"Na Przełęczy " pisane jest lekkim ,dowcipnym stylem ,zawiera sporo trafnych spostrzeżeń co do turystyki górskiej ,górali i ich zwyczajów ,ale i kultury ogólnierozumianej również. Gdzieś napisałem ,że styl Witkiewica trochę przypomina styl Grodzieńskiej. A co mieliśmy w sztuce - ano kwestie te wypowiadane rubasznym tonem w scenerii na pewno awangardowej ,ale niespecjalnie sensownej i w oderwaniu od całości tekstu mnie trochę raziły.
Druga kwestia - za czasów Witkiewicza i Eliasza stosunek do turystyki górskiej i Tatr (nastrój ,filozofia turystyki,stosunek do przygody wyrażany w tym okresie sztandarowo choćby przez Verne'a ,Stevensona) znacznie odbiegał od nastroju lat trzydziestych XXw ,który zafundował nam reżyser sztuki. Nie można zrozumieć ,czemu miał służyć ten zabieg?
Po trzecie należy sobie odpowiedzieć na pytanie ,cze w ogóle przenoszenie na deski wyrwanych z kontekstu wypowiedzi Eliasza i Witkiewicza bez ich całej tatrzańsko-emocjonalnej otoczki ma sens?
Spróbujcie poczytać całą tatrzańską prozę Witkiewicza - są tam i spisane opowiadania Sabały i przekłady Gogola przeniesione na Podhale ,opowiadania własne i teksty publicystyczne ,razem coś ,co daje nastrój tamtych lat ,biedę płonych i bogactwo hrubych gazdów ,blaski i cienie zbójowania ,lato na hali ,wyprawy taternickie w stylu Chałubńskiego z salwami z pistolców i te samotne Karłowicza. W sztuce niezwykle raził mnie ,który Witkiewicza i Eliasza znam niemal na pamięć ,brak tego nastroju ,a raczej ów inny nastrój dancingu i "Pociągu Rajdowego" lat trzydziestych.
Pozdrowienia ,szczególnie dla Izy ,która ,myślałem że chociaż ona ,mnie poprze




