temat o zabieraniu kobiet w góry był już wałkowany.
A pytanie jest takie: co jeśli waszej połowy w góry nie ciągnie?
Rozmawiałem dziś długo przez gg z klarissą ( ) nt Wandy Rutkiewicz i jej pierwszego męża, który do 'ludzi gór' się nie zaliczał, a jego żonka cięgiem w górach.
Jak pogodzić pęd do przygody z troską tej drugiej osoby. Moja ukochana o ile jej nie planuję zabrać niezbyt chętnie słucha np o pomyśle Słowacji na rowerze (góry na szczęście lubi, ale dopiero zaczyna, więc wszędzie jej zabierać nie mogę ).
Jak wasze połówki znoszą rozłąkę i niebezpieczeństwa, które na Was czekają?
PS Szczególnie o wypowiedź proszony jest Dorian
Ostatnio zmieniony wt 07 lut, 2006 przez mefistofeles, łącznie zmieniany 1 raz.
narazie nie mam takiego problemu bo nie mam drugiej połówki...ale może udałoby mi się mojego ukochanego jakoś przekonać, że w górach jest naprawdę niesamowicie...
U mnie jest tak, że gdybym mojej połówki w góry nie zabrała to pewnie by na taki pomysł nie wpadła (on:P) przez kilka lat.
Wg mnie jak ktos poczuje "to coś" taki pociąg do gór - to jest już załatwiony:) a ze mną nie było tak od początku, nie raz byłam z rodzicami w tatrach i nic - nudziło mi się tam(!!!) aż pewnego razu wybrałam sie nie z rodzicami tylko z grupą i opiekunami, którzy sami uwielbiali góry i zarazili nas tym uwielbieniem, chodziliśmy na długie wędrówki cały dzień o chlebie z pasztetem i czekoladzie:) i jak ostatniego dnia schodzilismy z orlej perci, to już złapałam bakcyla.
I z moją drugą połówką było podobnie, najpierw jak słyszał że w górach przydałoby się wsześnie wstać to sie smiał, że on zostaje. A ostatniego dnia jak schodzilismy, tym razem juz oboje z orlej perci to też chyba poczuł ten klimat. nie ma fizia na punkcie gór, ale je lubi. i juz nie marudzi na wczesne wstawanie.
Może trzeba własnie nienachalnie pokazać drugiej osobie uroki gór i to czym sami się zachwycilismy. Interesować sie tym co druga osoba lubi, a my własnie nie. No bo jak jest sie razem to nie mysli sie chyba tylko o sobie. Taka druga połówka jak zobaczy że nam zależy to w góry pójdzie:)
sprzedam moją połówkę za paczkę fajek . Lubi góry, tylko nie znosi mieć pod górkę, hehehe. Pracuję nad tym aby zacząć jeździć bez niej. Żartowałem, za paczkę fajek jej nie sprzedam, choć....hm.....
hie hie hie ... no to ja moge powiedzieć tylko o swojej żonie - masakra, ma taki straszny lęk wysokości że tragedia. Byłem z nią 2 razy w górach - z czego jedna trasa to krowiarki - babia - brona - markowe szczawiny i to co przeżyłem wtedy utwierdza mnie w przekonaniu że góry są nie dla wszystkich
Ja naszczęsćie nie mam tego problemu gdyż moja druga połówka także kocha góry i jeszcze razem w nich nie byliśmy bo jesteśmy od nie dawna razem Ale to jest luz psyhiczny jak ja i ona lubimy góry ))
mefistofeles pisze:PS Szczególnie o wypowiedź proszony jest Dorian
Dzięki za wyróznienie
Pewnie że wam odpowiem.
mefistofeles pisze:A pytanie jest takie: co jeśli waszej połowy w góry nie ciągnie?
No teraz to jakoś już nie ciągnie pewnie się kobita starzeje A tak poważnie to schodziła w swoim czasie oczywiście pod moją kuratelą całą strone słowackich Tatr przechodząc niektóre szlaki kilkakrotnie.A dlaczego tylko słowacki pewnie padnie pytanie-ano dlatego że trafiła na mnie(albo może ja na nią?) w takim czasie że ja musiałem odpocząć sobie od polskiej cześci Tatr(w końcu ileż mozna tak w kółko łazić po tych samych szlakach) a na słowacje można było w końcu normalnie już sobie pojechać.
A nie chodzi teraz po górach bo coś zdrowie jej się poprzestawiało i jakoś nie zabardzo dobrze znosi wysokość.
mefistofeles pisze:Jak wasze połówki znoszą rozłąkę i niebezpieczeństwa, które na Was czekają?
