo inni ciężarowcy.Keczup pisze:Ból polega na tym, że problem dotyczy całego sportowego światka. Gdybyśmy się obrazili i byli w tym konsekwentni to nie oglądalibyśmy nie tylko TdF ale i MŚ w piłce nożnej, MŚ w lekkiej atletyce, olimpiad, itd...andy67 pisze:Taki "sport" to ja mam gdzieś i nie obchodzi mnie w najmniejszym stopniu który koksiarz wygra w tym roku.
Fakt, w kolarstwie branie środków wspomagających jest nieco częściej zauważalne. Ale tylko dlatego, że jest to sport najbardziej ze wszystkich wycieńczający. Nie maraton, nie triathlon, a właśnie wielkie pętle.
P. S. Co nie ma oznaczać, że bronię kolarzy.
No i dlatego np. ja oglądam coraz rzadziej różne transmisje a i wagi do wyników zbyt wielkiej nie przywiązuję.
Zaczęło się to (jak dla mnie) od niejakiego Bena Johnsona w Seulu.
Każdemu jego Everest...
Przecież napisałem, że nie bronię. Chciałem zwrócić uwagę tylko na zjawisko i ogólnie przyczynę większej częstotliwości takich praktyk w tej dyscyplinie. Gdyby triathlon miałby trwać parę dni, z przerwami na sen i masaże, zjawisko to byłoby zapewne bardziej tutaj widoczne.andy67 pisze:tak właśnie bronią się kolarze (czy koksiarze?)
Masz rację, od czasów Bena Johnsona gnije ten sport. Choć wspomniane praktyki mają dużo starsze tradycje.
Co do kolarstwa, śledzę bo, nie ukrywam, kieruję się sentymentami.
P. S. Nigdy nic nie brałem
Mylisz się, wygrał UlrichKeczup pisze:Całe szczęście obydwaj dojechali cali do mety. Kto wygrał, wiadomo
http://www.cyclingnews.com/results/1998 ... age16.html
Nawet Urlich nie potrafił zostawić przeciwników 5 metrów z tyłu na 20 metrach przed finiszem ,jak Szurkowski. Szkoda człowieka ,że żył nie tu ,i nie wtedy ,bo mógłby też stać się wielką postacia i Pętli i Giro
luknij na moje panoramy i galerie