Jakoś z tym nie mam większych problemów a szczerze powiedziawszy wogóle nie mam tych problemów
Wie że w góry musze jechać i akceptuje to raczej bez sprzeciwów.A co do "znoszenia niebezpieczeństw jakie na mnie czekają" to mysle że dziewczyna ma to dopiero przed sobą, ale systematycznie podnosze poziom tak że ma czas sie przyzwyczaić
Jeśli chodzi o góry, to moja druga połówka lubi je tak samo jak ja, więc rzadko jadę bez niej (ale się zdarza ). Inna sprawa jest z rowerem Ona jeszcze nie czuje się tak pewnie na rowerze by móc jeździć dalekoi przy dużym ruchu samochodów, toteż musi znosić moje rowerowe fanaberie W tym roku np. planuje majówkowy wypad rowerowy nad morze. Dała słowo, że wytrzyma ten tydzień beze mnie A być może w tym czasie wybierze się gdzieś z koleżankami Dajemy sobie radę - w końcu wszystko dla ludzi
Andrzej Krystoszyk pisze:I całe szczęście> Zawsze możliwy jest podział: jedna połowa w góry druga w... doliny.Góry na szczęscie składają się z jednego i drugiego
hehehe ... do tej pory pamietam jak pojechaliśmy z jej rodzicami do Tatralandi (Liptowski Mikulas) , ja jakoś za pływaniem nie przepadam, mapy nie miałem wiec pytam jej " a góry są tam jakieś ? " " są " . No to plecak, kurtka, buty i uśmiech na twarzy... hehehe , wiecie jak śmiesznie wyglądałem jak wszedłęm tak na teren basenów Wokół wszyscy w strojach kąpielowych Okazało sie że góry są ale kilkanaście kilometrów dalej
Moja druga połowa lubi góry, ale tylko lubi a te wysokie to najchętniej ogląda z dolin albo na pocztówkach. Ma lęk wysokości i chodzenie i męczenie się to nie jest akurat to co go rajcuje. Połazić po beskidach ale tak 3 godzinki i styknie . Na szczęście mój małżonek doskonale rozumie moją milość do gór i nie ma nic przeciwko moim w nie wyjazdom . Malo tego, przejmuje w tym czasie wszystkie obowiązki-stawia tylko jeden warunek, nie mogę jechać sama. I tu sie zaczynają moje problemy, ciężko jest znaleźć kogoś o podobnych upodobaniach chętnego na górską wyrypę
Danusia pisze:stawia tylko jeden warunek, nie mogę jechać sama. I tu sie zaczynają moje problemy, ciężko jest znaleźć kogoś o podobnych upodobaniach chętnego na górską wyrypę
Zaraz,zaraz jak to ciężko znależć kogos chetnego na wyjazd
Przeciez tu bezprzerwy ludzie jadą w góry,mało tego niektórzy to nawet nie jada bo nie lubia chodzić samemu a nie maja z kim jechać
Dorian pisze:
Zaraz,zaraz jak to ciężko znależć kogos chetnego na wyjazd
Przeciez tu bezprzerwy ludzie jadą w góry,mało tego niektórzy to nawet nie jada bo nie lubia chodzić samemu a nie maja z kim jechać
Już raz próbowałam sie z Wami spotkać, ale coś nei wyszło, dogonić sie nie daliście. Mam nadzieję że może z Iwoną na Babią sie uda umówić (Iw ja pamiętliwa jestem ) a jak nie to do trzech razy sztuka , tak szybko sie nei poddaję
Danusia pisze:Mam nadzieję że może z Iwoną na Babią sie uda umówić (Iw ja pamiętliwa jestem )
Cały czas nad tym myślę.Do kiedy muszę się zdeklarować,żebyś też mogła coś zaplanować-postanowić? Dużo zależeć też będzie od pogody.
Danusia pisze:I tu sie zaczynają moje problemy, ciężko jest znaleźć kogoś o podobnych upodobaniach chętnego na górską wyrypę
powiem tak: z doświadczenia wiem,że wiele ludzi myśli podobnie jak Ty i myli się Poważnie. Nawet jak pojechałam kiedyś w czerwcu sama...połazić,porozmyślać...to już na drugi dzień poznałam miłą koleżankę (wpadła w Taterki po drodze ze szkolenia w Pieninach).Inny przykład: pewnego wrześniowego dnia zalogowała się na forum Asik.Wybierała się na Wrota Chałubińskiego i...dwa dni później byłyśmy umówione na tygodniowy wyjazd w Tatry PL i SK (wspólna wycieczka z Modziem)Później....a później to już samo się wszystko potoczyło,wsólne wyjazdy w coraz większym gronie(zloty),wypad w Dolomity,szkolenie...itp,itd Danusia...uszy do góry
tomtom pisze:ja sie tylko staram, by druga polowka nie obijala sie o pierwsza w plecaku, bo sie potluc moga
Dlatego pierwsza połówka rocznik 19.... powinna się chłodzić w domu ,bo zbyt droga ,by ją stłuc , podczas gdy druga zakupiona świeżo w schronisku jest obalana wieczorkiem w kosówce za tymże schroniskiem
temat brzmi "druga półówka a góry" ?
więc muszę powiedzieć, że po drugiej półówce już w góry nie wychodzę
bezpieczeństwo ponad wszystko
a bez pierwszej to w ogóle boje się wychodzić